Archiwum dnia: 21 grudnia, 2013

Kochanka mego męża chciała przespać się ze mną!

Jeszcze jedną Wigilię pamiętam bardzo dobrze. Nie pamiętam tylko dlaczego się na to zgodziłam, chyba z przekory i chęci przechytrzenia. Otóż, urodziła to nieślubne dziecko i lekko już podchowała, a kiedy się do niej zbliżyłam w wiadomym celu, zostaliśmy  razem z moim mężem, podkreślam tylko moim, na wspólną Wigilię. Zadysponowałam, że najpierw Wigilia z naszymi dziećmi i rodziną, a potem możemy iść.Miałam plan bliżej ją poznać.  Moje dzieci zostawiłam pod opieką bardzo dobrą i poszliśmy piechotą, bo to tylko 500 m , a zima była przecudowna. W latach 80 – tych były jeszcze mroźne zimy.  Warto było się przejść po świeżym powietrzu, trzymając się za ręce. Pukamy, jesteśmy i miłe przywitanie jej i jej świeżego męża. Była jak zwykle umalowana przesadnie i objuczona nadmiarem złota, ale co mi tam. Ja dość skromnie, tak jak lubię, niemniej nienaganna fryzura i ubiór stosowny do tego wieczoru. Czarna, obcisła sukienka tzw. mała czarna i skromna biżuteria. Zostaliśmy poproszeni do pokoju, w którym lśniła choinka i był zastawiony na nowo stół, gdyż ich rodzina się już rozeszła. Usiadłam dość nieśmiało, ale powiedziałam sobie, że spoko, jako tako nie dam się i zachowam zimną krew. Kawa, a i owszem, bo jeszcze mogłam pić wieczorem kawę. Pamiętam, że była ryba po grecku, sałatka tradycyjna, i coś tam jeszcze. Rozmowa się kleiła, ale broń Boże o tym romansie.  Jej mąż dał nazwisko temu dziecku, a więc widziały gały co brały. Nie moja sprawa przecież. To oni się poznali i pokochali, chyba, a ja ze swoim mężem jako na podanie sobie graby w tej dziwnej sytuacji, zostaliśmy zaproszeni. W tle leciały kolędy, a panowie, jak to panowie trunkowali. Jako, że ja nie cierpię mocnych alkoholi, sączyłam całkiem dobre wino. Ona wtórowała chłopakom i cóż, mnie nic do tego. Rozmowa ni to ni sio, trochę mnie wnerwiała, ale wciąż robiłam dobrą minę do złej gry. Umiem tak i wiem, że jestem w tym dobra. Wyszliśmy na balkon, bo jej mieszkanie wygląda nad samo jezioro i widok był przecudny. Umiem zauważyć takie klimatyczne chwile i mnie cieszy każda celebracja niesamowitych widoków, kiedy zmarznięty księżyc wisi na firmamencie. Ale w pewnym momencie zauważyłam, że pani domu ma nieźle w czubie. Nie moja sprawa, bo jej alkohol, jej święto i jej sposób na świętowanie. Panowie, jak zaczęli się poznawać, zapragnęli więcej alkoholu, który się skończył. Mieli ochotę na więcej i postanowili iść na metę, czy ja wiem gdzie, aby dokupić. Zgodziłam się na to, bo skoro już u nich jesteśmy, a ja taka otwarta, ha ha na przyjaźń, niech sobie jeszcze wypiją. Cwana bestia ze mnie, bo czułam, że gram o dość dużą stawkę – alimenty. Panowie poszli i jakoś długo ich nie było. W międzyczasie gospodyni przygotowała gorący barszczyk i jakieś tam kanapki. Kiedy usiadłyśmy oko w oko, nagle zauważyłam, że kochanka mego męża zbliża się do mnie, co by tu powiedzieć, za blisko. Jej dłonie zaczęły krążyć w okolicy mojego krocza, zahaczając o piersi. Nagle zaczęłam być obsypywana pocałunkami i takie tam. Podniosłam się raptownie i spytałam, czy ma na mnie chęć. – Tak, bo jesteś taka czyściutka i milutka, a oni nie wrócą tak wcześnie.

No kurza twarz, kim trzeba być, aby przelecieć mojego męża, zrobić sobie z nim dziecko i mieć za chwilę ochotę na żonę swojego kochanka – a paszoł zboczona kobieto.

Wzięłam męża pod pachę jak tylko wrócili, bez tłumaczeń, nic nie zdradzając i wróciliśmy do swojego normalnego domu! Mój mąż do dzisiaj nic nie wie, co się wydarzyło w ten dziwny wigilijny dzień.

Alarm przedświąteczny!

Siedzę sobie z poranną kawą z mleczkiem oczywiście i koncentruję się na tym, co powinnam dzisiaj zrobić, a więc siedzę z kartką i długopisem i rozpracowuję to wszystko logistycznie. Wigilia dopiero we wtorek, ale już z niektórymi potrawami można ruszyć z miejsca, bo czas nagli i każda potrawa wymaga naszego dopieszczenia, aby nie było niespodzianek. Ale nagle patrzę w telewizor, a tam na pasku czytam, że od jutra cała Polska nie będzie miała dostawy wody, gazu i prądu, a sieci komórkowe też wysiądą.

O Matko Jedyna, co to ma być, to  chyba jakiś koszmar. Przecież idą święta. Ludzie do świąt się szykują pełną parą, kupują, planują, zapraszają rodziny, a tu takie coś?

Trzeba działać natychmiast, trzeba coś zaradzić, bo nie może tak być, że z powodu, hm, tych niedogodności nie będzie świąt, bo nie będzie na czym ugotować, a także pozmywać stosów talerzy i naczyń. Nie zapalimy światełek na choinkach i nie włączymy kolęd, bo nie będzie dostawy prądu.

Szukam telefonu, niezwłocznie muszę powiadomić męża o nadchodzącym kataklizmie i Armagedonie, jaki spadł niespodziewanie na nasz kraj. Szybka myśl, dlaczego spotyka to Polaków, skąd takie wiadomości, co się dzieje? Pewnie rząd polski nie opłacił jakiś rachunków, nie rozliczył się z dostawcami i zostaliśmy stosownie ukarani. Tysiące myśli, ale trzeba działać, nie dać się, nie poddać.

Mój drogi, musimy zrobić zapasy wody. Kup jej jak najwięcej, a także świecie, dużo świec, oraz koniecznie agregat, abyśmy mieli prąd. Panika ogólna, trzeba powiadomić okolicznych mieszkańców, a więc biegam po sąsiadach, powiadamiam, niczym w stanie wojennym. Polecam dzwonić do znajomych, rodziny, aby się zabezpieczyli i uruchomili wszelkie kryzysowe działania. W mieście zaczynają jeździć i ogłaszać przez megafony, że miasto utonie w ciemnościach i gdzie będzie można zaopatrzyć się w wodę.  Na ulicę wyjeżdżają setki samochodów, bo wszyscy udają się do sklepów w celu nabycia wielkiej ilości wody. Powstają niesamowite korki, słychać setki klaksonów, a ludzie na siebie wrzeszczą, przepychają się i tratują. Każdy w oczach ma starach. Każdy pragnie zabezpieczyć swoją rodzinę i chce ją ochronić, aby mimo wszystko święta celebrować, wbrew wszystkiemu.

Obudziłam się i tak sobie pomyślałam, a gdyby to nie był sen, a jednak tak by się zdarzyło? Nie działają nagle banki, bankomaty, Internet, karty zbliżeniowe, smarfony, szlag trafia aplikacje do płacenia. Kasy fiskalne nie działają, nic nie można załatwić, a w Galeriach nie pracują schody ruchome, panika, pisk,wrzask, poszkodowani, stratowani, ofiary – koniec.