Archiwa miesięczne: Październik 2013

Hieny cmentarne, ale nie te, które kradną znicze

 Dzień wcześniej ludzie sobie przypominają o tych, których już nie ma, a więc pędzą  z wiadrami, szczotkami, aby przygotować groby na 1 listopada, kiedy przy naszych grobach raz do roku spotykają się kuzynki, kuzyni, ciotki, wujkowie, siostry, bracia, no cała niemal rodzina, zobowiązana tym dniem, aby ubrać się jak najładniej, przywdziać nowy płaszcz, może piękne futro i obowiązkowo nowe buty i nie szkodzi, że nie ma śniegu, najczęściej są to długie, pachnące nowością kozaczki. Panowie w eleganckich kurtkach, nowych spodniach i często w kapeluszu, bo szyk być musi. Przychodzi ten dzień, a może godzina, odprawiania mszy na cmentarzu, bo przecież wszyscy to są wzorowi katolicy i nie wypada nie zebrać się przy grobach, aby wspólnie nie wysłuchać słów księdza przez kiepskie głośniki – stoją na baczność, może troszkę przestępując z nogi na nogę, w milczeniu. Jeden patrzy się na migające znicze, drugi skupia wzrok gdzieś w nicość, smutni, jakby nieobecni, zadumani, jakby trochę obojętni. Nikt na nikogo nie patrzy, nie uśmiecha się, nie próbuje zagadać, choćby jak tam zdrowie, co u ciebie słychać – totalne milczenie jakby nikt nikomu do niczego nie był potrzebny. Zresztą o czym tu gadać, skoro nie widzieli się cały rok i nikt do nikogo nie ma o to pretensji, to niby dlaczego mieli dzisiaj wymieniać jakieś uprzejmości i się nadmiernie wysilać. Skończy się msza, to się przecisną w tłumie i wrócą do domu na wcześniej przygotowany obiad, a potem wypiją gorącą kawę i skosztują kawał ciasta i wszystko wróci do starego porządku.

Ona nie raz widziała takie sceny i kiedy tylko odeszła od grobu, słyszała szepty za plecami. 

– Terenia, widzisz jak ona się zmieniła i zobacz, dalej siedzi z tym swoim mężusiem, ciekawe czy dalej ją zdradza?

– A wiesz, że jej córka straciła kolejne dziecko, co do cholery z nimi jest nie tak?

– Ale to nic moja droga, zobacz jak ona przytyła i wygląda jak potwór.

– Wiesz, a ja słyszałam, że ona choruje na cukrzycę i dlatego.

– Poważnie? No patrz, kto by pomyślał, że ją też choroby dopadły…

I tak dalej, i tak dalej i Ona już nie chce uczestniczyć w tym.Ona idzie na swoje groby dzień wcześniej, stawia kwiaty i zapala lampki. Ona nie cierpi szeptanek za plecami, dziwnych aluzji, nie szczerych uśmiechów, bo dla niej najważniejsza jest pamięć o tych, których już nie ma i niech inni sobie szepczą do woli i niech mają z tego satysfakcję, że niby z nimi wszystko w porządku i są wiecznie piękni i młodzi. Ona odcina się od hien cmentarnych. Woli samotnie przejść się alejkami z zaciśniętym gardłem z żalu,  kiedy dochodzi do grobu swoich dwóch wnuków, których nie dane jej było zobaczyć, a reszta? Niech ich wszystkich powygina śmiało ciało!

Reklamy

Z premedytacją zabierają nam światło

Nadchodzi jesień, a zaraz szybko zima i u wielu ludzi pojawia się depresja sezonowa. Podobno 80 % kobiet, niezależnie od wieku, cierpi na tę przykrą przypadłość, która objawia się:

Objawy depresji jesienno-zimowej:

  • smutek, lęk, drażliwość,
  • kłopoty z koncentracją,
  • wahania nastroju,
  • brak motywacji do działania,
  • apatia, poczucie beznadziejności,
  • utrata zainteresowań, zobojętnienie,
  • nadmierny apetyt (zwłaszcza na słodycze),
  • nadmierna senność,
  • osłabienie popędu seksualnego,
  • u kobiet nasilenie objawów zespołu napięcia przedmiesiączkowego. 

  • Bardzo wiele osób nie wie skąd biorą się te objawy i dlaczego nagle gorzej się czują i nie mogą sobie z tym poradzić. Nie wiedzą i nie wiążą swych objawów z brakiem światła, którym przy zmianie czasu, ponownie nas poczęstowano ukradzioną godziną, O godz. 17 za oknem jest już ciemno i musimy korzystać ze światła sztucznego. Ja nie wiem po co są te zabiegi i komu one przynoszą jakąś finansową korzyść, bo na pewno nie ludziom wrażliwcom, na zmianę czasu i nagłą utratę dostępu do światła dziennego. Czekają nas długie, ciemne, zimowe wieczory, tak przynajmniej do miesiąca marca. Ludzie zaczynający  pracę będą wychodzili podczas porannych ciemności i z pracy będą wracali jak już będzie ciemno, a więc nie będą mieli prawie wcale dostępu do światła dziennego i tu pochylę się nad projektem luster na zboczach góry w norweskim miasteczku, tonącym przez 5 miesięcy w ciemności, gdzie władze miasteczka zadbały o to, aby mieszkańcy odzyskali radość życia i czerpali jak najwięcej szczęścia ze światła słonecznego, a u nas nic, tylko ciemność widzę niczym z filmu „Seksmisja”.

Moje kino

 

Odpoczywam dzisiaj po wczorajszym maratonie szkoleniowym. W telewizji nudy, choć czekam na pilną konferencję PO, ale to dopiero o 17 ponoć. W polityce też coś się zaczyna i kiedyś się kończy, jak to w życiu zwykle bywa. No więc pobiegłam na VOD Onet i znalazłam film, który miał świetne referencje. 

„Jest to dramat wyreżyserowany przez Courtey Hunt otrzymał nagrodę główna prestiżowego festiwalu filmowego w Sundance. Był nominowany, w dwóch kategoriach do Oscara oraz wzbudził uznanie krytyków, widzów i twórców (w tym samego Q. Tarantino).

Akcja filmu rozgrywa się na kilka dni przed Bożym Narodzeniem, w pobliżu granicy pomiędzy stanem Nowy Jork oraz Quebekiem… Przejście graniczne wzdłuż zdradliwej, lodowatej rzeki daje możliwość zarobienia szybkich pieniędzy na przemycie ludzi. Przed pokusą zarobku stają dwie zdesperowane, samotne matki – jedna z nich to Amerykanka (Melisa Leo), druga z plemienia Mokawków (Misty Upham)”

Moje osobista ocena, to jest film o kobiecie, której skopało się życie. Mąż hazardzista w pewnym momencie znika z pieniędzmi zaoszczędzonymi na nowy dom. Kobieta zostaje sama, z dziećmi, goła i wesoła. Nie ma na jedzenie dla dzieci, nie ma na nic. Obiecała dzieciom na Święta Bożego Narodzenia kupić nowy, wypasiony dom, z wielkim jacuzzi. Nagle nadarza się okazja do zarobienia szybkich pieniędzy, a chodzi o przemyt imigrantów. Ambitna matka wchodzi w ten ryzykowny interes i tu skończę swoją opowieść. Film warty obejrzenia w myśl zasady, że każda odpowiedzialna matka, zrobi wszystko, by uratować swoją rodzinę i dać swoim dzieciom szczęście i godziwe warunki do życia. Polecam, polecam, polecam 🙂

Zbliża się 1 listopada, kolejny!

Tato, ja pamiętam, kiedy odebrałam telefon z Domu Pomocy Społecznej, że rzuciłeś się z wysokiego piętra przez okno. Był to rok 1997. Pamiętam jak zostawiłam wszystko, aby być przy Twoim szpitalnym łóżku. Poprosiłeś mnie o papierosa, a ja nie chcąc złamać regulaminu szpitalnego kategorycznie odmówiłam. Ja Ciebie widziałam, że lekarze zrobią wszystko, że wyzdrowiejesz, a gdy dojechałam pilnie do domu, bo dzieci, otrzymałam telefon, że nie żyjesz. Czy wiesz, że wciąż żałuję, że nie dałam Ci tego cholernego papierosa? Sprowadziłam Twoje ciało z wielkimi trudnościami, bo Prokuratura wciąż badała, czy ktoś Ci nie pomógł w tym skoku – nie pomógł i sam tak postanowiłeś i nie chciałeś już żyć. To ja chciałam Ci pomóc przywożąc Ciebie raz na święta, a Ty chciałeś wracać i w dzień Wigilii odwoziliśmy Ciebie do Domu Pomocy Społecznej. Ja naprawdę nie wiedziałam, czego Ty od tego życia chciałeś, co mogło Cię uszczęśliwić – zgaduj, zgadula. Byłeś trudnym człowiekiem, poranionym i wdepnąłeś w alkohol, który w niczym Ci nie pomógł, a wręcz odwrotnie poplątał Ci myśli. Jesteś od wielu lat z nami i Twoja była żona i my dbamy o to byś spoczywał w pokoju. Twój grób jest skromny, ale zadbany i mam nadzieję, że od wielu lat jesteś wreszcie szczęśliwy. Przyjdę do Ciebie 1 listopada, zadumam się, powspominam i powiem, że wybaczyłam te wszystkie siniaki, wybite szyby, te kurczaki w domu hodowane, trzymane przez wiele miesięcy w pokoju obok, gdzie musiałam się uczyć i nie mogłam nikogo do domu zaprosić, bo tak strasznie śmierdziało. Mam nadzieję, że tam u góry wszystko Ci zostało wybaczone, jako i ja wybaczyłam!

Teściu kochany, oj Ty to byłeś też kawał drania. Wódeczka to była też Twoja miłość. Kardiolodzy przestrzegali Cię, abyś przystopował, ale Ty wiedziałeś lepiej. Zwiewałeś na ryby, albo do knajpy, kiedy miałeś dość swojej hetery żony. Ulegałeś jej we wszystkim, bałeś się wyrazić swoje zdanie, wolałeś zwiać i mieć święty spokój. Byłeś tzw. złota rączka i cieszyłeś się, że możesz komuś pomóc i zarobić na kolejną flaszkę. Byłam w pracy, kiedy 2 maja otrzymałam telefon, że odszedłeś! Położyli Cię obok nie zbyt lubianej Teściowej i ja nie wiem, jak się z nią dogadujesz. Brakuje Cię, naprawdę brakuje.

Bracie mojego Ojca. Ty też nie stroniłeś od alkoholu. Ja nie wiem, co takiego się działo w tej naszej Polsce, że się tak strasznie pogrążaliście i nie widzieliście w niej miejsca da siebie. Umarłeś, bo za dużo paliłeś i piłeś do końca swoich dni.

Małe moje aniołki – Szymonie i Miłoszu. Obaj umarliście jako dzieciątka mojej ukochanej Córki. Żyliście zaledwie godzinkę po urodzeniu, kiedy Wasza Mama, a moja córka, nosiła Was po serduszkiem mając nadzieję, że wszystko skończy się dobrze. To Wy zrobiliście w całej rodzinie wielkie spustoszenie emocjonalne i zostawiliście w nas największy ból, bo Wasi rówieśnicy mają przed sobą życie w lepszych i gorszych rodzinach, a Was nie ma i nigdy już nie zobaczymy jak wzrastacie, jak się rozwijacie, bo tak zadecydował jakiś chromosom i ja się kompletnie na tym nie znam, a lekarze roztaczali nadzieję. Tu w tym momencie jest mi najtrudniej chyba i jestem wciąż z pytaniem w sercu – dlaczego, z rozpaczliwym pytaniem. 

1 listopada będę pełna zadumy z wieloma pytaniami. Jak będą wspominać mnie, kiedy mam też już bliżej, niż dalej.

Szkolne sentymenty

Byłam dzisiaj na szkoleniu, niezbędnym dla mojej działalności. Dopiero wróciłam skonana, bo staruszka już nie ma dawnej kondycji i nerwów, aby siedzieć tyle godzin w ławce. Nogi popuchły, kręgosłup boli, nie mówiąc już o wzroku i słuchu. Usiadłam najbliżej wykładowczyni, aby coś tam, coś tam do mnie docierało. Było nas 15 ludzi, z którymi się poznałam w całym cyklu szkoleń i stwierdziłam, że fajnie jest poznać nowe osoby i w końcu przejść z nimi na TY. Było to ostatnie szkolenie, a więc z pewnością już się nie spotkamy, bo każdy oddali się do swoich zajęć, ale mimo to czuję się naładowana pozytywną energią. Wykładała nam marketing i sztukę negocjacji, młoda dziewczyna, która przyjechała z Poznania. Chylę czoła nad jej sztuką przekonywania i delikatnym przenikaniem z wiedzą do naszych, już nie młodych główek. Mamy naprawdę wykształconą młodzież, z czego się tylko cieszyć i co mi się w tej dziewczynie podobało, ano to, że nie zatrzymywała się w zdaniach na yyyy i eeee. Płynnie i gładko, bardzo profesjonalnie. Szkolenie odbyło się w naszym gimnazjum i tak sobie szłam korytarzem, a z klas wydobywały się dawne dźwięki, bo np. z klasy lekcji muzyki dzieciaki przy pianinie śpiewały Pierwszą Brygadę, a z innej klasy języka polskiego, słyszałam wykład nauczycielki i tak sobie szłam, zatrzymując się przed tablicą, pełną informacji i ogłoszeń, oraz prac uczniowskich. Poczułam się tak jakoś tkliwie, że to se ne vrati 🙂 

Teściowo ty stary rowerze

Mój podział teściowych, to:

– Teściowa wyrozumiała,

– Teściowa wśibska

– Teściowa perfidna.

Teściowa wyrozumiała, to taka kobieta, która wie, że młode małżeństwo musi się dotrzeć. Służy radą i pomocą, jeśli się o to ją poprosi, a jeśli już jest, nie szpera wzrokiem, nie świdruje i nie krytykuje. Zjawia się w domu młodych zapowiedziana, nigdy nie zapowiedziana. Jest to kobieta delikatna, nie wtryniająca nosa w nie swoje sprawy – negocjatorka. Można na niej polegać, zostawić z nią dzieci, ale trzeba także z nią to uzgodnić i jeśli tylko może, to pomoże. Potrafi też odmówić pomocy przy dzieciach, jeśli jej zdrowie nie pozwala, lub ma inne zajęcia. Młodzi i taka teściowa żyją ze sobą dobrze i poprawnie, tak, aby  obie strony były zadowolone i mogły przy świątecznym stole usiąść w przyjaznej, rodzinnej atmosferze i tu się zastanawiam ile jest tak dobrych, wyrozumiałych Teściowych.

Teściowa wścibska, to zakała, wpadająca o każdej porze, kiedy tylko sobie umyśli i od progu mająca jakieś pretensje i żądania. Ma przeważnie bardzo dużo do powiedzenia, że to i tamto jej się nie podoba. Ma zawsze rację i nikt jej nie przekona, gdyż jej życiowe doświadczenie jest niepodważalne. To ona najlepiej gotuje, szyje, sprząta, robi zakupy. To ona wie wszystko o wychowaniu potomstwa i jak należy je karmić, ubierać, uczyć. Nikt i nic jej nie powstrzyma podczas jej słowotoku. Ona ma zawsze rację – koniec i basta. Lepiej sobie nie wyobrażać z taką wspólnych świąt!

Ale ja znam jeszcze teściową perfidną, jedyną w swoim rodzaju, którą było stać na poręczenie kredytu kochance jej syna, co to myślała, że na jaw nie wyjdzie i tu zamykam mój podział na teściowe, a ta perfidna w pewnym sensie umarła! Już nie ma dla niej miejsca przy stole świątecznym !

Obywatelem G.C. żegnam Tadeusza Mazowieckiego :(

Nie pytaj mnie o Polskę

To nie karnawał
ale tańczyć chcę
i będę tańczył z nią po dzień

to nie zabawa
ale bawię się
bezsenne noce senne dnie

to nie kochanka
ale sypiam z nią
choć śmieją ze mnie się i drwią

taka zmęczona
i pijana wciąż
dlatego nie

NIE PYTAJ WIĘCEJ MNIE

nie pytaj mnie
dlaczego jestem z nią
nie pytaj mnie
dlaczego z inną nie
nie pytaj mnie
dlaczego myślę że…
że nie ma dla mnie innych miejsc

nie pytaj mnie
co ciągle widzę w niej
nie pytaj mnie dlaczego w innej nie
nie pytaj mnie
dlaczego ciągle chcę
zasypiać w niej i budzić się

te brudne dworce
gdzie spotykam ją
te tłumy, które cicho klną

ten pijak, który mruczy coś przez sen
że PÓKI MY ŻYJEMY ona żyje też

NIE PYTAJ MNIE
NIE PYTAJ MNIE
C0 WIDZĘ W NIEJ

nie pytaj mnie
co ciągle widzę w niej
nie pytaj mnie dlaczego w innej nie
nie pytaj mnie
dlaczego ciągle chcę
zasypiać w niej i budzić się

nie pytaj mnie
dlaczego jestem z nią
nie pytaj mnie
dlaczego z inną nie
nie pytaj mnie
dlaczego myślę, że…
że nie ma dla mnie innych miejsc.

Dziękuję za wolną Polskę {*}

Szklana pogoda – szyby niebieskie od telewizorów

Leje, siąpi, krople deszczu strącają resztki liści i jakoś tak smutno, bo jeszcze zafundowano nam zmianę czasu i mamy już ciemno o 17. Nie jestem wrażliwa na tę durną zmianę i niech sobie  tą godzinę wsadzą gdzieś, jeśli chodzi o moją osobę, ale niektórzy naprawdę przez jakiś czas przez to chodzą do tyłu i nie mogą się do kupy pozbierać. Jaki to ma sens, pewnie nawet Unia Europejska już tego nie wie! Koniec utyskiwania i biorę się za prezentację dzisiejszego mojego kina. Obejrzałam dwa, bo przy szklanej pogodzie nie miałam innego pomysłu na pożyteczne spędzenie dnia, a więc polecam gorąco film pt. „Sen Kasandry” – Woody Allena – świetne kino i tu chciałabym przestrzec rodziców, aby swoim dzieciom nie stawiali za wysokich poprzeczek, wyższych od ich możliwości, ponieważ może się to tragicznie skończyć. Dwaj bracia popychani do więcej i więcej dopuścili się strasznej zbrodni, licząc, że dzięki niej staną się sławni i bogaci i spełnią marzenia swoje i ich rodziców – nic bardziej błędnego.

Drugi film pt. „Gdzie serce twoje”, to opowieść o młodej dziewczynie, niechcianej ciąży z przypadkowym gostkiem, który zostawia ją z premedytacją i ucieka w siną dal. Kto jej w takim razie pomoże, kto wesprze, użyczy schronienia, to już cała tajemnica tego filmu, jakby z przesłaniem, że nie wolno tracić nigdy wiary w ludzi 🙂

Oba filmy dały mi sporo do myślenia i naprawdę nie straciłam swojego czasu – polecam z całego serducha kinomanom.

Zalękniona każda niedziela

Od lat w każdą niedzielę budzę się i jednym okiem podpatruję, co ten mój mąż dzisiaj wymyśli? Wstaję i od razu zadaję Mu pytanie – kochanie jakie masz plany na dzisiaj? Dlaczego zadaję takie pytanie, a dlatego, że wiem, iż każdej niedzieli On wije się jak piskorz i zaczyna się festiwal pomysłów na ten nietypowy dla niego dzień. O, w dni powszednie, to On jest w swoim żywiole, bo ma tyle zadań do wykonania, że czasami doby brakuje, a tu ktoś mu jakąś niedzielę wymyślił i każe odpoczywać po całym tygodniu pracy. Ja wiem, że dla niego to okropna męka i wiem, że nie jestem w stanie zatrzymać tego chorobliwego pracoholizmu i nawet nie próbuję. Czasami mi się uda namówić Go na drzemkę, w celu naładowania akumulatorów, ale to jest strasznie rzadki mój triumf. Niedziela dla niego to dzień za karę, a dla mnie dzień wymyślania, co też On wymyśli i choć w niedzielę nie wszystko wypada, to i tak jego kreatywność mnie już nie zaskakuje, bo zdążyłam się przyzwyczaić, że w niedzielę mój mąż zachowuje się jak kosmita, któremu pod ogonem się pali. 

A ja w niedzielę niby mam męża, a trochę nie mam i czuję się jak w każdym powszednim dniu i muszę sobie sama organizować czas, ponieważ mój zapędzony mąż wpada i wypada niczym kometa, ale z drugiej strony, to ja się cieszę, że jest taki wciąż aktywny i pełen chęci do życia i oby jak najdłużej. Mam przynajmniej czas na skreślenie paru zdań tutaj, ole!