Archiwum dnia: 30 grudnia, 2013

Śpię teraz spokojnie, a kiedyś nie mogłam

Pamiętam, że kiedy pracowałam w stresie, ostatnie lata to był koszmar. Kładłam się spać około godziny 23, abym mogła ponownie rano być gotowa na przyjęcie nowych wyzwań w pracy. Byłam zastępcą Naczelnika Wydziału Organizacyjnego, w którym podejmowano wszystkie, najważniejsze decyzje dotyczące najważniejszych wydarzeń w naszym Urzędzie Miasta i Gminy. Trzeba było pamiętać o ustawach i uchwałach, rocznicach i urodzinach. Wszystko należało zaksięgować, zapisać i wpiąć w odpowiednie segregatory. Pracy było moc, bo trzeba było dokonać zakupów na poszczególne wydziały od śmietnika, po dziurkacze i taśmy do maszyn. Zaznaczam, że wszystkie te drobiazgi trzeba było zaksięgować, aby wszystko grało. Kiedy Burmistrz przyjmował gości, trzeba było zaparzyć świeżą kawę i rozłożyć świeże ciasteczka, a najgorsze było to, że mój wydział znajdował się na czwartym piętrze, a magazyny i sklepy na najniższym i tak cały dzień musiałam biegać z góry i na dół, a pot po tyłku płynął. Były też niesamowite sprawy z ludźmi, zatrudnionymi w podziemiach, tak zwanej pomocy, która swobodnie na alkohol sprzedawała wszystko, co się sprzedać dało, ale moja Naczelniczka nie chciała tego widzieć, a więc wszelkie niedobory musiała tasować przez palce, a mnie trafiał szlag, że przymyka się na to oko.
Nie mogłam spać traciłam bardzo wiele swoich nerwów, bo wiedziałam, że zakochana w zwykłym pracowniku z nizin, kradnącym cement, farby i inne budowlane sprawy, nie potrafiła nic z tym zrobić, choć podlegało to pod prokuratora i dlatego nie mogłam spać normalnie, gdyż nic z tym draństwem nie byłam w stanie zrobić, a teraz po latach, śpię jak młode, małe niewinne dziecko, a złodzieje już nie żyją, bo się zapili na śmierć. I kto miał rację? Szkoda tylko, że sprawiedliwość musiała czekać tyle lat.

Bez Ciebie, jest mnie tylko pół

Odkryłam dziś piosenkę Marii Peszek pt. „Padam”, a fragment tej piosenki brzmi:

Bez Ciebie znaczę mniej
Niż pocztowy znaczek
Bez Ciebie jest mnie pół
Bez Ciebie jestem jak
Z powyłamywanymi nogami stół.

No i od razu pomyślałam o sobie, bo te słowa pasują do mojego małżeństwa jak ulał.

Patrząc już z niewielkiej perspektywy na przygotowywanie się do świąt, to nigdy by nie były takie, gdyby nie Ty. Tak, tak mój mężu. Ja bez Ciebie nie znaczyła bym nic i nie chodzi tu tylko o względy finansowe, dzięki, którym udało się nam tak wszystko fajnie. Było na stole i pod choinką i to dzięki Twojej pracy, bo pracujesz naprawdę ciężko i czasami zastanawiam się skąd czerpiesz swoje siły, a na domiar jeszcze nie potrafisz odpoczywać. Ile razy proszę, abyś odpoczął i zatrzymał się na dłużej w jednym miejscu, ale nie potrafisz, bo musisz czuć we krwi adrenalinę, która sprawia, że się spełniasz zawodowo i postaram się w następnym roku wciąż Ci nie przeszkadzać, bo moje gadanie o odpoczynku jest jak grochem o ścianę.

Pamiętasz tę zimę w 1976 roku? To była zima siarczysta, że pod butami skrzypiało ino, a jak ja biegłam od fryzjera, to płatki śniegu iskrzyły się w słońcu i było tak strasznie pięknie i mroźnie. Spieszyłam się na swój ślub w taką uroczą zimę i leciałam do Ciebie jak szczęśliwy ptak, że zaraz nastąpi ta chwila i goście będą bawili się na naszym skromnym weselu. Pamiętasz, że to już minęło 38 lat i nadal, bez Ciebie jest mnie pół?

Potem pojawiły się nasze dzieci, a w związku z tym obowiązki. Pojechałeś sobie do wojska, bo musiałeś odrobić służbę dla Ojczyzny, a ja wówczas  musiałam podjąć trud pracy i wychowania dziecka, ale i tak bez Ciebie było mnie pół.

Mijały lata, różnie było, a czasami wręcz tragicznie, bo jakieś małpy chciały mi Ciebie odebrać. Uzurpowały sobie prawo do Ciebie, ale mimo, że to się działo, wybrałeś mnie, bo beze mnie było Cię pół.

I tak z roku na rok, wciąż na nowo zbliżamy się do siebie. Poszukujemy się wciąż, docieramy i wciąż bez siebie jest nas tylko po pół, ale kiedy jesteśmy razem, stanowimy dwie połówki jabłka i nie lubimy, aby ktoś je podgryzał – oboje i ja to wiem. Wiem, co czujesz, bo beze mnie jest Cię tylko pół!