Archiwum dnia: Listopad 1, 2013

Ludzie, czy Wy wiecie, że talenty są na świecie?

Kochani, Ci, którzy zaglądają do mnie niechcący, czy z zaciekawieniem, to ja promuję niesamowitego bloga mojej koleżanki, odnalezionej po 40 latach, to znaczy Ona odnalazła mnie.  Ja po krótkim czasie, ponownego odnajdywania się wiedziałam, że jest to nieprzeciętny talent pisarski. Świetne, lekkie pióro, wysoka kultura, jakiej się już nie spotyka w przekazie codzienności, a także niesamowita wrażliwość, to rzecz niespotykana w dzisiejszym pisarstwie. To tylko blog i aż blog i jeśli chcesz się zadumać, albo raptem rozbawić, albo pomyśleć, co autor ma na myśli wstąp i czytaj i napawaj się, czerp – same wspaniałości i oddaj się krainie, jaką Laura – 56 Ci serwuje 🙂

 

Ps. To moje odkrycie 🙂

 

http://laura-56.blogujaca.pl/

Reklamy

15 lat minęło, bym poczuła ulgę i mogła wybaczyć

Wczoraj i dziś i z pewnością jutro będę w głębokiej zadumie. Wczorajsze popołudnie spędziłam na wysłuchaniu polskich piosenek, opowiadających o życiu i śmierci. Byłam na YT w odwiedzinach u Edyty Geppert, Michała Bajora, Czesława Niemena i wielu innych, których zawsze mam w pamięci, a najbardziej chyba Marka Grechutę. Słuchałam, a łzy ciekły mi po policzkach jak grochy, oczyszczając trochę moje wnętrze i zbolałą duszę. Zawsze tak mam, w tych dniach, że chowam się w siebie i nie epatując swojego otoczenia, po prostu jestem z tymi, których już ze mną nie ma. Wczoraj, dzień przed wielkim nalotem na cmentarze, wybrałam się sama na moje groby. Dokonałam zakupu chryzantem i zniczy i idąc cmentarną alejką, byłam szczęśliwa, że jestem sama i mogę przeżywać w samotności wszystkie moje emocje. Kiedy dochodziłam do grobku moich wnuków, gardło miałam ściśnięte i myślałam, że za chwilę się uduszę, bo to tak strasznie boli, ale chyba już o tym pisałam.

W innej alejce leży od 15 lat mój Tata (pierwszy raz go tak nazwałam od 40 lat), zawsze był Ojciec. Słowo Tata nie przechodziło mi przez gardło, z racji stosowanej na mnie przemocy. Zaczął mnie bić, kiedy dzielnie, jako dziewczynka stawałam w obronie Mamy i w tym czasie zaczęła się przemoc, bardzo drastyczna i wyrachowana, nawet po trzeźwemu i to bolało najbardziej. Nie pamiętam, aby mnie pochwalił za dobre wyniki w nauce, mimo braku domowych warunków. Nie pamiętam, aby pochwalił mnie za cokolwiek. Wyśmiewał mnie, że rzucił mi się pod nosem wąsik, ponieważ byłam rasową brunetką. Kiedy zapoznałam swojego chłopaka, nazywał mnie dziwką i k-wą. Nie byłam dla niego kochaną córeczką – nigdy! Kiedy popełnił samobójstwo, to ja mu wymyśliłam cytat na grób, a brzmi tak: „Twoje cierpienie było naszym smutkiem”. Tak, cierpienie, ponieważ Tato, nie poradziłeś sobie z niczym, w swoim 67 letnim życiu. Wszystko Cię przerastało i w pracy, kiedy gen. Kiszczak Cię niszczył i nie sprawdziłeś się jako mąż i ojciec, w myśl słów piosenki, że znowu w życiu mi nie wyszło! Wiesz, jest jednak w mojej pamięci jedna wieść, nie pamiętam kto mi to powiedział, a, chyba Twój młodszy brat Mirek, że kiedy zabrakło Wam Ojca, chodziłeś po torach i przynosiłeś swojej Mamie węgiel i pomagałeś jej wychowywać dwóch młodszych braci, a czasy były wojenne, a więc były w Tobie pokłady ludzkich odruchów, tylko dlaczego gdzieś się pogubiły?

Wracam na cmentarz i siedzę sobie na ławeczce, wpatrując się w Twoje zdjęcie – w mundurze. Boże, jak ja jestem do Ciebie podobna i o mały włos, skończyłabym tak jak Ty – tylko mnie odratowano Tato i postanowiłam, że nigdy nie targnę się na swoje życie. Może tylko wtedy, gdy choroba mnie złoży do łóżka, bo nie chcę być niczyim ciężarem. Wczoraj dokonał się we mnie przełom – wybaczyłam Ci Tato, spoczywaj w pokoju. Przyjdę, nie koniecznie za rok!

Za moim oknem, jak co roku,
jesień nieznacznie się sadowi.
Mgliste poranki, wczesne zmroki,
liście przed śmiercią purpurowe…

Coraz mniej lubię te jesienie,
coraz mi smutniej, gdy nadchodzą –
nieubłagane przypomnienie,
że kawał życia mam za sobą…

Jeszcze potrafię śmiać się czasem,
skrzydła rozwinąć jak do lotu,
w sedno głupoty żartem trafić,
albo dowcipu sypnąć złotem –

jak jesień, która tuż przed chłodem
srebrzy się w słońcu babim latem,
rozściela dywan kolorowy,
ostatnim każe kwitnąć kwiatom…

Jak mam ją lubić, kiedy wiem:
ona powróci tu, ja – nie…
Ewita – 2000 r.