Archiwa miesi臋czne: Pa藕dziernik 2013

Hieny cmentarne, ale nie te, kt贸re kradn膮 znicze

聽Dzie艅 wcze艣niej ludzie sobie przypominaj膮 o tych, kt贸rych ju偶 nie ma, a wi臋c p臋dz膮 聽z wiadrami, szczotkami, aby przygotowa膰 groby na 1 listopada, kiedy przy naszych grobach raz do roku spotykaj膮 si臋 kuzynki, kuzyni, ciotki, wujkowie, siostry, bracia, no ca艂a niemal rodzina, zobowi膮zana tym dniem, aby ubra膰 si臋 jak naj艂adniej, przywdzia膰 nowy p艂aszcz, mo偶e pi臋kne futro i obowi膮zkowo nowe buty i nie szkodzi, 偶e nie ma 艣niegu, najcz臋艣ciej s膮 to d艂ugie, pachn膮ce nowo艣ci膮 kozaczki. Panowie w eleganckich kurtkach, nowych spodniach i cz臋sto w kapeluszu, bo szyk by膰 musi. Przychodzi ten dzie艅, a mo偶e godzina, odprawiania mszy na cmentarzu, bo przecie偶 wszyscy to s膮 wzorowi katolicy i nie wypada nie zebra膰 si臋 przy grobach, aby wsp贸lnie nie wys艂ucha膰 s艂贸w ksi臋dza przez kiepskie g艂o艣niki – stoj膮 na baczno艣膰, mo偶e troszk臋 przest臋puj膮c z nogi na nog臋, w milczeniu. Jeden patrzy si臋 na migaj膮ce znicze, drugi skupia wzrok gdzie艣 w nico艣膰, smutni, jakby nieobecni, zadumani, jakby troch臋 oboj臋tni. Nikt na nikogo nie patrzy, nie u艣miecha si臋, nie pr贸buje zagada膰, cho膰by jak tam zdrowie, co u ciebie s艂ycha膰 – totalne milczenie jakby nikt nikomu do niczego nie by艂 potrzebny. Zreszt膮 o czym tu gada膰, skoro nie widzieli si臋 ca艂y rok i nikt do nikogo nie ma o to pretensji, to niby dlaczego mieli dzisiaj wymienia膰 jakie艣 uprzejmo艣ci i si臋 nadmiernie wysila膰. Sko艅czy si臋 msza, to si臋 przecisn膮 w t艂umie i wr贸c膮 do domu na wcze艣niej przygotowany obiad, a potem wypij膮 gor膮c膮 kaw臋 i skosztuj膮 kawa艂 ciasta i wszystko wr贸ci do starego porz膮dku.

Ona nie raz widzia艂a takie sceny i kiedy tylko odesz艂a od grobu, s艂ysza艂a szepty za plecami.聽

– Terenia, widzisz jak ona si臋 zmieni艂a i zobacz, dalej siedzi z tym swoim m臋偶usiem, ciekawe czy dalej j膮 zdradza?

– A wiesz, 偶e jej c贸rka straci艂a kolejne dziecko, co do cholery z nimi jest nie tak?

– Ale to nic moja droga, zobacz jak ona przyty艂a i wygl膮da jak potw贸r.

– Wiesz, a ja s艂ysza艂am, 偶e ona choruje na cukrzyc臋 i dlatego.

– Powa偶nie? No patrz, kto by pomy艣la艂, 偶e j膮 te偶 choroby dopad艂y…

I tak dalej, i tak dalej i Ona ju偶 nie chce uczestniczy膰 w tym.Ona idzie na swoje groby dzie艅 wcze艣niej, stawia kwiaty i zapala lampki. Ona nie cierpi szeptanek za plecami, dziwnych aluzji, nie szczerych u艣miech贸w, bo dla niej najwa偶niejsza jest pami臋膰 o tych, kt贸rych ju偶 nie ma i niech inni sobie szepcz膮 do woli i niech maj膮 z tego satysfakcj臋, 偶e niby z nimi wszystko w porz膮dku i s膮 wiecznie pi臋kni i m艂odzi. Ona odcina si臋 od hien cmentarnych. Woli samotnie przej艣膰 si臋 alejkami z zaci艣ni臋tym gard艂em z 偶alu, 聽kiedy dochodzi do grobu swoich dw贸ch wnuk贸w, kt贸rych nie dane jej by艂o zobaczy膰, a reszta? Niech ich wszystkich powygina 艣mia艂o cia艂o!

Z premedytacj膮 zabieraj膮 nam 艣wiat艂o

Nadchodzi jesie艅, a zaraz szybko zima i u wielu ludzi pojawia si臋 depresja sezonowa. Podobno 80 % kobiet, niezale偶nie od wieku, cierpi na t臋 przykr膮 przypad艂o艣膰, kt贸ra objawia si臋:

Objawy depresji jesienno-zimowej:

  • smutek, l臋k, dra偶liwo艣膰,
  • k艂opoty z koncentracj膮,
  • wahania nastroju,
  • brak motywacji do dzia艂ania,
  • apatia, poczucie beznadziejno艣ci,
  • utrata zainteresowa艅, zoboj臋tnienie,
  • nadmierny apetyt (zw艂aszcza na s艂odycze),
  • nadmierna senno艣膰,
  • os艂abienie pop臋du seksualnego,
  • u kobiet nasilenie objaw贸w zespo艂u napi臋cia przedmiesi膮czkowego.聽

  • Bardzo wiele os贸b nie wie sk膮d bior膮 si臋 te objawy i dlaczego nagle gorzej si臋 czuj膮 i nie mog膮 sobie z tym poradzi膰. Nie wiedz膮 i nie wi膮偶膮 swych objaw贸w z brakiem 艣wiat艂a, kt贸rym przy zmianie czasu, ponownie nas pocz臋stowano ukradzion膮 godzin膮, O godz. 17 za oknem jest ju偶 ciemno i musimy korzysta膰 ze 艣wiat艂a sztucznego. Ja nie wiem po co s膮 te zabiegi i komu one przynosz膮 jak膮艣 finansow膮 korzy艣膰, bo na pewno nie ludziom wra偶liwcom, na zmian臋 czasu i nag艂膮 utrat臋 dost臋pu do 艣wiat艂a dziennego. Czekaj膮 nas d艂ugie, ciemne, zimowe wieczory, tak przynajmniej do miesi膮ca marca. Ludzie zaczynaj膮cy 聽prac臋 b臋d膮 wychodzili podczas porannych ciemno艣ci i z pracy b臋d膮 wracali jak ju偶 b臋dzie ciemno, a wi臋c nie b臋d膮 mieli prawie wcale dost臋pu do 艣wiat艂a dziennego i tu pochyl臋 si臋 nad projektem luster na zboczach g贸ry w norweskim miasteczku, ton膮cym przez 5 miesi臋cy w ciemno艣ci, gdzie w艂adze miasteczka zadba艂y o to, aby mieszka艅cy odzyskali rado艣膰 偶ycia i czerpali jak najwi臋cej szcz臋艣cia ze 艣wiat艂a s艂onecznego, a u nas nic, tylko ciemno艣膰 widz臋 niczym z filmu „Seksmisja”.

Moje kino

 

Odpoczywam dzisiaj po wczorajszym maratonie szkoleniowym. W telewizji nudy, cho膰 czekam na piln膮 konferencj臋 PO, ale to dopiero o 17 pono膰. W polityce te偶 co艣 si臋 zaczyna i kiedy艣 si臋 ko艅czy, jak to w 偶yciu zwykle bywa. No wi臋c pobieg艂am na VOD Onet i znalaz艂am film, kt贸ry mia艂 艣wietne referencje.聽

„Jest to dramat wyre偶yserowany przez Courtey Hunt otrzyma艂 nagrod臋 g艂贸wna presti偶owego festiwalu filmowego w Sundance. By艂 nominowany, w dw贸ch kategoriach do Oscara oraz wzbudzi艂 uznanie krytyk贸w, widz贸w i tw贸rc贸w (w tym samego Q. Tarantino).

Akcja filmu rozgrywa si臋 na kilka dni przed Bo偶ym Narodzeniem, w pobli偶u granicy pomi臋dzy stanem Nowy Jork oraz Quebekiem… Przej艣cie graniczne wzd艂u偶 zdradliwej, lodowatej rzeki daje mo偶liwo艣膰 zarobienia szybkich pieni臋dzy na przemycie ludzi. Przed pokus膮 zarobku staj膮 dwie zdesperowane, samotne matki – jedna z nich to Amerykanka (Melisa Leo), druga z plemienia Mokawk贸w (Misty Upham)”

Moje osobista ocena, to jest film o kobiecie, kt贸rej skopa艂o si臋 偶ycie. M膮偶 hazardzista w pewnym momencie znika z pieni臋dzmi zaoszcz臋dzonymi na nowy dom. Kobieta zostaje sama, z dzie膰mi, go艂a i weso艂a. Nie ma na jedzenie dla dzieci, nie ma na nic. Obieca艂a dzieciom na 艢wi臋ta Bo偶ego Narodzenia kupi膰 nowy, wypasiony dom, z wielkim jacuzzi. Nagle nadarza si臋 okazja do zarobienia szybkich pieni臋dzy, a chodzi o przemyt imigrant贸w. Ambitna matka wchodzi w ten ryzykowny interes i tu sko艅cz臋 swoj膮 opowie艣膰. Film warty obejrzenia w my艣l zasady, 偶e ka偶da odpowiedzialna matka, zrobi wszystko, by uratowa膰 swoj膮 rodzin臋 i da膰 swoim dzieciom szcz臋艣cie i godziwe warunki do 偶ycia. Polecam, polecam, polecam 馃檪

Zbli偶a si臋 1 listopada, kolejny!

Tato, ja pami臋tam, kiedy odebra艂am telefon z Domu Pomocy Spo艂ecznej, 偶e rzuci艂e艣 si臋 z wysokiego pi臋tra przez okno. By艂 to rok 1997. Pami臋tam jak zostawi艂am wszystko, aby by膰 przy Twoim szpitalnym 艂贸偶ku. Poprosi艂e艣 mnie o papierosa, a ja nie chc膮c z艂ama膰 regulaminu szpitalnego kategorycznie odm贸wi艂am. Ja Ciebie widzia艂am, 偶e lekarze zrobi膮 wszystko, 偶e wyzdrowiejesz, a gdy dojecha艂am pilnie do domu, bo dzieci, otrzyma艂am telefon, 偶e nie 偶yjesz. Czy wiesz, 偶e wci膮偶 偶a艂uj臋, 偶e nie da艂am Ci tego cholernego papierosa? Sprowadzi艂am Twoje cia艂o z wielkimi trudno艣ciami, bo Prokuratura wci膮偶 bada艂a, czy kto艣 Ci nie pom贸g艂 w tym skoku – nie pom贸g艂 i sam tak postanowi艂e艣 i nie chcia艂e艣 ju偶 偶y膰. To ja chcia艂am Ci pom贸c przywo偶膮c Ciebie raz na 艣wi臋ta, a Ty chcia艂e艣 wraca膰 i w dzie艅 Wigilii odwozili艣my Ciebie do Domu Pomocy Spo艂ecznej. Ja naprawd臋 nie wiedzia艂am, czego Ty od tego 偶ycia chcia艂e艣, co mog艂o Ci臋 uszcz臋艣liwi膰 – zgaduj, zgadula. By艂e艣 trudnym cz艂owiekiem, poranionym i wdepn膮艂e艣 w alkohol, kt贸ry w niczym Ci nie pom贸g艂, a wr臋cz odwrotnie popl膮ta艂 Ci my艣li. Jeste艣 od wielu lat z nami i Twoja by艂a 偶ona i my dbamy o to by艣 spoczywa艂 w pokoju. Tw贸j gr贸b jest skromny, ale zadbany i mam nadziej臋, 偶e od wielu lat jeste艣 wreszcie szcz臋艣liwy. Przyjd臋 do Ciebie 1 listopada, zadumam si臋, powspominam i powiem, 偶e wybaczy艂am te wszystkie siniaki, wybite szyby, te kurczaki w domu hodowane, trzymane przez wiele miesi臋cy w pokoju obok, gdzie musia艂am si臋 uczy膰 i nie mog艂am nikogo do domu zaprosi膰, bo tak strasznie 艣mierdzia艂o. Mam nadziej臋, 偶e tam u g贸ry wszystko Ci zosta艂o wybaczone, jako i ja wybaczy艂am!

Te艣ciu kochany, oj Ty to by艂e艣 te偶 kawa艂 drania. W贸deczka to by艂a te偶 Twoja mi艂o艣膰. Kardiolodzy przestrzegali Ci臋, aby艣 przystopowa艂, ale Ty wiedzia艂e艣 lepiej. Zwiewa艂e艣 na ryby, albo do knajpy, kiedy mia艂e艣 do艣膰 swojej hetery 偶ony. Ulega艂e艣 jej we wszystkim, ba艂e艣 si臋 wyrazi膰 swoje zdanie, wola艂e艣 zwia膰 i mie膰 艣wi臋ty spok贸j. By艂e艣 tzw. z艂ota r膮czka i cieszy艂e艣 si臋, 偶e mo偶esz komu艣 pom贸c i zarobi膰 na kolejn膮 flaszk臋. By艂am w pracy, kiedy 2 maja otrzyma艂am telefon, 偶e odszed艂e艣! Po艂o偶yli Ci臋 obok nie zbyt lubianej Te艣ciowej i ja nie wiem, jak si臋 z ni膮 dogadujesz. Brakuje Ci臋, naprawd臋 brakuje.

Bracie mojego Ojca. Ty te偶 nie stroni艂e艣 od alkoholu. Ja nie wiem, co takiego si臋 dzia艂o w tej naszej Polsce, 偶e si臋 tak strasznie pogr膮偶ali艣cie i nie widzieli艣cie w niej miejsca da siebie. Umar艂e艣, bo za du偶o pali艂e艣 i pi艂e艣 do ko艅ca swoich dni.

Ma艂e moje anio艂ki – Szymonie i Mi艂oszu. Obaj umarli艣cie jako dzieci膮tka mojej ukochanej C贸rki. 呕yli艣cie zaledwie godzink臋 po urodzeniu, kiedy Wasza Mama, a moja c贸rka, nosi艂a Was po serduszkiem maj膮c nadziej臋, 偶e wszystko sko艅czy si臋 dobrze. To Wy zrobili艣cie w ca艂ej rodzinie wielkie spustoszenie emocjonalne i zostawili艣cie w nas najwi臋kszy b贸l, bo Wasi r贸wie艣nicy maj膮 przed sob膮 偶ycie w lepszych i gorszych rodzinach, a Was nie ma i nigdy ju偶 nie zobaczymy jak wzrastacie, jak si臋 rozwijacie, bo tak zadecydowa艂 jaki艣 chromosom i ja si臋 kompletnie na tym nie znam, a lekarze roztaczali nadziej臋. Tu w tym momencie jest mi najtrudniej chyba i jestem wci膮偶 z pytaniem w sercu – dlaczego, z rozpaczliwym pytaniem.聽

1 listopada b臋d臋 pe艂na zadumy z wieloma pytaniami. Jak b臋d膮 wspomina膰 mnie, kiedy mam te偶 ju偶 bli偶ej, ni偶 dalej.

Szkolne sentymenty

By艂am dzisiaj na szkoleniu, niezb臋dnym dla mojej dzia艂alno艣ci. Dopiero wr贸ci艂am skonana, bo staruszka ju偶 nie ma dawnej kondycji i nerw贸w, aby siedzie膰 tyle godzin w 艂awce. Nogi popuch艂y, kr臋gos艂up boli, nie m贸wi膮c ju偶 o wzroku i s艂uchu. Usiad艂am najbli偶ej wyk艂adowczyni, aby co艣 tam, co艣 tam do mnie dociera艂o. By艂o nas 15 ludzi, z kt贸rymi si臋 pozna艂am w ca艂ym cyklu szkole艅 i stwierdzi艂am, 偶e fajnie jest pozna膰 nowe osoby i w ko艅cu przej艣膰 z nimi na TY. By艂o to ostatnie szkolenie, a wi臋c z pewno艣ci膮 ju偶 si臋 nie spotkamy, bo ka偶dy oddali si臋 do swoich zaj臋膰, ale mimo to czuj臋 si臋 na艂adowana pozytywn膮 energi膮. Wyk艂ada艂a nam marketing i sztuk臋 negocjacji, m艂oda dziewczyna, kt贸ra przyjecha艂a z Poznania. Chyl臋 czo艂a nad jej sztuk膮 przekonywania i delikatnym przenikaniem z wiedz膮 do naszych, ju偶 nie m艂odych g艂贸wek. Mamy naprawd臋 wykszta艂con膮 m艂odzie偶, z czego si臋 tylko cieszy膰 i co mi si臋 w tej dziewczynie podoba艂o, ano to, 偶e nie zatrzymywa艂a si臋 w zdaniach na yyyy i eeee. P艂ynnie i g艂adko, bardzo profesjonalnie. Szkolenie odby艂o si臋 w naszym gimnazjum i tak sobie sz艂am korytarzem, a z klas wydobywa艂y si臋 dawne d藕wi臋ki, bo np. z klasy lekcji muzyki dzieciaki przy pianinie 艣piewa艂y Pierwsz膮 Brygad臋, a z innej klasy j臋zyka polskiego, s艂ysza艂am wyk艂ad nauczycielki i tak sobie sz艂am, zatrzymuj膮c si臋 przed tablic膮, pe艂n膮 informacji i og艂osze艅, oraz prac uczniowskich. Poczu艂am si臋 tak jako艣 tkliwie, 偶e to se ne vrati 馃檪聽

Te艣ciowo ty stary rowerze

M贸j podzia艂 te艣ciowych, to:

– Te艣ciowa wyrozumia艂a,

– Te艣ciowa w艣ibska

– Te艣ciowa perfidna.

Te艣ciowa wyrozumia艂a, to taka kobieta, kt贸ra wie, 偶e m艂ode ma艂偶e艅stwo musi si臋 dotrze膰. S艂u偶y rad膮 i pomoc膮, je艣li si臋 o to j膮 poprosi, a je艣li ju偶 jest, nie szpera wzrokiem, nie 艣widruje i nie krytykuje. Zjawia si臋 w domu m艂odych zapowiedziana, nigdy nie zapowiedziana. Jest to kobieta delikatna, nie wtryniaj膮ca nosa w nie swoje sprawy – negocjatorka. Mo偶na na niej polega膰, zostawi膰 z ni膮 dzieci, ale trzeba tak偶e z ni膮 to uzgodni膰 i je艣li tylko mo偶e, to pomo偶e. Potrafi te偶 odm贸wi膰 pomocy przy dzieciach, je艣li jej zdrowie nie pozwala, lub ma inne zaj臋cia. M艂odzi i taka te艣ciowa 偶yj膮 ze sob膮 dobrze i poprawnie, tak, aby 聽obie strony by艂y zadowolone i mog艂y przy 艣wi膮tecznym stole usi膮艣膰 w przyjaznej, rodzinnej atmosferze i tu si臋 zastanawiam ile jest tak dobrych, wyrozumia艂ych Te艣ciowych.

Te艣ciowa w艣cibska, to zaka艂a, wpadaj膮ca o ka偶dej porze, kiedy tylko sobie umy艣li i od progu maj膮ca jakie艣 pretensje i 偶膮dania. Ma przewa偶nie bardzo du偶o do powiedzenia, 偶e to i tamto jej si臋 nie podoba. Ma zawsze racj臋 i nikt jej nie przekona, gdy偶 jej 偶yciowe do艣wiadczenie jest niepodwa偶alne. To ona najlepiej gotuje, szyje, sprz膮ta, robi zakupy. To ona wie wszystko o wychowaniu potomstwa i jak nale偶y je karmi膰, ubiera膰, uczy膰. Nikt i nic jej nie powstrzyma podczas jej s艂owotoku. Ona ma zawsze racj臋 – koniec i basta. Lepiej sobie nie wyobra偶a膰 z tak膮 wsp贸lnych 艣wi膮t!

Ale ja znam jeszcze te艣ciow膮 perfidn膮, jedyn膮 w swoim rodzaju, kt贸r膮 by艂o sta膰 na por臋czenie kredytu kochance jej syna, co to my艣la艂a, 偶e na jaw nie wyjdzie i tu zamykam m贸j podzia艂 na te艣ciowe, a ta perfidna w pewnym sensie umar艂a! Ju偶 nie ma dla niej miejsca przy stole 艣wi膮tecznym !

Obywatelem G.C. 偶egnam Tadeusza Mazowieckiego :(

Nie pytaj mnie o Polsk臋

To nie karnawa艂
ale ta艅czy膰 chc臋
i b臋d臋 ta艅czy艂 z ni膮 po dzie艅

to nie zabawa
ale bawi臋 si臋
bezsenne noce senne dnie

to nie kochanka
ale sypiam z ni膮
cho膰 艣miej膮 ze mnie si臋 i drwi膮

taka zm臋czona
i pijana wci膮偶
dlatego nie

NIE PYTAJ WI臉CEJ MNIE

nie pytaj mnie
dlaczego jestem z ni膮
nie pytaj mnie
dlaczego z inn膮 nie
nie pytaj mnie
dlaczego my艣l臋 偶e…
偶e nie ma dla mnie innych miejsc

nie pytaj mnie
co ci膮gle widz臋 w niej
nie pytaj mnie dlaczego w innej nie
nie pytaj mnie
dlaczego ci膮gle chc臋
zasypia膰 w niej i budzi膰 si臋

te brudne dworce
gdzie spotykam j膮
te t艂umy, kt贸re cicho kln膮

ten pijak, kt贸ry mruczy co艣 przez sen
偶e P脫KI MY 呕YJEMY ona 偶yje te偶

NIE PYTAJ MNIE
NIE PYTAJ MNIE
C0 WIDZ臉 W NIEJ

nie pytaj mnie
co ci膮gle widz臋 w niej
nie pytaj mnie dlaczego w innej nie
nie pytaj mnie
dlaczego ci膮gle chc臋
zasypia膰 w niej i budzi膰 si臋

nie pytaj mnie
dlaczego jestem z ni膮
nie pytaj mnie
dlaczego z inn膮 nie
nie pytaj mnie
dlaczego my艣l臋, 偶e…
偶e nie ma dla mnie innych miejsc.

Dzi臋kuj臋 za woln膮 Polsk臋 {*}

Szklana pogoda – szyby niebieskie od telewizor贸w

Leje, si膮pi, krople deszczu str膮caj膮 resztki li艣ci i jako艣 tak smutno, bo jeszcze zafundowano nam zmian臋 czasu i mamy ju偶 ciemno o 17. Nie jestem wra偶liwa na t臋 durn膮 zmian臋 i niech sobie 聽t膮 godzin臋 wsadz膮 gdzie艣, je艣li chodzi o moj膮 osob臋, ale niekt贸rzy naprawd臋 przez jaki艣 czas przez to chodz膮 do ty艂u i nie mog膮 si臋 do kupy pozbiera膰. Jaki to ma sens, pewnie nawet Unia Europejska ju偶 tego nie wie! Koniec utyskiwania i bior臋 si臋 za prezentacj臋 dzisiejszego mojego kina. Obejrza艂am dwa, bo przy szklanej pogodzie nie mia艂am innego pomys艂u na po偶yteczne sp臋dzenie dnia, a wi臋c polecam gor膮co film pt. „Sen Kasandry” – Woody Allena – 艣wietne kino i tu chcia艂abym przestrzec rodzic贸w, aby swoim dzieciom nie stawiali za wysokich poprzeczek, wy偶szych od ich mo偶liwo艣ci, poniewa偶 mo偶e si臋 to tragicznie sko艅czy膰. Dwaj bracia popychani do wi臋cej i wi臋cej dopu艣cili si臋 strasznej zbrodni, licz膮c, 偶e dzi臋ki niej stan膮 si臋 s艂awni i bogaci i spe艂ni膮 marzenia swoje i ich rodzic贸w – nic bardziej b艂臋dnego.

Drugi film pt. „Gdzie serce twoje”, to opowie艣膰 o m艂odej dziewczynie, niechcianej ci膮偶y z przypadkowym gostkiem, kt贸ry zostawia j膮 z premedytacj膮 i ucieka w sin膮 dal. Kto jej w takim razie pomo偶e, kto wesprze, u偶yczy schronienia, to ju偶 ca艂a tajemnica tego filmu, jakby z przes艂aniem, 偶e nie wolno traci膰 nigdy wiary w ludzi 馃檪

Oba filmy da艂y mi sporo do my艣lenia i naprawd臋 nie straci艂am swojego czasu – polecam z ca艂ego serducha kinomanom.

Zal臋kniona ka偶da niedziela

Od lat w ka偶d膮 niedziel臋 budz臋 si臋 i jednym okiem podpatruj臋, co ten m贸j m膮偶 dzisiaj wymy艣li? Wstaj臋 i od razu zadaj臋 Mu pytanie – kochanie jakie masz plany na dzisiaj? Dlaczego zadaj臋 takie pytanie, a dlatego, 偶e wiem, i偶 ka偶dej niedzieli On wije si臋 jak piskorz i zaczyna si臋 festiwal pomys艂贸w na ten nietypowy dla niego dzie艅. O, w dni powszednie, to On jest w swoim 偶ywiole, bo ma tyle zada艅 do wykonania, 偶e czasami doby brakuje, a tu kto艣 mu jak膮艣 niedziel臋 wymy艣li艂 i ka偶e odpoczywa膰 po ca艂ym tygodniu pracy. Ja wiem, 偶e dla niego to okropna m臋ka i wiem, 偶e nie jestem w stanie zatrzyma膰 tego chorobliwego pracoholizmu i nawet nie pr贸buj臋. Czasami mi si臋 uda nam贸wi膰 Go na drzemk臋, w celu na艂adowania akumulator贸w, ale to jest strasznie rzadki m贸j triumf. Niedziela dla niego to dzie艅 za kar臋, a dla mnie dzie艅 wymy艣lania, co te偶 On wymy艣li i cho膰 w niedziel臋 nie wszystko wypada, to i tak jego kreatywno艣膰 mnie ju偶 nie zaskakuje, bo zd膮偶y艂am si臋 przyzwyczai膰, 偶e w niedziel臋 m贸j m膮偶 zachowuje si臋 jak kosmita, kt贸remu pod ogonem si臋 pali.聽

A ja w niedziel臋 niby mam m臋偶a, a troch臋 nie mam i czuj臋 si臋 jak w ka偶dym powszednim dniu i musz臋 sobie sama organizowa膰 czas, poniewa偶 m贸j zap臋dzony m膮偶 wpada i wypada niczym kometa, ale z drugiej strony, to ja si臋 ciesz臋, 偶e jest taki wci膮偶 aktywny i pe艂en ch臋ci do 偶ycia i oby jak najd艂u偶ej. Mam przynajmniej czas na skre艣lenie paru zda艅 tutaj, ole!