Archiwum dnia: 4 stycznia, 2014

Bandyta za kierownicą. To nie miało prawa się stać!

To było już nie zbyt młode małżeństwo, bo bodajże z 15 letnim stażem. Pobrali się z wielkiej miłości i myśleli, że tak będzie zawsze. W ich małżeństwie pojawiło się dwoje dzieci. Wszystko układało się wspaniale, bo wspólnymi siłami dorabiali się i wychowywali swoje potomstwo. On i Ona pracowali, a po skończonej pracy biegli do swojego domu, aby popołudnia spędzać wszyscy razem. On zajmował się swoim hobby – modelarstwem, a Ona siedziała z dziećmi nad lekcjami i przygotowywała obiad na następny dzień. Nie tylko Ona zajmowała się domem, gdyż i On bardzo chętnie włączał się w prace domowe, a bardzo lubił robić zakupy, a więc to odpadało jego żonie.  Był to mężczyzna tzw. „złota rączka”, także wszelkie domowe naprawy należały do niego włącznie z remontem domu. Żyli sobie szczęśliwie i jak na przeciętną rodzinę dość godnie. Oboje na to wszystko pracowali i to procentowało. Ich dzieciaki dobrze się uczyły i nie przysparzały żadnych poważnych kłopotów. Sielanka po prostu.

Ale pewnego razu coś między nimi zaczęło się psuć i nie wiedzieć czemu przestali się rozumieć. Coraz częstsze kłótnie, właściwie o nic, były jakby na porządku dziennym. Sami nie wiedzieli i nie potrafili zlokalizować skąd bierze się w nich ta agresja. Ona się zaczęła czepiać o rzucone w kącie skarpetki, a On, że Ona wydaje za dużo pieniędzy. Między jedną, a drugą kłótnią wisiała cisza w powietrzu. Kłócili się o wszystko dosłownie, ale uważali jednak, aby w to nie wciągać swoich dzieci. Ona nie mogła w nocy spać, a On przeniósł się na drugą kanapę. Jak napisałam, długo nie przyznawali się w sobie, że zwyczajnie przestali się kochać. Każde z nich wiedziało, że to koniec, ale mówić o tym nie chcieli. Każde z nich myślało, że to zwyczajny kryzys i poradzą sobie z nim, a wszystko wróci do normy.

Pewnego dnia Ona otrzymała wiadomość, że musi pilnie zgłosić się do swojego lekarza, a leczyła się na tarczycę. Pilnie, to pilnie, a więc musiała poprosić męża, aby ją szybko, na ustaloną godzinę zawiózł do innego miasta. Wsiedli do samochodu, raczej milczący. Powiedział tylko, aby zapięła pasy. Nastąpiła dziwna atmosfera, bo rozmowa się nie kleiła między nimi, a więc kiedy wyjechali poza miasto, coś ją tknęło, gdyż nie mogła znieść tej cholernej ciszy.

– Dlaczego milczysz jak zaklęty, co ja ci takiego zrobiłam i polał się potok słów niekontrolowanych.

– A o czym mam z tobą rozmawiać, przestań się czepiać. Chciałaś jechać, to  jedziesz, a więc o co ci chodzi – burknął.

– Dlaczego się tak strasznie traktujemy, co się nam stało, dlaczego się nie rozumiemy. Ja tak dalej nie jestem w stanie żyć, bo to nie jest życie – mam dość – zapłakała.

– Zamknij się –  wrzasnął, bo jak jebnę w drzewo, to będzie po nas i wszystkie problemy się rozwiążą – zagroził jej i zacisnął zęby.

Opisuję tę historię, gdyż tak wyobrażam sobie kłótnię w tym nieszczęsnym wypadku w Kamieniu Pomorskim, w którym zginęła cała niemal rodzina. Ludzie kochani, zginęła rodzina z powodu kłótni w samochodzie z pijanym i naćpanym bandytom, podczas której powiedział, że jebnie w drzewo i będzie po wszystkim, tylko ten bandyta w amoku nie zauważył idących sobie spokojnie, ludzi. Nie ma różnicy w takim razie, czy kierowca jest trzeźwy, czy narąbany jak mops, bo kiedy emocje i agresja obudzą się podczas jazdy i zabraknie wyobraźni, to ja od kilku dniu czuję ból i nie mogę pogodzić się z tym,co zaistniało. Przecież to mógłby być każdy z nas – jebnięty przez bandziora.

Ps. Drogie Panie, nie kłóćcie się w żadnym wypadku, kiedy Wasz kierowca nie panuje nie tyle nad pojazdem, ale przede wszystkim nad sobą! 

Przepraszam za niecenzuralne słowo, ale musiało się pojawić.