Archiwum dnia: 11 pa藕dziernika, 2013

Opowiadanie o wymy艣lonej bohaterce

Obudzi艂a si臋 o trzeciej nad ranem z bij膮cym sercem, 偶e znowu musi wsta膰 i przygotowa膰 si臋 do pracy, tylko do cholery dlaczego od jakiego艣 czasu budzi si臋 w 艣rodku nocy i do tego tak strasznie przera偶ona. Prac臋 rozpoczyna艂a o 7.30 i co tu robi膰 z tymi nocnymi godzinami, kiedy jej rodzina sobie smacznie 艣pi. Le偶膮c jeszcze chwil臋 postanowi艂a wsta膰, gdy偶 wpatrywanie si臋 w ksi臋偶yc za oknem nie mia艂o sensu, a serce bi艂o jak m艂ot, jakby za chwil臋 mia艂 si臋 zawali膰 艣wiat. Wysun臋艂a si臋 z pod ko艂dry cichutko, tak aby nie obudzi膰 m臋偶a i posz艂a do kuchni zrobi膰 sobie przedwczesn膮 kaw臋 – troch臋 czasu mi zejdzie – pomy艣la艂a. Potem we藕mie prysznic, umaluje si臋 i uczesze, co te偶 zabierze jej troch臋 czasu. Kiedy dokona艂a tych wszystkich czynno艣ci zosta艂o jej jeszcze dwie godziny do wyj艣cia. Spojrza艂a na siebie w lustro z pytaniem – co si臋 dzieje? Wykrzywi艂a w lustrze twarzy, obejrza艂a si臋 dok艂adnie i zauwa偶y艂a, 偶e ma bardzo smutne oczy. Nie by艂o w nich dawnego blasku, a twarz wygl膮da艂a blado, w kt贸rej odbity by艂 smutek, 偶e nawet porz膮dny makija偶 go nie zakry艂. By艂a godzina 7 rano, a wi臋c postanowi艂a ju偶 wyj艣膰 do pracy, a doj艣cie do niej zajmowa艂o jej 5 minut. Zapali艂a wi臋c papierosa, a wypaliwszy postanowi艂a i艣膰 d艂u偶sz膮 drog膮, przez cmentarz, aby za艣wieci膰 znicze swoim bliskim, tym, kt贸rych ju偶 nie by艂o w jej rodzinie. Cz臋sto tak ostatnio robi艂a, bo na cmentarzu czu艂a, 偶e powinna wzi膮膰 si臋 w gar艣膰 i co艣 zrobi膰 ze swoim 偶yciem, przesta膰 si臋 poddawa膰, odnale藕膰 w sobie rado艣膰, tak膮 jak膮 mia艂a wcze艣niej. Wesz艂a do gabinetu jak zwykle pierwsza i jako pierwsza nastawia艂a wod臋 na kaw臋 dla wszystkich wsp贸艂pracownik贸w, a tak偶e nasypa艂a kaw臋 do ich kubeczk贸w – zaraz wszyscy si臋 zejd膮, a wi臋c lubi艂a robi膰 im t臋 przyjemno艣膰. Wyj臋艂a dokumentny na biurko, aby doko艅czy膰 wczorajsze zadania. Przejrze膰 komputer i nie wydrukowane wczorajsze pisma. Mog艂a spokojnie zaczyna膰 dzie艅 pracy i kiedy wesz艂a jej szefowa z dyspozycjami do wykonania, nagle co艣 si臋 z ni膮 sta艂o. Nie rozumia艂a, co szefowa do niej m贸wi, nie umia艂a powi膮za膰 jej s艂贸w, kt贸re wpada艂y nie do jej g艂owy, a gdzie艣 obok, jakby brz臋cza艂y niczym wredna, natarczywa mucha. Us艂ysza艂a tylko, 偶e szefowa zapyta艂a j膮, czy si臋 dobrze czuje! Odpowiedzia艂a, 偶e tak i nic z艂ego si臋 z ni膮 nie dzieje, ale mimo to szefowa wys艂a艂a j膮 do lekarza, wiadomo o jakiej specjalno艣ci. Depresja zaatakowa艂a j膮 z ca艂膮 swoj膮 moc膮 – zrozumia艂a wi臋c wzi臋艂a swoj膮 torebk臋 i opu艣ci艂a 聽miejsce pracy – na zawsze, ale tego w贸wczas jeszcze nie wiedzia艂a!

Kiedy wr贸ci艂a od lekarza z list膮 lekarstw o dziwnych nazwach, rozebra艂a si臋 i po艂o偶y艂a do 艂贸偶ka na dwa tygodnie non – stop. Prawie nic nie jad艂a, nie my艂a si臋, nie sprz膮ta艂a w domu. Przez te dwa d艂ugie tygodnie obmy艣la艂a plan, jak ze sob膮 sko艅czy膰, gdy偶 nie widzia艂a sensu dalszego swojego 偶ycia i nie obchodzi艂o j膮 nic, bo nie wzrusza艂 jej p艂acz膮cy m膮偶, ani nalegania dzieci, aby wzi臋艂a si臋 w gar艣膰!聽

Mamo, wsta艅, popatrz ile jest w domu 聽pracy. Mamo, pod艂ogi s膮 brudne, trzeba je umy膰, a Tata sobie nie 聽radzi ju偶 sam i dlaczego nie we藕miesz si臋 w gar艣膰, cho膰by dla niego – przecie偶 kochasz go nad 偶ycie – Mamo, Mamo, Mamo – jak grochem o 艣cian臋!

Pewnego dnia, jej C贸rka wpad艂a do domu, niczym burza i zakomunikowa艂a jej, 偶e za艂atwi艂a trzy miesi臋czn膮 psychoterapi臋 i szybko trzeba dokona膰 zakupu brakuj膮cych rzeczy i si臋 spakowa膰 do wyjazdu na leczenie!

Nie pojad臋, wrzasn臋艂a – nigdzie nie pojad臋 dar艂a si臋, aby wszyscy dali jej spok贸j. By艂a w艣ciek艂a na c贸rk臋 i wykrzycza艂a jej, 偶e nie b臋dzie mia艂a dok膮d wraca膰, bo z pewno艣ci膮 jej miejsce, przy boku m臋偶a, zajmie inna kobieta i by艂a 艣miertelnie przera偶ona, 偶e ma opu艣ci膰 sw贸j dom na tak d艂ugo. Dzwonili i przekonywali j膮 wszyscy, kt贸rym na niej zale偶a艂o i w ko艅cu si臋 zgodzi艂a, bo zauwa偶y艂a, 偶e swoj膮 uparto艣ci膮 rani wszystkich swoich bliskich. Wsiad艂a z walizk膮 do samochodu i jak zakl臋ta i w艣ciek艂a, nie odezwa艂a si臋 do swojego m臋偶a, ani s艂owem.

Na miejscu pokazano jej 艂贸zko, miejsce w szafie i tak zamieszka艂a z trzema nieznanymi jej kobietami. Rozchichotane, denerwowa艂y j膮, ale przyj臋艂y 聽z wielk膮 trosk膮 i wyt艂umaczy艂y na czym ta cholerna terapia polega. P贸艂tora miesi膮ca nie potrafi艂a si臋 tam odnale藕膰 i przez ten ca艂y czas chodzi艂a swoimi w艂asnymi 艣cie偶kami nie pr贸buj膮c si臋 do nikogo zbli偶y膰 i zaprzyja藕ni膰. Na psychoterapii milcza艂a jak g艂az i nikt nie wiedzia艂, co j膮 tu przywiod艂o. Otworzy艂a si臋 powoli i zaprzyja藕ni艂a z m艂odsz膮 od siebie kobiet膮, kt贸r膮 m膮偶 zdradza艂 przez wiele lat i o czym dowiedzia艂a si臋, sprz膮taj膮c w jego biurku, gdzie znalaz艂a namacalne dowody tej nikczemnej zdrady. Nie wytrzyma艂a i si臋 za艂ama艂a, bo jak to? Tyle lat razem, dorastaj膮ce dzieci, wsp贸lny dom i ogr贸d, a ten ma sta艂膮 kochank臋, z kt贸r膮 sp臋dza艂 ka偶de wakacje, a ona tyra艂a, sprz膮ta艂a, dba艂a – ksi膮偶kowa historia. Przesiedzia艂a z ni膮 wiele godzin na rozmowach, pociesza艂a na spacerach i czu艂a si臋 jej potrzebna. O jednej godzinie si臋 k艂ad艂y i o jednej wstawa艂y, by wypi膰 wsp贸lnie porann膮 kaw臋. To by艂 dla niej po偶yteczny czas, kt贸ry j膮 odar艂 z poczucia, 偶e jest nic nie warta i potrafi by膰 komu艣 pomocna i potrafi jednak pochyli膰 si臋 nad losem swojej kole偶anki i nie tylko. Odnalaz艂a si臋 i pozosta艂y czas zrobi艂 jej bardzo du偶o dobrego – ponownie uwierzy艂a w siebie i czu艂a si臋 wzmocniona, pewniejsza siebie, silna po prostu.

Po powrocie do domu umia艂a si臋 ju偶 u艣miecha膰 i poczu艂a si臋 jak nowo narodzona. Do pracy jednak ju偶 nigdy nie wr贸ci艂a, gdy偶 zdiagnozowany zesp贸艂 m贸g艂 si臋 w ka偶dej chwili odnowi膰, a wi臋c co? Tylko renta i koniec jej kariery zawodowej. Nale偶a艂a do coraz popularniejszej grupy depresjonist贸w, kt贸rzy bez lek贸w dobrze dobranych, nie poradz膮 sobie ju偶 do ko艅ca 偶ycia.

Musia艂a si臋 jako艣 odnale藕膰 w tym swoim 艣wiecie, a wi臋c czego si臋 tu chwyci膰, co robi膰, aby nie zwariowa膰. Sta艂 w k膮cie komputer, do kt贸rego nie艣mia艂o zajrza艂a i powoli uczy艂a si臋 jego obs艂ugi, wklejania obraz贸w, zaistnienia gdzie艣 w sieci i w ten spos贸b nie czu艂a si臋 ju偶 taka samotna.

Pewnego dnia, przysz艂a jej c贸rka z wiadomo艣ci膮, kt贸r膮 nie wiedzia艂a jak przekaza膰, aby bola艂o jak najmniej.

Mamo, nie wiem jak, no nie wiem, trzymaj si臋, b臋dzie bola艂o, ale ojciec ci臋 zdradza! Ca艂e miasto o tym gada, wszyscy wiedz膮, szepcz膮 po k膮tach. I znowu klasyka – 偶ona dowiaduje si臋 ostatnia!

Wiedzia艂a, wiedzia艂a, 偶e po powrocie z terapii b臋dzie mia艂a rywalk臋, 偶e si臋 czego艣 takiego dowie i jak teraz 偶y膰 – my艣li si臋 k艂臋bi艂y jak oszala艂e. Pomaga艂a na terapii kole偶ance, wzmacnia艂a j膮 psychicznie, radzi艂a, a kto pomo偶e teraz jej? Ba艂a si臋, 偶e si臋 za艂amie i ze sob膮 sko艅czy. Ba艂a si臋, 偶e ponownie skrzywdzi swoje kochane dzieci – strasznie si臋 ba艂a!

Rozw贸d? Pytania z kt贸r膮 chce 偶y膰, p艂acz, du偶o 艂ez i przeogromny b贸l, a tak偶e ukryty zawa艂 i przypl膮tuj膮ce si臋 choroby jak na pstrykni臋cie palcami. Czy trzeba wi臋cej opowiada膰, co prze偶y艂a i z jakim my艣lami si臋 bi艂a? Zrozumie to tylko kobieta zdradzona przez jedynego m臋偶czyzn臋 swojego 偶ycia.

Postanowili 偶y膰 razem i spr贸bowa膰 pouk艂ada膰 rozwalone, z hukiem wszystkie klocki 聽i cho膰 by艂o ci臋偶ko, op艂acone jej wielkim strachem – chyba si臋 uda艂o.

Po dw贸ch latach jednak postanowi艂a spyta膰 tych wszystkich ludzi, kt贸rzy to tak za plecami szeptali o miastowym romansie i tu przytocz臋 jej wymy艣lony na potrzeby tej strasznej sytuacji cytat:

„Nie pytasz, wszyscy wiedz膮 i m贸wi膮, a gdy zapytasz, nikt nic nie wie”!

Swoich czytelnik贸w uspokajam. Ta historia zako艅czy艂a si臋 tak, 偶e ci dwoje ludzie, po przej艣ciach, na nowo si臋 pokochali i miejmy nadziej臋, 偶e b臋d膮 ze sob膮 do ko艅ca swoich dni. S臋dzina w s膮dzie im powiedzia艂a, 偶e nie da im rozwodu, bo wie, 偶e kochaj膮 si臋 nad 偶ycie i s膮 wspania艂膮 par膮 w tym mie艣cie – THE END 馃檪