Archiwum dnia: 8 lutego, 2014

Starzejemy się, ale ja dam radę

Poranek obudził mnie dziś wyjątkowo wcześnie, bo o 7.25. Przykładałam się jeszcze, ale się nie dało.

Wstaję, nie ma co się katować. Kuchnia, kawa i telewizor. Budzę się w ten sposób, aby dojrzeć do codziennych obowiązków. Kurcze, jaki to dzisiaj dzień? A, sobota, dzień wolny od zawracania sobie głowy robotami domowymi. Powinnam wziąć prysznic i odpoczywać do woli. Powinnam oddać się totalnemu lenistwu i nic nie robieniu. Spoglądam tu i tam jednym okiem i twierdzę, że jest całkiem znośnie i da się żyć. Otwieram drugie oko i autorytatywnie stwierdzam, że figa z makiem, widzę niedoróbki, to znaczy należy wziąć odkurzacz i wszelkie szmatki, aby doczyścić, odkurzyć i wyczyścić. Okej, biorę się za robotę i nawet sprawnie mi to idzie. Najpierw przebieram pościel na świeżą, a następnie odkurzam mieszkanie i ścieram kurze. Jest dobrze, mam satysfakcję, że w sobotę, tę wolną sobotę, dałam radę i sobota mnie nie pokonała, bo w końcu jutro jest niedziela. Będzie czysto, z ulgą wzdycham. A, i jeszcze obiad, bo wszystko jest w lodówce, wystarczy przetworzyć, a więc siekam, kroję, podsmażam. W domu unosi się zapach duszonej cebulki z czosnkiem potrzebnej do sosu. Uwielbiam ten zapach cebulki duszonej. Rach, ciach i już wszystko się gotuje. Mam czas na prysznic, a obrane ziemniaki czekają na moment, aby  w odpowiedniej chwili je trzeba zacząć gotować. Mąż zadzwoni, kiedy powinnam je nastawić, bo skończy za 20 minut pracę – tak się umówiliśmy – podobno!

Tak więc zadowolona siedzę pod prysznicem, oddając się ulubionej chwili relaksu. Lubię, kiedy wszystko mam przygotowane i zrobione i ten prysznic to jest taka wisienka na torcie, albo ktopka na „i”.

Moje samozadowolenie jednak długo nie trwało! Wpada zdyszany mąż i od progu krzyczy – jest już obiad?

– No przecież miałeś zadzwonić, kiedy mam wstawiać ziemniaki, bo mięso już jest gotowe i surówka też.

– Nie tak się umawialiśmy, bo miałaś ty zadzwonić, że obiad gotowy.

No nie, kto z nas ma już tu zaniki pamięci? – pomyślałam wrogo już nastawiona do zaistniałej sytuacji.

– Poczekaj kochanie, już wstawiam. Za 20 minut obiad będzie gotowy – nieśmiało proponuję wyjście z sytuacji.

– 20 minut? A na mnie tam czekają, bo mamy sprowadzić pojazdy i takie tam – słyszę

– No ja nie mogę, a co cię zbawi te 20 minut – warknęłam już cholernie zła.

– Rozwaliłaś mi cały dzień – wiesz?

– Posłuchaj kochanie, naprawdę nie masz większych kłopotów, jak te 20 minut. Naprawdę zawali ci się świat? Naprawdę, naprawdę, naprawdę! – wytoczyłam działa i nagle nastał spokój, zamilkł jak zaczarowany i za chwilę zjedliśmy w pełnej zgodzie, bardzo smaczny obiad, a po obiedzie spokojnie poszedł do swoich zajęć mój nerwus! Uf, cholera jasna! Polecał, a ja mam już wolne i tylko sobie pomyślałam, jak ważna jest sztuka komunikacji ludzi starzejących się.

Tęczowa opowieść

To był piękny wiosenny dzień, a w ogrodach zaczęły zakwitać wiosenne, pierwsze kwiaty. W sadzie zakwitały owocowe drzewa, a w środku stał sobie piękny, duży dom. Wszystko budziło się do życia, a mieszkańcy domu, przygotowywali się na przyjazd gości w związku z zaręczynami.  Jerzy, pan po pięćdziesiątce spotkał na swojej drodze Krystynę, kobietę urodziwą, w kwiecie wieku. Po dłuższej znajomości pragnęli oznajmić swoim dorosłym dzieciom, że chcą spędzić resztę życia we dwoje i planują wspólną przyszłość. W domu trwały ostatnie przygotowania w związku z uroczystością. Szampan się chłodził, a przyszła para wyglądała bardzo podniośle i uroczyście. Wyczekiwali z niecierpliwością na zjazd rodziny.

Pierwsza przyjechała Ola. Mieszka na stałe z Paryżu, gdzie prowadzi prywatną szkołę dla dzieci. Jest piękną, wysoką blondynką o niebieskich oczach. Wygląda wspaniale pośród tych wszystkich wiosennych kwiatów. Cudo kobieta, zgrabna i delikatna w wieku 27 lat.

Następnie w domku na skraju lasu, zjawiła się Alicja. Przyjechała z Warszawy ze swoim narzeczonym Piotrem, bardzo przystojnym młodym brunetem z lekkim zarostem na twarzy. Alicja zaś była rasową brunetką o gęstych, kruczoczarnych włosach. Oboje z narzeczonym prowadzili biuro, w którym zajmowali  się architekturą i urządzaniem domów. Interes nieźle się im rozwijał i należeli naprawdę do grona szczęśliwych par, którym się udało. Swój ślub zaplanowali za trzy miesiące, o czym pragnęli poinformować Jerzego i Krystynę.

Ola i Alicja nie znały się, gdyż Ola była córką Krystyny, a Alicja córką Jerzego i to było ich pierwsze spotkanie w cztery oczy. Jerzemu i Krystynie bardzo zależało, aby ich córki się polubiły i zaprzyjaźniły.

Kiedy nadszedł ciepły i pachnący wiosną wieczór, w domu na skraju rozbrzmiewały toasty i życzenia skierowane do narzeczonych, aby ich związek rozkwitał i byli szczęśliwi. Słychać było muzykę i rozpoczęły się tańce, a atmosfera zrobiła się bardzo przyjazna. Obie młode kobiety przypadły sobie do gustu i okazało się, że impreza zapoznawcza okazała się bardzo udana. Jerzy i Krystyna okazywali sobie wiele czułości, co cieszyło ich córki.

Jerzy i Krystyna nie mieszkali jeszcze razem, a więc następnego dnia Krystyna zaprosiła Alicję do swojego domu, aby omówić ewentualną przebudowę swojego domu. Pragnęła, aby to w jej domu, oddalonym kilka kilometrów od domu Jerzego, mogli oboje zamieszkać. Krystyny dom miał piękne położenie, tuż nad malowniczym jeziorem. Jerzy zgodził się na taki układ, a swój dom pod lasem planował zapisać Alicji. Takie były to rodzinne plany. Alicja widziała duży potencjał w domu Krystyny i zapewniła, że razem z Piotrem sporządzą plan przebudowy.

O poranku Krystyna usiadła na ganku i zaraz dosiadła się do niej, jeszcze w porannym stroju, zaspana Ola.

– Olu, zaproś Alicję na spacer i pokaż jej naszą uroczą okolicę – zaproponowała.

– Mamo, oczywiście, że zajmę się Alicją i zapewniam, że nie będzie się nudziła – odparła.

– Pójdziemy na spacer i popływać , a potem się poopalamy. Piotr został z Jerzym, aby mu pomóc w układaniu drzewa, to zaopiekuję się Alicją bądź pewna i nie martw się. Znasz mnie, że jestem bardzo kontaktowa i otwarta.

Kiedy Alicja zeszła z piętra, Ola zaproponowała jej spacer, podając filiżankę, świeżo zaparzonej kawy.

Oczywiście, dziękuję Olu. Wybierzemy się, bo dzień jest przecudowny i szkoda go na leżenie na tarasie – z uśmiechem oznajmiła.

Obie, młode damy poszły wąską dróżką przez las nad jeziorem, zabierając ze sobą koszyk z jedzeniem i koc. Dzień zapowiadał się cudownie, a na niebie nie było żadnej chmurki. Tylko lekki wiaterek od jeziora potrząsał młodymi listkami drzew.

– Tu sobie usiądziemy, zaproponowała Ola. To jest plaża moja i mojej mamy. Tu najlepiej nam się odpoczywa. Tu czytamy książki i relaksujemy się. Ola wyjęła z koszyka butelkę, czerwonego wina i nalała do plastikowych kubeczków.

– Zapalisz, posunęła Alicji paczkę z papierosami. – Chętnie, choć rzadko to robię, odparła Alicja, biorąc papierosa z paczki.

Ola, podała zapalniczkę Alicji, ale wiatr robił swoje i co chwila ogień gasł. – Poczekaj, Ola wzięła zapaliczkę i udało jej się zapalić tego nieszczęsnego papierosa, nie spuszczając z oczu Alicji. Ich oczy co trochę się spotykały, tak jakby chciały sobie coś ważnego powiedzieć. Czuło się miedzy nimi napięcie, a może to była chemia.

Nagle Alicja niespodziewanie położyła pocałunek na ustach Oli, który trwał długą chwilę. Nie był to pocałunek przelotny, a był to namiętny pocałunek dwóch młodych kobiet, które nagle poczuły w sobie dziwny pociąg.

– Nie, nie, nie, Alicja złapała się za głowę i zakryła rękoma twarz.

– Co ja robię, wybacz, nie chciałam. Przecież mam Piotra. Za trzy miesiące ślub. Obrączki kupione, zaproszenia wybrane, co ja robię! Wstała szybko z koca i prędko zostawiła Olę na plaży.

Ola pobiegła szybko za nią i kiedy dogoniła, wpadły sobie w ramiona. Nie mogły się sobą nasycić, a ich pocałunki były  odwzajemnione bardziej i bardziej. Nie wiedzieć kiedy znalazły się w domu, na pięterku i tam oddały się sobie w całości. Ich miłość i kochanie były bardzo delikatne, sprawiające obu i każdej z osobna ogromną radość i satysfakcję seksualną. Stało się, że te dwie, młode kobiety nie wiedzieć kiedy poczuły do siebie ogromną miłość i pożądanie. Odnalazły się i nie miały ochoty nigdy skończyć. Nie mogły się sobą nasycić i nic więcej, gdzieś tam ich nie obchodziło.

Spotykały się jeszcze wiele razy. Alicja wykradała chwile ze wspólnego życia z Piotrem i leciała jak na skrzydłach na spotkania z Olą. Oszukiwała Piotra, pudrowała malinki, kłamała, aby tylko być blisko ukochanej. Nie mogły się nigdy rozstać, aby nie obsypywać się setką pocałunków i uścisków i rozstanie każdą z nich raniło.

Pewnego dnia, obejmowały się na ulicy, kiedy rozstawały się po spotkaniu w hotelu. Pech chciał, że w tym samym czasie Piotr był też w tym mieście i zauważył Alicję i Olę, gdy obejmowały się czule, żegnając.

Kiedy Alicja przyszła do domu, zauważyła na podłodze samolociki zrobione z ich ślubnych zaproszeń. Już wiedziała, że tajemnica jej wyszła na jaw i nagle usłyszała, że ma się wynosić. Piotr siedział w ciemnym pokoju na fotelu. To koniec, pomyślała Alicja.

– Zmarnowałaś mi siedem lat życia, ty lesbo – usłyszała zdrętwiała i przerażona. – Wynoś się natychmiast, nie chcę cię znać ty, ty, ty.!

Przerażona, szlochając, przyklękła przed Piotrem i wyłkała.

– Wybacz mi, wybacz. Zawsze było ze mną coś nie tak. Myślałam, że jak poznam mężczyznę i się zakocham, to będzie dobrze i będę mogła być szczęśliwa z tobą. Wybacz, ale nie mogę się już więcej oszukiwać. To wbrew mojej naturze. Nie chciałam ciebie skrzywdzić, ale Olkę kocham ponad wszystko i nie wyobrażam sobie bez niej życia. To jest silniejsze ode mnie i pójdę za nią na koniec świata i nie obchodzi mnie, co na to ludzie powiedzą. Nie obchodzi mnie, jak to przyjmie Krystyna i Jerzy. Wybacz – łkała.

– Pakuj się i nie chcę cię znać. Piotr energicznie ją odepchną od siebie.

Zaczęła się pakować , zabierając wszystkie swoje rzeczy. Niedbale wrzucała swoje ubrania do walizek, aby szybko opuścić Piotra i ten ich dom. Chciała jak najszybciej znowu móc objąć Olę i być blisko niej.

– Olu, opuszczam Piotra, zdążyła jeszcze zadzwonić, kiedy Piotr przestał krzyczeć.

– Będę, bądź, wyjeżdżamy, tak jak ustaliłyśmy.

W torebce miała bilet do Paryża i czym prędzej udała się na lotnisko, na którym już czekała na nią Ola.