Archiwum dnia: 20 stycznia, 2014

Kochać, jak to łatwo powiedzieć

Jest już późno, a mnie się nie chce wcale spać, jak w piosence. Siedzę sobie z kompem, a jednym okiem oglądam „M jak Miłość” i stwierdziłam, że nie jest to już  rodzinny serial, a raczej zamienił się niezły kryminał. Tylko zdrady, oszustwa, podkopy i oczywiście bójki do pierwszej krwi. Horror, no i może bywa tak w życiu, ale czy aż tak nagminnie, to bym poddała pod wątpliwość. Tylko seniorka Mostowiakowa  i jej mąż Lucek jakoś trzymają poziom, bo reszta to patologia ha ha.

Mostwiakowa, jak to żona, teściowa, babcia i mama zajmuje się pieczeniem domowego ciasta, uprawą kwiatów w ogródku i pilnowaniem nieszczęśliwych wnucząt, bo ich rodzice są tarapatach. Ona wszystko czuje i wszystko potrafi zrozumieć i wytłumaczyć. Stoi na straży poprawnych stosunków rodzinnych i jest natychmiast tam, gdzie może być pomocna – no kochana kobieta i jaka mądra w swojej życiowej mądrości.

Aby nie być bla, bla, to ja muszę się przyznać, że od Mostowiakowej nauczyłam się inaczej postrzegać rolę babci i matki, żony, gdyż w moim życiu, przez wiele lat, nikt mnie nie nauczył tak do końca, że należy swoim bliskim mówić , to magiczne słowo – kocham.

Będąc dzieckiem, a potem nastolatką w mojej rodzinie to słowo było nie znane. Mama zapędzona i zgnojona przez mojego Ojca, nie miała czasu na sentymenty. Walczyła o to przez wiele lat, aby zapewnić nam z siostrą byt i aby dać nam szkoły. Biedna kobieta, której życie też nie oszczędzało i w jej dzieciństwie wydarzyło się tak wiele zła, ponieważ też nikt jej nie rozpieszczał.

A Ojciec, w młodości dobry chłopak, który pomagał swojej matce wychować pozostałych braci, w okresie przed wojną i w trakcie pewnie też nie usłyszał od nikogo tego magicznego słowa, a więc do rzeczy, że niby gdzie ja miałam je poznać.

Rosłam sobie i nie oczekiwałam od nikogo, aby mnie ktoś kochał. Wiedziałam, że mama mnie kocha, tak zwyczajnie to czułam, ale nie byłam tym słowem zapewniana i rozpieszczana. Życie toczyło się w lęku i chęci przeżycia i dlatego nie mam pretensji do swojej mamy.

Jak sięgnę pamięcią i ja swoich dzieci nie obdarzałam tym słowem za często. Praca, dom, obiad, ogarnięcie codzienności i zabrakło czasu na wyznania. Tak, biję się w piersi i jest mi z tego powodu szalenie przykro. Jednak cieszę się, że Mostowiakowa uświadomiła mi ten kardynalny błąd. Wiem, że mojego bloga czytają moje córki. Już potrafię im powiedzieć, że zawsze walczyłam o nie i choć brakowało we mnie wylewności, to lepiej późno niż wcale, chcę im powiedzieć, że były dla mnie najważniejsze i zawsze kierowałam się miłością do nich. Dorosłam do tego, że kocham je, ich dzieci, a moje wnuki i kocham ich wspaniałych mężów. Kocham swojego męża, choć różnie z nami było, ale nie wyobrażam sobie życia bez niego. Kocham wszystkich dobrych ludzi. Kocham swoją wiekową mamę. Kocham swoją siostrę i jej rodzinę i do nikogo nie mam pretensji. Niechże wszystkim dobrze się darzy – ot takie magiczne słowo jest w naszym polskim języku, które cuda potrafi zdziałać  i postanowiłam przy każdym kontakcie nie wstydzić się tego słowa. Dziękuję Mostowiakowej za naukę, a ja jestem pojętną uczennicą, choć lepiej późno, niż wcale. 

Rządowe obiecanki cacanki – nie ze mną te numery już

Witam 🙂

No dobra, stało się. Dziś, tj. w dniu „blue monday” czyli najbardziej depresyjnym dniu w roku wg. jakiegoś tam naukowca – postanowiłam, że nie idę na zbliżające się wybory i zdania nie zmienię, dopóki coś w tym naszym kraju nie drgnie na lepsze. Mam nadzieję, że kiedy nasz Premier wróci wypoczęty z tych Dolomitów, to weźmie się uczciwie do roboty i zacznie zauważać, że coś tu jest nie teges. Odpalam rano poranne wiadomości i słyszę, że nic nie słyszę, że już żadnemu ministrowi w rządzie Premiera na niczym nie zależy. Dzieją się takie cuda, że są tylko cudami, a nie konkretami. Należy wiele zmienić i usprawnić, aby wreszcie zapanowała normalność i każdy na wysokim stołku odpowiadał całym sobą za wykonywaną robotę, ale powinna to być robota rzetelna, a nie po łebkach, bo w końcu podatnicy utrzymują ten cały chwiejący się cyrk, tfu – system. Premier chyba nam się w zastraszającym tempie starzeje, bo w jego wypowiedziach coraz częściej słyszę między dukającymi zdaniami takie eee i yyy, a tego ja nie lubię, gdyż wytrawny polityk powinien mieć wymowę gładką i płynną, a takie jąkanie odbiera mu wiarygodność i zakrawa na kłamstwa. Myślę, że na tych wywczasach nałykał się świeżego powietrza i dotlenił mózg, bo powietrze w kraju mu nie służy. Nie sztuką jest wymienić jednego ministra na drugiego, bo to są koszty, nasze koszty, a sztuką jest pogonić to tałatajstwo do roboty. Coraz więcej jest w rządzie Premiera kobiet i sobie myślę, że być może jest to doskonały ruch, albo ocieplenie wizerunku w blasku Elżbiety Bieńkowskiej, która stanowi realne zagrożenie dla naszego starzejącego się Premiera. Może kobieta jak to kobieta zrobi porządek w tym zaniedbanym gospodarstwie, bo mężczyźni stanęli w rozkroku i z kopyta ani rusz.

Weźmy np. takiego Ministra Arłukowicza. Przystojny z niego mężczyzna, ale jakoś jaj mu brakuje. Pojawia się tylko wówczas, kiedy dzieje się źle w państwie duńskim i jakoś nie ma charyzmy, aby choć w części uzdrowić naszą, kulawą służbę zdrowia. Jakoś też duka, kręci i zwala winę na wszystkich innych, przekonując, że jest ciężko zapracowany. Umierają dzieci w szpitalach, nawala system ludzki, panuje znieczulica wśród braci lekarzy i każdy, każdemu rączki myje. Czekam na wiadomości i wyjaśnienie zaniechania w szpitalu we Włocławku i mam nadzieję, że kiedy była zaplanowana cesarka tej biednej kobiety, tracącej dwoje dzieci, to mniemam, że w tym czasie nie odbywały się imieniny jakieś, albo inna balanga u pani doktor, czy doktora i stąd to oderwanie od rzeczywistości.

A co robią inni Ministrowie, bo jakoś o innych cisza i jakby ich wcale nie było. Pracują, czy tylko brylują w mediach i na korytarzach sejmowych piękni i pachnący, mający odpowiedź na każdy temat.

Nie zagłosuję też na opozycję, bo bym musiała z drabiny na łeb spaść i coś musiało mi się w szarych komórkach poprzestawiać. Wciąż się dziwię kto głosuje na partię oszołomów na czele z Hofmanem, Giżyńskim, Pawłowicz i wreszcie Macierewiczem. Szkoda mojej klawiatury na partię od Smoleńska i O. Rydzyka – kończę na ten temat, bo Prezes za bardzo by się cieszył, że poświęcam mu swój czas.

Nie obchodzi mnie zupełnie, w którym burdelo bum bum obcował z prostytutką, czy też w klubie goł-goł niejaki Ziobro, albo Hofman. Niech się tym zajmą ich żony. Mnie tam zwisa i powiewa z kim owi panowie się zabawiają, bo mnie, jako podatniczkę konkrety obchodzą, a nie długość przyrodzenia tego i owego. Do roboty drodzy panowie, albo do Brukseli, która płaci niezłą kasę. W Brukseli też są kluby uciechy dla panów, a więc tam zabawa, a tu robota.

Mój mąż ma pod sobą wielu ludzi i od kilku lat nie ma urlopu, bo zależy mu na pracy i na ludziach. Dba o to, by w województwie zagrożonym wielkim bezrobociem, ludzie mogli pracować i w miarę godnie żyć. Daje im pracę i dba o to, aby w firmie był porządek, zgodny w przepisami i regulaminem. Wymaga, ale i dba o wszystkich i każdego z osobna. Jeśli się podjęło jakieś obowiązki, to należy się z nich wywiązywać i na dole i na górze.

Od dziś będę wspierała tylko tych, którzy robią coś dobrego dla innych, tak jak wspieram Orkiestrę Owsiaka. Jeśli będę widziała słuszność i transparentność jakieś organizacji, czy też fundacji – będę za i od dziś nie obchodzą mnie żadne przedwyborcze obiecanki cacanki i już nie ze mną te numery panie Bruner, tfu, Panie Premierze!