Archiwum dnia: 28 grudnia, 2013

Prezenty dla dzieci i sentymenty :)

Podsumowanie świąt raz jeszcze. Kiedy po części Wigilii, nadszedł stosowny moment na zjawienie się Mikołaja, byłam przerażona ile prezentów zjawiło się pod choinką – dla wszystkich, ale rzecz jasna, dla dzieci najwięcej. Moje wnuczęta mają dwie pary Babć i Dziadków, a także ciocie i wujków i każdy pod choinkę coś przygotował. Z nami było tak, że daliśmy rodzicom pieniążki i to Oni za określoną kwotę, dokonali zakupu zabawki, gry, czy też innego prezentu. Przecież to rodzice znają swoje dzieci najlepiej. Mimo wszystko przeraziła mnie ilość tego wszystkiego, bo ja najbardziej pamiętam ze swojego dzieciństwa jeden bardzo dla mnie zapamiętany prezent. Otóż miałam chyba 8 lat i mieszkaliśmy w Ustce, gdzie rozpoczęłam naukę w pierwszej klasie. Nie wiem dlaczego ten prezent tak utkwił mi w pamięci. Dostałam pod  choinkę dwie bajki, a tytuł jednej z nich to był, aby nie przekręcić „Mister Twister, fabrykant guzików”, z której dowiedziałam się jak ten Mister dorobił się majątku, ale gdzie? W Ameryce oczywiście. Pamiętam, że siedziałam na podłodze przy ciepłym piecu, z wypiekami na twarzy i sama czytałam tę opowieść z zapartym tchem. Chłonęłam każde słowo, a z czytaniem dawałam sobie już nieźle radę. Lektura była na tyle ciekawa, że czytałam i oczywiście podziwiałam każdą ilustrację. Dlaczego o tym wspominam, bo dzisiejsze dzieci mają za dużo  na raz i prezenty z nieba im kapią, a czy potrafią tak do końca się z tego cieszyć? Czy zapamiętają na przyszłość, tę jedyną zabawkę, grę na wiele lat? Czy będą potrafiły wspomnieć kiedyś coś, co sprawiło im niewymierną radość – oto jest pytanie? Jestem zwolenniczką poznania swojego dziecka, na tyle, aby uraczyć je wymarzonym prezentem, niekoniecznie drogim, ale takim, przy którym dziecko spędzi dłużej niż godzinę. Ma być to coś, co się chowa w swoim kąciku i dba jak o największy skarb, ale czy w zalewie pięknych i wymyślnych zabawek jest to jeszcze możliwe?

Moje bajki z czasów dzieciństwa są w pudle schowane w mojej piwnicy i liczą sobie już 50 lat. Mogłabym je podarować swoim wnukom, ale czy mnie by nie wyśmiały czasami, kiedy bym im  podarowała posklejane bajeczki, takie już niemodne. Może kiedyś, kiedy dorosną i zaczną doceniać moje sentymenty, podzielę się z nimi moimi wspomnieniami – może kiedyś?

Święta, święta i po świętach

Hej, witam po świętach.

Wczoraj obudziłam się z syndromem potężnej chandry, nie wiedzieć czemu skąd się pojawiła. Ogarnął mnie taki wielki smutek, czego sama sobie nie potrafiłam wytłumaczyć. Przecież święta były wyjątkowo udane. Wszyscy szczęśliwi i zadowoleni. Nikt z nikim się nie skłócił, a wręcz przeciwnie, bo było dużo śmiechu i żartów. Dzieci dostały od Mikołaja wyjątkowo, trafione prezenty, a po świętach uwinęłam się zwinnie ze sprzątaniem, układaniem wszystkiego na swoje miejsce, w czym pomogły mi moje dzieci. No i nadal nie umiem sobie wytłumaczyć skąd ten dołek, ale pozwoliłam sobie na niego do samego wieczora. Skoro się rozpanoszył, to niech sobie pobędzie i już. Oddaliłam się do swojego świata, wyciszyłam, zajęłam się tym, co lubię i co mnie uspokaja. Włączyłam film, jeden, drugi i podczas oglądania, oko mi się przymknęło ze dwa razy i wpadłam w błogi błogostan, co widocznie było mi potrzebne. Przyszła córka z wnusiem i tak powoli zaczęłam wracać do świata.

A dziś, nie ma zmiłuj się. Mąż także powrócił do zawodowych obowiązków i tym sposobem życie wraca na stare tory i fajnie już jest. Oboje nie potrzebujemy za dużo wolnych dni od zajęć, bo ja wpadam w dołki, a On się zaczyna miotać bez swojej pracy. Oboje się starzejemy i czasu nie da się zatrzymać, ale póki co, musimy się uzupełniać i wspierać, aby unikać zgrzytów i totalnej nudy. Nie umiemy oboje żyć ze sobą przez 24 h, bo to się nigdy nam nie udawało. Mąż jest człowiekiem energicznym, nie potrafiącym zatrzymać się na dłużej w jednym miejscu. Nie jest myślicielem nad życiem i jego sensem, tylko lubi działać i dlatego nie dopadają go żadne chandry i dołki. To jest moja domena, ponieważ to ja coraz częściej zastanawiam się nad upływającym czasem. Zastanawiam się, co to będzie, kiedy oboje opadniemy z sił i będziemy potrzebowali pomocy innych. Jestem już w takim wieku, że święta nastrajają mnie melancholicznie i sentymentalnie. Roztkliwiam się nad sobą i drążę ciężkie tematy i nic na to nie poradzę, bo taka teraz jestem.

Dziś są Urodziny mojej wnusi. Idziemy więc świętować dalej z tortem i w gronie rodziny, a potem wszyscy będziemy czekali na przyjęcie Nowego Roku i będę je spędzała samotnie, gdyż mąż będzie miał o 24 rozstrzygnięcie przetargu i niestety, ale Sylwestra  spędzimy parę godzin osobno, ale ja jestem już do tego przyzwyczajona. Postanowiłam, w związku z Nowym Rokiem, nic nie postanawiać, bo niech życie pisze swój scenariusz, a ja nie będę się zadręczała, przymuszała, zakładała sobie jakieś założenia z góry skazane raczej na niepowodzenie. Ja starsza Pani mogę sobie już pozwolić na luzackie podejście do wielu spraw.

Ciekawa jestem jednak, co nam Nowy Rok przyniesie w polityce, kulturze i sztuce, obyczajach, w świecie celebrytów itp. Co będzie warte zapamiętania, a co stanie się żenadą roku. To jest zawsze wielka niewiadoma.