Cudowne święta

Godzina  16.45 wsiadamy zapakowani i jedziemy na  rodzinną Wigilię. Policzyłam, że będzie nas 15 osób, małych i dużych. Wchodzimy z kolędą „Dzisiaj w Betlejem”, a wnuczęta zdziwione, bo nasze pojawienie było tajemnicą oczywiście. Na początek dzielimy się i życzymy sobie najlepszego i spełnienia marzeń. Podchodzę do najstarszej wnusi i na ucho życzę jej, ale to jest nasza tajemnica. Patrzą na mnie okrągłe, szczęśliwe oczęta, kochanie. Zrozumiałyśmy się, bo my mamy swoje tajemnice. Zasiadamy do stołu i gospodyni domu w takiej ogólnej mowie zaprasza do wspólnej Wigilii z życzeniem, abyśmy na drugi rok spotkali się w tym samym gronie i oczywiście wspominamy jej Mamę, która w tym roku odeszła. Mamy wszyscy w oczach łzy, bo życie jest takie nieprzewidywalne  przecież. Próbujemy wszystkiego po trochu, wszak przed Wigilią pościliśmy i napawamy się wigilijnymi smakami. A to rybka, a to racuchy z sosem grzybowym, a to to, a to tamto, w ciszy i spokoju, uśmiechamy się do siebie, ale czujemy presję i spojrzenia dzieci, wszak czekają na Mikołaja. Dziadek Leszek robi akcję i ogłasza, że widzi Mikołaja przez okno wołając wszystkie dzieci. Wlepione nosami w szybę okna pilnie wyczekują i wypatrują. Dałam sygnał, że może Mikołaj wejdzie przez komin, a więc zaczęły pytać, a gdzie jest ten komin? Nagle ktoś wali laską w drzwi i pojawia się wyczekiwany i upragniony Mikołaj, a więc biegną wszystkie do drzwi. Jedne odważne, a inne przestraszone, zależnie od wieku. Oczy jak pięć złotych, a my dorośli robimy dobrą minę, bo nic nie wiemy na ten temat, co Mikołaj przyniesie i skąd przybywa. Mikołaj zaproszony przez starsze dzieci zasiada w wielkim fotelu, tuż obok prześlicznej choinki i zaczyna się festiwal wierszyków, kolęd, piosenek z przedszkola, a dorośli muszą wykonać przysiady, skłony i niestety też muszą śpiewać.

Wspaniała chwila, kiedy dzieci rozdzierają papiery i kokardki i znajdują tam swoje wymarzone prezenty w postaci przeróżnych, kolorowych spełnionych marzeń.

No więc się pochwalę, co Mikołaj mnie przyniósł, domyślając się, co mnie uszczęśliwi, a więc przede wszystkim ciepłe skarpety, bo Babci marzną bardzo nogi, a potem książkę Maryli Rodowicz, a następnie krajalnicę, ekstra do warzyw i oczywiście kalendarz ze zdjęciami moich wnucząt. Cudne prezenty, trafione, jestem szczęśliwa.

A dzisiaj, to znaczy w pierwszy dzień świąt, moje dzieci, wnuczęta i zięciowie, zawitali do nas na godzinę 14. Wszystko przygotowałam najlepiej jak potrafię. Zrobiłam stroik, zapaliłam świece w różnych miejscach, aby ponownie poczuć ten dzień. Wszyscy zjawili się punktualnie, bo Oni wiedzę, że ja kocham punktualność. Obiad ciepły im przygotowałam, zupę dla wnucząt i zaczęła się rodzinna biesiada. My w jednym pokoju, a wnuczęta w drugim, znów rozpakowywały prezenty, ale Babcia ma w kartonie tajemnym schowane farby i bloki i przy specjalnie przygotowanym dla nich stoliku rozłożyłam ich skarby i przez dwie godziny rodzice nie wiedzieli, że mają dzieci. Zaczęła się twórcza praca, malunki choinek,  Mikołajów, a w tym czasie, My dorośli mogliśmy sobie swobodnie porozmawiać, bo przecież takie święta są  tylko raz w roku.

Przed chwilą moje dzieci, zięciowie i wnuczęta opuścili nasz dom, a ja z mężem możemy się oddać już odpoczynkowi, bo jutro znowu idziemy w gości, a ja już jestem szczęśliwa, że kolejne święta mogłam spędzić tak wspaniale i tylko moje Mamie, 83 letniej Pani pociekły łzy, bo tak bardzo by chciała spotkać się z nami za rok.

2 myśli na temat “Cudowne święta

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s