Wiekowa żona, babcia, teściowa!

Obraz może zawierać: roślina, tabela i w budynku

Nie lubię w roku miesiąca sierpnia, a tylko dlatego, że mam w sierpniu urodziny!

Chyba nikogo w starszym wieku, to nie cieszy, kiedy z roku na rok robimy się starsi i bliżej nam – niż dalej!

Urodziny mam za trzy dni i najchętniej bym się schowała do jakieś nory, by tylko ich nie obchodzić!

Jednak się nie da, bo bliscy pamiętają i już dziś otrzymałam w prezencie cudnego, niewinnego storczyka!

Muszę się zapoznać jak nim się opiekować, bo to są naprawdę trudne kwiaty do prowadzenia, aby zawsze były piękne i pełne nowych pąków!

Może ktoś podpowie?

Jeśli jesteśmy stosunkowo młodzi, to nie zastanawiamy się i nie martwimy, że jesteśmy o kolejny rok starsi i wydaje się nam, że mamy jeszcze kupę lat do przeżycia.

Inaczej jest, kiedy jesteśmy w wieku seniora, a wówczas w dzień urodzin robimy podsumowanie swojego życia i ja tak mam!

Mam tak, że pamiętam ludzi, którzy mi źle życzyli, albo odepchnęli, ale sobie z tym poradziłam!

Oliwa zawsze na wierzch wypływa i karma wraca!

Tylko mądrością życiową można pokonać ludzi chytrych, zawziętych i nieszczerych!

Sumuje się swoje życie i drąży, oraz analizuje, bo co nam w życiu wyszło, a gdzie spotkała nas totalna klęska, z którą sobie lepiej lub gorzej poradziliśmy.

Włączają się automatycznie wspomnienia niestety!

Sięgam więc do albumów ze zdjęciami i analizuję każde ze zdjęć,  na których zapisana była młodość i dość dobre życie.

Z biegiem dni – z biegiem lat wsłuchuję się w mój organizm i każdy ból sprawia, że oto odzywa się choroba, a może nawet rak!

Moja Mama dostała boleści w ciągu paru minut i w szpitalu okazało się, że ma raka, a więc uwrażliwiłam się , że może spotkać mnie to samo!

Póki co zdrowie jako tako dopisuje, choć mogłoby być lepiej!

Mieszkam z Mężem od 60 lat w tym samym miasteczku, pełnym zieleni i ścieżek spacerowych, gdzie jest spokój i cisza, a w środku miasta znajduje się  przepiękne jezioro.

Dla młodych ludzi to jest nuda, ale dla starszych, to raj na ziemi!

Jakże często robię zdjęcia i wstawiam na bloga i mojego fan – page!

Nie nudzę się jako emerytka!

Jedyne co mnie martwi, to to, że Polską rządzi grupa przestępcza, która w tej dumnej Polsce zepsuła wszystko, a tak bym chciała, by moje Wnuki żyły w mądrej Polsce!

Dzieci i Wnuki  są zdrowe i są szczęśliwe, a więc mimo upływu lat i ja staram się być szczęśliwa i cieszę się z małych rzeczy, drobnostek, z Męża a także nabywam nowej filozofii życia, co sprawia, że jestem mądrzejsza niż kiedy byłam młoda!

 

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Obraz może zawierać: niebo i na zewnątrz

Reklamy

Nigdy nic nie wiadomo!

Jest takie przysłowie, że gdybyś wiedział, że się przewrócisz, to byś sobie usiadł!

Nasze życie to wielka zagadka i nigdy nie jesteśmy w stanie przewidzieć tego, co za sekundę może się wydarzyć!

Możemy w ciągu sekundy skaleczyć się nożem gotując obiad i możemy się przewrócić i złamać nogę, czy też rękę.

Nigdy nie przewidzimy, że oto wychodzimy z domu i możemy nigdy do niego nie wrócić!

Nie zdajemy sobie sprawy z tego ile na nas czyha i dobrze, bo byśmy wariowali.

Piękne Mazury i tam wypoczywał z rodziną i żoną polski reżyser Piotr Wożniak – Starak, mąż dziennikarki Agnieszki Szulim.

Był wieczór i wyszedł z kawiarni z kobietą  – wsiedli do wypasionej motorówki.

Nie przewidział, że to będzie jego ostatni rejs i w ciągu sekundy podczas nieszczęśliwego manewru oboje znajdą się w jeziorze.

Nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić tego, co tam za tragedia się działa!

To jest taka zagadka życia, że kobieta się uratowała, a reżyser uderzony w głowę śrubą od silnika utonął – prawdopodobnie!

Gdyby przewidział, to by nie podejmował brawurowej jazdy po jeziorze!

Był bogatym człowiekiem – milionerem i może to go zgubiło, a w tej historii możemy sobie zadawać setki pytań, które zostaną bez odpowiedzi!

Odwiedziła mnie dzisiaj Córka z rodziną – zjedliśmy obiad, a potem sobie rozmawialiśmy na przeróżne tematy.

W moim mieście dzisiaj odbywają się wyścigi szybkich samochodów, czego ja nie znoszę, gdyż w tym sporcie nie widzę niczego pięknego, a tylko ryk silników i wybuchy z tłumików – masakra.

Córka z rodzinką poszli zobaczyć ten rajd, bo w małych miasteczkach kiedy się coś dzieje, to ludzie wychodzą na ulicę, by to zobaczyć – taka atrakcja od czasu do czasu!

Kiedy wyszli ja zasiadłam do komputera, ale moja głowa była jakaś niespokojna.

Pomyślałam sobie, a co będzie jak zdarzy się wypadek i ktoś z widzów straci życie?

Wstałam od komputera i wyszłam na balkon, a za chwilę usłyszałam huk, trzaśnięcie i zobaczyłam biegnących ciekawskich!

Powróciłam do pokoju z komputerem i sięgnęłam po telefon!

Dzwonię i odbiera Córka, a ja się drę, czy są zdrowi i cali?

Jestem czarownicą, bo czułam, że z tych wyścigów, to nic dobrego nie będzie!

Kierowca na szczęście staranował lampę i znak drogowy! Wylał się z samochodu olej, a moi bliscy mieli tam właśnie stanąć, by oglądać ten wyścig.

Los inaczej podpowiedział i stanęli w innym miejscu!

Wyszli ode mnie i mogli już nigdy do mnie nie powrócić!

Tym razem ucierpiała tylko latarnia i znak drogowy, a następnym razem może być bardziej tragicznie i dziwię się włodarzom, że pozwalają na takie wyścigi po głównych w mieście ulicach!

Przyjechała Straż Pożarna i usunęła olej z jezdni i jeszcze o tej porze słyszę warkot samochodów!

Wolę moje miasto wyciszone, tak jak na moich poniższych zdjęciach!

Śpijcie spokojnie – śnijcie kolorowo i wszyscy miejmy nadzieję, że jutro nic złego nam się nie stanie!

Obraz może zawierać: samochód i na zewnątrz

 

 

Obraz może zawierać: roślina, drzewo, niebo, trawa, dom, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: drzewo, roślina, niebo, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: drzewo, roślina, niebo, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: drzewo, dom, roślina, niebo, trawa, na zewnątrz i przyroda

Emeryci żyją w biedzie!

Emeryci żyją w biedzie! Dosyć tego! W październiku wybory, domagajmy się 500 plus dla seniorów z najniższą emeryturą. (List)

Dzisiaj nie będę pisała tylko o PiS, ale o wszystkich poprzednich partiach, które kompletnie też nie dbały o rencistów i emerytów.

Pamiętam, że za rządów PO dostawałam jakieś grosze na konto ni przypiął ni przyłatał.

My emeryci zawsze byliśmy odpychani i nikt się nami nie przejmował, a jeśli zapomniałam jakieś wielkiej kwoty dla emeryta, to niech mi ktoś to przypomni!

PiS dał nam trzynastkę, ale tylko dlatego, aby nas przyciągnąć do głosowania na nich w październiku 2019 roku.

Nie zagłosuję na nich, gdyż zagłosuję tym razem na lewicę!

Polscy emeryci żyją na skraju nędzy i rozpaczy i oglądają każdą złotówkę na różne strony, chociaż całe swoje życie poświęcili dla pracy na rzecz rozwoju naszego kraju i płacili podatki.

Tyrali po 40 lat, aby przysłużyć się Polsce, a teraz dostają ochłapy.

Ja gdybym musiała żyć tylko ze swojej emerytury, to musiałabym iść na żebry.

Kiedy by mi przyszło opłacić wszystkie rachunki, to nie wystarczyłoby mi na jedzenie i leki.

Pracowałam wiele lat uczciwie i  jak każdy emeryt w Polsce mam niską emeryturę i po opłatach zostało by mi jakieś 300 złotych na cały miesiąc!

Czytałam, że wielu emerytów pod marketami prosi innych ludzi, by zrobili im zakupy, bo nie mają, co do gara włożyć – jakie to smutne!

Trzeba jechać do Świnoujścia, który opanowany jest przez emerytów z Niemiec i tam wydają swoje pieniądze i jest ich na to stać!

Jeżdżą na zagraniczne wycieczki i jest ich wszędzie pełno, a polski emeryt nie ma za co wykupić leków.

To są te zaniedbane grupy społeczne, które wiążą ledwo koniec z końcem jak emeryci, renciści i niepełnosprawni – nieprzydatny do niczego elektorat.

Najobrzydliwsze jest to, że nawet Powstańcy żyją na granicy nędzy w tym kraju, których resztkę chcą nakarmić orderami!

Jak wiadomo każdy rząd się wyżywi, bo mają niebotyczną kasę, a my bezbronni, starzy ludzie musimy kombinować jak koń pod górę i nikogo nie obchodzimy!

„Emeryci żyją w biedzie! Dosyć tego! W październiku wybory, domagajmy się 500 plus dla seniorów z najniższą emeryturą. (List)

  • Bieda wśród emerytów kłuje w oczy. Rozdawnictwo dotyczy wszystkich, tylko nie ich. O nich się nie dba. Mamy tego dosyć! – pisze do nas w liście emerytka, pani Renata z Gorzowa. Co sądzicie?

Rozdawnictwo nie dotyczy najbiedniejszych emerytów, jeśli nie liczyć trzynastki, czyli jednorazowej wypłaty, która starczyła na pokrycie długów.
Wielu z nich żyje w skrajnej biedzie, bo nie mogą sprostać wydatkom.

A przecież przepracowali w tym kraju średnio 40 lat, dając z siebie wszystko. Byli wtedy młodzi, dorabiali się powoli, często z pożyczek w kasie pracowniczej, wychowywali dzieci i niewiele korzystali z życia.

Emerytura miała być czasem wypoczynku i relaksu, a jest czym?

Liczeniem każdego grosza i wybieraniem pomiędzy lekami, a jedzeniem. Spotykam ich często na przystanku przy cmentarzu, gdzie odwiedzają prawie codziennie swych bliskich zmarłych, spotykam ich także w kolejkach do lekarzy, bo nie stać ich na leczenie prywatne. Zmęczeni, zgorzkniali opowiadają o swoim trudnym życiu.

Życie na emeryturze

I jak tu im nie współczuć, gdy najniższa emerytura nie starcza na przeżycie. Leki, które miały być za złotówkę nadal kosztują bardzo drogo, na rehabilitację dostać się nie mogą, chociaż biodro i kolana bolą, do specjalisty kardiologa czy endokrynologa terminy są tak długie, że mogą nie doczekać.

Ot, smutny los emeryta. A tu każą żyć aktywnie, zdrowo się odżywiać, dbać o skórę, wyjeżdżać na wakacje….

Godnie żyć, po tylu latach pracy chcieliby zwyczajnie, godnie żyć. I taką powinni mieć emeryturę.
Nie muszą jeździć za granicę do kurortów, nie muszą ubierać się w butikach i zmieniać kolejny raz telewizor, bo się zestarzał, ale muszą zaspokoić swoje podstawowe potrzeby.

500 plus dla emerytów

O tym nie myślą jednak rządzący, bo ich emerytura nie będzie wynosiła 1200 złotych, oni nie będą musieli wybierać co najpierw kupić, a waloryzacji nie dostaną 70 złotych rocznie, co w ich mniemaniu jest dużym propagandowym sukcesem.
Podwyżki wszystkiego, tylko nie najniższych emerytur, jeśli nie liczyć groszowych dodatków. Emeryci! W październiku wybory, domagajmy się 500 plus dla seniorów z najniższą emeryturą.

Czy naprawdę wszystko jest na sprzedaż?

Zwinna jak jaszczurka Magda Gessler WDRAPAŁA SIĘ NA SEDES, by pokazać odchudzoną sylwetkę (FOTO)

Królowa życia Magda Gessler poleciała do Kanady z córką do swojego ukochanego Waldusia i tam lekko na fleku nagrali video jak wspaniale się w trójkę bawią po smacznym grillu! (video poniżej)

Oczywiście wrzucili to do sieci!

Nie wiem, czy ze mną jest coś nie tak, że neguję to, by wszystko w sieci upubliczniać!

Jedni napisali, że super się bawią i chwalą Magdę za luz blues, a ja jak napisałam mam z tym problem, bo czy wszystko musi być na sprzedaż?

Magda też weszła tego lata na klozet, by pokazać światu jak to niby schudła!

Jej córka Lara swego czasu pokazała światu też swoje pośladki i tak sobie myślę, że ci ludzie mając kasę myślą, że im wszystko można, a ja mówię, że wszystko ma swoje granice niestety, aby kogoś szanować za dyskrecję, czy też śmiać się w niebo głosy z ich totalnej głupoty i braku smaku! (zdjęcie poniżej).

Denerwuje mnie jeszcze jedna sprawa.

Czerpię wiadomości z TVN24, bo telewizja reżimowa kłamie.

Lubię z tej telewizji dziennikarki i dziennikarzy, ale wkurzają mnie kobiety prowadzące i to, że reklamują się na portalach społecznościowych przed każdym wyjściem na wizję.

Wstawiają swoje zdjęcia, że są takie piękne i tak dobrze ubrane.

Pokazują zbliżenia swoich pięknych makijaży, oczów i długich nóg.

Bardzo szanuję ludzi ze świata celebrytów, aktorów, dziennikarzy, którzy chronią swoją prywatność, a robią dobrą robotę.

Uwielbiam Justynę Pochanke, która zastąpiła w FpF  Kamila Durczoka, który przejechał się na swojej pysze i uzależnieniach!

Staram się oceniać sprawiedliwie, ale są momenty, iż nie znoszę fałszu w mediach i patrzę na dziennikarki z TVN z politowaniem, dla których kiecka jest ważniejsza niż przekazywane treści!

Sorry TVN, bo standardy powinny być zachowane!

Znalezione obrazy dla zapytania szałkow dagmara

Znalezione obrazy dla zapytania lara gessler goły tyłek

Mała Emilka – szparka sekretarka!

 

Obraz może zawierać: 1 osoba, fotka z ręki i zbliżenie

Następna głupia blondynka w sieci, której się wydawało, że hejtem załatwi porządnych ludzi – sędziów i wylewała na tych ludzi pomyje grzebiąc w ich życiorysach.

Głupiej blondynce wydawało się, że tak pomaga dobrej zmianie i robi coś wspaniałego dla partii rządzącej.

Takie rzeczy, to tylko w Polsce za rządów tej kasty, zepsutej do granic możliwości, która sama podawała jej dane osobowe porządnych ludzi, którzy chcą być tylko dobrymi sędziami!

Kto nie przeżył w sieci internetowego hejtu nie jest sobie w stanie wyobrazić, jak się czuje osoba hejtowana!

Ja to przeżyłam i trwało to 5 długich lat! ‚

Przeżyłam piekło, a zgotowała mi taki los stara kobieta z Krakowa – Maria Pałac!

W konsekwencji podała mnie do Prokuratury i weszła do mnie Policja zgarniając mi do przeszukana dwa komputery!

Zrobiła zrzut z bloga, który był cytatem, ale stara baba tego nie zauważyła.

Przeszukiwali 6 tygodni, a ja podając ją z imienia i nazwiska, by ją ukarano za hejt  obrzydliwy na mojej osobie – przegrałam.

Nic jej nie zrobili, choć miałam wydruki wszystkich jej perfidnych wpisów i teraz ta kobieta pisze gdzie indziej i udaje intelektualistkę, ale ja wiem jaką ona ma czarną, zepsutą, obrzydliwą duszę.

Mam pytanie do Ziobry – dlaczego głupiej Emilce nie zarekwirował komputera i nie sprawdzają tego, co ona ma jeszcze na sumieniu?

Oczywiście tego nie zrobią, bo ta działała na zlecenie Ziobry i on doskonale wie o tym, że głupia hejterka działała pod ochroną tego ministerstwa.

W innym, demokratycznym kraju za takie coś na pysk poleciałby cały rząd, a u nas nabrali wody w usta i nie wiedzą,  co z tą śmierdzącą rybą zrobić.

Dlaczego Ziobro nie wyszedł na konferencję i nic nie wyjaśnia, ano dlatego, że wszyscy w tym są umoczeni i myślą, że się rozejdzie po kościach!

Nie po to upolitycznili wszystko, a by teraz się tłumaczyć. Mają Polskę w głębokim poważaniu, a najważniejsze są stołki i dojenie państwa.

Kto nie był hejtowany, to sobie nawet nie wyobraża jak to boli i ile z człowieka wysysa energii.

Głupia hejterka nie zdawała sobie sprawy z tego, że atakując sędziów, to atakuje także ich rodziny, które tak samo cierpią jak osoba hejtowana.

Teraz ona przeprasza, ale ja nie mam dla niej litości i cieszę się, że oto zło wraca i nagle pojawił się hejt na głupią hejterkę, a nie weźmie ją w obronę jej ukochana partia i zostanie z tym kompletnie sama.

Rycz mała rycz – karma wraca!

Doprowadziła do tego, że cały świat już wie, w co się umoczyła i zapisze się w historii jako głupia blondynka na alkoholu i prochach, a do tego jej własny mąż zrobił z niej wariatkę!

Tak obecnie wygląda Polska i nasza praworządność, a do tego w ten sposób mogą zniszczyć mnie i ciebie i nigdzie nie otrzymamy ochrony i sprawiedliwości.

To państwo już nie działa i niech świat o tym się dowie!

Kaczyński ochroni Ziobro, bo ten ma haki na wszystkich w tej szemranej partii!

Szparka sekretarka gryzie pazury i wylewa krokodyle łzy – niech wylewa!

4 lata temu przed wyborami ostrzegałam wszystkich, że ta partia wchłonie wszystkie służby i nas wchłonie, bo nigdzie nie uzyskamy w razie co – sprawiedliwości!

O tym wiedzieli także ci ludzie, którzy stali pod sądami z białymi różami i jakże to wszystko się sprawdziło!

I taka myśl:

50% Polaków nie zna znaczenia słowa #hejt!
To nie wpłynie na wyniki wyborów – przykro mi!

EMILIA SZMYDT :
” TWORZYŁAM HEJT, TERAZ JESTEM OFIARĄ HEJTU „Emilia Szmydt, zaufana Łukasza Piebiaka, specjalistka od hejtu przeciwko niezawisłym sędziom prywatnie…. jest żoną sędziego Tomasza Szmydta.
To ona za pieniądze Ministerstwa Sprwiedliwości szkalowała w mediach najwartościowszych i najlepszych sędziów w Polsce, m.in. prof.Krystiana Markiewicza, Igora Tuleyę czy Waldemara Żurka. 
Jej mąż, sędzia Tomasz Szmydt wiedział o przestępczej działalności żony, zapewne razem współpracowali, gdyż w neoKRS zajmuje się sprawami dyscyplinarnymi niepokornych sędziów. Do wczoraj był również podwładnym Łukasza Piebiaka.
Aby uniknąć odpowiedzialności karnej w przyszłości Emilia wydała oświadczenie, twierdząc, że wszystkie bezeceństwa wypisywała dla dobra Polski, że miała problemy alkoholowe, rodzinne ale nie jest niepoczytalna. Zatem próbuje stworzyć sobie alibi w postaci tzw. „pomroczności jasnej”. Coś tam pisałam, ale w tamtym momencie nie rozumiałam znaczenia tych słów, gdyż byłam pod wpływem alkoholu, środków psychotropowych i silnego wzburzenia emocjonalnego.
Szanowni państwo, PiS stawia nam Polskę na głowie. Nie wierzę, że to wszystko dzieje się w demokratycznym państwie prawa będącym członkiem Unii Europejskiej.

Człowieku zadbaj o Planetę!

Stoję sobie na moim balkonie i widzę trzech chłopców siedzących na ławce, a obok stały ich rowery.

Pomyślałam sobie, że fajnie, iż chłopcy tak spędzają końcówkę wakacji, czyli aktywnie.

Siedzieli i coś popijali z butelek i tu nie wiem, czy to był niewinny napój, czy tez małe piwko, ale mniejsza z tym.

Nagle zauważam, że butelki po napojach wylądowały na trawie – ot tak sobie się ich pozbyli, choć metr od nich stoi śmietnik!

Wściekłam się i zrobiłam zdjęcia, aby  pokazać naszą, polską mentalność dzieciaków już od najmłodszych lat.

Wiecie, że powinnam zareagować z balkonu, aby to sprzątnęli, ale zabrakło mi odwagi!

Mogłabym usłyszeć – zamknij się starucho!

Nienawidzę śmiecenia i kiedy tylko zauważę taką przykrą dla Ziemi sytuację, to będę to pokazywała.

Nasza Ziemia krzyczy dość i woła o rozsądek  ludzi, aby dać się jej odrodzić, bo to ostatni dzwonek, byśmy na tej Ziemi przetrwali.

Nie rozumiem ludzi, którzy swoje śmieci składują w lasach zaśmiecając je oponami, sprzętem AGD, starymi meblami, plastikiem i gruzem po remontach.

Społeczeństwo na całym świecie składa się z ludzi, którzy śmiecą i na tych, którzy sprzątają.

Władze Rzymu już się buntują z powodu turystów zostawiających po sobie tony śmieci, a ktoś to musi posprzątać i to są ogromne koszty.

Tak samo dzieje się w Wenecji i śmieci zostawiają młodzi i o zgrozo dorośli ludzie, którzy uważają, że jeśli zapłacili, to im wszystko wolno!

Zwrócono się do mnie, abym oddała stare firany, bo Urząd Miasta zrobił akcję, by z tych firan uszyć torby na zakupy.

Pozbyłam się nadmiaru firan, których nie miałam sumienia wyrzucić i tak się przyczyniłam do ekologicznego robienia zakupów.

Jeśli jesteśmy świadomi, że nie wolno śmiecić, to już jest bardzo dużo, a innym należy zwracać uwagę, że robią złą robotę i są nieświadomi, że tak nie wolno!

Kiedy oglądam filmy dokumentalne – podróżnicze, to jestem przerażona tym jak w Indiach ludzie śmiecą i kompletnie im to nie przeszkadza.

Oni chodzą po plastiku i plastik pływa w rzekach i dla mnie to jest niepokojące zjawisko!

A tym czasem przy wulkanie Okjokull niedaleko stolicy Islandii Reykjaviku odbyła się uroczystość honorująca zanikający tam lodowiec. Władze kraju odsłoniły tam tablicę, będącą wezwaniem dla przyszłych pokoleń.

Czy to coś zmieni?

Dziś naskrobałam o ekologii, ale dzień politycznie był ciekawy, bo chodzi o hejt w tym nierządzie i tym zajmę się jutro!

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, ludzie siedzą, drzewo, trawa, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: roślina, tabela i na zewnątrz

Islandczycy pożegnali lodowiec Okjokull

Kaczyński to postać obrzydliwa – Andrzej Jarmakowski!

Zadaję sobie codziennie pytanie, co musi się w Polsce stać, by tych zbirów odsunąć od władzy, gdyż mam wątpliwości, że Polacy się postawią w Wyborach Parlamentarnych i zagłosują na opozycję.

Kiedy słucham tych drani w mediach, to jest mi już po prostu smutno, że ta nasza Polska tak zdziadziała w ciągu zaledwie 4 lat.

Wydaje się, że im wszystko jest wolno, bo kradną, zagarniają, kłamią i oszukują Polaków, którzy mają trzeźwy pogląd na to, co oni z Polską robią.

Najgorsze jest to, że wszystkie afery za tego nierządu są zamiatane pod dywan i nikogo nie spotkała kara, choćby za korzystanie z samolotów do celów prywatnych, albo za korzystanie z usług 14 latki na Podkarpaciu.

Tych afer jest więcej oczywiście, ale służby są w łapach PiS i są upolitycznione, a tym draniom można już wszystko w tym kraju!

Ktoś, kto mieszka na Żoliborzu otoczony ochroną za miliony do dzisiaj nie zapłacił obywatelowi Austrii za wykonanie roboty związanej z dwoma wieżami.

Ten gnom całe życie swe żył ponad prawo i do dzisiaj mu się wydaje, że prawo go nie dotyczy.

Kiedy był dzieckiem, to z bratem chcieli ukraść księżyc, a teraz ograbia Polaków i wciąż ma się dobrze – drań jeden!

Bezzębna, brudna fleja trzęsie wszystkim z łupieżem na ubraniu i jeszcze wciągnął w to kościół, który swoich wiernych nazywa tęczową zarazą i oni wszyscy gadają o seksualizacji polskich dzieci!

Owszem, bo seksualizuje je właśnie kościół, który do dziś nie rozliczył się z pedofilii, i który na ambonę zapraszaja polityków PiS, bo kasa nie śmierdzi!

Jeszcze chyba nikt nie podzielił tak Polaków jak ta kanalia z Żoliborza, która sobie wymyśliła Polskę na swój strój!

Kiedy widzę typa w telewizji, to chce mi się wyć, że takie coś rządzi w części mądrym Narodem, który znalazł się w klinczu i nic z tym zrobić się nie da – trzeba chyba krwi!

Od 4 lat obserwuję Polskę i nagle widzę jak robactwo wyszło z nor ośmielone i całuje gnoma po rękach – zgroza!

W tym państwie nie ma prezydenta, bo jest Adrian i nie ma premiera, bo jest Pinokio i nie ma pierwszej damy, bo jest niemowa, ale za to jest ta ciamajda, która napuszcza Polaka na Polaka w każdym swoim, nędznym wystąpieniu!

Falentę schowali, bo dla nich zrobił robotę podsłuchową, a boksera zamordowali, który dużo wiedział o Kuchcińskim współżyjącym z nieletnią i tak oto wygląda Polska pod rządami cwaniaków i kryminalistów.

Niech świat się dowie, co zrobili z europejskim krajem wpychając nas w średniowiecze i watykańską mafię!

Bardzo mnie denerwują pogaduszki o polityce w mediach jak np. „Szkło kontaktowe”, w którym sobie siedzą panowie i w sposób satyryczny gaworzą o polityce, kiedy to nic od 4 lat nie zmienia prócz pieprzenia, co zaczęło mnie wnerwiać, bo trzeba konkretnych działań, by wyzwolić Polskę z pod zaboru Kaczyńskiego!

Ale  nie tylko ja tak myślę i piszę, bo proszę przeczytać poniższe:

Znalezione obrazy dla zapytania kaczyński

Kaczyński to postać obrzydliwa RZEZ  ANDRZEJ JARMAKOWSKI 

Cztery lata temu wstydziłem się za Polskę, gdy Jarosław Kaczyński, postać haniebna, straszył Polaków imigrantami, którzy mieli zostać przysłani do Polski przez wredną Europę. Imigrant miał zgwałcić i okraść dom wyborcy Jarosława Kaczyńskiego.Chrześcijańska ponoć Polska odwróciła się od ginących dzieci, zapomniała o , o trudnych latach stanu wojennego, gdy tysiące ludzi na świecie niosło pomoc Polsce. Garstka imigrantów miała zniszczyć polski kościół, polski dom i kulturę ludu na Wisłą.

Pamiętam, gdy na manifestację pod komunistyczny  konsulat w Chicago przyszły starsze już Amerykanki: wdowy, matki, siostry, po poległych amerykańskich żołnierzach w II wojnie światowej, w wojnie koreańskiej, w Wietnamie i prosiły o adresy rodzin szykanowanych przez komunistyczny reżim, gdyż chciały im pomóc, wysyłając im pomoc, chociaż świąteczne paczki. Czuły potrzebę pokazania gestu solidarności wobec osób, dla  walczących o wolność. Przecież  także o wolność, i to z bronią w ręku, walczyli ich bliscy.

Były wśród nich reprezentantki wszystkich ras. Ameryka, naród amerykański zawsze stał po właściwej stronie historii.  One były tego pięknym dowodem. Wtedy, gdy w Syrii działy się rzeczy straszne, czołowi polscy politycy wywodzący się z Prawa i Sprawiedliwości, odwołując się do tak podłych uczyć jak rasizm, ksenofobia, postanowili strachu przed obcym, użyć jako broni wyborczej. Zastanawiałem się, czy potrafiłbym obecnie spojrzeć w oczy tym kobietom?  Nie, spaliłbym się ze wstydu.  Wstyd mi było za Polskę i za Polaków. Ten strach przed obcym okazał się skuteczną bronią wyborczą. To największy powód do wstydu.

Minęło kilka lat, zbliżają się kolejne wybory. Potrzeba nowego wroga. Znaleziono Go. Wrogiem  okazała się osoba o odmiennej orientacji seksualnej.  Nazwijmy rzecz po imieniu, to może Biedroń, chce zburzyć dom, zbałamucić dzieci, chce szargać świętości i Bóg jeden wie co tam jeszcze?

Kaczyński mówił na pikniku w Stalowej Woli:

– „Oni chcą odebrać nasze świętości i nasze prawa. Atakują rodziny i Kościół. Chcą, żeby zwykłe pójście do kościoła stało się problemem. To trzeba odeprzeć. Jestem ogromnie wdzięczny arcybiskupowi, Markowi Jędraszewskiemu za to, że w słowach zdecydowanych ujął ten problem, bo to wielki problem dla Polski – stwierdził lider PiS.

– Jeżeli chcemy żyć w wolności w Polsce, a nie, jak na Zachodzie, gdzie wolność jest już likwidowana, Polska musi być wyspą wolności, polskiej wolności. Polska wolność to prawo do tego, by nasze świętości były szanowane i byśmy mogli żyć tak, jak chcemy. W centrum tego wszystkiego jest rodzina i tej rodziny musimy bronić i jej właśnie broni ksiądz arcybiskup. Powiem z tego miejsca: jesteśmy tobie ekscelencjo z całego serca wdzięczni – podkreślił lider rządzącej partii.

Nikt nie likwiduje żadnej wolności na Zachodzie. To Kaczyński ją likwiduje, likwidując niezależne sądy. To Kaczyński wspiera rodzime chuligaństwo, w postaci kiboli, przyznając im granty, na organizowanie burd ulicznych. To Kaczyński gloryfikuje arcybiskupa Jędraszewskiego, tak, tak. Słowa mają swoje znaczenie. Pamiętajmy o tym, W Rwandzie też zaczęło się od nawoływania do zrobienia porządku, przez miejscowego, radiowego klechę.

Ileż podłości i zła trzeba mieć w sobie, aby po raz kolejny używać tego haniebnego wybiegu.  Straszyć ludzi, nie istniejącym, niebezpieczeństwem. Stworzyć na potrzeby kampanii wyborczej, nie istniejące to zagrożenie, aby służyło jako broń wyborcza. Ileż podłości w sobie  mieć muszą polscy biskupi, aby uczestniczyć w takim, nacjonalistycznym polskim cyrku. Czynią to nie pierwszy raz w historii! Podłe kreatury! Dla nich to niestety norma!

Jarosław Kaczyński, choćby jego haniebna wypowiedź w Stalowej Woli przynosi Polsce wstyd. Kaczyński szydzi z polskiej historii, ze wszystkiego co było w niej piękne. Buduje Polskę pełną dulszczyzny, homofobii, rasizmu, zamordyzmu.Budzi moje obrzydzenie.

 

Obraz może zawierać: 4 osoby, ludzie stoją

500+ to nie zawsze znaczy patologię!

To jest mój balkon, który sfotografowałam, kiedy wyszłam z domu po wielkich bojach z samą sobą!

W tym roku wyjątkowo mi się kwiaty udały, ale oczywiście o nie bardzo dbam.

Kiedy zbliżały się „wiruchy”, albo duże deszcze, to chroniłam kwiaty i je po prostu chowałam, aby je deszcz nie potargał.

Podlewam je także nawozem, aby pięknie sobie kwitły.

To jest mój mały balkon, z którego obserwuję także swój, mały świat!

Dzisiaj będąc na balkonie, po południu zauważyłam taką scenkę rodzajową.

Rodzice małych dzieci – jedno w wózku, a drugie czteroletnie na oko, usiedli na ławce i zapalili oboje papierosa.

W pewnym momencie ten czterolatek powiedział matce, że chce mu się siusiu.

Matka wskazała małą choinkę i kazała się malcowi pod nią wysiusiać, a sama z ławki się nie podniosła.

Malec ściągnął spodenki i majtki i wysiusiał się pod choinką, a potem walczył, aby założyć garderobę, co mu kiepsko wychodziło.

Matka nawet do niego nie podeszła, by pomóc, a kiedy dziecko podeszło do matki, to ta jedną ręką, bo w drugiej miała papierosa niechlujnie mu pomagała.

W końcu z ławki podniósł się ojciec i też z papierosem ogarniał temat.

Przykro się na to patrzyło i nie jestem czepialska, ale ile jest takich młodych małżeństw, którzy zostali zaskoczeni ciążą i w końcu urodzeniem się dzieci?

Oczywiście nie wiem, czy ci ludzie pracują, ale widziałam, że dzieci sprawiają im kłopot tylko, a opieka sprawowana widoczna była na wymuszoną.

Inna rodzina, co znam z opowieści pewnej osoby – mieszkająca na wsi otrzymuje z różnych źródeł ponad 5 tysięcy różnych świadczeń, a mimo to ich dziecko do szkoły chodziło w podartych trampkach.

Zauważyli to nauczyciele i zgłosili to do rodziców, a ten dzieciak zamiast nowego obuwia otrzymał od rodziców lanie, że niby na nich doniósł, ale w końcu kupili mu nowe buty!

Obserwuję też pewne młode małżeństwo, które otrzymało mieszkanie po rodzicach, którzy się wybudowali.

Obserwuję ich, bo mają już dwoje malutkich dzieci, ale nie można się do nich przyczepić.

Matka wychowuje dzieci, stara się okropnie, kiedy jej mąż pracuje jako budowlaniec i naprawdę jest w tym dobry.

Otrzymują 500+, ale nie spoczywają na laurach i ona opiekuje się potomstwem, a on przynosi niezłe pieniądze do domu. Widać, że są odpowiedzialni i jakże miło się na nich patrzy!

Zrobili remont całkowity swojego mieszkania i mieszają nowocześnie.

Nie można więc mieszać wszystkiego w worku, że 500+ zdeprawowało ludzi, bo przypadki są różne, ale to zależy od ludzi, którzy tworzą rodziny i stawiają na jakość, a nie na ilość, która czeka na roszczenia od państwa.

Nie pamiętam, czy już wklejałam ten tekst, ale wg. ekonomistów możemy stwierdzić, że rozdawnictwo więcej szkodzi niż nam się wydaje!

„Milton miał rację. Z ubóstwa wychodzi się dzięki pracy, a nie zasiłkom.

Wydatki socjalne może wyciągają ze skrajnego ubóstwa, ale nie ratują od biedy. Konserwują ją. Traktujmy więc ostrożnie polityków obiecujących jeszcze większe pieniądze. Mogą spełnić swoje obietnice – pisze Sebastian Stodolak.

Szwajcarzy uchodzą za rozsądny naród. Około dwóch milionów obywateli – czyli jedna czwarta populacji – ma broń, a mimo to nie notuje się tam masowych strzelanin. Umieją się z bronią obchodzić profesjonalnie i ostrożnie, a swoje prawo zaprojektowali tak, by nie chwytali za nią psychopaci i by trudno było ją wykorzystywać do rozstrzygania międzysąsiedzkich sporów.

Równie rozsądni są w projektowaniu polityki społecznej. Gdy trzy lata temu padł pomysł wprowadzenia w całym kraju dochodu gwarantowanego (2,5 tys. franków, czyli ok. 10 tys. zł dla każdego), odrzucili go w referendum. Z prostej przyczyny: Szwajcarzy nie widzą wartości w pieniądzach otrzymywanych za nic. Uważają, że psują one ludzi. To przeświadczenie jest tak silne, że znajduje swoje odzwierciedlenie nawet w prawie regulującym przyznawanie obywatelstwa kraju. Szwajcarzy od dawna odmawiają naturalizacji osobom pobierającym zasiłki, a od zeszłego roku także tym, które pobierały zasiłki w ciągu trzech lat przed złożeniem wniosku o naturalizację. Nie mają nic przeciw imigrantom ekonomicznym, ale w przyznawaniu im praw politycznych wynikających z obywatelstwa są oporni. Pilnują, by osoby mające dostęp do urn wyborczych były samodzielne, a przez to kompetentne. Dzięki temu udaje się im ograniczać wydatki socjalne. Wynoszą one ok. 16 proc. PKB. W Polsce socjał to ok. 21 proc. PKB.

My, w przeciwieństwie do Szwajcarów, uwierzyliśmy, że hojna polityka społeczna wyciąga ludzi z biedy, a nawet że przywraca im godność. Niestety krzywdzimy tą wiarą nasze dzieci. Socjał z tej skrajnej biedy, owszem, niektórych wyciąga, ale w tej zwykłej, kojarzącej się z marazmem i życiem od pierwszego do pierwszego, konserwuje całe pokolenia. Zamienić beznadziejną czerń ekonomicznego dna na depresyjną szarość przeciętności?

Nie takie chyba powinny być aspiracje narodu.

Zasiłki szkodzą pokoleniom

Jeszcze dekadę temu dyskusja o polityce społecznej koncentrowała się wokół zasiłków dla bezrobotnych. W oczach ekonomicznej lewicy były one koniecznym remedium na słabości kapitalizmu, dającym przetrwać najczarniejsze kryzysy – w oczach wolnorynkowców zaostrzały problemy, demotywując ludzi do pracy. To w związku z zasiłkami dla bezrobotnych Milton Friedman wypowiedział jedną ze swoich najczęściej cytowanych myśli: „Jeśli płacicie ludziom za to, że nie pracują, a każecie im płacić podatki gdy pracują, nie dziwcie się, że macie bezrobocie”

https://forsal.pl/artykuly/1406817,zasilki-szkodza-pokoleniom-milton-friedman-z-ubostwa-wychodzi-sie-praca.html?fbclid=IwAR0c1y2okwaUn2EcCjxk3VbUcIwp_Pj9mbaYufeePSrM00Z0NiU9DWbCjSQ

Depresja!

Wiele razy pisałam na blogu, że chorowałam, a może i dalej choruję na depresję i mam ataki paniki.

Wczoraj wybrałam się na spacer. Pierwszy raz po śmierci matki, a minęło już 6 miesięcy.

Wieczór był cudny i mało ludzi na ulicach, a ja po zrobieniu kilku zdjęć czym prędzej chciałam wrócić do domu, do mojej oazy spokoju.

Zmęczyłam się, bo szłam szybkim krokiem, aby jak najszybciej być w domu.

Zrozumiałam, że wciąż mam wątpliwości, czy nadaję się do życia na zewnątrz, skoro dopadają mnie lęki.

Rodzina mi zarzuciła, że w pewnym momencie 4 lata nie odwiedziłam swojej matki, ale rodzina nie zainteresowała się ani na jotę, dlaczego tak się stało?

Stało się więc tak, że mnie matka wydziedziczyła, bo miała tylko jedną córkę!

Nie zauważyła, że potrzebowałam pomocy!

Siedziałam w tamtym okresie w domu, albo leżałam i zastanawiałam się jak mam dalej żyć, skoro wszystkiego się bałam.

Zawsze byłam smutna, bo ojciec alkoholik wyprał ze mnie poczucie wartości i czułam się gorsza od swoich koleżanek, które pytały mnie w szkole średniej dlaczego jestem taka smutna.

Tak byłam smutna, bo czułam się od nich gorsza po prostu – stygmatyzowana alkoholizmem ojca.

Potem w życiu dorosłym wiele rzeczy poszło nie tak i się zwyczajnie załamałam.

Położyłam się do łóżka na wiele miesięcy i nie potrafiłam się pozbierać, by czerpać z życia wszystko, co najlepsze.

Poszłam do lekarza, bo miałam myśli samobójcze, które się dokonały, ale mnie uratowano.

Przepisywane leki były źle dobrane i cierpiałam jeszcze bardziej i czułam się źle wciąż.

Funkcjonowałam jakoś tylko dlatego, że miałam dzieci, ale faszerowałam się psychotropem, który przez 20 lat jakoś trzymał mnie w ryzach, ale organizm się zbuntował i wylądowałam na detoksie!

Przez 7 tygodni przeżywałam horror, ale jako tako z tego wyszłam.

Potem pojechałam na 3 miesięczną psychoterapię i od razu zauważyłam tam, że były tam osoby faktycznie chore na depresję, ale i byli kombinatorzy, którym zależało na papierku potrzebnym do uzyskania renty!

Nikomu na świecie nie życzę depresji, która zbiera coraz większe żniwo, bo nawet dzieci myślą o samobójstwie, gdyż tak bardzo są zagubione we współczesnym świecie.

Z depresji nie można się wyleczyć, a co najwyżej ją zaleczyć, co pozwala w miarę żyć!

Ja to wiem, bo wczorajsze uczucie lęku na spacerze uzmysłowiło mi, że jestem na pograniczu, kiedy w swojej ostoi jestem bezpieczna i nie wolno mi się denerwować, bo serce chce wyskoczyć i informuje, że tylko spokój może mnie uratować!

Przeczytajcie świadectwa ludzi dotkniętych depresją, bo ile bólu jest w tych zwierzeniach i nigdy nie można tym ludziom powiedzieć – weź się w garść, bo to jest krzywdzące!

Piszę o tym tak szczerze, bo pisanie mi pomaga przetrwać!

„Chyba przerosło mnie zwykłe życie”. Historie depresji pokazują, z czym mierzą się ludzie na całym świecie.

  • Ludzie z depresją muszą cały czas mierzyć się z tym, że inni nie uznają ich za chorych. Tak jakby wymyślili sobie chorobę, żeby przykryć, że są po prostu smutni i leniwi. A to przecież choroba, która finalnie prowadzi do śmierci. Tyle, że samobójczej – mówi Andrzej, jeden z bohaterów naszej akcji #NOTJUSTAMOOD. Historie naszych czytelników z Polski, Serbii, Węgier, Niemiec i Słowacji pokazują, że depresja ma wiele wcieleń i objawów, a jej bagatelizowanie może mieć tragiczne skutki.

Leczę się z depresji, a jednocześnie bardzo kocham życie – Ewa, 25 lat, Polska  

Prawdopodobnie jestem ostatnią osobą, jaką ktokolwiek podejrzewałby o depresję. Jestem towarzyska, pełna energii i pomysłów. Ale czasem tak się zdarza, że osoba, która najwięcej się uśmiecha, kryje w sobie najcięższe tajemnice. Miałam naście lat, gdy mój ojciec zaczął pić. Moja rodzina straciła dom, a ja na zawsze wewnętrzną równowagę. Nawet psa musiałam oddać do schroniska. Przez te wszystkie lata radziłam sobie z traumami dzieciństwa bez leków i terapii, bo miałam chłopaka, który był dla mnie wsparciem. Rok temu odszedł. Straciłam nie tylko miłość, ale przede wszystkim jedyną osobę, przy której czułam się bezpiecznie, której mogłam się wygadać i wypłakać. Gdy go zabrakło, nic już nie chroniło mnie przed „czarną dziurą”. Mimo że mam wielu znajomych, nikomu nie mogłam już powiedzieć, jak podle się czuję. Przestałam jeść i spać, ale do psychiatry poszłam dopiero, gdy zaczęłam mieć fantazje, że rzucam się z mostu. Wiem, że tak naprawdę nie chcę się zabić, że to choroba we mnie podsuwa mi takie myśli. Mam depresję i leczę się na nią, a jednocześnie kocham życie i kocham to, co robię w życiu. Leki stabilizują mnie i dają mi pewność, że jestem bezpieczna sama ze sobą. Będę brać je tak długo, aż zyskam całkowitą pewność, że chęć życia jest silniejsza niż myśli samobójcze.

Pomoc jest potrzebna, trzeba ją przyjąć i zaakceptować siebie na nowo – Carmel Paradise, 21 lat, piosenkarka, Słowacja

Nie miałam pojęcia, że to jest depresja, bo miałam tylko 12 lat. Czułam się źle, miałam ataki paniki. O tym, że jestem w depresji dowiedziałam się, gdy jako 15-latka próbowałam popełnić samobójstwo. Gdy wychodziłam ze szpitala, w raporcie przeczytałam, że mam depresję, zaburzenia lękowe, ataki paniki i zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne. Może to dziwne, ale ucieszyłam się – w końcu zrozumiałam, kim jestem i dlaczego tak się czułam, wiedziałam, jak nad tym pracować. Początkowo byłam przerażona wizją wyzdrowienia, lekarze powiedzieli, że „to minie i będzie lepiej”, ale nie wiedziałam co to znaczy i czy odnajdę się w tej „nowej ja”. Dziś wiem, że pomoc jest potrzebna, trzeba ją przyjąć i zaakceptować siebie na nowo.

Zatapiałam się w nienawiści do siebie – Carlotta Pollmann, 21 lat, blogerka modowa, Niemcy

Historia mojej choroby zaczęła się, gdy miałam 14 lat. Powoli zdałam sobie sprawę z emocji, o których wcześniej nie miałam pojęcia: czułam albo pustkę, albo ból. Zaczęłam więc szukać drogi wyjścia z tych dwóch stanów. Najpierw nożyczki, potem sięgnęłam po nóż, a w końcu żyletki. Oczywiście, nie były to zdrowe sposoby radzenia sobie z moimi uczuciami, ale nie widziałam lepszego rozwiązania. Stałam się zależna od bólu i uczucia ulgi, która się z nim wiązała. Z czasem małe zadrapania stały się głębokimi cięciami, a raz w tygodniu zamieniło się w trzy razy dziennie. Samookaleczenie było dla mnie jedynym sposobem na chwilę spokoju. Cięłam się, gdy wpadałam w pustkę, bo ból i krew sprawiały, że znów czułam, że żyję. Cięłam się, gdy dopadał mnie wewnętrzny ból, bo ten fizyczny łatwiej było znieść niż to, co działo się we mnie. Samookaleczenie jest uzależnieniem i jak każdy nałóg daje ulgę tylko na chwilę, a potem jest tylko gorzej. Żałowałam tych cięć, zatapiałam się w nienawiści do siebie i znów się cięłam. To było błędne koło, z którego bardzo trudno było mi się wyrwać. Udało się dzięki pomocy rodziny, przyjaciół, niezliczonych terapii, ale przede wszystkim mojej własnej woli. Od kilku lat jestem wolna od samookaleczeń i akceptuję swoje depresje. Nauczyłam się o tym rozmawiać i radzić sobie z bólem w zdrowy sposób.

 

Depresja nie przyszła nagle, bardzo długo na nią pracowałam – Marta, 38 lat, redaktorka Noizz, Polska

W swoje 35. urodziny nie wstałam z łóżka, ale depresja nie przyszła nagle, bardzo długo na nią pracowałam. Tego dnia moje ciało zrozumiało, że nigdy sama niczego nie zmienię i to ono zdecydowało za mnie. Wcześniej zignorowałam wszystkie sygnały – trwającą dwa lata bezsenność, narastające ataki paniki, natrętne myśli samobójcze. Gdy nie mogłam spać – biegałam, gdy myślałam, żeby się zabić – zatapiałam się w pracy, gdy przestałam rozumieć, co czytam – powtarzałam jedno zdanie tyle razy, aż jego treść dotarła. Czułam, że jestem chora, ale robiłam wszystko, żeby nie przyznać, że mam depresję. To oznaczałoby, że nie jestem dość fajna, że nie doceniam tego, co mam, że nie daję rady. Gdy złamiesz nogę – to widać, ale jak wytłumaczyć innym, że łamiesz się w środku? Gdy nie dało się już dalej tego ukrywać, dziewczyna znalazła mi psychiatrę. Dostałam zwolnienie z pracy na miesiąc i leki, po których spałam ponad 12 godzin na dobę i czułam się gorzej, niż przed wizytą u specjalisty. Byłam totalnie „odcięta” od rzeczywistości – nic nie mogło mnie ani zdenerwować, ani ucieszyć. Lekarz sam nie był pewny czy to “zwykła” depresja, czy choroba afektywna dwubiegunowa. Zmieniał leki, a ja brałam kolejne zwolnienia. Miałam szczęście, bo byłam na etacie, a szefowa podeszła do mojej choroby z pełnym zrozumieniem. Co bym zrobiła, gdybym, jak większość moich znajomych, nie miała takiego zabezpieczenia? Po 4 miesiącach wróciłam do pracy, leki odstawiłam po ponad roku. Równolegle z antydepresantami zaczęłam psychoterapię. To bardzo drogi sposób, ale po trzech latach nadal tam chodzę, żeby nie stracić równowagi.

Zdrowia psychicznego nie odzyskuje się z dnia na dzień – Sara, 40 lat, Węgry

Nie byłam pierwszą osobą w rodzinie, która zachorowała na depresję, wśród moich bliskich były nawet próby samobójcze, więc gdy pojawiły się pierwsze objawy od razu poszłam do psychoterapeuty. Na terapii przepracowałam traumy z dzieciństwa – anoreksję, złe relacje, ale przede wszystkim śmierć taty. Myślę, że moja depresja jest silnie związana z jego odejściem. Uciekałam w alkohol, który – mimo że był tylko substytutem – dodawał mi energii i pomagał przezwyciężyć pustkę. Nie chciałam żyć, ale nie myślałam o samobójstwie, bo sama mam dziecko i czułam się za nie odpowiedzialna. Nie mogłam go zawieść. W końcu zdecydowałam się na leki antydepresyjne, ale to też nie było proste rozwiązanie, bo leki dobiera się metodą prób i błędów. Po niektórych byłam agresywna, inne za bardzo mnie usypiały. Minął rok zanim udało nam się z lekarzem dobrać odpowiednie tabletki. To ważne, by chorzy mieli świadomość, że zdrowia psychicznego nie odzyskuje się z dnia na dzień. U mnie pierwsze pozytywne efekty pojawiły się dopiero po kilku miesiącach farmakoterapii. Dziś mogę już spotykać się ze znajomymi, często się śmieję, mniej martwię się o niepotrzebne sprawy i nie towarzyszy mi ciągły niepokój, ale to nie znaczy, że jestem w pełni zdrowa. Nadal obserwuje siebie, żeby mieć pewność, że w przyszłości poradzę sobie bez leków.

Przez lata starałem się być kimś, kim nie byłem – Sebastian Goddemeier, 25 lat, dziennikarz Noizz, Niemcy

Mój pierwszy atak paniki miał miejsce w 2016 roku. Miałem 22 lata. Tego dnia zdiagnozowano u mnie guz w lewym płucu. Obwód: osiem centymetrów.

Wieczorem siedziałem w barze z przyjaciółmi, piłem tylko wodę. W pewnym momencie ściany wydawały się zbliżać, muzyka stała się nieznośnie głośna, nie mogłem oddychać. Wyszedłem na zewnątrz, usiadłem na chodniku i nie mogłem uwierzyć w to, co się ze mną dzieje. Tak wygląda atak paniki.

Wróciłem do domu i tłumaczyłem sobie, że to nic, tylko muzyka była za głośna i zrobiło mi się słabo. Ale gdy zasypiałem, moje serce nagle zaczęło bić jak dzikie, ścisnęło mnie w klatce piersiowej, a w głowie pojawiła się natrętna myśl, że zaraz umrę. Zadzwoniłem po karetkę, w szpitalu podano mi Tavor (Lorazepam – przyp. red.), silny lek przeciwlękowy, po którym czujesz się jak pusta skorupa i śpisz cały dzień.

W międzyczasie pomyślnie przeszedłem operację płuc, guz wycięto, ale panika pozostała. Przez dwa lub trzy lata zmagałem się ze strachem. Ataki paniki pojawiały się coraz częściej – w biurze, w metrze, w trakcie ćwiczeń, w domu, w Boże Narodzenie. W pewnym momencie bałem się już nawet samego strachu. Żeby go nie czuć, odurzałem się alkoholem. Jednocześnie wstydziłem się moich ataków i nie chciałem nikomu wyjaśniać co się ze mną dzieje, zwłaszcza w pracy.

Po operacji płuc zacząłem psychoanalizę. Trzy razy w tygodniu leżałem na kozetce i opowiadałem o swoich stanach. Dzięki terapii zdałem sobie sprawę, że przez lata starałem się być kimś, kim nie byłem. Lęk często pojawiał się, gdy traciłem kontakt ze sobą i odwracałem uwagę od swoich uczuć i nie słuchałem intuicji. By lepiej poznać siebie w 2018 roku przestałem pić alkohol.

Dziś mogę powiedzieć, że jestem bardziej sobą niż kiedykolwiek, ale to nie znaczy, że jestem całkowicie wolny od lęków. Benedict Wells napisał: „Trudne dzieciństwo jest jak niewidzialny wróg: nigdy nie wiadomo, kiedy uderzy”. Tak samo jest z paniką.

Samookaleczenie nie przyniosło oczekiwanej ulgi – Judit, 25 lat, Węgry

Miałam 22 lata, kiedy pojawiły się pierwsze objawy depresji. Wszystko zaczęło się od poczucia samotności, a właściwie wyobcowania. Nie mogłam spać, nie mogłam jeść. Wykonanie codziennych czynności sprawiało mi olbrzymią trudność. Depresja i paniczny lęk doprowadziły mnie do jedynego rozwiązania – zaczęłam sama siebie krzywdzić. Myślałam, że fizyczny ból pozwoli łatwiej znieść to, co czuję w środku. Ale samookaleczenie nie przyniosło oczekiwanej ulgi. Czułam się jeszcze gorzej, bo w ten sposób krzywdziłam nie tylko siebie, ale także całą moją rodzinę. Dotarło do mnie, że potrzebuję pomocy. Psycholog skierował mnie do psychiatry, a ten dał mi leki psychotropowe. Farmakoterapia wzmocniła mnie na tyle, że mogłam odstawić tabletki już po czterech miesiącach, ale na terapię chodziłam ponad rok. Gdy czułam się już w miarę stabilnie, postanowiłam wyjechać na trzy miesiące do Stanów, zmiana otoczenia bardzo mi pomogła, wróciłam do domu silniejsza i spokojniejsza.

Przerosło mnie zwykłe życie – Olja, 17 lat, Serbia

Zaczęło się od bólu w klatce piersiowej i dławienia się, potem doszły lęki, niepokój, bóle mięśni, w końcu myśli samobójcze. Na początku płakałam codziennie, potem już nawet na to nie miałam siły. Dlaczego? Chyba przerosło mnie zwykłe życie – kłótnie z rodzicami, rozstanie z chłopakiem, próba gwałtu, śmierć babci. Do tego styl życia, któremu nie obce były alkohol i narkotyki. Depresja zaczęła się prawie rok temu. Rodzice od razu zauważyli zmianę i zachęcali mnie, żebym poszła do psychologa. Na początku ich nie słuchałam, nie zdawałam sobie sprawy, że mój stan jest tak poważny, ale też nie wierzyłam, że ktoś może mi pomóc. Trafiłam do lekarza, gdy nie mogłam już zrobić niczego koło siebie, nawet wstać z łóżka. Psychiatra od razu dał mi leki. To była dobra decyzja, bo dość szybko poczułam poprawę. Zaczęłam trenować i sport do dziś bardzo mi pomaga. Biegam, mam grono zaufanych osób, z którymi spędzam czas. Nie powiedziałabym, że jestem w pełni zdrowa, ale kontynuuję leczenie i czuję, że jest mi o wiele lepiej.

Depresja poporodowa po prostu mnie “złamała” – Umelkyňa Denisa, Słowacja

Odkąd skończyłam 12 lat, byłam “dziwna”, spięta, zdemotywowana, apatyczna. Dopiero w szkole średniej pomyślałam, że to może być depresja. Myśli, że do niczego się nie nadaję, że nikt mnie nie lubi, że nie mam żadnej wartości stały się tak natarczywe, że paraliżowały mnie. Rodzice widzieli, że mam problemy, ale ignorowali je. Sama je ignorowałam, aż do pojawienia się dziecka. Depresja poporodowa po prostu mnie “złamała”, wylądowałam w szpitalu psychiatrycznym, gdy moje dziecko miało zaledwie 2,5 miesiąca. Spędziłam tam cztery tygodnie, lekarze zdecydowali, że najlepszą metodą dla mnie będą elektrowstrząsy, bo one przynoszą najszybszą poprawę. Sześć zabiegów postawiło mnie na nogi.

Na terapię poszedłem o 5 lat za późno – Paweł, 25 lat, Polska

Myślę, że pewna melancholia jest niejako „wbudowana” w mój system. W liceum jarałem się tym, że jestem smutny. Pewnie już wtedy zamiast programować w sobie, że smutek jest fajny i twórczy, powinienem się udać na pierwszą konsultację psychologiczną, bo z biegiem lat przestałem kontrolować moje lęki. Kryzysy przychodziły falami, trwały dwa-trzy miesiące, a później jakoś udawało mi się wyjść z dołka. O ile nie miałem problemów z codziennym funkcjonowaniem, coraz trudniej szło mi kontaktowanie się z otoczeniem: ludzie wydawali mi się wrogami, panicznie bałem się zabierać głos na zajęciach, mimo że naprawdę miałem dużo do powiedzenia. Zasypiałem i budziłem się z lękiem.

Cudem skończyłem studia; zacząłem unikać imprez, bo zabawianie ludzi i ciągłe zastanawianie się czy jestem odpowiednio fajny było dla mnie zbyt trudne. Pozwoliłem, by paraliżujący stres zdominował moje życie, z czasem pojawiał się już nawet wtedy, gdy teoretycznie znajdowałem się w bezpiecznych warunkach. Niedawno poszedłem do lekarza, ale znalezienie odpowiedniego terapeuty też zajęło mi bardzo dużo czasu. Możecie się domyślić, że dzwonienie do przychodni i chodzenie po lekarzach to nie jest ulubiona czynność osoby, która jest w depresji. Szczególnie, gdy na terapię zapisujecie się jakieś 5 lat za późno. Teraz chodzę prywatnie na terapię indywidualną, a lekarkę otrzymałem z polecenia od zaufanej osoby. Gdyby nie to polecenie, pewnie nadal byłbym bez terapii.

Mam nerwicę. Terapia mi pomaga, bo uświadamia mi, że nie jestem z moimi lękami sam. Terapeutka poleca mi środki farmakologiczne, myślę, że wkrótce skorzystam z jej rady, bo przeczytałem, że permanentny stres i nerwica powoduje zmiany chemiczne w mózgu.

#NOTJUSTAMOOD – rozmawiajmy o depresji

W Noizz chcemy wyraźnie powiedzieć, że depresja to poważny temat, którego nie można ignorować. Mamy nadzieję, że dzięki akcji #NOTJUSTAMOOD zaczniemy rozmawiać o leczeniu otwarcie: bez tabuizowania i stygmatyzowania chorych, bez porad w stylu “weź się w garść” albo “spróbuj się uśmiechnąć”. Będziemy pokazywać temat zdrowia psychicznego z różnych perspektyw, mówić o tym, że warto sięgać po pomoc specjalistów. Przez następne miesiące będziemy rozmawiać z ekspertami oraz osobami cierpiącymi na depresję. Będziemy publikować wywiady oraz osobiste historie ludzi z Polski, Niemiec, Słowacji, Serbii i Węgier, czyli krajów, w których jesteśmy obecni. Jeśli chcesz się podzielić swoją historią, opisać swoje doświadczenia ze zmaganiami z depresją lub opisać historię znajomego, napisz na notjustamood@noizz.pl

*

Jeśli czujesz, że jesteś w ciężkiej sytuacji i potrzebujesz porozmawiać z psychologiem, nie czekaj i porozmawiaj ze specjalistą całodobowego Centrum Wsparcia800 70 2222. Numer jest bezpłatny. Możesz również wysłać maila lub porozmawiać na chacie. Jeśli jesteś dzieckiem zadzwoń pod (również bezpłatny i anonimowy) numer przeznaczony dla nieletnich: 116 111.

https://noizz.pl/not-just-a-mood/depresja-historie-ludzi-ktorzy-zachorowali-objawy-depresji-notjustamood/0bfkxxw

Współcześni, zagubieni rodzice!

Za chwilę kończą się wakacje i moje Wnuki rozpoczną nowy rok szkolny – jak ten czas leci!

Były na obozach harcerskich w lesie i to ja babcia chyba bardziej się o nie bałam niż ich rodzice.

Kiedy się człowiek naczyta, o pedofilach, zagrożeniach różnych jak np. wichura w lesie, to się o te Wnuki trzęsie.

Jako, że więcej siedzę w sieci niż moje dzieci, to mam szersze spojrzenie na to, co może grozić dzieciakom oderwanych na jakiś czas od rodziny.

Naprawdę się trzęsłam, aby nic złego ich nie spotkało!

Na szczęście wróciły całe i szczęśliwe i za chwilę wrócą do  szkoły,  a ja chyba niepotrzebnie tworzę w swojej głowie demony i drżę, aby żaden wyjazd nie sprawił jakiegoś nieszczęścia.

Pamiętam czasy, gdy z kluczem na szyi biegałam po podwórku i nic złego się nie wydarzyło, ale może to było kiedyś, a teraz jest inaczej!

Przeczytałam w sieci bardzo ciekawy artykuł, który definiuje wychowanie dzieci, kiedy rodzice chcą im zapewnić wszystko, co najlepsze i to ze szkodą dla potomstwa, które robi się z każdym rokiem coraz bardziej bezradne.

Takim wychowaniem rodzice robią wielką szkodę swoim dzieciom i zdaje się, że i ja wychowana na podwórku się do tego przyłączam!

Media robią swoje!

I czytamy!:

Pokolenie płatków śniegu!

Wychowujemy coraz mniejszą liczbę coraz bardziej doinwestowanych dzieci. Nadopiekuńczość i zapobiegliwość rodziców drugiej połowy lat 90. stworzyła generację niesamodzielnych, bojaźliwych młodych ludzi, którzy nie radzą sobie z wyzwaniami dnia codziennego

„Jesteśmy nadopiekuńczy i rozpieszczamy nasze dzieci. To właśnie przez to wychowujemy pokolenie bojaźliwych, wątpiących we własne możliwości płatków śniegu” – mówi prof. Jonathan Haidt z Uniwersytetu Nowojorskiego, współautor książki The Coddling of American Mind (Rozpieszczanie amerykańskiego umysłu), z wymownym podtytułem Jak dobre intencje i złe pomysły przygotowują generację porażki.

Określenie snowflakes odnosi się do osób o słabej kondycji psychicznej, które zbyt emocjonalnie reagują na otaczające ich środowisko, np. zmiany polityczne lub sytuację społeczną.

„W poprzednich pokoleniach rodzice rozumieli, że ich »pracą« jest jak najszybsze pozbycie się tej »pracy«, czyli przygotowanie dzieci do opuszczenia domu i samodzielności” – mówi prof. Haidt w wywiadzie dla Studia 10. „Wygląda na to, że teraz rodzice szukają dla siebie stałego zatrudnienia” – dodaje.

Największe zmiany w mentalności młodych Amerykanów zauważono w 2014 r. To właśnie wtedy pierwsi przedstawiciele tzw. generacji Z pojawili się na amerykańskich kampusach. Studenci nagle stali się pełni obaw – prosili o ostrzeżenia przed „niebezpiecznymi” treściami oraz o tworzenie bezpiecznych stref.

Profesor Haidt wyjaśnia, że bezpośrednią przyczyną tego stanu rzeczy było pojawienie się mediów społecznościowych. „Między 2009 a 2011 r. życie społeczne nastolatków zmienia się z interakcji bezpośrednich na kontakty wirtualne. W 2012 r. wszyscy są już online. Niedługo później, szczególnie wśród dziewczynek, liczba przypadków depresji, stanów lękowych i samookaleczeń gwałtownie rośnie” – tłumaczy.

Przyciągająca siła porównania

Media społecznościowe dostarczają nie tylko nowych sposobów komunikacji, ale pozwalają śledzić celebrytów, gwiazdy i internetowych influencerów, którzy dają przykład doskonałego wyglądu i stylu życia. Z drugiej strony, w internecie aż roi się od hejterów i agresywnych komentatorów. Nagle okazuje się, że w nowym pokoleniu to słowa ranią bardziej niż akty fizycznej przemocy.

Profesor Haidt zwraca uwagę, że problem z nadmiernym porównywaniem się do wirtualnych wzorców znacznie częściej dotyka dziewczynek. Chłopcy chętniej grają w gry komputerowe i wpływ social mediów jest u nich mniej widoczny.

Nadopiekuńczy rodzice zapewniają dzieciom doskonałe środowisko – pozbawiają ich możliwości odniesienia porażki, zapewniają o wyjątkowości i klepią po plecach, nieważne, czy im się udało, czy nie. Dlatego młode pokolenie nie jest przyzwyczajone do jakiegokolwiek krytycyzmu.

„Stopniowo wzmacniamy poczucie własnej wartości u naszych dzieci, co samo w sobie jest okropnym pomysłem. Zamiast sztucznie pompować ich wysoką samoocenę, powinniśmy dać im narzędzia i umiejętności, dzięki którym same zdobędą szacunek u innych” – zaznacza Haidt.

Młode osoby, które opuszczają bezpieczną i przyjazną strefę, pierwsze co napotykają w prawdziwym świecie to niedoścignione wzorce i agresywne ataki. I nie są na to gotowe.

Pułapka dziecięcych potrzeb

Współcześni rodzice dostarczają swoim pociechom wszystkiego, czego one potrzebują. A czasem nawet więcej. Towarzyszą dzieciom przez cały czas, chroniąc je i zabezpieczając przed całym złem tego świata.

W 2011 r. stworzono nawet nowe pojęcie opisujące taki model wychowania. Jak pisze Kate Byless w serwisie Parents.com, „helikopterowi rodzice” (helicopter parents) przedkładają potrzeby dzieci ponad wszystko inne i często wyręczają je w czynnościach, które mogłyby wykonać same.

Helikopterowi rodzice przez cały czas podążają za dzieckiem, organizują mu czas i bawią się z nim, bez przerwy instruując, co ma ono robić. Nie zostawiają swoim pociechom nawet chwili „sam na sam ze sobą”.

„Rodzice nie rozumieją, że dzieci potrzebują stresu, potrzebują frustracji” – mówi Haidt. „Nie chodzi o długotrwałe, chroniczne napięcie, a o wiele małych, pojedynczych stresowych sytuacji” – dodaje.

Naukowiec proponuje schemat, dzięki któremu dzieci mogą nabyć odporność na codzienne komplikacje. „Wyzwanie, porażka, regeneracja, wnioski. Wyzwanie, porażka, regeneracja, wnioski – i właśnie wtedy uczymy się, jak w końcu osiągnąć sukces” – podkreśla.

Cały szkopuł polega na tym, by pozwolić dzieciom uczyć się na własnych doświadczeniach, a nie tylko podążać za bezpośrednimi instrukcjami rodziców. Jeśli tego zabraknie, nastolatkowie wkraczający w dorosłość nie będą gotowi na wyzwania prawdziwego świata. Pierwsze poważne kłopoty zaczynają się tuż po opuszczeniu rodzinnego domu, gdy trafiają na studia.

Zostawić dzieci w spokoju

Każdy współczesny rodzic traktuje bezpieczeństwo i szczęście swoich dzieci jako priorytet. W poprzednich pokoleniach, sześcio- czy siedmiolatki bawiące się w parku i grające w piłkę na ulicy stanowiły normalny widok nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale we wszystkich rozwiniętych krajach Zachodu.

Teraz pozostawienie dziecka bez opieki jest uznawane za przykład skrajnej nieodpowiedzialności i może być penalizowane. We wszystkich mediach pojawiają się informacje o przestępstwach, morderstwach i porwaniach, dlatego rodzice ze strachu nie chcą pozwolić dzieciom na samodzielność.

„To prawda, ludzie stają się czasem ofiarami morderstw. Ale to zdarza się bardzo rzadko. Z drugiej strony, dzieci masowo popełniają samobójstwa i to zjawisko jest znacznie częstsze. To do nas, rodziców, należy decyzja, które ryzyko jesteśmy skłonni na siebie przyjąć” – zauważa prof. Haidt.

Słowa psychologa potwierdzają statystyki. Raport opublikowany w 2015 r. przez JAMA Pediatrics wskazał, że 1,12 mln dzieci i nastolatków wykazuje skłonności lub zachowania samobójcze. W Polsce samobójstwa są drugą – po wypadkach – najczęstszą przyczyną śmierci wśród dzieci i nastolatków.

Jeszcze pokolenie milenialsów pamięta, że momentem rozpoczęcia samodzielnej zabawy było ukończenie siedmiu lat. Ten próg znacząco się podwyższył i obecnie rodzice nie wypuszczają dzieci z domu przez dodatkowe trzy lata.

Profesor Haidt twierdzi, że „brak pozwolenia na samodzielną zabawę ośmiolatków i starszych dzieci powinien być traktowany jak niezamierzone, nieświadome znęcanie się nad nimi”. Wydłużanie wieku, w którym dziecko potrzebuje stałej opieki, sztucznie wydłuża dzieciństwo i infantylizuje młodych dorosłych. W dodatku osoby wychowane przez nadopiekuńczych rodziców, powielą schemat nadmiernego rozpieszczania dzieci we własnych rodzinach w przyszłości.

„Musimy przerwać to błędne koło. W Stanach Zjednoczonych fala przestępstw została znacząco obniżona, a jednak wciąż wychowuje się dzieci w przekonaniu, że świat jest bardzo niebezpieczny. To poczucie trwałego lęku sprawia, że kortyzol jest na wysokim poziomie, co działa destrukcyjnie na młode umysły” – podkreśla naukowiec.

Kolejne pokolenia w jeszcze większym stopniu będą borykały się z depresją, stanami lękowymi i całą masą innych dolegliwości psychicznych.

Odwrócić niepożądany proces

Na szczęście dla rodziców, którzy rozpoznają u swoich dzieci objawy typowe dla „płatków śniegu” i nadwrażliwość na codzienne fluktuacje, jest jeszcze szansa na odwrócenie tego procesu.

Jako że dużą rolę w pojawieniu się problemów z przystosowaniem się nastolatków odgrywają media społecznościowe, warto zadbać o to, by najmłodsze dzieci nie miały szansy zderzenia z wirtualną rzeczywistością.

„Po pierwsze, trzeba ustalić godzinę, po której dziecko przestaje korzystać z urządzeń elektronicznych. Nikt nie musi odpisywać na wiadomości czy sprawdzać profili społecznościowych w nocy” – proponuje profesor.

„Po drugie, możliwość aktywnego korzystania z social mediów powinny mieć nastolatki powyżej 14 lat. Dla młodszych dzieci jest na to za wcześnie. Po trzecie, trzeba ustalić z dzieckiem tygodniowy limit czasu, podczas którego może korzystać z dobrodziejstw najnowszej techniki” – wylicza.

Haidt zaznacza również, że istotną rolę w wychowaniu niezależnych młodych ludzi mają kary, które następują od razu po zachowaniu, którego chcemy oduczyć. Nie chodzi mu bynajmniej o przemoc fizyczną, a o drobne upomnienia i wyciąganie konsekwencji tuż po niepożądanym czynie.

Problem społeczeństwa „doinwestowanych dzieci”

Opisywane przez prof. Haidta zjawiska kiedyś odnosiły się głównie do potomków klasy średniej, w której dobro dziecka stanowiło najwyższy priorytet. Teraz ta nadopiekuńczość dotyczy już każdej grupy społecznej i ekonomicznej, również w Polsce.

Już w 2001 r. naukowcy Lippitz i Heike zauważyli, że „dobro dziecka stało się nadrzędnym celem rodziny, a obowiązki rodziców wobec niego zaczęły górować nad prawami”. W rezultacie otrzymaliśmy społeczeństwo „doinwestowanych” i dobrze wykształconych dzieci, którzy nie radzą sobie w realiach szarej codzienności.

Ilość czasu, pieniędzy i uwagi, jakie poświęcamy pociechom, powoduje, że rodzice inwestują coraz więcej w coraz mniejszą liczbę dzieci i nie zauważają zagrożeń płynących z nadopiekuńczości.

Ta tendencja stawia nowe wyzwania nie tylko przed uczelniami i pracodawcami, ale również przed systemem opieki zdrowotnej. Już teraz zapotrzebowanie na pomoc psychiatryczną i psychologiczną rośnie z roku na rok i nic nie wskazuje na to, by ten trend można było szybko zahamować lub odwrócić.

Jak podaje Forum Przeciw Depresji, w Polsce na kliniczną postać depresji może cierpieć nawet do 20 proc. nastolatków. Jednocześnie aż 30–70 proc. dzieci z depresją spełnia również kryteria diagnostyczne zaburzeń lękowych.

Profesor Haidt ostrzega, że kolejne pokolenia będą jeszcze bardziej narażone na destrukcyjne działanie zewnętrznych czynników właśnie ze względu na nadmierną troskę ich rodziców.

Źródła: The Coddling of American Mind, YouTube, Parents.com, Forum Przeciw Depresji, Dziecko jako inwestycja współczesnych rodziców z klasy średniej

Kochani wyszłam na spacer, by odreagować współczesną politykę i zrobiłam kilka zdjęć, by Wam pokazać w jak cudnym miejscu mieszkam.

Wszędzie jest zielono, cicho, spokojnie, a była to godzina 20.00

Zapraszam na spacer.

Obraz może zawierać: drzewo, dom, niebo, roślina i na zewnątrz

Obraz może zawierać: niebo, drzewo, chmura, roślina, dom, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: roślina, kwiat, drzewo, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: roślina, kwiat, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: roślina, kwiat, drzewo, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: roślina, kwiat, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: drzewo, boisko do koszykówki, niebo, roślina i na zewnątrz

Obraz może zawierać: ludzie siedzą, drzewo, roślina, buty i na zewnątrz

Obraz może zawierać: drzewo, niebo, roślina, na zewnątrz, przyroda i woda

Obraz może zawierać: roślina, na zewnątrz, przyroda i woda

Obraz może zawierać: niebo, roślina, drzewo, trawa, na zewnątrz, przyroda i woda

Obraz może zawierać: drzewo, niebo, roślina, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: drzewo, roślina, trawa, kwiat, niebo, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: drzewo, niebo, roślina, na zewnątrz, przyroda i woda

Obraz może zawierać: niebo, drzewo, roślina, chmura, na zewnątrz, przyroda i woda

Obraz może zawierać: drzewo, niebo, trawa, roślina, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: drzewo, roślina, niebo, dom, trawa, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: drzewo, roślina, niebo, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: niebo, drzewo, roślina, dom, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: niebo, drzewo, chmura i na zewnątrz

Mała Wściekła Blondyna

Mam 21 lat, 156 cm wzrostu, blond kłaki.. Jestem idealistką, stąd mam wiele częstych bólów dupy. Denerwuje mnie wiele, od zamkniętych głów przez dziwne ogólnie przyjęte zasady bytowania na naszej Planetce. Stąd Mała Wściekła Blondyna. Palę fajki, mam tatuaże i bluźnię, więc jeśli Cię to gorszy istnieje możliwość, że się nie polubimy. Jeśli zaś nie przeszkadza Ci to, masz chęć poczytać wypociny młodej autystycznej duszyczki, zainteresowanej zagadnieniami z dziedzin motywacji, nauki, literatury ... ZAPRASZAM! Oczywiście na blogu pojawiają się również tematy beauty, czy miłe proste, przyjemne babskie pier*olenie! MIŁEJ LEKTURY!

w drodze

gazeta domowa.

Piotrek

Zdrada - tak to można określić, chciałbym się wygadać o swoich zdradach, uzależnieniu od kobiet, etc.

U stóp Benbulbena

pocztówki z Irlandii

Roma Carlos

I'm not sure what I did last time

Wiedźmowisko

Dzień po dniu

365 dni w obiektywie LG

365 days a lens LG

Program PIT 2019

Programy do rozliczenia PIT

michael ogazie's blog

blogging , Love, Google, Seo, Relationship, Faith, Life, 2019 blogger Award

ulotnechwile

Kiedyś malowałam pędzlem, teraz słowem, nigdy nie byłam w tym dobra, tak jak w okazywaniu uczuć. Jednak dobry jest każdy sposób żeby je z siebie wyrzucić. Zanim cię uduszą.

blogcaffe.wordpress.com/

z mojego punktu widzenia * from my point of view *z mojego punktu widzenia * from my point of view *z mojego punktu widzenia * from my point of view *z mojego punktu widzenia *

Sport News

Blood Sport

Free gold bird

No one let you down, we can move the mounds/mount

Wrzosy

O tym co było, co jest i czasem trochę marzeń

Myśli (nie)banalne Joanny

czyli spostrzeżenia, refleksje, moje spojrzenie na świat.

Alek Skarga Poems

Poezja w słowach i obrazach

ZLEPEK KLEPEK ALBO BECZKA ŚMIECHU

BLOG TADEUSZA HAFTANIUKA

Kałuże i Róże.

Szukam sensu w Krakowie

Walcz zawsze do końca

Osobiste zapiski z mojego życia

Życie jest piękne , uśmiech dodaje mu blasku :)

Rozważ , jak trudno jest zmienić siebie , a zrozumiesz , jak znikome masz szanse zmienić innych. "(Wolter)

Tatulowe opowieści

Poczuj się jak słuchacz opowieści ojca wracającego po pracy do domu i dzielącego się z rodziną tym, co przemyślał i przeżył

sasza4

Subskrybuj moją twórczość.

Związek niesakramentalny

my bez żadnego trybu

mysz galaktyczna

prywatny blog prywatnej osoby o zmianie na lepsze. välkommen.

Antropozofiablog

Rudolf Steiner, Antropozofia i inne

Blog o Australii

O życiu, podróżach i spełnianiu marzeń

wzzw.wordpress.com/

strona byłych działaczy »Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża«

alina-ala

... na swą słabość patrząc postaraj się zrozumieć innych...

Sześćdziesiąt równa się dwadzieścia

Wiek nie ogranicza człowieka w działaniu

teresa ozimek

Hajnowski blog lokalny - Piszcie o swoich sprawach na adres: teresa.ozimek@wp.pl

KRYSTYNA RYSUJE

Mając 8 lat narysowałam swój pierwszy obraz. Po długiej przerwie znów powróciłam do kartki i ołówka. Cały czas się uczę i dążę do perfekcji

Niepełnosprawny Świat Blogerki

Moja DUSZA to bezdenna głębia Oceanu, czasem zmącona przez wzburzone fale Życia ...

życie umysłowe

Najlepszy blog o rzeczach oczywistych. Niby oczywistych

paulainstyle.com

Blog lifestylowy

ogryzekzycia

Nauczyć się być radosnym, kiedy serce płacze... Nauczyć się płakać, kiedy serce się cieszy... Nauczyć się dawać, nie dając... Nauczyć się brać, nie biorąc... Nauczyć się żyć, nie czując życia.. Nauczyć się ....miłości nie kochając... Nauka jest sztuką!!!!

bezpukania.eu

Poznaj oblicze XXI wieku i poczuj blisko oddech epoki, w której żyjesz. Zapraszam na blog.

Zapisz.org

Poetów, pisarzy, eseistów i publicystów zainteresowanych publikacją na naszych łamach zapraszamy do przesyłania propozycji tekstów na adres magazynzapisz@gmail.com

#2latado30charyszka - 2 lata do 30 charyszka

Zbiór myśli mniej lub bardziej nieuporządkowanych. Składnica uczuć, pomników pamięci, ludzkich sylwetek. Światem, który migotliwie zachęca do uczestnictwa w nim i komentowania jego cudów i porażek.