Przygotowanie do Świąt Wielkanocnych!

Obraz może zawierać: 1 osoba, tekst

Zbliżają się Święta Wielkanocne i o dziwo pogoda dopisuje, a to znaczy, że będze słonecznie i przyjemnie.

Przyznaję się bez bicia, że pierwszy raz raz w życiu, przed świętami nie wlazłam na okna, gdyż po prostu sobie odpuściłam.

Umyję, kiedy gorączka zakupów i pitaszenia w kuchni się skończy i zrobię, to w spokoju, bez spinki!

Po śmierci Mamy nie jestem jeszcze w najlepszej formie i wciąż jestem w żałobie, a zresztą staram się codziennie w domu coś zrobić, a więc się rozgrzeszam z tych okien.

W naszym życiu, a zwłaszcza w starszym wieku ważniejsze jest zdrowie, aniżeli czyste okna i świeże firany.

Zaczynam się szanować i nie wpadać w popłoch, bo idą święta, a zresztą mamy zaproszenia i święta spędzimy z rodziną!

Zawsze przed świętami wpadałam w panikę, czy zdołam to wszystko ogarnąć, a więc sprzątanie, zakupy, gotowanie i o dziwo w tym roku zmądrzałam.

Oczywiście, że z wiekiem jest coraz gorzej, bo sił coraz mniej. Na szczęście pomagał zawsze Mąż i dawliśmy radę.

Tej wiosny dałam sobie na luz i postawiłam na kuchnię, bo w gości zawsze trzeba coś zabrać, aby nie przyjść z pustą ręką, bo nie wypada.

Już dziś zrobiłam klasyczną sałatkę warzywną i sałatkę z paluszkami krabowymi, a robimy ją tak:

Potrzeba więc:

  • 5 opakowań paluszków krabowych,
  • 2 sztuki selera naciowego,
  • cztery cebule czerwone,
  • kukurydza w puszcze, albo ananas, ewnetualnie zielony groszek,
  • majonez.
  • jarzynka, pieprz mielony i dwa ząbki czosnku.

Dużo czasu zajmuje odwinięcie paluszków z papierków i dziś wspomagałam się nożykiem i się skaleczyłam w palec.

  • kroję paluszki na plasterki,
  • cebulę siekam i zalewam gorącą wodą, by wygazowała.
  • tak samo robię z pokrojonym selerem naciowym, aby zmiękł,
  • dodaję kukurydzę z puszki,
  • dodaję pół łyżki jarzynki, pieprz, majonez, czosnek  i wszystko dokładne mieszam.

Jutro będę robiła wiosenny bigos i zupę – kwaśnicę, którą doprawiam żurkiem i podaję z jajkiem na twardo.

A teraz wszystkim życzę cudownych, słoneczno – rodzinnych świąt.

Wiosennie Was pozdrawiam!

Obraz może zawierać: roślina, drzewo, kwiat, niebo, na zewnątrz i przyroda

Reklamy

NIM JĘZYK PUŚCISZ W TANIEC, ZAŁÓŻ NA MORDĘ KAGANIEC!

Już żyję na tym świecie dość długo, ale takiego chamstwa w polityce jak teraz – nie pamiętam.

Kiedy budzę się rano, to włączam laptopa, bo niech się ładuje wi-fi, a w tym czasie robię sobie kawę na rozbudzenie z kapką mleka – bo tak lubię.

Kawa, laptop i  przeglądam Internet, zwłaszcza na Twitterze i Facebooku, bo jest tam wszystko, co się wdarzyło w ostatnich godzinach i poprzedniego dnia.

W międzyczasie też planuję sobie dzień! Mam taką podzielność uwagi – jeszcze – dopóki mnie nie dopadnie demencja starcza! 😀

Dzisiaj Internet oszalał z powodu wymiany tłitów między posłanką obecnego nierządu Krystyną Pawłowicz, a wdową po zamorodowanym, bestialsko Prezydencie Gdańska – Magdaleną Adamowicz.

Posłanka Pawłowicz z racji zazdrości atakuje Panią Magdę, że ta ma miejsce do kandydowania do PE!

Krystyna nie może tego wręcz znieść i się w sobie zagotowała plując na kobietę w żałobie, podważając jej kompetencje.

Krystyna to jest tragiczna postać, bo właściwie nic w swoim życiu nie osiągnęła, bo ani rodziny, ani dzieci, ani przyjacół i pokręciło się jej w glowie od tego – NIC!

Krystyna, to kolorowya papuga, która w Sejmie je sałatki i na komisjach wcina bułę, albo wali pięścią w blat, co widać na wideo.

Prosiła prezesa, by ją chwalił, bo nikt jej nie zauważa, a więc pochwalił histeryczkę.

Trochę trzeba się jej bać, bo nigdy nie wiadomo, kiedy plunie, walnie pięścią w twarz, albo zwyzywa, lub popchnie.

Takich ludzi zamyka się w psychiatryku i wiąże pasami, ale ta posłanka czuje się bezkarna i ma poparcie prezesa na badnyterkę!

Interesujące jest to, że dlaczego  na to pozwala jej partia, którą Kryśka kompromituje na zmianę z Tarczyńskim – chamem!

To są dwie szumowiny w tej partii, które najbardziej jej szkodzą, bo bablają się w pomówieniach i chamstwie na niespotykykaną skalę.

Nie na darmo się mówi, że baba bez bolca – dostaje pierdolca!

W poniższej wymiane tłitów jest klasa i upadek człowieczeństwa!

Czytając wypociny Kryśki ma się wrażenie, że pije i pisze. Uwaga na intepunkcję i całą nienawistną treść i nie stosowanie spacji!

Pani „profesor” ha ha – profesor, czy zajadła kobieta bez wykszatałcenia – chamska, wredna, zazdrosna, dziwna!

Znalezione obrazy dla zapytania pawłowicz

 

Krystyna Pawłowicz@KrystPawlowicz

Pani ADAMOWICZ,a JAKIE ma pani kompetencje,poza byciem „żoną zamordowanego prezydenta miasta”,nie zachowującą zresztą podst.szacunku dla demokratycznie wybranego prezydenta RP – by kandydować i zasiadać w im RP w UE parlamencie?
Jakie wykształcenie,wiedza,poza samą oikofobią?

Magdalena Adamowicz@Adamowicz_Magda

Żoną zamordowanego prezydenta uczynił mnie tragiczny los. Dzięki ciężkiej pracy jestem doktorem prawa, wykł. UG, radcą prawn., MBA, absolwentką szkoły prawa niem. Uniw. w Bonn i prawa bryt. i UE org. przez Uniw. Cambridge, mówię po niem. i ang. I SZANUJĘ ludzi, Panią też.

Magdalena Adamowicz@Adamowicz_Magda

Pani @KrystPawlowicz poznajmy się najpierw. Może zamiast oceniać się w mediach, napije się Pani ze mną kawy i pomoże mi budować międzynarodową koalicję przeciwko mowie nienawiści. Razem, nie przeciwko sobie. pic.twitter.com/AZCkN9267q

Obraz może zawierać: 1 osoba, uśmiecha się, tekst

Obraz może zawierać: 2 osoby, uśmiechnięci ludzie

 

Trują nas!

Mamy już wiosnę i jesteśmy spragnieni po zimowym okresie – nowalijek.

Idąc np. w Lidlu mijamy smakowity ryneczek, na którym widzimy pomidory, sałatę, młodą kapustę, cudowne truskawki, owoce, cytrusy, ale się nie zastanawiamy, że to wszystko jest pędzone chemią, a więc wsadzamy do koszyka i myślimy, że się oto zaczynamy zdrowo odżywiać.

Zachciało mi się właśnie bigosu ze świeżej kapusty, ale zaprzyjaźniony sprzedawca mi to odradził, bo w tej kapuście właśnie znajduje się chemia w celu pędzenia rośliny.

Poradził mi, bym kupiła kapustę już zawiązaną w tzw. głowę i taki bigos będzie wolny od pędzenia nawozami.

Dziś oglądałam też taki dokument, w którym autorka przemierzała aleje w drogedii i czytała etykiety drobnym drukiem.

Okazało się, że w kosmetykach istnieją substancje chemiczne, które zaburzają naszą gospodarkę hormonalną.

Ta chemia trująca nasz organizm znajduje się w szamponach do włosów, lakierach do paznokci, dezodorantach, balsmach i żelach- prawie we wszystkich produktach!

Oto wiosna i pojawiły się w sprzedaży młode ziemniaczki, a jednak strach je spożywać, bo są nafaszerowane chemią.

Mamy smaka na truskawki tak cudnie się prezentujące, a i one są trujące, a także młode rzodkiewki i zielona sałata.

Chemia jest w mleku, które w lodówce się nie psuje, a także w śmietanie i jogurtach, oraz wszelkich nabiałach.

Spożywamy to i nie zdajemy sobie sprawy z tego, że na każdym kroku jesteśmy truci.

Chemia jest w wędlinach, kurczakach, mięsie, bo wszystko to jest faszerowane antybiotykami i hormonami, a więc jak się ustrzec przed tym dziadostwem?

Jak ustrzec dzieci przed trującą żywnością?

Chyba się już nie da i choć ja staram się nie kupować artykułów przetworzonych, to i tak zjadam chemiczną żywność!

Wydaje się, że coraz więcej ludzi umiera na raka z powodu przetworzonej żywności, która nas zaczyna zabijać!

Do tego dochodzi GMO – żywnośc modyfikowana i zastanawialiście się nad tym, że marchewki, pomidory, rzodkiewki nie mają żadnych wad, a są do siebie podobne jak bliżniaki jednojajowe,

To nie jest normalne i zdrowe.

Znalezione obrazy dla zapytania chemia w zywności
POLACY ZJADAJĄ CHEMIĘ – NAWET 2 KG ROCZNIE! – RAPORT NIK NIE POZOSTAWIA ZŁUDZEŃ.

Polacy zjadają chemię – i nie ma co do tego wątpliwości, ponieważ najnowszy raport Najwyższej Izby Kontroli dokładnie to potwierdza. Normy chemicznych dodatków w żywności są przekroczone, a przeciętny Polak zjada ich rocznie średnio 2 kg. Co jeszcze ustalono w trakcie przeprowadzania kontroli przez NIK?

Królowa – przetworzona

Statystyczny Polak kupuje głównie żywność przetworzoną w warunkach przemysłowych, która zawiera substancje dodatkowe.

Takie zakupy stanowią średnio 70 proc. diety przeciętnego konsumenta.

Unia Europejska dopuszcza ponad 330 dodatków do żywności, a dodatkowo ponad 200 objętych jest limitem ilościowym.

Wśród substancji dodatkowych królują przeciwutleniacze, konserwanty, barwniki, substancje słodzące, stabilizatory, wypełniacze, emulgatory i wzmacniacze smaku.

Taka mnogość i różnorodność dodatków do żywności oraz coraz częstsza praktyka ich stosowania sprawia, że według raportu NIK przeciętny konsument spożywa w ciągu roku ok. 2 kg substancji dodatkowych.

Żywności, do której prawo zabrania dodawania dodatkowych substancji, jest niewiele.

Warto jednak zaznaczyć, że wśród nich znajduje się:

  • żywność nieprzetworzona;
  • miód;
  • masło;
  • mleko pasteryzowane i sterylizowane;
  • naturalna woda mineralna;
  • kawa;
  • herbata liściasta. 

 Patrząc na tę krótką listę – bezpiecznej, prawdziwej żywność jest naprawdę niewiele…

85 „smakołyków

Według badań NIK, jednego dnia każdy, w kogo diecie króluje żywność przetworzona i kto zjada pięć posiłków dziennie, może przyswoić nawet 85 różnych dodatków „E”.

Nie ma się co temu dziwić, jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, że w „zwykłej” kiełbasie śląskiej takich dodatków może być nawet 19!

raport-NIK.jpg

 

Raport NIKNa koniec tego wpisu kilka zdjęć z pobytu w Paryżu! Obiecałam!

Obraz może zawierać: 3 osoby, ludzie stoją, niebo i buty

 

Obraz może zawierać: na zewnątrz i woda

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba i na zewnątrz

 

Paryż płacze i świat płacze!

 

To był rok dwutysięczny, kiedy pojechałam z  młodszą Córką do Paryża na zaproszenie Starszej .

Jechałyśmy 13 godzin autobusem i w Paryżu zostałyśmy odebrane.

Byłyśmy zaledwie 5 dni, a to za mało aby ten cudny Paryż poznać, ale i tak się w tym mieście zabujałam na zabój.

Paryż wówczas był spokojnieszy, aniżeli teraz, kiedy okupują go imigranci i co rusz odbywają się manifestacje przeciwko teraźniejszej władzy i demonstranci niszczą to miasto wyrywając kostki brukowe i paląc opony.

5 dni zaledwie, a ja przez tak krótki czas zwiedzania stwierdziłam, że mogłabym po Paryżu chodzić całe życie i nigdy nie byłoby mi dość.

Byłam na Wieży Eiffla i z góry Paryż wygląda olśniewająco ze swoją uporządkowaną architekturą i mówi się, że tak był budowany nasz, polski Szczecin!

Mam sporo zdjęć zrobionych w Paryżu, ale jest zbyt późno, abym je odszukała, a płaczę, gdyż plonie Katedra Notre – Dame i cały świat jest tym poruszony.

Kiedy płonęła Bazylika w Gorzowie Wielkopolskim, to też byłam bardzo poruszona, ale to, co dzieje się w Paryżu rozłożyło wielkich tego świata na łopatki i zewsząd spływaja ubolewanie z tego, co się z Paryżu stało.

Mam nadzieję, że władze Francji dojdą do przyczyny tej wielkiej straty i być może, że był to zamach terrorystyczny!

Katedrę budowano 180 lat! Ile będzie trwała odbudowa?

„Katedra Notre-Dame jest jedną z najbardziej znanych katedr na świecie. Budowla została wzniesiona na wyspie na Sekwanie nazywanej Ile de la Cite. Budowa trwała ponad 180 lat (1163 – 1345). Budowla zasłynęła m.in. dzięki powieści „Dzwonnik z Notre Dame” francuskiego pisarza Victora Hugo. Nazwa Notre-Dame oznacza „Nasza Pani” i odnosi się do Matki Boskiej.

Katedra Notre-Dame to najsłynniejsza świątynia gotycka i najchętniej odwiedzany kościół Paryża. Jej budowa rozpoczęła się w II połowie XII wieku, a zakończyła w I połowie XIV wieku. W miejscu obecnej katedry wcześniej istniał już kościół, ale Maurice de Sully – biskup Paryża, chciał, aby miasto mogło się szczycić świątynią potężną i piękną. Nakazał więc wyburzyć kościół i na jego gruzach rozpocząć prace nad katedrą w stylu gotyckim.

Jak zauważa Stephen Clark, autor „Paryża na widelcu” skutkiem decyzji biskupa „Paryż na kolejne dwieście lat stał się wielkim sakralnym placem budowy”.

W XIX wieku przystąpiono do restauracji katedry. Duży wpływ na tę decyzję miał Wiktor Hugo, który w 1831 roku wydał powieść „Katedra Marii Panny w Paryżu”, w której opisał historię garbatego dzwonniku Quasimodo. Hugo wiele razy zwracał uwagę społeczeństwa na fatalny stan katedry, a co za tym idzie na konieczność fachowego zajęcia się odbudową świątyni.

Paryżanie szczycą się tym, że to w ich mieście znajduje się jedna z najważniejszych relikwii chrześcijańskich: korona cierniowa Jezusa Chrystusa. Wystawiana jest ona w katedrze Notre-Dame na widok publiczny w każdy pierwszy piątek miesiąca oraz we wszystkie piątki Wielkiego Postu. Jej szczególna adoracja przypada jednak w Wielki Piątek. W asyście Rycerzy Świętego Grobu Bożego niesiona jest w uroczystej procesji do ołtarza głównego katedry, gdzie później wierni oddają jej cześć”.

15 kwietnia 2019 roku stanęła w płomieniach o godzinie 19.00!

https://wiadomosci.onet.pl/swiat/katedra-notre-dame-historia/mghrhwt

Obraz może zawierać: 1 osoba, tekst

Trauma!

Ja nigdy o tym na blogu nie pisałam, a bloga piszę 7 lat i każdego dnia ukazuje się nowa notka i jest ich 2593!

 

Znalezione obrazy dla zapytania gwałt

Dziś miałam miły telefon i sobie pogadałyśmy, ale w pewnym momencie zostałam zapytana dlaczego mnie tak mało jest w przestrzeni publicznej, czyli jak to się mówi – na mieście.

Wiele osób mi mówi – wyjdź z domu, bo wiemy, że żyjesz jak samotnica i tak jakbyś się zamknęła na świat.

Odpowiadam wówczas, że jestem domatorką i tak mi jest najlepiej, choć wiem, że sporo tracę, a życie mi ucieka przez palce.

Nikt nie wie ile mnie koszytuje każde wyjście z domu i ile barier muszę w sobie pokonać.

Nawet kiedy idę w miasto na zdjęcia, to mam trumę!

Nikomu o tym nie opowadam, bo to było traumatyczne przeżycie, które stygmatyzuje mnie jako dziwaczkę.

Miałam może 33 lata i to był cudowny letni wieczór.

Mąż naprawiał silnik do motorówki w miejscowym WOPR i kiedy położyłam dzieci spać, postanowiłam iść po Męża w ramach spaceru we dwoje.

Na wysokości plaży czterch 18 latków zagrodziło mi drogę, a byli to młodzi ludzie z Niemiec, którzy przyjechali do naszego miasta na zawody sportowe.

W pewnym momencie ogrodzili mnie i zawlekli do miejscowego parku i tam zaczęła się moja walka o przetrwanie.

Zerwali ze mnie ubranie…

Na szczęście nasza Policja patrolowała suką ten park i ci ludzie mnie zostawili i uciekli.

Miałam na tyle siły, że pobiegłam na komisariat, który był blisko tego ataku i zgłosiłam napaść.

Bardzo szybka reakcja nastąpiła i trafiłam z policją na miejsce zakwaterowania chłopaków.

Nie zdążyli się nawet rozebrać i udawać, że śpią, a moja pamieć wskazała ich wszytkich.

Po tym ataku miałam wyrwane palce z dłoni i wyleciały mi kolczyki z uszu, a ja długo dochodziłam do siebie i nigdy się z tym nie pogodziłam i nie zapomniałam.

Za niedługo otrzymałam pismo, że ci chłopcy zostali skazani przez niemiecki sąd na 1,5 roku więzienia.

Dostałam więc ten telefon z pytaniem, co aktualnie robię?

Odpowiedziałam, że oglądam telewizor i znowu zostałam zganiona, że siedzę w czterech ścianach.

Boję się tak po po prostu, gdyż przeżyłam jeszcze jednen atak gwałtu, o którym już nie chcę pisać nawet.

Wolę więc być bezpieczna w swoim, własnym domu, ale nikt nie wie dlaczego mam traumę i zachowuję się tak, jak się zachowuję.

Dziś więc oglądałam z przyjemnością program muzyczny na Polsacie pt. „Twoja twarz brzmi znajomo”.

Jakże się cieszę, że mamy w Polsce tylu utalentowanych ludzi, którzy wcielają się w wielkie sławy piosenki polskiej i zagranicznej – jakże mnie  to cieszy, że charakteryzacja przybliża ich wizerunkowo i oni pokazują swoje, cudowne talenty.

Ten muzyczny program sprawia mi ogromną radość, bo wygrana osoba przekazuje pieniądze na cele charytatywne i proszę posłuchajcie Niemena, którego zaśpiewał Filip Lato – mistrzostwo świata.

Mimo, że mam 63 lata i już żaden zwyrodnialec się na mnie nie rzuci, to mam traumę do końca swoich dni i niech się nikt nie dziwi, że wolę mój, bezpieczny świat.

 

 

Jestem wściekła!

żaba za liściem - syndrom gotującej się żaby

Wczoraj się dowiedziałam od postronnej osoby o pewnej plotce na mój temat, ale może to nie plotka, a stwierdzenie jaka ja to niby jestem!

Wszystko, to pochodzi od wiarygodnej osoby, która mi dobrze życzy!

Jest to dla mnie druzgocące i cholernie niesprawiedliwe, a do tego pochodząca z ust mojej rodziny.

Poczułam się jakby ktoś mi napluł w twarz i moja dusza cały dzień płacze.

Nie jest to pierwsze takie mnie potraktowanie i zawsze wszelkie podobne powiastki przemilczałam i jakoś sobie z tym radziłam.

Z czasem zadra ucichła i było mi dużo lżej, ale potrzebowałam czasu na ugładzenie się w mojej głowie.

Nie umiem się kompletnie kłócić i udowadniać, że mnie krzywdzą, ale tym razem chyba wybuchnę, bo mi się przelało.

Tym razem zrobiono ze mnie osobę, tak jabym była ubezwłasnowolniona i niepoczytalna na umyśle.

Nigdy nie wtrącam się w cudze sprawy i cudzą rodzinę.

Jestem w mieście osobą, którą kompletnie nie obchodzą ploty miejscowe i praktycznie nie znam za wielu ludzi w mieście, gdyż wychodzę z założenia, że każdy się wyśpi tak jak sobie pościeli, a mnie nic do tego.

Mimo wściekłości i automatycznego pogorszenia się mojego zdrowia, bo serce mi się rozszalało – nie wiem jak mam się zachować.

Czy powinnam kolejny raz przemilczeć i zdusić to w sobie, czy pójść i wywalć wszystko z siebie, a może powinnam napisać list, bo jak napisałam nie potrafię się wykłócać o prawdę nawet!

Chyba cierpię na syndrom gotującej się żaby, która za długo toleruje draństwo!

Jak Wy reagujecie, kiedy ktoś złym słowem robi Wam przykrość, bo mnie to dopadło nie raz, a od wczoraj nie mogę znaleźć sobie miejsca – cholera jasna!

„Syndrom gotującej się żaby, czyli kiedy tolerujesz coś zbyt długo.

Syndrom gotującej się żaby – czy słyszałeś kiedyś ten termin? Czasami tolerujemy niezdrowe sytuacje oraz toksycznych ludzi za długo, ponieważ kierujemy się niepisaną zasadą, że „jeśli nie ma innego wyjścia, musisz to znosić”. Na tym między innymi polega syndrom gotującej się żaby. 

Nie możemy ignorować faktu, że wielu z nas poświęca swój emocjonalny dobrobyt na rzecz innych. Często się też dzieje, że nie myślimy wyłącznie o naszym szczęściu, kiedy w grę wchodzą drugie osoby, które w jakiś sposób na nas polegają.

Możemy znosić bolesne sytuacje przez bardzo długi czas w wyniku emocjonalnej zależności, toksycznego związku, a może po prostu z braku inteligencji emocjonalnej, która podpowiada nam co jest normalne, a co nie.

Być może tolerujesz sytuacje, aż do momentu, kiedy się wypalisz. Nawet nie będziesz zdawać sobie sprawy, że musisz wyskoczyć ze statku, by uratować własną skórę. To dlatego pragniemy, abyś poznał czym jest syndrom gotującej się żaby, która nie była świadoma tego, że się gotuje. To koncept wyjaśniony przez Oliviera Clerka.

Syndrom gotującej się żaby

Jeśli włożymy żabę do garnka pełnego wody i zaczniemy ją podgrzewać, wraz ze wzrostem temperatury żaba zacznie dostosowywać temperaturę swojego ciała. Płaz ten utrzymuje się przy życiu zmieniając swoją temperaturę pod wpływem środowiska.

Jednak kiedy woda jest już na granicy zagotowania, żaba oczywiście nie potrafi się dostosować. W tym momencie decyduje się wyskoczyć. Próbuje to zrobić, ale ponieważ wykorzystała całą swoją energię na dostosowywanie się, nie udaje jej się tego zrobić. W końcu umiera.

Co zabiło żabę? Pomyśl o tym! Większość z was powie, że to gotująca się woda. Jednak tak naprawdę zabiła ją niemożność zdecydowania się na skoczenie w odpowiednim momencie. Oto co próbuje nam przekazać syndrom gotującej się żaby.

My wszyscy musimy dostosowywać się do ludzi i sytuacji, jednak powinniśmy wiedzieć kiedy mamy się przystosować, a kiedy ruszyć dalej. Są momenty, kiedy musimy stawić czoła sytuacji oraz podjąć odpowiednie kroki.

Jeżeli pozwolimy innym, aby wykorzystywali nas fizycznie, emocjonalnie, duchowo czy umysłowo, będą nadal to robić. Zacznijmy decydować o tym kiedy skoczyć! Musimy zrobić to, dopóki posiadamy siłę.

Co syndrom gotującej się żaby mówi o nas samych

Ta metafora posiada wiele zastosowań w różnych dziedzinach naszego życia – pracy, relacjach międzyludzkich, osobowości, zdrowiu. Ludzie, którzy uwięzieni są w związku, który nie przynosi im niczego dobrego i tylko stale dostosowują się do zachcianek partnera, by nie dodawać oliwy do ognia myślą, że mogą to tolerować, lub że nie posiadają innego wyjścia.

Jednakże zbyt długie tolerowanie rzeczy w ten sposób nie prowadzi do niczego, prócz problemów i granicy wytrzymałości. Kiedy najmniej się tego spodziewamy obudzimy się w ekstremalnej sytuacji, której nie będziemy w stanie już dłużej znosić. Będziemy musieli skoczyć, uciekać lub przynajmniej wymyślić plan ucieczki z danej sytuacji lub toksycznego związku. Jednak do tego czasu możemy być już ciężko ranni.

Być może nie mamy już siły, by zmierzyć się z ostatecznym punktem krytycznym, który nadszedł, ponieważ nie widzimy drogi wyjścia, nie zastanawialiśmy się nad tym wcześniej lub zostaliśmy już zbyt zranieni i baliśmy się, że sytuacja się tylko pogorszy.

Jak uczy nas syndrom gotującej się żaby, czasami nasza zdolność do tolerowania pewnych rzeczy jest dość duża, jednak nasza energia oraz nadzieja szybko wypala się po drodze. 

Kwestia codziennego stresu

Richard Lazarus wskazał na różne sposoby radzenia sobie ze stresem oraz również na to, że istnieją dwa rodzaje stresu: chroniczny stres codzienny oraz głęboki stres związany z wydarzeniami w życiu.

Zwykle mówi nam się, że stresujące sytuacje takie jak rozwód, śmierć bliskich, utrata mieszkania czy pracy, bardzo na nas wpłyną i może to prawda. Jednak stając twarzą w twarz z takimi sytuacjami, które wywierają na nas olbrzymi negatywny wpływ, musimy przygotować się na to, by „skoczyć w odpowiednim czasie”.

Jednak to o codzienne stresujące sytuacje (nawet bardziej, jeśli trwają przez dłuższy czas) powinniśmy martwić się bardziej. Wiele z nich nie wydaje się być negatywnymi przez długi czas.

Często dzieje się tak w związku z domową przemocą psychologiczną lub fizyczną – czasami traktowani jesteśmy dobrze, czasem nie. W ten sposób jednak czujemy ciągły dyskomfort; po prostu dostosowujemy się, aż do momentu kiedy nie jesteśmy już w stanie dłużej tego znieść. O tym samym mówi syndrom gotującej się żaby.

Najlepszym sposobem na poradzenie sobie z tą sytuacją jest po prostu rozpoznanie jej. Nie możemy ukrywać naszych uczuć wmawiając sobie, że to normalne. Jeśli czujesz się źle przez dłuższy czas w związku z jakąś sytuacją lub osobą, coś jest nie tak.

Musisz skoczyć. I nie chodzi o ucieczkę, lecz o ratowanie się z tonącego statku, stawienie czoła sytuacji oraz zastanowienie się nad możliwymi rozwiązaniami.

Pamiętaj, że ten, kto toleruje coś zbyt długo, rzadko posiada energię, by zmienić sytuację tuż przed punktem krytycznym. Rany mogą sięgać już zbyt głęboko. Syndrom gotującej się żaby jest tego znakomitym przykładem”.

Kuchnia i wspomnienia!

Właściwie mogłabym nie gotować obiadów, ponieważ w mieście można sobie zamówić codzienny catering z dostawą do domu.

Wielu ludzi w mieście z tego korzysta, a zwłaszcza ludzie starsi i samotni, albo zagonione, młode rodziny.

Póki mam jeszcze siły, to gotuję w domu, bo lubię gotować i nie chcę spocząć na laurach oraz iść na łatwiznę.

Jesteśmy z Mężem już Seniorami, a więc już dużo nie jemy i gotuję tylko jedno dane, bo to nam zupełnie wystarcza.

Codziennie, rano planujemy zakupy i dziś padło na bigos z białej kapusty z wędzoną kiełbasą.

Co jest potrzebne więc:

  • duża, biała kapusta,
  • dwie duże cebule,
  • kilka grzybów boczniaka,
  • cztery marchewki,
  • kilka listków laurowych,
  • kilka ziaren ziela angielskiego,
  • 1,5 łyżki jarzynki,
  • pęczek zielonej piertuszki,
  • pęczek zielonego koperku,
  • słoiczek przecieru pomidorowego,
  • 4 pętka kiełbasy wędzonej,
  • odrobina papryki słodkiej, majeranku, lubczyku,
  • dwie duże łyżki mąki,
  • odrobina oleju.

I tak po kolei:

  • poszatkowałam kapustę i wstawiłam w dużej ilości wody, gdyż biała kapusta lubi być gorzkawa, a więc wodę ową wylałam i ponownie zalałam gorącą, aby kapusta się ugotowała,
  • w międzyczasie podsmażyłam cebulę pokrojoną w paski i boczniaki,
  • na drugiej patelni podsmażyłam kiełbasę i to wszystko dodałam do kapuchy,
  • następnie dodałam przyprawy, jarzynkę i gotowałam bigos do miękkości,
  • starłam merchewkii dodałam też do bigosu,
  • na koniec podsmażyłam na suchej patelni mąkę na złoty kolor, a po ostygnięciu zalałam zimną wodą i taką substancję dodałam do bigosu, aby go odrobinę zagęścić,
  • na koniec poszedł przecier pomidorowy podsmażony też na patelni i w końcu do garnka wsypałam pokrojoną zieleninę, czyli pietruszkę i koperek.

Bigos wyszedł bardzo smaczny, tylko chyba mamy go za dużo, a więc jutro podzielimy się z chorym sąsiadem i moją Teściową – starszą panią!

A traz coś innego chcę napisać:

Dzisiejszej nocy zmarł kolejny kolega z grona mojego Męża.

Oczywiście, to jest zawsze smutek i zastanowienie się nad naszym życiem, a to był jeszcze dość młody człowiek, ale rak nie wybiera!

Zaczęliśmy go więc wspominać i mi się przypomniało, że kiedy byłam dzieckim i on także w wieku 7 lat, to mieszkaliśmy na tej samej ulicy w blokach wojskowych, tuż przy jednostce.

Jesteśmy z Mężem już razem 43 lata, ale nigdy się nie zgadaliśmy, że kiedy z Ojcem przybyliśmy do naszego miasta, a Ojciec dostał wojskowe mieszkanie, to wcześniej tam mieszkał mój ha ha – nedoszły Mąż wraz z rodzicami – w tym samym mieszkaniu.

Oni się wyprowadzili w 1963 roku, a zaraz ja z rodzicami zamieszkałam tam na trzy lata.

Czy to nie dziwne, że kiedy wyprowadzilismy się ponownie na inne mieszkanie, to mój niedoszły Mąż też tam zamieszkał – w tym samym bloku i w tej samej klatce.

Kiedy to odkryliśmy buchneliśmy śmiechem, że los chciał, abyśmy byli razem na zawsze.

Już od dzieciństwa deptaliśmy sobie po piętach! 🙂

 

 

Obraz może zawierać: jedzenie

Mały sukces – radość!

Pisanie bloga jest dość ryzykowne, bo nigdy nie wiemy kto nas czyta!

Jednak kiedy piszemy prosto z serducha i nic nie zmyślamy, nie koloryzujemym, a piszemy jak jest , to może spotkać nas miła  niespodzianka.

Czytelnik zawsze wywęszy fałsz, a więc staram się pisać strasznie szczerze i przyjaźnie dla innych ludzi.

Czasami ofuknę polityków, bo obecny stan w Polsce jest nieznośmy, falszywy i destukcyjny i mam nadzieję, że wkrótce przy uranch pokażemy politykom – dość!

5 października 2018 roku napisałam tekst pt. „Zakochani”, który wkleiłam poniżej.

Tekst ten spodobał się i trafi na łamy poniższej ksążki, napisanej prze Bohdana Gadomskiego, w której zawarta jest biografia pisarza – Andrzeja Rodana.

Udzieliłam zgody na publikację i oczywiście się cieszę z tak małego „sukcesiku”, bo miło jest być zauważonym.

 

Obraz może zawierać: 1 osoba, tekst

„ANDRZEJ RODAN z taką pewną nieśmiałością tako rzecze: wybitny publicysta multimedialny BOHDAN GADOMSKI, redaktor tygodnika “ANGORA”, tracąc nerwy i czas napisał o mnie biograficzną książkę, która niebawem trafi do drukarni. Autorem okładki jest wszechstronnie utalentowany WOJCIECH “VOVO” FULARSKI. Utalentowany pod każdym względem, bowiem kilka dni temu urodził mu się syn Leo. Gratuluję Wojtkowi, Oli oraz małemu Leo”.

 

Pisarza – Pana Andrzeja Rodana poznałam na fejsbukowych ścieżkach bodajże 8 lat temu, kiedy zaczynałam swoją przygodę z Facebookiem.

Andrzej Rodan jest pisarzem i napisał ponad 50 książek, a można się zapoznać z Jego twórczością tutaj:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Andrzej_Rodan

Andrzej Rodan (ur. 14 stycznia 1945 w Łodzi[1]) – polski pisarz, publicysta, filozof, z wykształcenia historyk kultury.

Pan Andrzej ma wielkie grono znajomych i często na Jego profilu odbywają się ciekawe dyskusje, w których i ja biorę udział i zawsze dobrze się bawię, bo zaglądają na Jego profil naprawdę ciekawi ludzie, którzy wyrażają swoje zdanie na zajawkę Pisarza.

Kto będzie chciał bliżej poznać uznanego pisarza, to niechaj poszpera w sieci, a może nawet zakupi jakiś Jego tytuł, bo Andrzej Rodan pisze ciekawie i w punkt, za co był nieraz krytykowany.

Ale ja nie o tym chciałam.

Andrzej Rodan zamieścił na swojej Osi Czasu zdjęcie ze swoją ukochaną Bogumiłą Pawłowską – Lewandowską – Rodan – wyśmienitą śpiewaczką i piękną blondynką.

Poznali się i pobrali, choć oboje są już niemłodzi, ale za to wciąż piękni.

Moje serce zawsze się cieszy, kiedy ludzie się zakochują w sobie niezależnie od wieku i takim związkom życzę szczęścia na tej ostatniej prostej.

Ja z moim Mężem jesteśmy razem zaraz 43 lata i doskonale wiem o tym, że życie we dwoje jest lepsze, bo ma się chociaż do kogo odezwać i planować następny rok we dwoje.

Dlatego zawsze kibicuję ludziom, którzy chcą się razem zestarzeć i być ze sobą na dobre i złe – tak do końca.

Mamy więc parę, która się w sobie zakochała, a spotkali się piękni ludzie z apetytem na życie.

On wciąż pisze, a Ona śpiewa i tak się te artystyczne dusze dopełniają!

Andrzej Rodan właśnie wydał książkę pt. „Historia Głupoty w Polsce”, w której nie oszczędza obecnej władzy.

Nagrywa też filmiki na yt, w których analizuje najciekwasze postaci z tego nierządu i  robi to po mistrzowsku i ze smakiem.

Zawsze kiedy widzę takich zakochanych, to sobie śpiewam cichutko piosenkę, że piękna miłość między nami – tak delikatna jak aksamit! 🙂

Obraz może zawierać: 4 osoby, ludzie stoją i na zewnątrz

 

Jeden dzień – ale mi się nazbierało!

Wymyśliłam inny sposób na zupę pomidorową i stwierdzam, że zupa gotowana tym sposobem jest bardzo smaczna.

Nie lubię pomidorowej z koncentratu w słoiczku i wpadłam na pomysł, aby kupić krojone pomidory w puszcze we własnej zalewie „Pudliszki”.

Zabrałam się do ugotowania bulionu (2,5 litra) na skrzydełkach, a kiedy były prawie miękkie, to robiłam tak:

  • dodałam warzywa, a więc marchewkę, seler, por i kilka listków laurowych, oraz kilka ziaren ziela angielskiego z dużą łyżką „Jarzynki”,
  • kiedy warzywa były prawie miekkie sypnęłam 6 garści ryżu i tak trzymałam na gazie do miekkości wszystkiego,
  • w osobnym garnku na maśle przesmażyłam zawartość trzech puszek pomidorów i zredukowałam, aż sos ten trochę zgęstniał,
  • potrakotwałam to blenderem i dodałam do rosołu z miękkim ryżem,
  • następnie zahartowałam śmietanę 18% i dodałam do zupy, a na koniec wsypałam posiekany koper i pietruszkę zieloną.

Zupa wyszła tak dobra, jakbym ją gotowała ze świeżych, pachnących słońcem pomidorów – polecam ten przepis!

 

Na Osi Czasu mojej Córki zauważyłam clip z utworem młodego wokalisty Kamila Bednarka, na którego też głosowałam w X Faktor i też się nie pomyliłam, co do jego talentu.

Jakże się cieszę, że młodzi ludzie tworzą muzę na skalę światową i nie idą na łatwiznę.

Kamil zebrał najzdolnieszych muzyków i wykonawców i utwór nagrany to jedno wielkie „Łał”.

Kto lubi ambitną piosenkę, to niech sam oceni, bo w tym klipie jest wszystko na najwyższym, światowym poziome.

 

Dziś właśnie mija 9 rocznica Katastrofy Smoleńskiej i znowu na tej tragedii robią politykę, co jest cholernie niesmaczne.

Już słyszeliśmy, że mordy zdradzieckie zabiły Kaczyńskiemu brata i na tej tragedii wygrali wybory, ale to nie było tak, że ktoś zabił tych ludzi.

Zabiła ich upartość tego z Żoliborza, który wysłał brata na śmierć, bo akurat zbliżały się wybory.

Kazał lądować i mam nadzieję, że doczekam się treści ostatniego telefonu do prezydenta.

Antek Macierewicz znowu bredzi o zamachu, ale naprawdę było to tak jak na poniższej grafice i nikt mi nie wmówi, że było inaczej!

Niech spoczywają w pokoju bez następnych ekshumacji w poszukiwaniu trotylu.

 

Obraz może zawierać: tekst

I jeszcze odnośnie strajku nauczycieli:

Dostałam na priv!
Mam info z Warmii i Mazur. Tam nauczyciele dostali cynk z kuratorium, że rząd nie jest taki twardy jak próbują pokazać w telewizji. W rzeczywistości są posrani i przerażeni tym strajkiem i tylko liczą na to, że jak zwykle pękniemy. Kuratorium warmińsko-mazurskie ma jasny przekaz, choć nieoficjalny, do nauczycieli: nie rezygnujcie, ci na górze was się naprawdę boją. Przekażcie wszystkim naszym nauczycielom tę wiadomość. Trzymajmy się 👩‍❤‍💋‍👩👏

Wesołe jest życie staruszka!

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

U mnie robi się cudnie, zielono tak jak na tym zdjęciu – zrobionym własnym aparatem.

Wiosna, to chyba najpiękniejsza pora roku, kiedy wszystko odradza się po zimie i ludzie też patrzą na świeżą przyrodę, a więc  robi się od razu lepiej na sercu i w duszy. Nowa nadzieja!

Wraz z tą nadzieją Mąż ośwadczył mi, że dinozaury spotykają się w ulubionym miejscu na drinka.

Kiedy słyszę  – zrób nam jajka na twardo w majonezie, to wiem, że mają zamiar pobiesiadować sobie i się po prostu rozerwać, gdyż wielu z nich wciąż pracuje.

Zostaje ich coraz mniej, bo z każdym roku ktoś z grupy dinozaurów odchodzi niestety.

Niedawno odszedł Pan Darek, którego bardzo lubiłam, a zmarł tak szybko na zwał, że jeszcze do dziś nie możemy uwierzyć, że go już nie ma.

Cieszę się, że panowie się spotykają, a niektórzy są już po 70-tce, albo dopiero. 🙂

Nie spotykają się tylko na drinka, ale razem w ciągu roku jeżdżą na wycieczki po Polsce, organizowane przez ich związek zawodowy.

Jest to fajna grupa ludzi, którzy mimo upływu lat wciąż się lubią i czasami spotykają się w miejscowej restauracji, aby także spędzić miło czas.

A teraz chcę zmienić temat i napisać o pewnej starszej pani, która kupiła wraz z mężem mieszknie przez ścianę z moim.

Pani liczy sobie też, a może dopiero  chyba z 70 lat, ale lubi się udzielać i nie siedzi na kanapie przed telewizorem, a sadzi roślinki przed naszym blokiem.

Od razu dała sie polubić, bo zależy jej na tym, aby było ładnie i zielono, a więc zaskarbiła sobie naszą sympatię.

Mój Mąż jest w zarządzie Wspólnoty Mieszkaniowej i także lubi sadzić różne drzewa przed naszym blokiem i razem z panią od sadzenia działają i nawet przeszli na „Ty”. 😀

W naszym bloku jest fajna ekipa, której zależy na tym, aby się nam tu mieszkało przyjemnie i w zgodzie.

W mojej klatce mieszka mężczyzna chory na raka. Jest już po serii naświetlań, ale nie jest pozostawiony sam sobie.

Mężczyzna nie ma za wiele pieniędzy, a więc my – jako sąsiedzi go dokarmamy.

Która gospodyni ma za dużo np. zupy, to zanoisi  mu w słoiku, aby nam sąsiad zdrowiał.

W swojej klatce mam sąsiada, że gdybym potrzebowała pomocy pod nieobecnośc Męża, to zawsze mogę na Niego liczyć i to jest też budujące, bo otwarci jesteśmy tu na drugiego człowieka.

Czasami lepiej się żyje z sąsiadami niż z własną rodziną. Noszę się z zamiarem kasowania częściowego rodzinnych numerów w telefonie!

To takie miłe migawki z mojego codziennego życia –  z mojego małego podwórka.

 

Obraz może zawierać: jedzenie