Archiwum dnia: 16 września, 2013

Kocham mój dom

„Każdy ma w życiu zaledwie kilka takich miejsc, a może tylko jedno – to, gdzie coś się naprawdę ważnego zdarzyło. Wszystkie inne schodzą na plan dalszy”
Alice Munro „Zbyt wiele szczęścia”.

Zabrzmi to patetycznie, ale kocham mój dom, gdyż to w zaledwie 43 m2 zleciała moja większość już życia. Malutkie mieszkanko, a tyle się w nim wydarzyło i ja mam to jedno miejsce na tej Ziemi,  które mnie ukształtowało jako matkę i żonę, a teraz kształtuje jako początkującą babcię. Szkoda, że ściany nie potrafią mówić i nie zastępują zdjęć w albumie. Szkoda, że nie można z nich odtworzyć wypowiedzianych na tej powierzchni zdań i słów, które nigdzie nie zostały zarejestrowane. 

To tutaj uczyłam się kochać moje małe córeczki, które jak to dzieci, chorowały, uczyły się pierwszych kroczków, pierwszych, niezdarnych słówek. To tutaj układałam swoje małżeństwo i to tutaj się docieraliśmy jak każde młode małżeństwo. To mieszkanie od początku wydawało mi się moim rajem na Ziemi, bo w dzieciństwie nie miałam domu, tak jakoś wyszło! Stąd biegłam każdego ranka do pracy, zabierając dzieci do żłobka, a potem przedszkola, a po powrocie robiłam szybki obiad, pranie, sprzątanie i to tu, nawet nie zauważyłam kiedy, moje małe córeczki poszły do szkoły. To tu robiłam z mężem remonty, zmieniałam wystrój mieszkania, tapety, dywany i co jakiś czas pojawiał się nowy piesek, bo zawsze mieliśmy zwierzaka w domu. To tutaj płakałam i się śmiałam i to tutaj podejmowałam swoje najważniejsze, życiowe decyzje. To w tym mieszkaniu płakałam, kiedy nastał stan wojenny i zabrano mi męża nie wiadomo dokąd! Nigdy mnie, nigdzie nie ciągnęło w świat, a jeśli wyjeżdżałam, to z wielką chęcią wracałam do swojego, bezpiecznego azylu. Kiedy nadszedł czas pustego gniazda, łaziłam po domu bardzo nieszczęśliwa, gdyż brakowało mi moich dzieci i brakowało mi ich rozmów, nauki, znajomych, którzy je odwiedzali. Pogodziłam się po roku i nagle to tutaj musieliśmy z mężem na nowo się docierać i na nowo zrozumieć swoje spojrzenie na siebie i na świat. Zauważyłam w jakimś momencie, że życie we dwójkę, też może być piękne, a najważniejsze jest, aby się nie ograniczać, dać sobie wolność i tolerować drobne przywary, jakie zakorzeniły się w nas przez lata. Dlatego są w domu dwa piloty i dwa telewizory, oraz dwa komputery. Czasami, a zwłaszcza w dzień, kiedy mąż pracuje, ciszę zagłuszam dobrym filmem i czekam na powrót męża, bo gdy On jest, życie się robi głośniejsze z racji jego pracy, ale mnie to nie przeszkadza, mnie to cieszy, bo nie czuję się taka sama, że mogę w pewnym stopniu uczestniczyć w jego sprawach, ugotować mu obiad i wspólnie z nim zjeść, a więc czego mi więcej do szczęścia potrzeba, jeśli mam swój ukochany dom, do którego od czasu do czasu wpadają moi ukochani bliscy.