Rozmowa z Babcią Genowefą, czyli jak nie poddać się szarości życia.

Dzień dybry 😀

Wstałam ja dzisiaj w dobrym humorze, ale jak chyba każdy, łypię jednym, jeszcze zaspanym okiem za okno i widzę, że deszcz pada sobie równo, raz na trawkę, raz na…. Tfu, ale myśli od rana, zganiłam sama siebie. Przecież mi nie wypada takich myśli mieć, wszak jestem już w wieku tak nobliwym, że tylko druty i szydełko i zasuwać szaliczki dla wnucząt. Idąc tropem dalej głupich myśli, wpadł mi do głowy pomysł, co by czuprynę już lekko posiwiałą, maznąć farbą i dla odmiany przydał by się nowy kolor. Może rudy, pomyślałam i będę kolorowa jak niejaka Ania z Australii, która swego wieku się nie wstydzi i jest wciąż kolorowym ptakiem? Spojrzałam w lustro, hm, rudy chyba odpada. Nie będzie mi w tym kolorze dobrze, tak jak i nie było mi dobrze kiedy miałam kaprysa i pomalowałam włosy na blond. Ale siara na ulicy była. Znajomi przystawali i kręcili z negacją, że to był mój błąd. No dobra, nie będę się na siłę zmieniała i machnę czernią, jak mnie Pan Bóg stworzył, bo natury nie da się oszukać jak świat światem.  Myślałam, że z poranną kawą ulecą mi z głowiny durne myśli i wrócę do nobliwej równowagi, kiedy telewizor zakomunikował mi, że czas stanąć na baczność, bo szykuje się jakaś Rekonstrukcja w Rządzie, czyli jeden pan zastąpi drugiego, a pani – panią i będę musiała głowiną pomyśleć, co by nowe nazwiska spamiętać. Za dużo jak na mnie dzisiaj, pomyślałam i nie będę się dzisiaj uczyła nowych ministrów i ministry, bo z czasem  samo wbije się w moją łepetynę. Kiedy w ekran mi wszedł niejaki Błaszczak i Hofman z wykrzywionymi buźkami, to miałam szczerze dość i w pośpiechu poszukałam pilota, bo się wciąż gdzieś zawierusza i kliknęłam – mam dość! A planety , planety słyszę piosenkę  Sośnickiej z za ściany, dobywającą się od mojej Babci Gienowefy. Kurcze, a jej co znowu, tak od rana taka rozśpiewana, co nie często się zdarza. Iść, nie iść, idę.

– Babciu, co taka radosna jesteś, wpadam i wołam od progu, nie widząc, co dzieje się w pokoju.

Przekroczywszy przedpokój, stanęłam jak wryta, widząc tańczącą, moją Babcię z kolorowym turbanem na głowie, a na ramionach w kwiecistej chuście, niczym z zespołu Mazowsze. Babcia mnie nie zauważa i wiruje, wiruje ,a ja słyszę jej  strzykające kolanka i inne nadobne kosteczki, aż nagle potyka się o mój zydelek i sapiąca pada, na szczęście bez szwanku na kanapę i dopiero mnie zauważa.

– No co się tak na mnie gapisz, z tą rozdziawioną miną, co?

– Babciu, taka brzydka dzisiaj pogoda, pada, siąpi, że tylko usiąść i płakać, a Ty wirujesz niczym młódka i ten kolorowy ubiór dzisiaj, niczego  mi nie mówią i jestem pełna zadziwienia, dla Twojej radości nie wiadomo skąd.

– A se teńczę, a Ty popatrz jak wyglądasz, bo ten dresik domowy wcale uroku Ci nie dodaje, a jeno patrząc na Ciebie widzę szarość, pomieszaną z bylejakością, jakby Ci skrzydełka już opadły i żyjesz, bo żyjesz i niczym się nie wyróżniasz z tłumu. Tfu, taka szara myszka, a popatrz na mnie – wstała i zakręciła, bananową spódnicą.

Spojrzała na mnie z naganą i krzyknęła  – idż do domu, ufarbuj sobie te kudła, strzel makijaża , operfumuj się za uchem i gdzie tam chcesz i zacznij kochać życie, bo młodzieżowa jesteś, a nie jakiś kapeć, co tylko siedzi w tym interfejsie, tfu, necie i czytasz te stare kobiety, co to prawdziwego życia nie mają i już nic je nie cieszy. A planety, planety nucę sobie i myślę, że Babcia ma rację i teraz nie wiem, czy ma być ruda, kolorowa farba na moją głowinę, co by się jednak wyróżniać z tłumu i kolorem zamanifestować, że we mnie jest seks i radość życia.:D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s