Archiwum dnia: 26 stycznia, 2014

Wyłuskane okruszki moich wspomnień przesiane przez gęste sito

Chyba już wszystko napisałam na moim blogu o sobie i moich życiowych potknięciach i radościach, czyli o moich dzieciach. Chyba wszystko już zakreśliłam i zdradziłam o moim nietypowym małżeństwie i w nim o wzlotach i upadkach. Uważny mój czytelnik chyba już wszystko o mnie wie, bo staram się pisać bardzo osobiście. Blog miał zadanie, abym się oczyściła z kurzu i brudu, jaki przez lata nosiłam w swoim sercu i duszy. Powoli wszystko robi się czyste i przejrzyste , a ja wracam po raz któryś do mojego bezpiecznego świata, jaki sobie sama wymyśliłam na samym początku mojej małżeńskiej drogi. Każda młoda kobieta, wychodząc za mąż ma nadzieję na szczęśliwe małżeństwo przy boku ukochanej osoby. Każda kobieta ma swój obraz namalowany, że w jej małżeństwie będą tylko jasne barwy i nic tych barw nie będzie miało prawa zaciemnić, tak, że ów obraz będzie straszył.

Każda kobieta pragnie, aby jej mężczyzna był godnym człowiekiem, dobrym człowiekiem, pracowitym i odpowiedzialnym za nią i za przyszłą rodzinę. Tak jest na początku drogi, bo pojawiła się miłość i mamy nadzieję, że żadne wichury i huragany, ani żadne moce nie będą w stanie tej miłości nam zepsuć i zabrać.

Napisałam, że chyba zdradziłam już wszystkie sekrety mojego dziwnego małżeństwa, ale jakże jeszcze często pojawiają się we mnie różne wspomnienia, które wciąż bolą i boleć będą, choćby za przyczyną obejrzanego filmu, czy przeczytanej książki, kiedy to w nich znajdujemy wciąż siebie i swoje problemy. Uświadamiamy sobie, że ktoś, kto pisał scenariusz do filmu, bądź zarys do książki, sprytnie nas podglądał i notował skrupulatnie, aby potem powstało dzieło, na kanwie naszego życia. A może jest to tak, że jednak w każdym małżeństwie z czasem pojawiają się rysy, które przez lata staramy się polerować i dążymy do tego, aby na nowo być szczęśliwymi.

Mam pytanie do czytelnika, bo czy kobieta, która w jakiś sposób jest raniona przez swojego męża, ma obowiązek mimo bólu, przy nim stać i walczyć z jego słabościami i wadami? Wiem, wady mamy wszyscy, bo nie ma człowieka bez wad, bo i ja mam masę wad, ale jeśli pojawia się w małżeństwie zdrada, albo notoryczny alkoholizm, czy inne dziadostwo, to czy kobieta musi, czy powinna podać rękę i wciąż ją wyciągać za każdym potknięciem, albo draństwem swojego partnera? Oczywiście, że na początku tych potknięć, każda kobieta wyciągnie rękę i poda ją pomocnie. Ale jeśli to dzieje się latami, bo np. mąż chla wódę przez długie lata, a w przerwach transu obiecuje, że już nie będzie i się poprawi, że to ostatni drink, prosi o cierpliwość, obiecuje leczenie, a mimo wszystko wciąż rani i ma ciągi, co sprawia, że życie kobiety i dzieci staje się piekłem? Czy mimo tej strasznej rodzinnej tragedii warto tkwić obok i wciąż być okłamywaną, poniżaną i sprowadzoną do tego jego dna.

Piszę o tym , ponieważ sama byłam taką ofiarą pijącego męża. Praca, a w pracy kłopoty, a jeśli kłopoty, to trzeba je jakoś zniwelować, zapomnieć, a najlepiej w gronie kolegów, bo koledzy też mają swoje kłopoty związane z pracą. Ileż to razy przynoszono mi męża na tzw. czterech. Postawili w przedpokoju, a ty babo martw się teraz już sama. Ileż razy mówiłam sobie, że dłużej tego nie wytrzymam i odejdę z dziećmi. Alkohol, to potwór i nie każdy może go pić. Ludzie się bardzo zmieniają po wpływem długiego picia, zatruwając siebie i swoich bliskich. Jest obok nas tak wiele rodzin, gdzie rządzi alkohol, a mimo to, te kobiety wciąż wierzą, że tym razem dana obietnica zostanie dotrzymana. Tak, ja z alkoholem już wygrałam, bo mąż pije teraz tylko okazjonalnie, ale jest to już picie kontrolowane i mąż nie ma już z nim żadnego problemu. Jednak są mężczyźni, dla których alkohol stanowi wodę rozmowną i nie umieją bez alkoholu egzystować. Nie pomagają żadne argumenty i lamenty. Nie pomaga terapia i tak toczy się życie alkoholika i jego bliskich. Bardzo to smutny scenariusz na film, a jednak taki powstał. Przed chwilą obejrzałam film pt. „ Miłość to za mało”, opowiadający o kobiecie walczącej przez większość swojego życia z mężem alkoholikiem. Stała przy nim długie lata, znosząc wszystkie upokorzenia związane z piciem męża. Odchodziła i wracała, ale wciąż go kochała. Tyle razy ją zawiódł i zranił, a mimo to, o niego walczyła. Kiedy sam zauważył, że sięgnął dna, ze wszystkich sił starał się wydobyć z tego piekła. Terapią była dla niego pomoc innym alkoholikom i wraz ze swoją silną żoną założyli klub AA, co pozwoliło im wrócić do siebie emocjonalnie. Tym razem miłość wygrała, ale jakże często bywa, że miłość to za mało.