Archiwum dnia: 8 stycznia, 2014

Moja nie rymowanka – dawno nie było

Nie mów nic kochany,
w naszym wieku słowa są zbędne.
Zamy się lat tyle, że wystarczy spojrzenie,
a wiemy nagle, co wpół drogi chcemy sobie przekazać.
Oszczędzajmy na słowach,
a zyskujemy na czasie, z powodu
trafnych odgadnięć i bez zaskoczenia,
bo znamy się jak łyse konie
i to jest nasza wielka miłość i siła na dalsze lata.

Szukam w ludziach tego coś, tej poszukiwanej wrażliwości

Najpiękniejsi ludzie, których znam to ci, którzy znają smak porażki, cierpienia, walkę, stratę. Poznali swoją drogę do wyjścia z otchłani. Ci, którzy mają wrażliwość i zrozumienie życia, które wypełnia ich współczuciem, łagodnością i głęboko kochającą troską. Piękni ludzie nie biorą się znikąd. Mam szczęście, że dane było ich poznać.

Elizabeth Kubler-Ross

Jakże piękne są to słowa, które wbiły się dzisiaj we mnie. Jakże często kogoś poznajemy i ta osoba stanowi dla nas wielką zagadkę. Przysłuchujemy się, co ma do powiedzenia i przyglądamy się ciekawie, obserwując drobne gesty, mimikę i wsłuchujemy się w intonację głosu w wypowiadanych zdaniach. Jakże często przy pierwszej rozmowie natychmiast ta osoba staje się nam bliska, albo wręcz odwrotnie, nie chcemy z nią mieć nic więcej do czynienia, bo wszystko w tej osobie nas drażni.

Sądzę, że najpiękniejsi są ludzie, którym życie porządnie dało w kość i potrafili i chcieli się z tego pozbierać i pragnęli żyć dalej. To te doświadczenia i kopniaki od życia kształtują człowieka od  wewnątrz i go kształtują. Dostałam od życia wiele kopniaków i wiele razy rok po roku pojawiały się inne i inne, czasami słabsze, czasami nie do przeżycia. Bywało, że odechciewało się ciągnąć tego życia i w głowie pojawiały się niesamowite myśli, że już tego wszystkiego jest za dużo, że więcej nie wytrzymam. Wciąż mówiłam sobie, że nic złego nikomu nie zrobiłam, a los bezczelnie sobie mnie upodobał i nie jest tak, abym się nad sobą teraz litowała, ale tak było i nie kłamię nic, a nic, bo mam na to świadków. Padałam i się podnosiłam i wciąż próbowałam poskładać, posklejać, wypolerować, odnowić, reanimować. Wpadłam w taką wprawę, że wszyscy na około się dziwili, że dźwigam, ale były momenty, że nie dawałam rady. To były bardzo trudne momenty i teraz, kiedy wszystko jest naprawione, sama się sobie dziwię, że miałam w sobie tak wiele siły. Dmucham oczywiście na zimne, bo nigdy nie dane było mi się cieszyć wygraną. Nie wiem, z której strony mogę znowu dostać po łbie i ktoś, lub coś powie mi, że nie mam prawa cieszyć się za długo.

Do czego zmierzam, ano do tego, że wszystkie te moje przeżycia, mimo wszystko mnie ukształtowały i zgodnie z wyżej zacytowanymi słowami, twierdzę, że nie stałam się z powodu swoich przeżyć – jędzą, zołzą, babą nie do zniesienia. Wręcz odwrotnie, bo potrafię współczuć, przeżywać, cieszyć się z cudzych  sukcesów, a także pochylić się nad jakimś nieszczęściem. To moje życie nie odsunęło mnie od ludzi potrzebujących rady i pomocy i jeśli tylko mogę, pochylę się i pomogę, choćby dobrym słowem, bo wciąż staram się być dobrym człowiekiem, dobrą żoną, matką i babcią. Nie zmieni tego nikt, co jest we mnie i nikt nie sprawi, że przestanę słuchać ludzi z uwagą, a wnioski potrafię wyciągać bardzo trafnie i dlatego przy pierwszym spotkaniu obcej mi osoby, jestem w stanie ją polubić od pierwszej chwili, albo bez żalu odsunąć. To jest bardzo trudna sztuka, ale to się bierze z życiowego doświadczenia. Nie potrafię tylko ocenić człowieka, ze słowa pisanego, ale to już zupełnie inna bajka, może na kiedyś.