Archiwum dnia: 1 grudnia, 2013

Chciała być żoną mojego męża

Już zaraz będzie noc. Oglądam MasterChefa i szczerze podziwiam trzy kobiety, które przeszły do finału. Oj, jak ja bym chciała tak gotować i łączyć tak smaki świata. Strasznie bym chciała, choć i tak ponoć kucharka ze mnie nie najgorsza. Posiłkuję się w mojej kuchni jednak polskimi smakami i trochę chciałam w pewnym czasie w swojej kuchni poeksperymentować, to mężowi jakoś nie za bardzo pasowało, a chciałam być taka nowoczesna i kumata w świecie kuchni z innych rejonów. Ale dlaczego o tym piszę? Otóż przestudiowałam profil na Facebooku, jednej z kochanek mojego męża, chyba tej pierwszej i czytam, że jest ona specjalistką od polskich pierogów i nic więcej. A więc, gdyby mnie zostawił, jadłby pierogi pod różną postacią, bez przerwy. Z mięsem, z serem, ze szpinakiem, no i może z kaszą. No biedny by był, gdyby się z nią zadał na stałe i tak sobie pomyślałam, bo ja go rozkoszuję zrazami, zapiekaną kapustką, gołąbkami, kotlecikami z papryką, oraz pulpecikami w sosie własnym i staram się wciąż gotować mu coś nowego i nowego, aby zaspokoić jego kubki smakowe i najczęściej słyszę, że naprawdę mu smakuje. Mówi się, że do mężczyzny trzeba trafić, przez żołądek do serca, ale ten jego nowy, poza małżeński nabytek tego nie wiedział, a potrafił jeno rozkraczyć nogi i pozwolić sobie zrobić dziecko. Kiedy ja ledwie urodziłam drugą córkę, ten nieuk zwabił mojego męża, organizując nocne biesiady z alkoholem w tle. Kiedy ja karmiłam swoje dziecko, On się doskonale bawił w jej mieszkaniu, mimo, że franca wiedziała, że jest On Ojcem już po raz drugi. Nie przeszkadzało jej, by wabić i zachęcać, bo się przecież zakochała! Kiedy ja leciałam do żłobków i pracy pozwalała się bzykać bez ograniczeń i wyrzutów sumienia, tylko nie miała odwagi mi zakomunikować, że z tego bzykania będzie dziecko. A On, taki sam tchórz, ale ludzie w mieście nie byli tchórzami, bo szeptali po kątach, aż do mnie dotarło. Nie muszę tłumaczyć, co się ze mną działo i dzisiaj się zastanawiam, jak takie coś, co nie splamiło się ani jednym dniem w pracy, puste, byle jakie, co każde dziecko jest z innym, zdołało zaprosić do wyrka mojego męża i pozwoliło sobie zrobić niechciane dziecko. On jest nadal ze mną i będzie, a ten tłumok na Naszej Klasie, robi sobie prowokacyjne zdjęcia, gapiąc mi się bezczelnie w twarz, jakby chciał mi powiedzieć, że to nie koniec gry. Niestety, ale widocznie te pierogi nie były zbyt smaczne, a przeważyły moje kotleciki z papryką, ale czy tylko to? Nie tylko to kochanko była mojego męża, bez wyrazu, to trzeba mieć jeszcze to coś, jako kobieta i nie tylko rozkraczone nogi ciągną mężczyznę do kobiety, który decyduje się na życie z nią do końca. Zabrakło ci klasy i te pierogi – żenua!

Wątpliwość – moje dzisiejsze kino

Opisuję moje filmy na blogu, choć nie wiele kogo to obchodzi, ale to nic. Robię to też dla siebie, aby w razie czego móc sobie je ponownie przypomnieć. Dziś zapłaciłam sporo za film pt. „Wątpliwość” i nie żałuję, bo nie zapłaciłam za jakiegoś gniota, a za świetny film. A więc:

„W katolickiej szkole w nowojorskim Bronxie ksiądz Brendan Flynn (Philip Seymour Hoffman) próbuje rozluźnić rygorystyczne obyczaje. Nie podoba się to dyrektorce, siostrze Aloysius Beauvier (Meryl Streep), która prowadzi placówkę żelazną ręką. Podejrzewa księdza Flynna o pedofilię. Za wszelką cenę chce go usunąć ze szkoły i parafii”.

Tematyka, która w dzisiejszych czasach jest już nie ukrywana i dużo się słyszy o pedofilii wśród księży, ale kiedyś to był temat tabu. Film polecam, bo dotyka dwóch światów, a więc roli kobiet w kościele, które nie mają prawie nic do powiedzenia pośród męskiej jego części. Wspaniała gra aktorska i odważne dialogi. Polecam, polecam serdecznie.

Kawa na ławę – nie u Rymanowskiego

Dzień dobry niedzielnie.

Odpalam rano swojego przyjaciela, co daje mi wejście w wirtualny świat, w celu zorientowania się, co tam panie w świecie piszczy, a tu zonk, gdyż mój laptop pokazał mi swoją czarną stronę mocy i zobaczyłam ciemność. Wpadam w panikę, bo jak to, że niby czemu moja nowa maszynka mi tu strajkuje, kiedy ja się spieszę przejrzeć swoje strony, bo na świecie się tak dużo dzieje. Odpalam więc laptopa męża i szukam ewentualnej przyczyny. Czytam, wyjmij i włóż z powrotem baterię. Yes, yes, yes, w duchu sobie gadam, bo zadziałało i już mam kontakt ze światem. Wczoraj przeczytałam, że żona naszego Premiera, Małgorzata Tusk także od rana nie może żyć bez komputera, a jej poranne wejścia, na pierwszym miejscu – musowo, to Pudelek, Fakt i Super Ekspres. Ja tam nie potępiam, że to są jej ulubione portale, ponieważ kobieta należy do gatunku ciekawskich i lubi sobie czasami poplotkować, ale żeby tak codziennie i od rana? Ja wiem, że tysiące kobiet lubi sobie luknąć, co piszczy w świecie show biznesu i sobie poczytać jaką tam kieckę miała ta i ta i z kim zdradza swojego męża. Ploteczki to taka ludzka cecha wszak – prawda? Aby nie było, ja też sobie zerknę na Pudelka, ale kiedy jestem już bardzo znudzona surfowaniem i przypomni mi się, że jeszcze nie byłam na Pudelku – Kundelku. A tak między nami mówiąc, to pieski pudelki jakoś nie są moją ulubioną rasą, choć lubię pieski wszelkiej maści, ale nie marzyłam nigdy, aby mieć tego puchatego zwierzaka, bo inteligencji w nim nigdy nie widziałam. Ot taki leniuch i kanapowiec bez błysku w oku. O gustach się ponoć nie dyskutuje, a więc już milczę. Odpuszczam Pani Małgorzacie Tusk i na koniec jakby radzę, aby już nie przyjmowała zaproszeń do innych stacji, bo Internet nie zostawił na niej suchej nitki, a i ja jakoś inaczej patrzę i  słucham swojego Premiera – jakby z politowaniem, no ale o gustach ponoć się nie dyskutuje. Dziś moje myśli, mimo, że niedziela zajęli politycy. Ważny dzień dzisiaj, bo nasz rodzony, samozwańczy Prezes, Jarosław Kaczyński, wybrał się z wizytą na Ukrainę. Wycieczkę jego ma zwieńczyć przemówienie do narodu ukraińskiego, bo Prezes poczuł, że musi, bo się udusi. Wzorem swojego śp. Brata poczuł, że musi dokończyć misję tak dzielnie zaczętą i mam nadzieję, że tego wina wypitego będzie mniej i Prezes będzie jarzył gdzie się w ogóle znajduje, a żaden snajper nie zechce do niego strzelać i go straszyć 😀 Politykom to wcale nie chodzi o ludzi. Politykom chodzi jeno o swoje stołki, dzięki czemu pozwolić sobie mogą na życie ponad stan. Politykom chodzi o takie dziwne uczucie, że są panami świata i podnoszą sobie swoje ego. Znacie polityka, który po wstąpieniu na swój tron, był bliżej ludzi i deklarował, że lud jest dla niego najważniejszy? Ja nie znam, choć gmeram sobie w pamięci i nikt wg. mnie nie zachował w sobie empatii epatowanej do ludu w kampanii przedwyborczej, a więc jestem na tyle dorosła już, że farmazony głoszone, które potem okazują się polityczną arogancją – ja przyszły wyborca mam głęboko gdzieś. To sobie pogadałam, a teraz idę poleniuchować w towarzystwie wartościowego filmu. Miłego dnia.