Archiwum dnia: 25 listopada, 2013

Nie rymowanka moja

Zabra艂e艣 mnie dzi艣 na spacer,
alejk膮 nad jeziorem
i ten spacer nabra艂
wiele nowych znacze艅.
Odnale藕li艣my si臋 na nowo
i wyszli艣my z czterech 艣cian.
Okaza艂o si臋, 偶e jest nam, tam
gdzie艣 w terenie, wci膮偶 dobrze.
Gadali艣my o ma艂o wa偶nych sprawach,a ja
roz艣mieszy艂am Ci臋 i 聽powspomina艂am,
jak to z Tob膮 pokonywa艂am 艣cie偶ki te.
Pami臋ta艂am, 偶e to jezioro by艂o kiedy艣 nasze,
gdy przemierzali艣my je 艂贸dk膮 wzd艂u偶 i wszerz,
a tych wspomnie艅 nie zabierze nam nikt,
bo tych wspomnie艅 zabra膰 si臋 nie da.
Zauwa偶y艂am, 偶e nie ma ju偶 naszej wierzby,
kt贸r膮 czas z nad wody zmi贸t艂,
a my dalej jeste艣my tacy sami.
Jutro zaprosz臋 na spacer Ciebie – ja.

B贸l utopiony w alkoholu – historia prawdziwa

Dlaczego ludzie si臋gaj膮 po alkohol? To jest pytanie odwiecznie zadawane. Nie chc臋 tu poruszy膰 tematu picia okazjonalnego, na imieninach u cioci. Chc臋 wzi膮膰 temat od innej strony, od strony b贸lu jaki zadaje nam 偶ycie. Ludzie wpadaj膮 w ci膮g alkoholowy i jak偶e cz臋sto upadaj膮 na samo dno i jest tak, 偶e jedni wydobywaj膮 si臋, nagle otrz膮saj膮 i zaczynaj膮 偶y膰 na nowo. Zaczynaj膮 uczy膰 si臋 samych siebie, naprawia膰 pope艂nione b艂臋dy, godzi膰 si臋 i przeprasza膰 najbli偶szych. Inni si臋 nigdy nie podnios膮 i zamieniaj膮 si臋 w zombie. Ilu mamy znajomych, b膮d藕 w swoim otoczeniu, albo w rodzinie, kt贸rzy poch艂oni臋ci przez alkohol zako艅czyli swoje 偶ycie w nies艂awie. Mam znajomego, z kt贸rym niegdy艣 pracowa艂am, m艂ody m臋偶czyzna, kt贸ry tylko patrze膰, jak lada moment zako艅czy w nies艂awie w艂a艣nie swoje 偶ycie. Popija艂 ju偶, gdy razem pracowali艣my, ale sobie my艣la艂am, 偶e tak korzysta z 偶ycia. My艣la艂am, 偶e takie od czasu do czasu nie jest dla niego gro藕ne 鈥 pomyli艂am si臋, bo zaraz go nie b臋dzie. Dzi艣 s艂ucha艂am wywiadu z nasz膮 polsk膮 aktork膮 鈥 Stanis艂aw膮 Celi艅sk膮, by艂膮 alkoholiczk膮. Pani Stanis艂awie si臋 uda艂o i na powr贸t jest kobiet膮 szcz臋艣liw膮. Ka偶dy pow贸d do picia jest dobry. Alkoholem co艣 chcemy, my ludzie zag艂uszy膰, co艣 co siedzi w cz艂owieku i wierci i dr臋czy. Powody picia s膮 r贸偶ne, bo mo偶e nieudane dzieci艅stwo, ma艂偶e艅stwo, k艂opoty w pracy itd. Ja chc臋 opowiedzie膰 o kim艣 mi bliskim, a wi臋c: Dowiedzia艂a si臋, 偶e zdradza j膮 m膮偶. Ta wiadomo艣膰 spad艂a na ni膮 nie po raz pierwszy zreszt膮, co by艂o kolejnym ciosem nie do zniesienia. Rozmowy z m臋偶em nie da艂y po偶膮danego skutku. Nie przyznawa艂 si臋, mimo, 偶e smsy od jego kochanki wbija艂y jej n贸偶 w serce. Katowana i psychicznie niszczona my艣la艂a, 偶e tego nie wytrzyma. B贸l rozsadza艂 j膮 od 艣rodka i miota艂a si臋 po mieszkaniu, nie chcia艂a 偶y膰. Mo偶e gdyby si臋 do niej wyni贸s艂 by艂oby jej l偶ej.聽 Kaza艂a wybiera膰, a wi臋c wybra艂 偶on臋, ale ka偶de jego wyj艣cie z domu, by艂o dla niej katorg膮. Wyobra偶a艂a sobie jak znowu z tamt膮 si臋 spotka艂. Wyobra偶a艂a sobie ich seks i co do tamtej m贸wi o 偶onie. Pewnego dnia w swojej rozpaczy wysz艂a z domu po alkohol. Chcia艂a uciec od swojego nieudanego 偶ycia. Chcia艂a zapomnie膰 i niech go szlag trafi. Kupi艂a trzy butelki w贸dki i zacz臋艂a sw贸j b贸l i rozpacz topi膰 w kieliszku. Pi艂a i rozpacza艂a, bo nie wiedzia艂a jak b臋dzie mog艂a obok niego dalej 偶y膰. Rozw贸d, czy wybaczenie, to by艂y te pytania, kt贸re sobie w pijackim amoku zadawa艂a. Ten cholerny alkohol wcale nic nie zag艂uszy艂, a raczej wzm贸g艂 w niej agresj臋. Wyrzuci艂a jego ubrania i buty na klatk臋 i dawa艂a mu sygna艂, 偶e ju偶 go nie chce. Nie chce z nim 偶y膰 i da sobie rad臋 sama. On z powrotem wszystko wnosi艂, a Ona na powr贸t jego szmaty wyrzuca艂a. Nie przeprosi艂 i w dalszym ci膮gu si臋 zapiera艂, 偶e sobie co艣 uroi艂a. My艣la艂, 偶e 偶ona mu zwariowa艂a, bo nie m贸g艂 sobie poradzi膰 z jej agresj膮, z艂o艣ci膮 i wrzaskami. Nie wiedzia艂 jak j膮 uspokoi膰, jak ukoi膰 jej b贸l, a wystarczy艂o si臋 przyzna膰 i po ludzku przeprosi膰. Tch贸rz, my艣la艂a i pi艂a dalej. Nie wytrzyma艂 i poszed艂 do rejonowego psychiatry, aby mu pom贸g艂 napisa膰聽 pozew, aby j膮 zamkn膮膰 w szpitalu psychiatrycznym i poprosi艂 o wizyt臋 domow膮. Za kilka dni, kto艣 zapuka艂 w jej drzwi. Otworzy艂a zmizerowana i przepita. Wizyta lekarska dosz艂a do skutku. Zaprosi艂a do domu, ale nie mia艂a ochoty na t臋 rozmow臋. Us艂ysza艂a, 偶e m膮偶 z艂o偶y艂 ju偶 w s膮dzie pozew o przymusowe umieszczenie jej w szpitalu zamkni臋tym. Us艂ysza艂a, 偶e powinna przesta膰 pi膰 i wzi膮膰 si臋 za siebie i takie tam mora艂y i pouczenia. Wpad艂a w z艂o艣膰 i wykrzycza艂a tej pani doktor, 偶e powinna zamkn膮膰 jej m臋偶a, kt贸ry notorycznie j膮 zdradza, a wyprowadzi膰 si臋 nie chce. Raptownym ruchem pokaza艂a lekarce, gdzie s膮 drzwi, bo nie mia艂a zamiaru s艂ucha膰 tych bzdur. Z tej rozmowy wynik艂o, 偶e nie ma prawa rozpacza膰 i nie ma prawa cierpie膰, bo niby nic si臋 nie sta艂o. Nikt jej nie skrzywdzi艂, nikt nie odebra艂 jej godno艣ci przecie偶. Nie szkodzi, 偶e ca艂e miasto gada艂o po k膮tach i nie szkodzi, 偶e dostaje obra藕liwe smsy i nie szkodzi, 偶e serce jej pracuje na ostatnich obrotach. Nic si臋 nie sta艂o wed艂ug uczonej pani doktor i to j膮 trzeba odizolowa膰 od spo艂ecze艅stwa i zamkn膮膰 w pokoju bez klamek. Po tej wizycie postanowi艂a wzi膮膰 si臋 za siebie i chcia艂a pokaza膰, 偶e zmierzy si臋 ze swoj膮 rozpacz膮, ale ju偶 na trze藕wo i postanowi艂a, 偶e wi臋cej nie kupi alkoholu i nie b臋dzie go traktowa艂a jak lekarstwo na smutek i rozpacz. I tak te偶 si臋 sta艂o i nadal ze sob膮 偶yj膮, a ich 偶ycie sta艂o si臋 jakby lepsze i g艂臋bsze, cho膰 wszystkiego wymaza膰 i zapomnie膰 si臋 nie da. Z tej historii wynika, 偶e alkohol nie jest panaceum – na nic!