Archiwum dnia: 20 listopada, 2013

Mi臋dzy 艣wiatami – moje kino

Ale najpierw troch臋 prywaty do trolla – „Ile rzeczy nale偶y mie膰 w dupie, to si臋 w g艂owie nie mie艣ci” – zrozumiesz wreszcie, czy dopad艂a ci臋 trollu ju偶 demencja z parkinsonem i tak srasz, zapominaj膮c do czego s艂u偶y papier toaletowy! Biedna艣 ty jedna ha ha.

Wracam do filmu, bo robi臋 sobie czasami taki luksus. Na VOD wypo偶yczy艂am film za 6 z艂 i troch臋 w ciemno zaryzykowa艂am i nie 偶a艂uj臋.

Uwierzy膰, 偶e istnieje co艣, co mo偶na nazwa膰 „Mi臋dzy 艣wiatami” i w ci臋偶kich chwilach, kiedy odchodz膮 od nas nasi bliscy, mo偶emy sobie wyobrazi膰, 偶e Oni s膮 tam gdzie艣 mi臋dzy 艣wiatami i dobrze si臋 maj膮, mimo, 偶e my za nimi t臋sknimy – to pomog艂o g艂贸wnej bohaterce mojego filmu.聽Becca (Nicole Kidman) i Howie (Aaron Eckhart) Corbett to nieszcz臋艣liwe ma艂偶e艅stwo, kt贸re traci czteroletniego synka w nieszcz臋艣liwym wypadku. Oboje nie mog膮 si臋 podnie艣膰 z tej traumy. S膮 razem, ale odsuwaj膮 si臋 od siebie, gdy偶 ka偶de na sw贸j spos贸b pr贸buje si臋 pozbiera膰. On chodzi na terapi臋, a Ona zaczyna spotyka膰 si臋 z m艂odym ch艂opakiem, kt贸ry by艂 sprawc膮 wypadku. Tocz膮 d艂ugie rozmowy, a ch艂opak tworzy komiks, po przez kt贸ry ukazuje sw贸j b贸l, kt贸ry te偶 go gniecie i nie radzi sobie z nim. Ch艂opak pomaga nie艣wiadomie kobiecie, kt贸ra po o艣miu miesi膮cach od 艣mierci dziecka, zaczyna zauwa偶a膰, 偶e 艣wiat toczy si臋 dalej i co najwa偶niejsze, zaczyna ponownie przybli偶a膰 si臋 do swojego m臋偶a. Pi臋kny film, opowiadaj膮cy o nie艂atwych sprawach, ale pokazuje, 偶e mimo kamienia na sercu to b臋dzie kiedy艣 on tak ma艂y, 偶e schowa膰 b臋dzie go do kieszeni i nosi膰 przez ca艂e 偶ycie. Polecam.

Rozmowa z Babci膮 Genowef膮, czyli jak nie podda膰 si臋 szaro艣ci 偶ycia.

Dzie艅 dybry 馃榾

Wsta艂am ja dzisiaj w dobrym humorze, ale jak chyba ka偶dy, 艂ypi臋 jednym, jeszcze zaspanym okiem za okno i widz臋, 偶e deszcz pada sobie r贸wno, raz na trawk臋, raz na鈥. Tfu, ale my艣li od rana, zgani艂am sama siebie. Przecie偶 mi nie wypada takich my艣li mie膰, wszak jestem ju偶 w wieku tak nobliwym, 偶e tylko druty i szyde艂ko i zasuwa膰 szaliczki dla wnucz膮t. Id膮c tropem dalej g艂upich my艣li, wpad艂 mi do g艂owy pomys艂, co by czupryn臋 ju偶 lekko posiwia艂膮, mazn膮膰 farb膮 i dla odmiany przyda艂 by si臋 nowy kolor. Mo偶e rudy, pomy艣la艂am i b臋d臋 kolorowa jak niejaka Ania z Australii, kt贸ra swego wieku si臋 nie wstydzi i jest wci膮偶 kolorowym ptakiem? Spojrza艂am w lustro, hm, rudy chyba odpada. Nie b臋dzie mi w tym kolorze dobrze, tak jak i nie by艂o mi dobrze kiedy mia艂am kaprysa i pomalowa艂am w艂osy na blond. Ale siara na ulicy by艂a. Znajomi przystawali i kr臋cili z negacj膮, 偶e to by艂 m贸j b艂膮d. No dobra, nie b臋d臋 si臋 na si艂臋 zmienia艂a i machn臋 czerni膮, jak mnie Pan B贸g stworzy艂, bo natury nie da si臋 oszuka膰 jak 艣wiat 艣wiatem.聽 My艣la艂am, 偶e z porann膮 kaw膮 ulec膮 mi z g艂owiny durne my艣li i wr贸c臋 do nobliwej r贸wnowagi, kiedy telewizor zakomunikowa艂 mi, 偶e czas stan膮膰 na baczno艣膰, bo szykuje si臋 jaka艣 Rekonstrukcja w Rz膮dzie, czyli jeden pan zast膮pi drugiego, a pani 鈥 pani膮 i b臋d臋 musia艂a g艂owin膮 pomy艣le膰, co by nowe nazwiska spami臋ta膰. Za du偶o jak na mnie dzisiaj, pomy艣la艂am i nie b臋d臋 si臋 dzisiaj uczy艂a nowych ministr贸w i ministry, bo z czasem聽 samo wbije si臋 w moj膮 艂epetyn臋. Kiedy w ekran mi wszed艂 niejaki B艂aszczak i Hofman z wykrzywionymi bu藕kami, to mia艂am szczerze do艣膰 i w po艣piechu poszuka艂am pilota, bo si臋 wci膮偶 gdzie艣 zawierusza i klikn臋艂am 鈥 mam do艣膰! A planety , planety s艂ysz臋 piosenk臋 聽So艣nickiej z za 艣ciany, dobywaj膮c膮 si臋 od mojej Babci Gienowefy. Kurcze, a jej co znowu, tak od rana taka roz艣piewana, co nie cz臋sto si臋 zdarza. I艣膰, nie i艣膰, id臋.

– Babciu, co taka radosna jeste艣, wpadam i wo艂am od progu, nie widz膮c, co dzieje si臋 w pokoju.

Przekroczywszy przedpok贸j, stan臋艂am jak wryta, widz膮c ta艅cz膮c膮, moj膮 Babci臋 z kolorowym turbanem na g艂owie, a na ramionach w kwiecistej chu艣cie, niczym z zespo艂u Mazowsze. Babcia mnie nie zauwa偶a i wiruje, wiruje ,a ja s艂ysz臋 jej 聽strzykaj膮ce kolanka i inne nadobne kosteczki, a偶 nagle potyka si臋 o m贸j zydelek i sapi膮ca pada, na szcz臋艣cie bez szwanku na kanap臋 i dopiero mnie zauwa偶a.

– No co si臋 tak na mnie gapisz, z t膮 rozdziawion膮 min膮, co?

– Babciu, taka brzydka dzisiaj pogoda, pada, si膮pi, 偶e tylko usi膮艣膰 i p艂aka膰, a Ty wirujesz niczym m艂贸dka i ten kolorowy ubi贸r dzisiaj, niczego聽 mi nie m贸wi膮 i jestem pe艂na zadziwienia, dla Twojej rado艣ci nie wiadomo sk膮d.

– A se te艅cz臋, a Ty popatrz jak wygl膮dasz, bo ten dresik domowy wcale uroku Ci nie dodaje, a jeno patrz膮c na Ciebie widz臋 szaro艣膰, pomieszan膮 z bylejako艣ci膮, jakby Ci skrzyde艂ka ju偶 opad艂y i 偶yjesz, bo 偶yjesz i niczym si臋 nie wyr贸偶niasz z t艂umu. Tfu, taka szara myszka, a popatrz na mnie 鈥 wsta艂a i zakr臋ci艂a, bananow膮 sp贸dnic膮.

Spojrza艂a na mnie z nagan膮 i krzykn臋艂a聽 – id偶 do domu, ufarbuj sobie te kud艂a, strzel makija偶a , operfumuj si臋 za uchem i gdzie tam chcesz i zacznij kocha膰 偶ycie, bo m艂odzie偶owa jeste艣, a nie jaki艣 kape膰, co tylko siedzi w tym interfejsie, tfu, necie i czytasz te stare kobiety, co to prawdziwego 偶ycia nie maj膮 i ju偶 nic je nie cieszy. A planety, planety nuc臋 sobie i my艣l臋, 偶e Babcia ma racj臋 i teraz nie wiem, czy ma by膰 ruda, kolorowa farba na moj膮 g艂owin臋, co by si臋 jednak wyr贸偶nia膰 z t艂umu i kolorem zamanifestowa膰, 偶e we mnie jest seks i rado艣膰 偶ycia.:D