Archiwum dnia: 27 września, 2013

Hakuna matata, to znaczy „nie martw się” (z filmu Król Lew) – Dominikana

Kolejny, słoneczny, jesienny dzień w Polsce, ale na chwileczkę przenieśmy się na Dominikanę. Prawda, że pięknie – jak w raju. Słyszę delikatny poszum fal i chodzę sobie po gorącym, czystym pisaku. Szukam muszelek, kamyczków kolorowych, podglądam w oceanie kolorowe rybki,  przeciągam się leniwie na leżaku zapominając o bożym świecie, no istny odlot! Trwaj chwilo trwaj!

Jednak wakacje szybko się kończą i trzeba zejść na ziemię i  włączyć media, aby człowiekowi nie odbiło od tego rajskiego Raju. Zacznę od tego, po co ludzie się rozmnażają i czym jest świadome macierzyństwo, oraz posiadanie nieraz za wszelką cenę – dziecka? Dla mnie dziecko, to jest największy i najświętszy skarb, jaki człowiek jest w stanie posiadać i jaki może dać światu. Dziecko to jest cel i spełnienie milionów rodzin. Dziecko jest jak ten diament nie oszlifowany, który każdy rodzic ma za zadanie – oszlifować i świadomy rodzic zrobi wszystko, aby z diamentu, powstał brylant. Dziecko jest nietykalne cieleśnie i każdy świadomy rodzic wysyłając swoją pociechę w świat jest przekonany, że nikt go nie skrzywdzi i nie zada ran na całe życie, piętnując, stygmatyzując, naruszając jego godność, zabierając dzieciństwo i skazując na wielkie cierpienie! Podkreślam jeszcze raz – dziecko to czysta kartka, którą świadomy rodzic pragnie zapisać, pięknym, wykształconym pismem kaligraficznym. Dziecko jest świętością! Jednak zdarza się tak, że ktoś inny, zły, wypaczony bierze tę kartkę i bazgroli na niej pokraczne wygibasy, smaruje atramentem, pozostawiając wreszcie brzydkie kleksy!

Wracamy więc na Dominikanę, gdzie śniade, czarnowłose, niewinne dziecko rodzice posyłają do kościoła, aby nauczyło się żyć w wierze katolickiej i pokochało Boga. W imię dobrze spełnionego obowiązku ufnie patrzą w stronę wysłannika tam z góry, który pod wpływem ciepłego, wręcz gorącego klimatu dopuszcza się naruszenia cielesności małego dziecka. To klimat sprawia, że duchowny w sutannie z podwyższoną chucią, że względu na klimat, obmacuje sobie niewinne dziecko. To klimat spowodował, że duchowny nie może się powstrzymać od składania niewinnych pocałunków na szyi małego chłopczyka, a potem się przed nim obnaża i każe się dotykać. To klimat sprawia, że duchowny pod wpływem tych niewinnych dotyków – szczytuje! To klimat sprawia, że niewinne dziecko zamyka się w sobie na długie, długie lata, niczym ślimak w swojej skorupce, cierpiąc! Rodzice wysyłając swoje ukochane dziecko w stronę wiary, utwierdzają je w przekonaniu, że to jest Hakuna Matata – nie martw się, bo w kościele jest tylko miłość i szacunek dla drugiego człowieka! 

Jakże często się mylą! A ja nie jestem za zbiorową odpowiedzialnością kościoła za tego typu, liczne występki duchownych. Ja jestem za powrotem i możliwością zbiorowego linczu na placu przykościelnym!

Ps. Czy wiecie dlaczego każdy ksiądz, tak pięknie składa swoje często tłuste rączki na swoim opasłym brzuchu? Aby mógł się szybko zasłonić, kiedy jakiś wściekły rodzic, będzie mu chciał kopem, rozkwasić jego klejnoty!

Niech nowy Papież Franciszek, otworzy watykańskie archiwa i wreszcie oczyści kościół z dewiantów i uzdrowi wiarę katolicką – wiem, wołanie na puszczy!