Archiwum dnia: 3 stycznia, 2014

Dobry dzień to był, ale film mnie dobił

Pamiętamy za co została skazana Katarzyna Waśniewska. Sąd uznał, że zabiła swoje dziecko z prozaicznych powodów, gdyż chciała wrócić do życia bez trosk, takiego, jakie wiodła przed porodem. Chciała dalej się bawić i imprezować, a dziecko bardzo ją ograniczało i postanowiła pozbyć się niechcianego balastu. Potem w naszym kraju i przed tym były okropne zbrodnie na dzieciach. Pamiętamy dzieci w beczkach i zamrażarce. Nie chcę męczyć mojego czytelnika, ale jakże oburzamy się, kiedy media podają fakty, że ponownie jakieś dziecko zostało z premedytacją zamordowane i nie wiem, czy ja dobrze myślę, ale dzieje się tak w rodzinach o niższym statusie. W rodzinach, gdzie brakuje na chleb powszedni, czyli w domach biednych. Oczywiście nie jest to regułą, ale znaczna część morderstw odbywa się w rodzinach patologicznych, gdzie rodzice żyją za marne grosze, a dzieci rodzą się, co rok to prorok. Nie mają na potrzeby podstawowe dla swoich dzieci, ale zawsze znajdzie się grosz na alkohol. Dlaczego piszę o tym, ano dlatego, że sama, na własne życzenie wmanewrowałam się w straszny, w swojej treści film pt. „ Amerykańska zbrodnia”. Jest dostępny na VOD i polecam go dla ludzi o mocnych nerwach. Otóż taka zbrodnia wydarzyła się w latach 60-tych w Ameryce właśnie, ale mogła się wydarzyć w każdym innym zakątku świata. Zaborcza matka, wychowująca samotnie liczne swoje potomstwo, przyjmuje pod swój dach jeszcze dwie dziewczynki, których rodzice ciężko pracują w innych miejscach, w cyrku i na różnych jarmarcznych imprezach. Uzgodnili z kobietą, że co tydzień będą przysyłali jej 20 dolarów na potrzeby swoich dzieci. Jednak pewnego razu, pieniądze nie doszły i Gertrude Baniszewski, bo tak się nazywała ta kobieta i się zaczęła udręka dwóch, niewinnych dziewczynek. Kobieta ta z biedy postanowiła je ukarać, ale jak je karała, to trzeba zobaczyć. To była bardzo głośna rozprawa, w tamtych latach i dlatego to kino polecam naprawdę dla ludzi lubiących mocne i bezwzględne kino, aż do bólu.

Cieszę się, że wszystko mogę zobaczyć i usłyszeć!

Dziś od rana dużo się dzieje, bo moja wnusia nadal w szpitalu, a więc uwijam się, aby przygotować Córce obiad, ponieważ czeka ich jeszcze cały weekend w szpitalu. Badania się przeciągają, ale już widać światełko w tunelu. Będzie dobrze, gdyż wysoka temperatura już jest opanowana. W międzyczasie przeczytałam bardzo ciekawy artykuł o dzieciach niedowidzących i się bardzo wzruszyłam, jak te dzieciaki opowiadają o świecie i jak go sobie wyobrażają. Tak bardzo je podziwiam, że są w tym wszystkim takie dzielne, że niejeden widzący mógłby się nauczyć od nich optymizmu i przede wszystkim docenienia tego, że mogą wszystko zobaczyć i nic nie stoi im na przeszkodzie w opowiedzeniu o tym, co widzą. Cieszę się, że i ja i moje dzieci oraz wnuki mogą cieszyć się kolorami i kształtem wszystkiego co nas otacza. Nie ma nic piękniejszego jak widzieć świat takim jakim jest i w związku z tym powinniśmy umieć docenić dar widzenia. Jakże często zapominamy o tym i nie potrafimy się z tego cieszyć i uważamy to za normalne i naturalne, zapominając, że gdzieś tam obok nas, żyją dzieci i ludzie zamknięci w swojej ciemności i tylko wyobraźnia i dotyk pozwalają im poznawać wszystko, co ich otacza.

Wklejam ciekawe fragmenty z wywiadu z tymi wspaniałymi dzieciakami i wierzę, że każdy wrażliwy i empatyczny człowiek się wzruszy i zastanowi, a także przyzna, że dar widzenia jest wielkim darem:

http://polska.newsweek.pl/jak-niewidomi-widza-swiat-na-newsweek-pl,artykuly,276956,1.html
Rodzice mi powiedzieli, że śnieg ma kolor biały. W szkole też mówią, że biały. W dotyku nie jest przyjemny. Zimny. Lepi się – Kasia Świątek nie cierpi zimy. Ale lubi święta Bożego Narodzenia. Ma 18 lat, wie oczywiście, że śnieg spada z nieba. Ale jak wygląda niebo? Uuuu, trudne pytanie – mówi. Uczy się w najstarszym w Polsce ośrodku dla osób niewidomych i słabowidzących im. Luisa Braille’a w Bydgoszczy, jedynym na północ od Warszawy.

Widzący często pytają niewidomych: jak sobie wyobrażasz niebo? To dość irytujące. Jak można sobie wyobrazić coś, czego nie da się dotknąć? – Mnie się wydaje – mówi Sandra – że niebo to prostokąt. Coś jakby płachta. Jakby może kołderka, cała w sukienki ze złota.

– Niebo? Wiem, że jest u góry. I że tam jest dużo dobrych ludzi, którzy już nie mają żadnych problemów – mówi 17-letnia Karolina Trojan, chodzi do drugiej licealnej. Mieszka w Grucznie, jest jedyną niewidzącą w swojej miejscowości. Pytają ją czasami, czy może chociaż w snach coś widzi? Może przynajmniej jakieś kolory?

To kolejne pytanie z gatunku wkurzających. Niewidzący nie śni kolorowo. Skoro nigdy nie widział ani barw, ani kształtów, to niby skąd miałyby mu się nagle wziąć we śnie? Karolinie śnią się głosy. Ale też – nie wiadomo, jak to się dzieje – czasami w snach chodzi swobodnie, bez laski.

Karolina mogłaby już sama chodzić na świąteczne zakupy, potrafi płacić. Banknoty rozpoznaje się po tym, że każdy nominał ma trochę inną wielkość, a bilon rozróżnia się tak, że złotówka ma brzeg w ząbki z przerwami, dwuzłotówka jest dookoła gładka, pięć złotych – ząbkowane. Jednak zakupy w galeriach, sklepach samoobsługowych to zbyt wielkie wyzwanie – nawet jeśli za pierwszym razem zapamiętasz ustawienie rzeczy na półkach, to następnym razem idziesz, a tu wszystko poprzestawiane.

Sandrze się wydaje, że choinka jest niczym fontanna. – Gałązki są jak strumienie wody, lecą z góry na dół – mówi. Co roku robi w domu nowe ozdoby choinkowe. – Tnę paseczki z papieru, sklejam, łączę. Po prostu lubię robić ładne rzeczy. Chociaż nie wiem, co to znaczy ładny. Wydaje mi się, że ładnie rysuję. Umiem nie wychodzić za kartkę – wyjaśnia. Nakłuwa dookoła dziurki i dzięki temu wyczuwa palcami, gdzie się kartka kończy. – Najchętniej rysuję kwiaty, zawsze mi się udają. Nie wiem, czybym umiała narysować człowieka. Może jakbym się bardzo przyłożyła, tobym narysowała. Jak wygląda człowiek? – Sandra wzdycha ciężko. – Trudno sobie wyobrazić człowieka w całości. Nie można go raczej całego dotknąć. W ogóle dość mało dotykam ludzi, bo jak ktoś nie chce? Jakbym miała opisać człowieka, to jest po prostu taka figurka, tylko nie z kamienia, umie się ruszać.

Roland zawsze pomaga w kuchni. Tłucze orzechy na orzechowiec. Sandra lubi kroić sałatkę, choć wszyscy w domu krzyczą, żeby natychmiast odłożyła nóż, palce sobie utnie!

Mateusz ubiera choinkę. – Pamiętam, jaki był układ bombek w poprzednie święta, kopiuję. Nie zdarzyło mi się, żeby wszystkie bombki wisiały po jednej stronie choinki, ubieram równo – zapewnia. Nigdy też żadnej nie stłukł, co nawet jemu samemu wydaje się dziwne, bo inne rzeczy tłucze.

– Święty Mikołaj ma jakieś 70 lat. Starszy pan – sądzi Roland. Po czym można poznać, że ktoś jest stary? – Po głosie. I po tym, że już bardziej siedzi, niż się rusza. Mikołaj raczej jest w jednym miejscu. Tylko zimą ma robotę, musi się uwijać. Ciekawe, skąd ma kasę na prezenty – zastanawia się Roland. Wielu jego kolegów przypuszcza, że to rodzice wkładają paczki pod choinkę, ale jak się nie widzi, to trudno być na 100 procent pewnym.

Nie wiadomo też na przykład, czy ten święty umie czytać listy pisane w brajlu, czy zna tylko czarnodruk? I w ogóle czy on ma dobry wzrok? Czy widzi to, co by się przydało niewidzącym?

Sandra listy do Mikołaja pisała w brajlu. Ostatni raz trzy lata temu, miała wtedy dziewięć lat. Niestety, pisała listy obszerne, bo ma taki nawyk, żeby szczegółowo poinformować o zamówieniu. Najbardziej lubi dostawać książki, opisywała więc, czy mają być w twardej, czy w miękkiej okładce, jakiego koloru okładka. Straszna robota. Bo najpierw musiała kogoś widzącego poprosić, żeby jej opowiedział, jak wygląda to, co ona chciałaby dostać, później musiała to wyłuszczyć Mikołajowi. Koniec z tym. Teraz po prostu opowiedziała mamie, że marzy jej się książka o rzeźbach. Taka przestrzenna, którą się otwiera, a rzeźby uwypuklają się, można ich dotknąć. I jeszcze by chciała dostać kalkulator. No i może na chwilę wzrok? To nie musiałoby być na zawsze. – Pożyczyłabym widzenie na trochę, na spróbowanie – mówi Sandra. – Żeby zobaczyć rodzinę i mój pokój.

Gdyby mogła dostać w prezencie wzrok, to chyba wzięłaby ten prezent na chwilę i oddała. – Jestem oczywiście ciekawa, jak wyglądają kolory, litery. Ale myślę, że może czasami lepiej jest nie widzieć. Na przykład niektórych spojrzeń.

Z plusów niewidzenia największy jest taki, że nie widzi się tego, co brzydkie. Poza tym – jak się wydaje Karolinie – mając wzrok, musiałaby uczyć się wszystkiego od nowa. To tak, jakby się jeszcze raz zaczynało życie. Z przyzwyczajenia pewnie i tak by nadal wszystkiego chciała dotknąć.