Archiwa miesi臋czne: Pa藕dziernik 2013

Ob艂膮kana mi艂o艣膰 – moje kino

Polecam wszystkim, kt贸rych interesuje psychika kobiet, w my艣l piosenki, bo z dziewczynami, nigdy nie wie si臋, czy jest dobrze, a mo偶e 藕le! Film pt. „Ob艂膮kana mi艂o艣膰” przykuwa od pierwszych kadr贸w i chce si臋 wi臋cej i wi臋cej.聽

M艂oda kobieta, lekko znudzona w swoim ma艂偶e艅stwie trafia w nowym miejscu pracy swojego m臋偶a na przedziwny splot wydarze艅. M膮偶 zostaje zatrudniony w szpitalu psychiatrycznym, Ona zostawiona sama sobie, troch臋 si臋 nudz膮ca, spotyka na swojej drodze pacjenta tego偶 szpitala, kt贸ry by艂 w nim ju偶 6 lat – uwa偶any za cz臋艣ciowo wyleczonego. Wystarczy艂o jedno spojrzenie, aby kobieta poczu艂a ten dreszcz, t膮 ekstaz臋 i wielkie po偶膮danie i tu m贸wi臋 o momentach w filmie. Akcja wartka, przeplatana ich ukradkowymi spotkaniami, pe艂nymi erotyzmu i dzikiego seksu. Potem ju偶 tylko czekamy jak ta mi艂o艣膰 ob艂膮kana si臋 zako艅czy. Jeste艣my ciekawi, przykuci do ekranu, napi臋ci, co stanie si臋 dalej. Jak sko艅czy si臋 ten szale艅czy, nami臋tny zwi膮zek i tu nie zdradz臋 zako艅czenia, jak zwykle zreszt膮. Polecam ten niebanalny film, pe艂en znak贸w zapytania, dlaczego kobieta maj膮ca wszystko, zatraca si臋 w mi艂o艣膰 nie rokuj膮c膮 馃檪

Strza艂a Amora

Hej szala艂a szala艂a, hej rybecka za wod膮
Ale jo nie b臋d臋, ale jo nie b臋d臋
Hej ch艂opoku za tob膮 /2x

Hej szala艂a szala艂a, hej bo si臋 jej pi膰 chcia艂o
Ale jo nie b臋d臋, ale jo nie b臋d臋
Hej bo ch艂opc贸w nie ma艂o. /2x

Hej z kamienia na kamie艅,聽
Hej przeskakuje srocka
Tego ch艂opca kochom, tego ch艂opca kochom
Hej co ma corne ocka. / 2x

Dzie艅 dobry! Mam dzisiaj kryzys w prowadzeniu swojego bloga, nie wiedzie膰 czemu. Sk膮d wzi膮艂 si臋 ten m贸j minorowy stan – sama nie wiem. Mo偶e to jesie艅 i s艂onko coraz ni偶ej, a mo偶e co艣 innego, nie do wyt艂umaczenia. Postanowi艂am jednak wzi膮膰 si臋 w gar艣膰 i zn贸w dzisiaj pisz臋.聽

Ju偶 wcze艣niej pisa艂am, 偶e mnie do m臋偶czyzn nigdy szczeg贸lnie nie ci膮gn臋艂o i cho膰 ch艂opcy niekt贸rzy mi si臋 w podstaw贸wce podobali, to by艂am zawsze gdzie艣 tam wycofana w kontaktach. Moje kole偶anki mia艂y ju偶 swoje sympatie, ale ja im nie zazdro艣ci艂am nic, a nic. Nie mia艂am w domu wzorca, bo m贸j Ojciec pi艂 i bi艂, standard w takich domach, zdominowanych przez alkohol i przegrane 偶ycie, z kt贸rym Ojciec nie potrafi艂 si臋 zmierzy膰, a podda艂 si臋 jak niedojrza艂y p臋tak. No c贸偶, pewnie tak na mnie wp艂yn臋艂a historia mojego dzieci艅stwa, 偶e widzia艂am w p艂ci przeciwnej tylko z艂o. Pami臋tam takiego Marka, kt贸ry mieszka艂 blok obok i zrobi艂 mi zdj臋cia z okna swojego mieszkania, gdy sz艂am po mleko do sklepu. To pewnie by艂 z jego strony taki rodzaj podrywu, ale ja cho膰 zdj臋cia przyj臋艂am, zaloty odrzuci艂am wielce speszona i ukry艂am si臋 na nowo w swoim 艣wiecie. Marek na lata znikn膮艂 z mojego miasta i nic o nim nie wiem. Pami臋tam te偶 innych ch艂opc贸w,jak Bogdan, Andrzej, Waldek, a w pami臋ci zapad艂 mi drugi Marek, ni偶szy ode mnie o g艂ow臋, ale strasznie o mnie dbaj膮cy. Chcia艂 ze mn膮 chodzi膰, nosi艂 moje 艂y偶wy i obdarowywa艂 s艂odko艣ciami, ale i ta znajomo艣膰 nie przerodzi艂a si臋 z mojej strony w co艣 g艂臋bszego, cho膰 go bardzo szanowa艂am. Jest dobrym m臋偶em pewnej Ani. Pisa艂am listy z niejakim Julkiem, kt贸ry z beczek chcia艂 zbudowa膰 dla mnie rower wodny, ale mnie strasznie nudzi艂, bo pisa艂 tylko o wielkiej mi艂o艣ci do mnie i niczym mi nie zaimponowa艂. Korespondencj臋 uda艂o mi si臋 zerwa膰, a po latach dowiedzia艂am si臋, 偶e jest dla swojej 偶ony jeno przemocowcem, a wi臋c dobrze si臋 sta艂o! Ale, ale pewnego dnia, nasza 贸sma klasa i dwie jeszcze inne, w nagrod臋, 偶e opuszczamy mury podstaw贸wki, wyjechali艣my na wycieczk臋 do Poznania, do oran偶erii bodaj偶e. Pierwszy raz widzia艂am ro艣liny skupione w jednym miejscu z ca艂ego 艣wiata. O ile pami臋tam, to i ptaki te偶 膰wierka艂y w tej oran偶erii. Kiedy wycieczka dobiega艂a ko艅ca, trzeba by艂o wraca膰 poci膮giem do domu – wiecz贸r ju偶 by艂. Na korytarzu poci膮gu sta艂 ch艂opak i wygl膮da艂 przez uchylone okno. Na niebie by艂a pi臋kna po艣wiata, zachodz膮cego s艂o艅ca, poprzecinana ciemniejszymi chmurami i w tej po艣wiacie On wygl膮da艂 pi臋knie. Jego 艣niada cera i d艂ugie, czarne rz臋sy to by艂o kurka wodna TO! Nie pami臋tam o czym zacz臋li艣my rozmawia膰, bo si臋 w niego jeno dyskretnie wpatrywa艂am. Nie pami臋tam kto zaproponowa艂 randk臋 zaraz na drugi dzie艅, kt贸ra dosz艂a do skutku – no nie pami臋tam, ale pami臋tam to uk艂ucie, mi艂e uk艂ucie strza艂y Amora – hm, cudne uczucie 馃檪 I jak w wy偶ej zacytowanej piosence biesiadnej – hej, co ma carne ocka, kt贸re do dzisiaj mnie bajeruj膮 馃檪 Id臋 poda膰 mu obiad 馃檪

Mi艂ego dnia 馃檪

Bajka, ale nie dla dzieci!

Ksi臋偶yc na niebie roz艣wietla艂 je nad miastem i pewien anio艂 postanowi艂 zrobi膰 swoj膮 pierwsz膮 podr贸偶 w poszukiwaniu szcz臋艣cia w tym mie艣cie. Lecia艂 sobie zadowolony, ubrany w ciep艂膮 kurteczk臋, poniewa偶 zbli偶a艂a si臋 ju偶 zima. Lecia艂, ale nie 艣pieszno, poniewa偶 anio艂owie maj膮 du偶o czasu. W niewielu ju偶 oknach pali艂o si臋 艣wiat艂o, ale w niekt贸rych jeszcze 艣wieci艂y si臋 lampki przy膰mione i w tych oknach jeszcze toczy艂y si臋 negocjacje z dzie膰mi, aby dobry sen przyszed艂. Zajrza艂 anio艂 do jednego okna i zobaczy艂 jak mamusia czyta dziecku bajeczk臋 na dobranoc, a wi臋c anio艂 ujrza艂 wspania艂y obrazek szcz臋艣liwego dziecka i spokojnie sobie odlecia艂. Zajrza艂 do nast臋pnego okna i zobaczy艂, 偶e dziecko ju偶 przymyka oczki i te偶 si臋 uspokoi艂 i tak by艂o w wielu oknach 聽na granicy spotkania si臋 dzieci ze snem. Postanowi艂 jeszcze zajrze膰 do ostatniego okna w swojej podr贸偶y i zobaczy艂 m臋偶czyzn臋 z opuszczonymi spodniami i us艂ysza艂 cichy g艂os dziewczynki – tatusiu nie, nie! Co si臋 tam dzieje, pomy艣la艂 anio艂 i tak mocno zatrzepota艂 skrzyd艂ami, 偶e wylecia艂y wszystkie szyby. Nagle w pokoju zjawi艂a si臋 wystraszona matka dziewczynki, kt贸ra nie wiedzia艂a, co dzieje si臋 z jej dzieckiem ka偶dej nocy i tylko ten anio艂 zauwa偶y艂, 偶e w tym domu cierpi to male艅stwo. Odszuka艂 tego m臋偶czyzn臋 w innym pokoju i zapowiedzia艂 mu, 偶e jutro wieczorem przyjdzie po niego 艣mier膰, bo ma ze 艣mierci膮 艣wietny uk艂ad i w tym momencie us艂ysza艂 w pokoju cichy, dr偶膮cy i 偶ebrz膮cy g艂os – aniele, tylko nie, nie, prosz臋 ci臋!

Moje kino

Kurcze, obejrza艂am turecko – niemiecki film pt. „G艂ow膮 w mur” i wiecie co? Um臋czy艂am si臋, ale nie filmem, a trudn膮 jego fabu艂膮 opowiadaj膮c膮 o trudnych relacjach kobiety i m臋偶czyzny. On po przej艣ciach, a Ona chc膮ca si臋 wyzwoli膰 spod rygorystycznej, muzu艂ma艅skiej聽rodziny. Ona nie chcia艂a 偶y膰 jak wszystkie tureckie kobiety i dlatego prosi Jego o bia艂e ma艂偶e艅stwo. On nie chce si臋 zgodzi膰, bo boi si臋 utraty swojej wolno艣ci, ale w ko艅cu jej pro艣bie ulega. Zamieszkuj膮 razem, ale ka偶de z nich 偶yje jak chce, ale tylko do pewnego momentu, kiedy nagle pojawia si臋 mi臋dzy nimi uczucie i zazdro艣膰 i od tej chwili wszystko ju偶 toczy si臋 lawinowo. Namawiam do obejrzenia tego filmu osoby o mocnych nerwach, gdy偶 niekt贸re kadry wbijaj膮 w fotel, ale za to 艣wietna gra aktor贸w rekompensuje wszystkie utracone nerwy. Film ten we mnie zostanie na d艂ugo, gdy偶 warto pozna膰 rozdarcie kobiet tureckich i ich sposoby wyrwania si臋 do lepszego 艣wiata, ale czy aby na pewno – lepszego?

Budzikom 艣mier膰 i czy pieni膮dze daj膮 szcz臋艣cie ?

Codziennie si臋 budzimy z nadziej膮, 偶e ten dzie艅 b臋dzie wyj膮tkowy, inny. Obiecujemy sobie, 偶e we藕miemy sprawy w swoje r臋ce i przyst膮pimy do dzia艂ania i nadrobienia zaleg艂ych spraw. No dobra, ja wyskakuj臋 z wyrka te偶 z takim postanowieniem, i偶 dzi艣 dokonam niemo偶liwego, ale najpierw musi by膰 kawa i po tej kawie, moje p艂onne nadzieje rozp艂ywaj膮 si臋, bo mo偶e jutro, bo jutro te偶 jest dzie艅, a wi臋c mo偶e zaczn臋 od poniedzia艂ku, skoro mam przed sob膮 weekend. Kaw臋 moj膮, z mleczkiem pij臋 podczas programu „Dzie艅 Dobry TVN”, bo lubi臋 od rana pozna膰 ciekawe sprawy i ciekawych ludzi i dzi艣 si臋 lekko zawstydzi艂am, gdy偶 wys艂ucha艂am rozmowy z Urszul膮 Dudziak, niez艂omn膮 kobiet膮 70 letni膮 i jak by to okre艣li膰, 偶e tylko pogratulowa膰 jej urody, a tak偶e pogody ducha. Zada艂am sobie pytanie, sk膮d ta s艂awna kobieta czerpie swoj膮 si艂臋 – pewnie ze swego talentu, bo nadal koncertuje i je藕dzi po ca艂ym 艣wiecie. No dobrze, czerpie energi臋 od sympatyk贸w jej talentu jazzowego, a wygl膮d? Ani jednej zmarszczki i nic a nic jej nie zwisa. Czy偶by interwencja dobrego chirurga, a mo偶e dobre geny, z pewno艣ci膮 tak, ale nie mam jej tego za z艂e, bo je艣li pieni膮dze zosta艂y tak dobrze zainwestowane, to si臋 chwali. Nie mam do niej pretensji, jako Seniorka 57 letnia, 偶e inna kobieta o wielkim talencie wokalnym zarobi艂a ca艂ym swoim 偶yciem na taki wygl膮d i kondycj臋 psychiczn膮 i fizyczn膮, bo Ona daje ludziom pi臋kno i pi臋kno odbiera, a ja, taka zwyk艂a szara Seniorka jej nie zazdroszcz臋, ani troszeczk臋, bo ja 57 letnia Seniorka 偶y艂am jak 偶y艂am, bez wi臋kszego huku w ok贸艂 swojej osoby. Gdybym to ja mia艂a jakie艣 ukryte talenty i dzi臋ki temu mog艂abym zarobi膰 kup臋 kasy, pewnie nie pisa艂abym skromnego bloga, a brylowa艂abym na salonach, a tak… stuk, puk w klawiatur臋. Pewnie dzisiaj nie wykonam na艂o偶onych sobie obowi膮zk贸w, takich codziennych, do艣膰 rutynowych, bo jutro te偶 jest dzie艅! Spokojnie, nie utalentowana Seniorko, nie porywaj si臋 ju偶 z motyk膮 na s艂o艅ce, bo tu strzyka, tam zaczyna, a wi臋c tylko spok贸j Ci臋 uratuje.

Moja nie rymowanka

Coraz cz臋艣ciej o 艣mierci my艣l臋,

kt贸ra gdzie艣 ju偶 podst臋pnie czai si臋, a ja

mam dwa s艂owa na my艣li – nie wypowiedziane.

Je艣li ja umr臋 kochany,聽

je艣li pochowasz ju偶 mnie,

mam tylko jedn膮 pro艣b臋 m贸j m臋偶u,

aby艣 pochowa艂 – blisko bramy mnie.

Spytasz dlaczego, mo偶e si臋 zadumasz,

a wi臋c ci odpowiadam, 偶e:

B臋d臋 czasami chcia艂a聽

opu艣ci膰 sw贸j gr贸b i by膰 blisko Ci臋.

Przyjd臋 do Ciebie cichutko,

by sprawdzi膰聽

jak sobie radzisz?

Nie b臋d臋 Ci臋 szpiegowa膰,

ani niczego zabrania膰,

a jeno

chc臋 widzie膰 jak 偶yjesz – kochany.

Nie b臋d臋 Ci臋 straszy膰, ni snu z oczu sp臋dza膰,

je艣li tylko zechcesz m贸j mi艂y – by膰 聽na nowo szcz臋艣liwy

i 聽zakochany.

Ju偶 wiem jak smakowa膰 偶ycie

„呕ycie , 偶ycie jest nowel膮,
kt贸rej nigdy nie masz dosy膰
Wczoraj bia艂y, bia艂y welon
Jutro bia艂e, bia艂e w艂osy”

„Uparcie i skrycie
Och 偶ycie kocham ci臋, kocham ci臋,
Kocham ci臋 nad 偶ycie
W ka偶d膮 pogod臋
Potrafi膮 dostrzec oczy moje m艂ode
Niebezpieczn膮 tw膮 urod臋

Kocham ci臋 偶ycie
Poznawa膰 pragn臋 ci臋, pragn臋 ci臋,
Pragn臋 ci臋 w zachwycie
Cho膰 barwy 艣ciemniasz
Wierz臋 w 艣wiate艂ko kt贸re rozprasza mrok”

On te偶 kocha 偶ycie, zakwitaj膮c drugi raz w tym roku 馃檪

 

Kochani, ju偶 wiem jak smakowa膰 偶ycie i cho膰 nie rozpycham si臋 艂okciami i nie szalej臋, to malutkimi 艂y偶eczkami, 偶ycie ju偶 kocham ci臋. Pami臋tam, 偶e mia艂am w swoich latach s艂abe momenty, 偶e 偶y膰 mi si臋 nie chcia艂o, gdy偶 problemy moje, bardzo mnie przerasta艂y i mia艂am zwyczajnie do艣膰. Tak, tak mia艂am i od 偶ycia ucieka艂am. Bywaj膮 w naszych 偶yciorysach niestety takie chwile, kiedy wydaje si臋, 偶e nie ma ju偶 偶adnych drzwi do otwarcia i nikt nas ju偶 nie zaprosi, a najgorsze jest to, 偶e zamykamy si臋 w swoim b贸lu i nie trafiaj膮 do nas 偶adne argumenty na TAK! Jak by to opisa膰, jak opisa膰 stan, w kt贸rym nagle si臋 znajdujemy i nie widzimy 艣wiate艂ka w tunelu. Nagle dopada nas beznadziejno艣膰 ca艂ego naszego 偶ycia i kompletny brak sensu istnienia. Dla mnie jedynym ratunkiem, aby wyrwa膰 si臋 z tego mrocznego stanu, by艂o wyg艂adzenie zmarszczek na moim zbola艂ym sercu, a wi臋c ten kto艣, kto zada艂 mi bolesne rany, musia艂 uderzy膰 si臋 w piersi i zacz膮膰 偶y膰 zgodnie z przysi臋g膮 jak膮 kiedy艣 mi sk艂ada艂. D艂ugie lata musia艂am czeka膰 na skruch臋 i strasznie bola艂a niepewno艣膰 i wiara, 偶e kiedy艣 us艂ysz臋 s艂owo – przepraszam. Mog艂am odej艣膰, mog艂am, ale dok膮d? Mog艂am zacz膮膰 偶y膰 inaczej, spokojniej, ale nie potrafi艂am si臋 na to zdoby膰. Mog艂am pieprzn膮膰 to wszystko, ale brakowa艂o mi odwagi, bo kocha艂am za bardzo. Tak, jestem z tych kobiet, co to kochaj膮 za bardzo i chyba do ko艅ca mego 偶ycia tak mi zostanie. Nie istniej膮 dla mnie inni m臋偶czy藕ni. Nie obchodz膮 mnie zupe艂nie i nie zwracam na nich wcale uwagi. Ani blondyni, ani bruneci, niscy, wysocy, nic mnie nie obchodz膮 i nie widz臋 ich na ulicy, kiedy mnie mijaj膮, bo ja kocham tylko raz i wi臋cej ju偶 nie b臋dzie. Kto艣 powie, 偶e g艂upia ze mnie baba, 偶e da艂a si臋 tak omota膰, 偶e nie dostrzeg艂a zalot贸w ze strony innych m臋偶czyzn, a troch臋 ich by艂o. Wyja艣niam wi臋c, 偶e taka moja cholerna uroda, 偶e inni faceci tylko mnie 艣mieszyli, albo brzydzili i nie potrafi艂am sobie wyobrazi膰, abym z innym, wymieni艂a si臋 cho膰by poca艂unkiem, brr!

Dlaczego o tym pisz臋? Ano dlatego, 偶e w tym momencie mojego 偶ycia, kiedy te zmarszczki si臋 w mym sercu ju偶 troch臋 wyg艂adzi艂y, bo oboje ju偶 mamy bli偶ej, ni偶 dalej, stali艣my si臋 wreszcie sobie naprawd臋 bliscy i cho膰 szkoda tamtych porwanych lat, to warto by艂o czeka膰 na te pi臋kne czasy aby zmiany i cuda te zobaczy膰. Oddycham wreszcie pe艂n膮 piersi膮 i cho膰 wci膮偶 jestem na czuwaniu, mam nadziej臋 jeszcze na wsp贸lne, ca艂kiem przyzwoite lata.Ju偶 widz臋 wszystkie pory roku, s艂ysz臋 muzyk臋, rozumiem wiersze, potrafi臋 wpatrywa膰 si臋 w obraz, zrozumie膰 tekst pisany,bo jestem ju偶 spokojna, chyba z korzy艣ci膮 dla moich bliskich… chyba!

Przes艂anie: Drogie kobiety, walczcie o swoje szcz臋艣cie, je艣li tylko da si臋 jeszcze wyg艂adzi膰 zmarszczki na sercu, a je艣li ju偶 nie – walczcie o siebie, bo nie zawsze wszystko jest stracone.聽

Kolejny dzie艅 sp臋dzony w mi艂ym towarzystwie

I co ja tam b臋d臋 si臋 rozpisywa艂a, skoro wiersz wybrany przeze mnie powie wszystko 馃檪

Jak nie kocha膰 jesieni…

Jak nie kocha膰 jesieni, jej babiego lata,
Li艣ci niesionych wiatrem, w rytm deszczu ta艅cz膮cych.
Ptak贸w, co przed podr贸偶膮 na drzewach usiad艂y,
Czekaj膮c na swych braci, za morze lec膮cych.

Jak nie kocha膰 jesieni, jej barw purpurowych,
Szarych, 偶贸艂tych, czerwonych, srebrnych, szczeroz艂otych.
Gdy bia艂膮 mg艂膮 otuli zachodz膮cy ksi臋偶yc,
Koj膮c w twym s艂abym sercu, codzienne zgryzoty.

Jak nie kocha膰 jesieni, smutnej, zatroskanej,
Pe艂nej t臋sknoty za tym, co ju偶 nie powr贸ci.
Chryzantemy pobieli, dla tych, kt贸rych nie ma.
Szronem 艂膮ki maluje, ukoi, zasmuci.

Jak nie kocha膰 jesieni, siostry listopada,
Tego, co kr贸lowanie blaskiem 艣wiec rozpocznie.
I w swoim majestacie uczy nas pokory.
Bez s艂owa na cmentarze wzywa nas corocznie.
Tadeusz Wywrocki聽

No wi臋c kolejny dzie艅 w mi艂ym towarzystwie dobieg艂 ko艅ca w s艂onecznej aurze jesiennego klimatu. Dzi臋kuj臋 Ci moja malutka m膮dra kobietko. Do nast臋pnego razu – Babcia Ci macha.

Nie rymowanka moja

Ty huncwocie, Ty bradziago,

przez wiele lat wychodzi艂e艣 z domu na seks,

a gdzie by艂a w nim rozmowa?

Ja wiem, 偶e by艂 to tylko zwierz臋cy seks i chu膰,

wi臋c po latach, wr贸ci艂e艣, bo zrozumia艂e艣, 偶e trzeba otrze膰 m膮 twarz z przeproszeniem,

z moich 聽wieloletnich 艂ez!

Ja kocham rozmawia膰!