Archiwa miesięczne: Wrzesień 2013

Mój mąż, to taki zwykły bohater

Jest w telewizji akcja na podawanie, typowanie, wskazywanie, wyłuskanie i jak by to zwał – zwykłego bohatera,który zrobił coś wyjątkowego, a świat o tym nie huczy i nikt nie wie, że gdzieś blisko nas mieszka sobie taki „zwykły bohater”,który się nie chwali i nie epatuje swoim bohaterstwem, bo nie uważa swojego czynu za bohaterstwo, a za zwykły ludzki odruch! No więc poszukując takiego bohatera w swoim otoczeniu, mocno się zastanawiając, nawet nie wiedziałam, że taki ktoś jest w moim domu, obok mnie, który dzieli ze mną łoże -olśnienie nagłe, że mam w domu bohatera, poślubionego 37 lat temu, a dlaczego, już tłumaczę. Kiedy nasz blok przeszedł w posiadanie Wspólnoty Mieszkaniowej, mój rodzony mąż, został wybrany na Przewodniczącego tejże wspólnoty i w imieniu 36 rodzin podejmować musiał wszelkie, ważne decyzje, aby w naszym bloku żyło się bezpiecznie, a więc w imieniu mieszkańców zostało postanowione, że zakładamy domofony, malujemy bardzo zniszczone klatki, co zostało ustanowione na zebraniach wspólnotowych, ale aby to uchwalić, mój mąż, już nie pierwszej młodości musiał sobie pobiegać po piętrach i zebrać niezbędne podpisy, uf. Są domofony, klatki eleganckie, w seledynowym kolorze, szlaban, parking dla osiedlowych samochodów, przycięte krzewy, wykoszona trawa i to wszystko przeszło przez uchwałę i kosztowało mojego męża wiele wejść i zejść po klatkowych piętrach. Czasami trzeba było z wieloma mieszkańcami się wykłócić, przekonać, bo na przykład niektórzy nie chcieli zamontowania ławeczek przydomowych, bo wydawało się im, że będzie to siedlisko drobnych pijaczków, co się w życiu wcale nie sprawdziło. Ileż ja wysłuchałam od męża dylematów z poszczególnymi, niereformowalnymi mieszkańcami – dał radę i teraz mieszkamy w bloku, otoczonym kamerami, wspaniałym chodnikiem, parkingiem, pojemnikami na śmieci i żadne męty nam są niegroźnie. Jesteśmy bezpieczni, a to wszystko z pomocą mojego „zwykłego bohatera”.

Ale na tym nie koniec. Raz w roku emeryci i renciści organizują w plenerze swoje święto, a więc potrzebują zorganizowania orkiestry, kucharzy, piekarzy, aby impreza sprawiła radość wszystkim Seniorom, a więc mój mąż organizuje przywózkę i rozwózkę, robi za kierowcę i nikomu nie odmówi, bo sprawia mu to przyjemność i ja myślę, że mógłby odmówić i poleżeć sobie na kanapie, pooglądać telewizję, ale On lubi pomagać ludziom i żadna siła go w domu nie zatrzyma – nawet ja !

Ps. hej, helo, oczywiście, że nie zgłoszę mojego męża do tego projektu, no nie dorasta do pięt staruszce, która torebką rozgramia bandytów kradziejów, ale nadal twierdzę, że takie drobnostki jakie wykonuje mój mąż, budują nasze środowisko i nasz bezpieczny świat!

Reklamy

Dzisiejszy spacer, brzydko i ładnie, oraz w poszukiwaniu przeszłości

Ponownie wybrałam się na spacer i pragnę przybliżyć moje skromne miasto, ponieważ jesienna, słoneczna pogoda sprzyja, aby wyjść z domu i nacieszyć się ostatnimi promieniami słońca. Jutro przecież już będzie październik.  Szłam obmyśloną wcześniej trasą, a miała być to trasa pod hasłem „W poszukiwaniu przeszłości miasta”, a wyszedł trochę taki misz – masz, a więc piękno ciekawych budynków w połączeniu z przyrodą z jeziorem w tle. Byłam dzisiaj trochę okrutna, gdyż weszłam też tam, gdzie jest sporo zaniedbań. Moja trasa rozpoczęła się od dawnych murów obronnych, które dawnymi czasy, otaczały całe miasto, a więc zaczynam od powrotu do historii – zapraszam na spacer oraz jak zwykle przepraszam za jakość zdjęć:

Po drodze weszłam do Domu Kultury na mini galerię. Jeszcze tam kiedyś wrócę 🙂

Stary budynek, który zawsze mi się podobał. Naprawianie takich budynków powoduje, że tracą na swojej urodzie.

Park Moniuszki, który dziś był skąpany w słońcu 🙂

W tym budynku, odnowionym, 40 lat temu mieszkała moja koleżanka z podstawówki, której po ukończeniu szkoły, nigdy więcej nie spotkałam. Grażynka miała na imię 🙂

Idąc dalej, robię zdjęcie Barbakanowi, pozostałości po dawnych murach obronnych 🙂 Tu mieści się Rada Miasta 🙂

Taka figurka przy Bibliotece Miejskiej. Nawet nie wiem, co oznacza. Muszę się wgłębić w temat 🙂

Postument w podziękowaniu Armii Radzieckiej za wolność 🙂

Choszczeńskie kamieniczki, trochę stare, a trochę nowe i to właśnie mi się nie podoba 🙂

Irena Santor śpiewa, że już nie ma dzikich plaż, a u nas niestety jest, i to bardzo w złym znaczeniu, bo piękna plaża popadła w ruinę i nikt się tym nie zajmuje. Była to plaża wojskowa, ale jakie teraz mamy wojsko, każdy wie – brak dofinansowania, a ja tyle godzin tu spędzałam, czytając książki na kocu 🙂

Piękny budynek z widokiem na jezioro. Ktoś zaczął remont i nie skończył 🙂

Wspaniały budynek, po remoncie Starostwa Powiatowego 🙂

Alejka spacerowa przy jeziorze 🙂

Bardzo stary budyneczek, też nad jeziorem 🙂

Alejka nad jeziorem, Spokój, cisza, zaduma, przyroda 🙂

Kładeczka wędkarza 🙂

Moje jezioro, dużo błękitu 🙂

W tym budynku kiedyś była pracownia fotograficzna. To tutaj zrobiono mi pierwsze zdjęcie do legitymacji szkolnej 🙂

Fragment ulicy głównej, czyli ulicy Wolności 🙂

Ładny front kamieniczki, ale od tyłu wygląda to fatalnie – dlaczego?

Bezczelnie fotografuję okno Naszego Burmistrza i pytam dlaczego sam nie wszędzie zajrzy w kąty ? 🙂

Ta choinka na każde Boże Narodzenie jest cała w świecidełkach 🙂

Ej, lepiej wrócić nad jezioro i nie zaglądać w kąty wstydliwe 🙂

Usiąść i wystawić buźkę do słońca 🙂

 

Dziękuję, dziękuję za cierpliwość i macham łapką do następnego razu – ciekawe co wymyślę 🙂

Niedzielna wycieczka do wnucząt, czyli wesoły autobus

Niedziela piękna, słoneczna, zapraszająca do wyjścia z domu, no więc postanowiliśmy z mężem, że nie będziemy siedzieli w domu, a wyruszamy na niedzielną wycieczkę – kierunek nasze dzieci i wnuczęta. Trochę po wakacjach straciliśmy się z widoku, a więc odrobinkę za sobą zatęskniliśmy. Wcześniejsze uzgodnienia, czy będą w domu i czy nie będziemy przeszkadzać i ok. 11 nastąpił wyjazd w stronę Szczecina.

Zapakowaliśmy się w nasz pojemny samochód i w drogę 🙂

A po drodze ekspansja barw jesiennych, od których nie można było oderwać wzroku i to wszystko w najpiękniejszym, jesiennym słońcu, a więc trochę cykam z samochodu.

I te chmury, proszące się o swoje kadry 🙂

Wciąż mi mało i mało. Tak strasznie kocham jesień w słońcu 🙂 A droga  równiutka, że hej. Miło się po takiej jedzie 🙂

Jesteśmy na miejscu. Kocham tę bramę, bo za tą bramą są już blisko nasze kochane wnuczęta 🙂

Nasze trzy skarby przy jednym stoliku. Każde zajęte swoimi sprawami, a jednak razem.

Pokój zabaw, pełen dziecięcych skarbów. Ich mały świat 🙂

I tak miło minął nam dzień, pełen tańców, wierszyków i piosenek w wykonaniu dzieci, a ja sama się też z nimi trochę powyginałam i przypomniałam sobie jak się tańczy twista!

I tak minęła wielce sympatyczna niedziela i czegoż więcej mam żądać od życia skoro mam już wszystko?

Moje dzisiejsze kino :)

„Powrót żołnierza”, to tytuł filmu jaki mi dane było dzisiaj obejrzeć i nie wiedzieć czemu, dramat ten nie doczekał się na polskich stronach żadnej dłuższej recenzji i nie został zauważony przez polskiego kinomana. Mnie film bardzo, ale to bardzo się podobał, a opowiadał o czasie I Wojny Światowej, gdzie Chris Baldry, aliancki żołnierz, wraca z frontu, gdzie doświadczył obrażeń podczas walk. Mężczyzna cierpi na amnezję i nie potrafi przypomnieć sobie życia, jakie prowadził przed wojną. Żołnierz nie poznaje swoich najbliższych, co jest tragiczne w skutkach także dla jego żony, Kitty. Zagubiony Chris odnajduje wspólny język ze swoją miłością z przed lat, Ann-Margaret. Kobieta pragnie wykorzystać moment i odzyskać dawno utraconego mężczyznę – to jedyna wzmianka, jaką znalazłam. 

Dla mnie to była opowieść o trzech kobietach, które były związane z kapitanem, a jest to jego żona, której  bardzo zależało, aby jej mąż odzyskał pamięć, ze względu na dawne, wygodne życie jakie wiedli przed wojną, ale nie koniecznie go kochała. Drugą kobietą, była jego kuzynka, która w skrytości marzyła o życiu szczęśliwym z wyidealizowanym mężczyzną i w końcu jego dawna miłość Ann-Margaret, która nigdy o tej miłości nie zapomniała i miała tego mężczyznę zawsze w sercu, mimo, że była szczęśliwą mężatką i to dzięki jej mądrości życiowej – kapitan odzyskuje pamięć. Dalej nie zdradzę 🙂 Mamy tu szeroki przekrój i analizę kobiecej psychiki w zależności od położenia. Kalejdoskop pięknych, jesiennych obrazów  i wspaniałe wnętrza posiadłości kapitana, a więc czegoż więcej chcieć, jeśli jest sprytna fabuła wpleciona w naprawdę przepiękne i klimatyczne obrazy. Polecam, gorąco polecam 🙂

Kto nie spotkał w sieci trolla, ten wiele stracił

Zakrada się to takie coś w nocy i nazywa się fachowo i tu posiłkuję się Wikipedią, aby nie uronić ani słówka, a więc:

  • Trolluss megalomanis – jest najlepszy, najmądrzejszy i w ogóle naj… naj…, myśli ma poczucie, że może zhakować internet. Atakuje nocą, gdy (wg. niego) administrator i blogierka śpi! Jest to rozwinięta forma trolla, która ma zdolność do formowania się w kupy grupy i srania szukania w Google.

A teraz ode mnie: Mam wspaniały sen, bo śpię jak dziecko i nie słyszę co na Bożym Świecie się dzieje. Często nie słyszę, jak za oknem rozpęta się groźna burza, no nie słyszę nic, a rano mąż mi opowiada, że działy się straszne rzeczy, a ja otwieram szeroko oczy i mówię – no co Ty kochanie opowiadasz? Ale nie wszyscy tak mają, oj, nie, nie! Ludzie cierpiący na bezsennik – kiedyś pewnie by wykonywali jakieś zaległe prace, nie skończone za dnia, albo brali lekturę do łóżka i czekali, aż ten upragniony sen się pojawi. W dobie Internetu jest inaczej, bo kiedy tam na zewnątrz słychać chrapanie, posapywanie i ja widzę ciemność, niczym w „Seksmisji”, taki ktoś zakrada się bezszelestnie, jak Karamba i wykrada sobie bezkarnie cudze treści z for, blogów, portali społecznościowych i robi z nimi bardzo brzydkie rzeczy.  W jakim celu to robi, to tylko trollowi jest wiadome i tylko on czerpie z tego nocne polucje i orgazmy, nie do osiągnięcia w świecie realnym. Ta bezsenność i brak kogoś bliskiego, takiego do kochania, powoduje i otwiera w trollu najgorsze instynkty, zazdrość, zawiść, dopowiadanie swoich wyimaginowanych historyjek, do tego momentu, aż się zaślini i opluje! Nie straszne mu jakieś tam obwarowania prawne o prawie autorskim, bo czuje się w sieci anonimem i wszystko mu wolno! Wolno wszędzie wejść w kaloszach oblepionych gnojem i zostawić po sobie niemiłosierny smród! Nie mam zamiaru walczyć z tobą śmierdzący trollu i jak zwykle radzę, że kiedy się wreszcie wyśpisz – spójrz w lustro, albo idź do psychiatry po pigułki na sen. Zapewniam, że oferta w aptekach jest obszerna  i może zapiszą ci takie prochy, że nie obudzisz się co najmniej przez dwie doby, a ja w tym czasie wywietrzę swojego bloga, wymyję ślady po tobie,odkażę, trollu popieprzony i powieszę kostkę zapachową!

Swoich gości zapewniam, że już jest posprzątane i zaparzam świeżutką kawkę, a więc zapraszam do siebie, gdyż będzie już tu bezpiecznie i mam nadzieję na dalsze, owocne rozmowy i dysputy o codzienności 🙂

Hakuna matata, to znaczy „nie martw się” (z filmu Król Lew) – Dominikana

Kolejny, słoneczny, jesienny dzień w Polsce, ale na chwileczkę przenieśmy się na Dominikanę. Prawda, że pięknie – jak w raju. Słyszę delikatny poszum fal i chodzę sobie po gorącym, czystym pisaku. Szukam muszelek, kamyczków kolorowych, podglądam w oceanie kolorowe rybki,  przeciągam się leniwie na leżaku zapominając o bożym świecie, no istny odlot! Trwaj chwilo trwaj!

Jednak wakacje szybko się kończą i trzeba zejść na ziemię i  włączyć media, aby człowiekowi nie odbiło od tego rajskiego Raju. Zacznę od tego, po co ludzie się rozmnażają i czym jest świadome macierzyństwo, oraz posiadanie nieraz za wszelką cenę – dziecka? Dla mnie dziecko, to jest największy i najświętszy skarb, jaki człowiek jest w stanie posiadać i jaki może dać światu. Dziecko to jest cel i spełnienie milionów rodzin. Dziecko jest jak ten diament nie oszlifowany, który każdy rodzic ma za zadanie – oszlifować i świadomy rodzic zrobi wszystko, aby z diamentu, powstał brylant. Dziecko jest nietykalne cieleśnie i każdy świadomy rodzic wysyłając swoją pociechę w świat jest przekonany, że nikt go nie skrzywdzi i nie zada ran na całe życie, piętnując, stygmatyzując, naruszając jego godność, zabierając dzieciństwo i skazując na wielkie cierpienie! Podkreślam jeszcze raz – dziecko to czysta kartka, którą świadomy rodzic pragnie zapisać, pięknym, wykształconym pismem kaligraficznym. Dziecko jest świętością! Jednak zdarza się tak, że ktoś inny, zły, wypaczony bierze tę kartkę i bazgroli na niej pokraczne wygibasy, smaruje atramentem, pozostawiając wreszcie brzydkie kleksy!

Wracamy więc na Dominikanę, gdzie śniade, czarnowłose, niewinne dziecko rodzice posyłają do kościoła, aby nauczyło się żyć w wierze katolickiej i pokochało Boga. W imię dobrze spełnionego obowiązku ufnie patrzą w stronę wysłannika tam z góry, który pod wpływem ciepłego, wręcz gorącego klimatu dopuszcza się naruszenia cielesności małego dziecka. To klimat sprawia, że duchowny w sutannie z podwyższoną chucią, że względu na klimat, obmacuje sobie niewinne dziecko. To klimat spowodował, że duchowny nie może się powstrzymać od składania niewinnych pocałunków na szyi małego chłopczyka, a potem się przed nim obnaża i każe się dotykać. To klimat sprawia, że duchowny pod wpływem tych niewinnych dotyków – szczytuje! To klimat sprawia, że niewinne dziecko zamyka się w sobie na długie, długie lata, niczym ślimak w swojej skorupce, cierpiąc! Rodzice wysyłając swoje ukochane dziecko w stronę wiary, utwierdzają je w przekonaniu, że to jest Hakuna Matata – nie martw się, bo w kościele jest tylko miłość i szacunek dla drugiego człowieka! 

Jakże często się mylą! A ja nie jestem za zbiorową odpowiedzialnością kościoła za tego typu, liczne występki duchownych. Ja jestem za powrotem i możliwością zbiorowego linczu na placu przykościelnym!

Ps. Czy wiecie dlaczego każdy ksiądz, tak pięknie składa swoje często tłuste rączki na swoim opasłym brzuchu? Aby mógł się szybko zasłonić, kiedy jakiś wściekły rodzic, będzie mu chciał kopem, rozkwasić jego klejnoty!

Niech nowy Papież Franciszek, otworzy watykańskie archiwa i wreszcie oczyści kościół z dewiantów i uzdrowi wiarę katolicką – wiem, wołanie na puszczy!

Wpadłam w albumy w poszukiwaniu swoich przodków

Bodajże rok 1931, z tego co pamiętam z opowieści mojej Mamy. Łódź przedwojenna, w której urodziła się moja Mama i w której mieszkała przez pierwsze 20 lat swojego życia. Jej rodzice nie nacieszyli się sobą długo, gdyż moja Babcia krótko po urodzeniu mojej Mamy, umarła.

Umarła na zapalenie płuc, a wówczas to była bardzo groźna choroba i tak moja Mama nigdy nie poznała swojej rodzicielki. Wszak opuściła ją jako malutką dziewczynkę. Po jakimś czasie, Tata mojej Mamy związał się z kobietą, która nie pałała miłością do mojej Mamy i niczym fan fatale postanowiła ją zagłodzić, co było w porę odkryte przez dalekie ciotki. Szybko mój Dziadek przepędził ją, aby za jakiś czas związać się z kobietą, która byłaby w stanie pomóc mu wychować jedynaczkę. Macocha okazała się kobietą twardą i dała mojej Mamie szkołę życia, co miało dobrze przygotować ją do kobiecych obowiązków. Czasami moja Mama ścieliła łóżko trzy razy, ponieważ jej  Macocha była nieugięta i zawsze coś znalazła, że jest nie tak! Kiedy moja Mama wyszła za mąż i wyjechała za mężem, jej Ojciec się z tęsknoty strasznie rozpił i targnął się w końcu na swoje życie i tu kończy się moja wiedza i pamięć o moich Dziadkach, a są to strzępy, wyrwane z pamięci. Ze strony mojego Taty także nie było mi dane przytulić się do Babci, czy Dziadka, ponieważ losy tak się poukładały, że nigdy nie byłam na ich kolanach  i nigdy nie poczułam troski ze strony Dziadków, gdyż tamte czasy zabrały mi ich wszystkich. Czasami sobie rozmyślam, jak by to było, gdybym mogła ich poznać, porozmawiać, zjeść kawałek ciasta, upieczonego przez Babcię, troszczyć się o nich – nie dane mi to nigdy było i ostała się w moim albumie jeno tylko ta jedna fotografia 😦

Dietmar Scholz*

spadek 

matka mojego ojca 
do której 
jak mówią 
jestem łudząco podobny 

powraca 

ileż to lat przeminęło 
w obiegu 

sześć zdjęć 
wyblakłych minionymi latami 
przypomina o tym 
że 
człowiek 
którego ćwiartką jestem 

kilka lat przede mną 

podążał przez czasy 
które 
kochał 

cierpiał 
jak ja 

 

 

Czasami trzeba odpocząć od blogowania

Swoich czytelników zabieram dzisiaj na wycieczkę po urokliwym moim miasteczku, a zwie się Choszczno. To tutaj minęła mi moja pierwsza połowa życia, a więc dokładnie 50 lat, bo przybyłam tutaj z rodzicami, kiedy liczyłam sobie 6 lat, a więc łatwo wyliczyć ile mam lat teraz :)To tutaj wszystko się wydarzyło i zadziało w moim skromnym życiu, ale niczego nie żałuję, bo żyć nie warto by było. Trzeba było pogodzić się z wieloma przykrościami i trzeba otworzyć się na kolejne może szczęśliwsze lata i gdyby tylko zdrowie dopisało  jeszcze troszeczkę, a więc w drogę 🙂

Moje ukochane jezioro. To tutaj spędziłam z rodziną, setki godzin na plażowaniu 🙂

Ta ścieżka, to ratunek dla wielu, wielu ludzi, którzy to tutaj najczęściej spacerują, biegają, uprawiają sporty wszelkie 🙂

Jezioro w jesiennej szacie już – lubię to 🙂

Dużo zieleni, to niesłychany atut mojego miasteczka 🙂

Urokliwy kanał, gdzie kaczuszki bardzo  dobrze się czują 🙂 Atrakcja dla choszczeńskich dzieci 🙂

Chciałam, aby było artystyczne zdjęcie, ale jestem cieniutka w fotografowaniu 🙂

Mieszkańcy w Choszcznie bardzo dbają o swoje miejsca zamieszkania, co mi się bardzo podoba 🙂

W okół Kościoła toczy się tutaj życie 🙂

Dziękuję za uwagę i przepraszam za jakość zdjęć 🙂

Usłyszana rozmowa i wspomnienia

Mąż do żony rzecze:

– I co ty masz z tej pracy, że takie małe pieniądze zarabiasz? 

– A co ja zrobię, że w naszym kraju kobiety zarabiają mniej od mężczyzn – odpowiada żona.

– Robisz wciąż te swoje studia, a efektów finansowych nie widać, a więc po co się wciąż kształcisz – mówi.

– Po to się kształcę, bo nigdy nic nie wiadomo, kiedy będę musiała się przekwalifikować – odpowiada coraz ciszej żona.

– Na nic nie masz czasu, choć masz tylko jedno dziecko – zarzuca!

– To zajmij się naszą córką od czasu do czasu, a ja zajmę się innymi sprawami – odpowiada już drżącym głosem!

– Tak ją wychowałaś, że woli przebywać tylko z Tobą – syczy przez zęby!

– Bo ciebie nigdy w domu nie ma, bo masz nas gdzieś – odpiera zarzuty żona i nagle zamilkła i nagle miała wszystkiego dość, bo jej własny, ukochany mąż wpadł w jakiś amok i na wszystko ma odpowiedź. Żadne jej argumenty nie docierają do niego, a powodują jeszcze większy potok zarzutów, których nie ma już sił odpierać, bo za dobrze ją wychowano, aby używała niecenzuralnych słów, a on nagle dostał szaleńczego słowotoku. Słuchałam i zrobiło mi się strasznie przykro, że jej nie docenia, że ona się stara go we wszystkim zadowolić i spełniać wszystkie jego życzenia, a nawet je wyprzedza. Biega do pracy niełatwej, potem po dziecko do żłobka, a następnie ma dziesiątki innych ważnych spraw do załatwienia  i tak do wieczora, ale jemu ciągle mało, wiecznie jest nie zadowolony i naburmuszony. Rozlicza ją z każdej minuty jej życia i nie daj boże, żeby ją zmarnowała na swoje przyjemności, na odskocznię tylko dla siebie, bo ma już u niego przechlapane i uważa ją za totalnego lenia i nieroba, a jej w ustronnym miejscu, gdzie nikt nie widzi, po policzkach płyną łzy bezradności! Pewnie nie raz zadaje sobie pytanie, jak ma żyć, co ma jeszcze zrobić, aby zadowolić swojego „kochanego” męża! Czy będzie w stanie dalej mu dogadzać, domyślać się? Czy będzie rozpatrywać inne awaryjne rozwiązania, aby uwolnić się od przemocowca psychicznego? Czy kiedyś przepłaci to swoim zdrowiem i w pewnym momencie rozsypie się na kawałki i trafi pod opiekę psychoterapeuty, bo sama nie będzie umiała sobie poradzić i w lustrze nagle ujrzy kobietę przegraną, o niskim, wypranym poczuciu własnej wartości? 

Ludzie, ludziom gotują taki los, a piszę o tym dlatego, że moja Mama takie właśnie miała życie, ale to było dawno, a więc pewne fakty się zatarły, wiele zostało wymazane z pamięci, bo ponoć czas leczy rany, ale nie zatarło się w pamięci to, że mój Ojciec – przemocowiec już dawno nie ogląda naszej pięknej ziemi i świata, a Mama od dawna chodzi na cmentarz palić mu znicze z czystej ludzkiej przyzwoitości. I na co ci Ojcze to było? I na co ci mężczyzno opisany wyżej ta pogoń za wszystkim, kosztem swojej porządnej i lojalnej żony? Mam do ciebie mężczyzno pytanie – czy jest w twoim mieście kobieta, która zaspokoi wszystkie twoje pragnienia i oczekiwania i czy chciałbyś, aby kiedyś twoja córka też trafiła na takiego niereformowalnego typa?

Moi rodzice, rok  1953 – piękni i młodzi, ale jeszcze nie wiedzieli jak ich małżeństwo się potoczy!