Archiwum dnia: 16 listopada, 2013

Ucz臋 si臋 Ciebie na pami臋膰!

Wiecz贸r, siedz臋 w swoim pokoju na kanapie, do艣膰 wygodnej i聽 jednym okiem patrz臋 w telewizor, a drugim przegl膮dam wpisy na Facebooku. Tak膮 mam podzielno艣膰 uwagi i sama si臋 sobie dziwi臋, 偶e mimo do艣膰 zaawansowanego wieku, tak jeszcze potrafi臋. Uwa偶am, 偶e komputer dla ludzi, kt贸rzy ju偶 niby nic nie musz膮, to wspania艂e urz膮dzenie, skrzyneczka, czy jak tam, by nasze m贸zgi nie straci艂y nic z uciekaj膮cym czasem, bo jest to 艣wietne 膰wiczenie dla m贸zgu. Czytamy sobie fora bardziej lub mniej zaanga偶owani.聽 Udzielamy si臋 w dyskusjach, nawet politycznych. Czytamy, albo tak偶e piszemy blogi na rozmaite tematy. Nasz m贸zg pracuje i uczymy si臋 przy okazji tak wielu rzeczy, co z komputerem jest zwi膮zane.聽 Nasze m贸zgi pracuj膮, my艣l膮, podpowiadaj膮, a wi臋c jest to urz膮dzenie stworzone z my艣l膮 nie tylko dla m艂odych, ale ja nie o tym. Kiedy tak sobie podzielam swoj膮 uwag臋, w domu rozbrzmiewa telefon. Ale偶 oczywi艣cie, 偶e nie m贸j, bo kt贸偶 by dzwoni艂 do mnie o tej porze? Telefon jest do m臋偶a, kt贸ry z racji swojej pracy, czasami musi by膰 dyspozycyjny przez 24 h. Podlega pod niego bardzo wielu ludzi i w zwi膮zku z tym jego praca wymaga uwagi i poprowadzenia swoich obowi膮zk贸w tak , aby wszystko gra艂o jak w zegarku, bo o ludzi przecie偶 chodzi, kt贸rych nigdy nie lekcewa偶y. Telefon odebrany w przedpokoju i kontem oka widz臋 m臋偶a w tym przedpokoju. On nie czuje, 偶e m贸j dyskretny wzrok , jakby od niechcenia go lustruje. Nie wiem dlaczego, bo mo偶e ze聽 strachu, ucz臋 si臋 m臋偶a na pami臋膰. Widz臋 jego szpakowate w艂osy, lekki, niegro藕ny brzuszek, kt贸ry dodaje mu uroku. Koduj臋 jego profil, delikatne r臋ce z lekko wykrzywionym, uroczym kciukiem. Koduj臋 jego gesty, i tembr g艂osu i tak strasznie chc臋 to wszystko zapami臋ta膰, je艣li roz艂膮czy艂aby nas ta jedna najstraszniejsza chwila. Ludzie nie s膮 na szcz臋艣cie poinformowani, kiedy to nast膮pi 聽bo dzi臋ki swojej niewiedzy, korzystaj膮 z 偶ycia, albo s膮 zdo艂owani i 偶ycia nie czuj膮 wcale. Bywaj膮 ludzie obra偶eni na 偶ycie i bywaj膮 te偶 strasznie nieszcz臋艣liwi. Bywaj膮, kt贸rym si臋 nic nie uk艂ada, ale s膮聽 i tacy, kt贸rym 偶ycie niesie wiele rado艣ci i potrafi膮 z 偶ycia czerpa膰 ca艂膮 jego esensj臋, kt贸r膮 doprawiaj膮 pi臋knem tego 偶ycia, a ja, znalaz艂am si臋 w tym momencie zapami臋tywania i kosztowania tego co dla mnie jest najwa偶niejsze. To co przez wiele lat pr贸bowa艂am okie艂zna膰. To co wywo艂a艂o we mnie tyle skrajnych emocji i bola艂o, ale mimo tych kataklizm贸w jestem cz艂owiekiem pragn膮cym nim pozosta膰. Trwaj chwilo 鈥 trwaj!

Nie wiem, czy On te偶 mnie zapami臋tuje, ale chyba nie, bo m臋偶czy藕ni nie s膮 tak drobiazgowi przecie偶 馃檪

Piosenka zespo艂u „艂zy” by艂y moj膮 inspiracj膮 do tego wpisu :

Zosta艅, to jeszcze nie pora聽
Zosta艅 cho膰 jeszcze na chwil臋聽
A偶 zamigoc膮 rado艣nie iskry w ksi臋偶ycowym pyle聽
W tym hotelowym pokoju zachwy膰my si臋 sob膮 raz jeszcze聽
Zanim odejdziesz do domu niech zadr偶y srebrne powietrze聽
A 艂zy pop艂yn膮 cichutko, bo pragn臋 ciebie zatrzyma膰聽
Jak czas zakl臋ty magicznie, w z艂ocistej kropli bursztynu聽

Ucz臋 si臋 ciebie na pami臋膰聽
Niecierpliwymi palcami, rozpaczliwie na pami臋膰聽
Szeroko zamkni臋tymi oczami czytam zach艂annie od nowa聽
Ca艂ego zdanie po zdaniu聽

Tak, wiem聽
Ju偶 teraz i艣膰 pora聽
Cho膰 dwa cienie na 艣cianie ta艅czy膰 chc膮 dalej uparcie聽
Czas p臋dzi nieub艂aganie聽
Zegar wybija rozstanie, nie cofn膮 ma艂ej wskaz贸wki聽
Cudne dwie 膰my zakr臋cone wok贸艂 gor膮cej 偶ar贸wki聽
Zanim si臋 wymkniesz ukradkiem i p臋knie tama wezbrana聽
Przytul mnie mocno, raz jeszcze bo wci膮偶 jak op臋tana聽

Ucz臋 si臋 ciebie na pami臋膰聽
Niecierpliwymi palcami, rozpaczliwie na pami臋膰聽
Szeroko zamkni臋tymi oczami czytam zach艂annie od nowa聽
Ca艂ego zdanie po zdaniu

Ucz臋 si臋 ciebie na pami臋膰聽
Niecierpliwymi palcami, rozpaczliwie na pami臋膰聽
Szeroko zamkni臋tymi oczami czytam zach艂annie od nowa聽
Ca艂ego zdanie po zdaniu

Z pami臋tnika Dojrza艂ej Psycholo偶ki o specjalno艣ci ” jak broni膰 si臋 przed kolorow膮 t臋cz膮”

B臋d膮c dojrza艂膮 psycholo偶k膮 o specjalno艣ci 鈥瀓ak broni膰 si臋 przed kolorow膮 t臋cz膮鈥 umiej膮c膮 odci膮膰 si臋 od wszystkiego co mo偶e dziwne, czyli lata obserwacji i 偶yciowego do艣wiadczenia , wesz艂a raz do mojego gabinetu 聽pacj臋tka nieco zagubiona, b膮d藕 zarefleksowana.

PACJENTKA 鈥 Dzie艅 dobry, pani psycholog!

DOJRZA艁A PSYCHOLOG 鈥 Dzi臋dobry, co pani dolega?

P 鈥 Dolega mni臋 偶ycie Pani Psycholog, bo ja przeczyta艂a dzisiaj takie s艂owa, co to do teraz 艂a偶膮 mi po g艂owie i nijak rady nie daj臋, bo chocia偶 ju偶 stara jestem, to dalej nie wiem jak porusza膰 si臋 w tym dzisiejszym 艣wiecie, aby nie zwariowa膰, a mie膰 spokojn膮 g艂ow臋, na co chyba zas艂u偶y艂am sobie ca艂ym, przyzwoitym 偶yciem.

Pani zamieni si臋 w s艂uch, a ja zadeklamuj膮, a wi臋c prosz臋 nie uroni膰 ani jednego s艂owa, co by si臋 Pani po艂apa艂a:

Ania Witkowska napisa艂a tak: 鈥濵iej odwag臋 pokaza膰 kim jeste艣 naprawd臋. Prawdziwo艣膰 zas艂uguje na szacunek i dodaje atrakcyjno艣ci鈥, no pi臋kne s艂owa prawda Pani Psycholog?

DP 鈥 Pi臋kne to fakt, ale i do艣膰聽 niebezpieczne, ale o co Pani dok艂adnie si臋 rozchodzi? Prosz臋 opisa膰, co w zwi膮zku z tym Pani dolega, bo 艣miem twierdzi膰, 偶e boli Pani膮 dusza i tzw. jestestwo.

P 鈥 W rzeczy samej Pani psycholog, w rzeczy samej, boli mnie moje rozgoryczenia nad tym 艣wiatem, bo jak ja dzisiaj poparzy艂a na tych przebiera艅c贸w na jakim艣 t臋czowym marszu, to ja sobie pomy艣la艂a o tych s艂owach, com zacytowa艂a. Odwag臋 oni maj膮, to fakt, ale czy pokazuj膮 kim s膮 naprawd臋? Kobita przebrana za ch艂opa, ch艂op za kobit臋 i paraduj膮 po ulicach, 偶e nijak u ludzi nie zdobywaj膮 szacunku. Rozplenili si臋 w naszej przestrzeni i nawo艂uj膮 do szacunku dla ich inno艣ci, ale czy w tych swoich przebierankach s膮 naprawd臋 atrakcyjni? Mam s膮siadk臋, co jak ich widzi to spluwa za siebie trzy razy i zdrowa艣ki odmawia, a wi臋c Pani Psycholog, ja chc臋 by膰 nowoczesna babcia i pragn臋 pogodzi膰 w sobie uczucie zdziwienia i niesmaku, ale prosz臋 mi tylko nie radzi膰, abym pilotem manewrowa艂a i ogl膮da艂a jeno Ojca Mateusza, bo mi naprawd臋 zale偶y, abym nowoczesna by艂a, bo kiedy艣 mo偶e moje wnuki zechc膮 ze mn膮 o tym pogada膰, a wi臋c co mi Pani radzi?

DP 鈥 Zrozumia艂am Pani problema i w zwi膮zku z tym, prosz臋 si臋 po艂o偶y膰 na mojej mni臋ciutkiej kozetce i drog膮 hipnozy wylecz臋 Pani膮 z obaw i pewnego rodzaju niesmaku. Prosz臋 zamkn膮膰 ocz臋ta, a ja sprawi臋, 偶e na ka偶dym takim marszu, mimowolnie zamknie Pani oczy i b臋dzie Pani widzia艂a tylko i wy艂膮cznie naszych polskich u艂an贸w, spr臋偶ystych, na koniach z szabelk膮 przy boku. Ich oficerki b艂yszcz膮ce , a na spodniach lampasy i ka偶dy z w膮siskiem niczym Pi艂sudski na swojej kasztance. Czy偶 to nie pi臋knisty b臋dzie widok? Wnukom Pani opowie, 偶e przybyli u艂ani pod okienko z kolorow膮 t臋cz膮, bo tego 艣wiata ju偶 my nie jeste艣my w stanie zrozumie膰 przecie 馃檪

P – No racja, tylko wyobra藕nia mo偶e nas uratowa膰 – dzi臋nkuj臋 Pani psycholog 馃檪