Archiwum dnia: 9 listopada, 2013

Rozmowa z Babci膮 Genowef膮

Trzeba co艣 ugotowa膰, wszak dzisiaj sobota i d艂ugi weekend z racji 艢wi臋ta Niepodleg艂o艣ci. Mam mi臋so w sosie, a jeszcze zachcia艂o mi si臋 zupiny jakie艣. Zagl膮dam do szafki, makaron jest, a w pojemnikach patrz膮 si臋 na mnie suszone grzyby. Bingo, b臋dzie grzybowa, jakby przedsmak 艢wi膮t Bo偶ego Narodzenia. Po ekranach telewizor贸w ju偶 艣migaj膮 reklamy 艣wi膮teczne, kt贸re wprawiaj膮 mnie w przedwczesn膮 gor膮czk臋 przygotowa艅, chcia艂 nie chcia艂. No wi臋c, zagotowuj臋 wod臋 na makaron, dolewam kilka kropli oliwy, wsypuj臋 makaron i tak wisz臋 nad tym garnkiem, bo gotowanie makaronu, wbrew pozorom, wcale nie jest takie 艂atwe, przynajmniej dla mnie. Musi by膰 troszk臋 twardawy, a nie jaka艣 tam maziaja. Pr贸buj臋 co chwilk臋, smakuj臋, wnerwiona jak Chopin, bo mi pod spodem wierc膮 i t艂uk膮 m艂otami. Mogliby sobie w sobot臋 odpu艣ci膰 – my艣l臋, jednocze艣nie pocieszaj膮c si臋, 偶e jutro niedziela, a potem 艣wi臋to, to cisza ma mi tu by膰. Dobra, makaron czas odla膰 i przela膰 zimn膮 wod膮, co by si臋 zahartowa艂. Nagle s艂ysz臋 jak moja znajoma Babcia Genowefa t艂ucze po rurach, a偶 艂eb mi p臋ka jeszcze bardziej. To t艂uczenie oznacza, 偶e co艣 si臋 dzieje z Babci膮, s膮siadk膮. Zrywam jednym poci膮gni臋ciem fartucha i z mokrymi r臋koma lec臋, niechc膮cy przytrzaskuj膮c ogon mojemu psu, co to si臋 niezdarnie pod nogami mi zapl膮ta艂, zdziwiony. Drzwi Babci pokonuj臋 jednym susem i jestem. Widz臋, 偶e Babcia Gienia wnerwiona jest na maksa, a wi臋c pytam, co si臋 sta艂o?

– Siadaj kochaneczko, herbatk臋 malinow膮 Ci zrobi臋 i rumu podlej臋 odrobink臋, bo na trze藕wo tego si臋 nie da.

Babciu, ale wyjaw mi szybciutko, dlaczego po rurach mnie wzywa艂a艣, 偶e ma艂o n贸g nie po艂ama艂am. Wiesz, 偶e martwi臋 si臋 o Tw贸j stan zdrowia, a Ty mi tu rum proponujesz.

– W艂膮czy艂a ja dzisiaj telewizora i s艂ucham z tr膮bk膮 przy uchu, bo wiesz, 偶e jestem przyg艂ucha ju偶.

– No wiem Babciu, wiem, ale co艣 tam takiego us艂ysza艂a艣 bulwersuj膮cego.

– No wypij herbatk臋, bo ju偶 Ci m贸wi艂am, 偶e na trze藕wo si臋 nie da! Gdy zrobi Ci si臋 ciep艂o w 偶o艂膮dku, to godoj.

Siedz臋 i pij臋 herbatk臋 z rumem, nie spuszczaj膮c Babci z oka, co to raz okular zak艂ada, to znowu zdejmuje nerwowymi ruchami, g艂adz膮c jednocze艣nie sp贸dnic臋, jakby nie wiedzia艂a, co ze sob膮 pocz膮膰.

– Ju偶 grzeje – pyta.

– Tak, Babciu, opowiadaj, bo mnie z偶era ciekawo艣膰, po co tak wali艂a艣 w te rury.

– Nie wiem, czy ja dobrze s艂ysza艂a – zaczyna. Jaki艣 ksi臋偶yna opowiada, 偶e 10 letnie dzieci w艂a偶膮 rodzicom do 艂贸偶ka, w celu, no wiesz – erotycznym. Ja jak to us艂ysza艂a kochaneczko, tom ma艂o z zydelka nie spad艂a. Opowiem Ci kochaneczko, jak to dawniej bywa艂o. 呕yli my skromniusio, oj skromniusio. Rodzice ci臋偶ko pracowali na rodzin臋 i cz臋sto w domu nie by艂o kawa艂ka chleba. Ale my szcz臋艣liwi byli, bo wszyscy razem i cieszyli si臋, 偶e nas niemiaszki nie dopadli. Pami臋tam, jak wieczorami, nasza kochana Mama i Tata, przy 艣wiecach, czytali nam bajki i opowiadania, a potem wszyscy my si臋 k艂adli do jednego wyrka, pod jedn膮 wielk膮 ko艂dr臋, co by nam cieplej by艂o.

Babcia zastyg艂a od wspomnie艅 w bezruchu, a po twarzy p艂yn臋艂a jej 艂za. Siedzia艂am cicho, wiedz膮c, 偶e dla Babci Genowefy te wspomnienia s膮 bardzo wa偶ne.

– A wiesz co kochaneczko, co Ci ja powiem, to Ci powiem. Mnie od jutra nikt w ko艣ciele nie zobaczy. Ja nie chc臋 mie膰 do czynienia 偶adnego z tymi antychrystami i na tac臋 te偶 nie b臋d臋 dawa膰. Mog膮 mnie chowa膰 bez ksi臋dza te偶 – krzykn臋艂a i tupn臋艂a nog膮. Dawaj mi kochaneczko nr telefonu, gdzie ja mog艂aby smsa wys艂a膰 na te biedne i opuszczone dzieci, co to ich rodzice nie chcieli. Niech moje skromne pieni膮偶ki id膮 na dobry cel, coby nie powiedzie膰 na zbo偶ny!