Archiwum dnia: 15 listopada, 2013

Jeśli tego nie napiszę teraz, to już nigdy – Kobieta nie powinna robić tego drugiej kobiecie

To było jakieś dwa lata temu. Proszę wybaczyć, ale wciąż żyję w matriksie i plączą mi się lata i dni. Nie pamiętam dokładnie, a wydaje mi się, że było to dawno, a czasami, że wczoraj, Dowiedziałam się, że nadal się spotykają i on nadal, śpiąc ze mną, posuwa tą drugą. Co się dziwić, wszak jest 14 lat młodsza ode mnie i 13 lat młodsza od niego, a więc cymesik, tylko brać. Nie jeden raz prosiłam, wybieraj i przysięgał, że więcej się z nią nie spotka i kocha tylko mnie. Uwierzyłam i chciałam, aby nasze małżeństwo trwało nadal, mimo rys w moim sercu. Chciałam uratować nasze małżeństwo i pragnęłam na nowo zaufać, a tu taka powiastka. Gówno warte jest jego słowo. Ponownie wystawił mnie do wiatru, jak jakąś durną i niepełnosprawną. Mnie tu zapewniał, że koniec, że żałuje i zapraszał mnie na małżeński seks i ja się zgodziłam. Kiedy się dowiedziałam, że ona wciąż jest w jego życiu i mami go swoimi wdziękami, coś we mnie pękło. Nie byłam zła na niego, a byłam wściekła na nią, bo kobieta kobiecie nie powinna tego robić. Chłop jak to chłop, bo jak suka nie da, pies nie weźmie. Tak sobie to tłumaczyłam w mojej chwili rozpaczy. Nie usprawiedliwiałam go, o nie, broń Boże, ale w tej konkretnej chwili moja wściekłość skierowała się na to cholerne beztalencie, nieudacznika życiowego, której nic w życiu się nie udało. Jej dzieci nie skończyły szkół, wpadły w narkotykową sieć. Mąż kopnął ją w dupę, a zawodu żadnego to to nie zdobyło. Potrafiło to, to rozstawiać nogi przed każdym chętnym, a chętny był mój mąż, jako ostatnia jej zdobycz. Strasznie mnie to zabolało, bo wychowałam swoje dzieci na cholernie, dobrych ludzi. Mój dom, przypominał dom i wszystkie święta rodzinne w nim się odbywały, a sama zawsze zadbana, byłam do dyspozycji męża, a temu zachciało się innej dziury! Kiedy się dowiedziałam, że się spotykają, załamałam się. Nie chciałam żyć, ale o tym potem, bo wcześniej zawisłam na wpół barierki na balkonie, zrozpaczona, zrezygnowana i wpadłam na pomysł, że ku..ę ubiję. Mąż miał w swoich rupieciach jakiś pistolet i ja nie wiedziałam, czy na ostrą, czy ślepaki. Wzięłam to do torebki i choć nie wiedziałam, gdzie ku… sze mieszka – wybrałam się ciemną nocą. Wiecie co, że nie wiem jak, ale trafiłam na jakiś korytarz, gdzie badzisko w koszulinie się zjawiło, zaspane. Byłam tak zdeterminowana, że zasadziłam jej kopa, potem drugiego, z liścia i potargałam jej kudła. Ja nie wiem, skąd ja wzięłam te siły, ale ku…sze nie miało przy mnie szans. Ktoś wezwał policję, ja nie wiem kto i ci policjanci odwieźli mnie do domu. Nie zostały mi postawione żadne zarzuty, nikt mnie nie wezwał na komisariat na przesłuchanie, bo wszyscy wiedzieli, że urwie się należało! Wciąż się leczę, tak jak leczyłam po tej bitwie siniaki i skaleczenia, ale warto było, bo kobieta kobiecie tego nie powinna robić!

Nie chciałam żyć, a więc połknęłam znowu tabletki, ale mnie odratowano i znowu próbuję zaufać!

Nie rymowanka moja – ” Jak poskromić wiewiórkę Basię – z Hiszpanii”

Wpadła wiewiórka Basia do parku
i postanowiła gotować w garnku.
Mieszała i dosypywała bez wprawy,
dosypując innym trucizny do strawy,
bo taka wredna była.
Wytruła biedne wiewiórki,
chowając się sama do dziurki,
łypiąc jednym okiem,
czy już jest po kłopocie.
Zadowolona jadła buczynę,
mając wielce zadowoloną minę.
Rozkoszowała się ze zwycięstwa,
bo jej sprytu nikt nie umniejszał,
ale pewnego wieczora,
przyleciała do parku wrona
i kopa zadała jej z kolana.
Wiewióra się odwinęła,
niezdarnie ogonem machnęła
i otrzymując jeszcze z gardy,
już wiedziała, że żywot jej marny.
Siedzi wiewióra w Hiszpanii sama
i już planuje na Polki, kolejny zamach 🙂

Z pamiętnika Dojrzałej Psycholożki o specjalności – Jak nie dać sobie robić wody z mózgu?”

Będąc dojrzałą psycholożką o specjalności „jak nie dać sobie robić wody z mózgu” umiejącą oddzielać ziarno od plew, co nauczyło mnie bezpieczne surfowanie w sieci po ciężkich doświadczeniach , weszła raz do mojego gabinetu  pacjętka skromna i zmartwiona.

PACJENTKA – Dzień dobry, pani psycholog!

DOJRZAŁA PSYCHOLOG – Dziędobry, co pani dolega?

P- Dolega mnię Pani Psycholog straszne mnię oszukanie. Przez wiele lat moja wirtualna koleżanka, której bezgranicznie wierzyłam, a na imię ma pikniście, bo jak wiewióreczka, w naszych parkach, czyli Basieńka, taka sympatyczna, z rudą kitką, która okazała się sromotną kłamczuszką kożuszką. Jestem starszą kobietą, jak Pani Psycholog widzi. Moje włosy obsypane są szronem,co upoważnia mnię do trzeźwego patrzenia na świat, z racji doświadczenia życiowego. Nie jednego zęba ja zjadła na ludzkiej głupocie, ale wciąż ja w ludzi wierzyła i nie traciła nadziei, że w sieci to dobre ludzie som. Jam samotna jak palec i te forum seniora, to dla mnie była, a może nadal jest – muszę się zastanowić – odskocznia od mojej samotności, bo rodzina daleko.

DP – Widzę, ześ moja Pacjętko wielce zasmucona i proszę wieść opowieść swą dalej. Czuję, że będę miała sporo roboty i moja kozetka mnięciutka na Panią czeka.

P – Otóż to, bez ściemniania, a więc proszę mi wrócić wiarę w człowieka. Przez wiele lat ja wędrowała po wątkach z tą moją Basieńską, co to taka światowa jest. Mieszkała w tak wielu karajach i choć jest Polską, postanowiła osiąść w cieplutkiej Hiszpanii. Co tu gadać, ja też bym tak chciała, ale za biedna jestem, bo my polskie emeryty nie mamy lekko. Moja Basieńska prowadziła bardzo zróżnicowane i ciekawe życie, bo i w Paryżu była, w Afryce, a i o Indie zahaczyła. Ja też bym tak chciała, ale ja postawiła na pracę w Polsce i figę z tego mam! Basieńka na wątkach pokazywała zdjęcia ze swoich podróży i wojaży i ja tak na nie patrzyła, podziwiała, wzdychała, bo ja biedna emeryka jestem! Codziennie z biciem serca czekałam na kwiatki paryskie i bulwary hiszpańskie, a i sztukę Basieńka pokazywała, a ja wzdychała i dziękowała, że choć trochu świata wielkiego liznę, bo ja biedna emerytka jestem! Je też bym tak chciała wędrować po świecie, patrzeć, zwiedzać, smakować, a mnie nie stać jest na aparat fotograficzny, bo ja biedna emerytka jestem!

DP – Stop, stop, czy Pani przyszła do mnie skarżyć się na nasz kraj, czy też tęsknica Panią wzięła, aby móc spełniać swoje marzenia, a w tym pomagała Pani ta wspaniała, światowa Basieńka?

P – Pani Psycholog, jak ja się zawiodła na tej Basieńce, że serce mnie z bólu pęka. Ja sobie wyobrażała, jak ta moja wodzirejka chodzi sobie po tych pięknych uliczkach, smakuje, wącha, zwiedza, fotografuje takie piękne miejsca na naszej pięknistej Ziemi. Ja chodziła razem z nią przez sześć, długich, wspaniałych lat. Ona mi szczęście dawała, bo ja to biedna emerytka jestem!

Ale okazało się, że mimo wieku i dojrzałości życiowej, jestem głupia nadal, jak but przysłowiowy i jako biednej emerytce, wczoraj moja ukochana Basieńka, pokazała mi gest Kozakiewicza. Na forum ktoś odkrył, że większość zdjęć jest ukradziona z francuskich blogów i moja Basieńka została zdemaskowana, bo podobno są takie programy, że można sprawdzić, czyje to są zdjęcia i linki prowadziły na obce blogi! Proszę Pani Psycholog, niech  Pani mnię uzdrowi i wróci we mnie wiarę w człowieka. Ja biedna emeryka jestem i do tego tak strasznie głupia i naiwna. Straciłam 6 lat ze swego życia!

DP – Proszę się położyć na moją mnięciutką kozetkę. Postaram się przy pomocy mojej niezawodnej hipnozy, sprawić, że będzie Pani na przyszłość patrzyła na wyczyny ludzi w sieci jednym okiem, a drugim patrzyła w real, bo i w realu są ludzie, którzy aby zaimponować sąsiadowi, kupują drogi samochód, budują drogi dom, jeżdźą na drogie wycieczki i obnoszą się ze swoim bogactwem, a tu nagle do ich drzwi puka policja, bo cały majątek delikwenta pochodzi z kradzieży i mętnych znajomości i kontaktów. Ludzie w ten sposób się dowartościowują, a usiąść z nimi i pogadać nie ma o czym, gdyż w mózgu króluje sieczka, a więc moja biedna emerytko, ciesz się, że Pani w ogóle klapki z oczu opadły, bo lepiej późno, niż wcale!

P – Ja to wszystko wiedziała Pani Psycholog, a jednak czegoś mi żal. Ja to biedna emertyka jestem, ale dumę swoją mam, a tfu z takimi kłamcami!