Archiwum dnia: 18 lutego, 2014

Wal臋 – tynki po 20 latach

O tym, 偶e zdradza j膮 m膮偶, dowiedzia艂a si臋 w pracy. Siedzia艂y w jednym pokoju we trzy, codziennie przez osiem godzin. Ka偶da zapracowana, bo ka偶da z nich mia艂a inne ksi臋gowe czynno艣ci do wykonania. Codziennie poranna kawka, a potem nastawa艂a cisza, gdy偶 praca ich wymaga艂a du偶ej uwagi. Zgadza艂y si臋 ze sob膮 i w pracy, jak i prywatnie stanowi艂y zgran膮 kobiec膮 paczk臋. Spotyka艂y si臋 czasami w domu kt贸rej艣 na kawie i pogaduchach. Lubi艂y si臋 bardzo, cho膰 r贸偶nica wieku by艂a do艣膰 rozpi臋ta.

Basia mia艂a 40 lat. Krysia 26, a najm艂odsza by艂a Ania. Jednak wcale im to nie przeszkadza艂o, aby 艣wietnie si臋 dogadywa膰. Pewnego dnia Basia mia艂a imieniny, a wi臋c ciasto, kawa, jak to by艂o przyj臋te w ca艂ym urz臋dzie. Imieniny, to pow贸d, aby odsapn膮膰 od obowi膮zk贸w i wyrwa膰 si臋 na te p贸艂 godzinki, aby z艂o偶y膰 solenizantce 偶yczenia. W czasie tych imienin, z innego pi臋tra wpad艂a grupa kole偶anek. 聽By艂o gwarno i weso艂o, do chwili, kiedy Ania, ta najm艂odsza wysz艂a do toalety. Kiedy wr贸ci艂a, us艂ysza艂a strz臋pki rozmowy, kt贸re brzmia艂y do艣膰 z艂owrogo, bo us艂ysza艂a 鈥 Ani臋 zdradza m膮偶, ale z kim ju偶 do niej nie dotar艂o.

– O kim wy rozmawiacie 鈥 spyta艂a nie艣mia艂o oczekuj膮c dalszego ci膮gu tajemniczej rozmowy.

– Aniu, chyba powinna艣 to wiedzie膰, bo to o twoim ma艂偶e艅stwie. Wiemy, 偶e zaboli, ale nie mo偶emy na to d艂u偶ej patrze膰. Tw贸j m膮偶 zdradza ci臋 z salow膮 ze szpitala. To taka g艂upia, m艂oda siksa, co to w艂azi ka偶demu do wyrka. No wiesz, s艂aba pensja, to musi sobie jako艣 dorobi膰 do niej. Jednak ona i tw贸j m膮偶 to romans na ca艂e miasto.

Usiad艂a ci臋偶ko na krze艣le i my艣la艂a, 偶e jej si臋 to wszystko 艣ni. To niemo偶liwe, bo zauwa偶y艂aby chyba jakie艣 oznaki niewierno艣ci, ale z drugiej strony kiedy mia艂aby zauwa偶y膰, skoro jest w ci膮g艂ym po艣piechu na trasie praca 鈥 dom. On pracuje na zmiany i mijaj膮 si臋 w drzwiach. Mo偶e jest 艣lepa, a mo偶e bardziej zm臋czona. Tysi膮ce my艣li w艂a艣nie przebieg艂o jej przez g艂ow臋, a po drugie, dlaczego wszyscy o tym wiedz膮, a ona jest jak ta 艣lepa we mgle? Po policzkach sp艂yn臋艂y jej 艂zy. Kole偶anki troch臋 zawstydzone rozesz艂y si臋, a ona nie nadawa艂a si臋 ju偶 do 偶adnej pracy. Posz艂a do szefowej, aby zwolni膰 si臋 z pracy. Chcia艂a czym pr臋dzej wyja艣ni膰 to z m臋偶em, bo serce jej rozwali艂o si臋 na p贸艂. Chcia艂a us艂ysze膰 prawd臋, bo wci膮偶 nie wierzy艂a w to, co w艂a艣nie us艂ysza艂a.

Wysz艂a z pracy i stan臋艂a na schodach, nie wiedz膮c, co dalej. Gdzie ma szuka膰 swojego m臋偶a, bo akurat by艂 w pracy. Nagle j膮 ol艣ni艂o, 偶e p贸jdzie do domu kolegi m臋偶a i mo偶e uda jej si臋 czego艣 wi臋cej dowiedzie膰. P贸jdzie jak niby nigdy nic 鈥 na kaw臋. To by艂 ich wsp贸lny dobry znajomy, z kt贸rym od dw贸ch lat si臋 znali i bywali u siebie. Traktowa艂a go jak przyjaciela domu i mia艂a do niego zaufanie.

Wesz艂a na drugie pi臋tro i stan臋艂a u drzwi Jarka. Wzi臋艂a g艂臋boki oddech i nie艣mia艂o zapuka艂a. Jarek otworzy艂 jej drzwi, troch臋 zdziwiony, 偶e przysz艂a do niego, gdy偶 w zasadzie przychodzi艂a zwykle z m臋偶em.

– Mam troch臋 wolnego, a pada deszcz i tak wpad艂am, aby przeczeka膰.

– Fajnie, wchod藕, zapraszam i przepraszam za ba艂agan, ale wiesz jak to jest, kiedy facet sam mieszka 鈥 t艂umaczy艂 si臋.

– Kawa, herbata 鈥 zaproponowa艂.

– Oboj臋tnie, ale mam do ciebie spraw臋, nie艣mia艂o zacz臋艂a. Powiedz mi wszystko, co wiesz odno艣nie mojego m臋偶a i tej聽 jakie艣 tam salowej. Zapad艂a niezr臋czna cisza i ju偶 wiedzia艂a, 偶e co艣 jest na rzeczy. Wiedzia艂a, 偶e przysz艂a w dobre miejsce informacji, z pierwszej r臋ki.

– Pos艂uchaj Anno, powiem ci, 偶e on nie jest ciebie wart. Powiem ci wi臋cej, ale musisz si臋 ze mn膮 przespa膰. Zawsze mi si臋 podoba艂a艣 i przysi臋g艂em sobie, 偶e musz臋 ci臋 mie膰, a reszt臋 powiem ci po, no wiesz 鈥 wyduka艂.

– Nie, nie, to nie w porz膮dku. Nie spodziewa艂am si臋, 偶e jeste艣 taki wyrachowany. My艣la艂am, 偶e jeste艣 naszym przyjacielem, a ty okaza艂e艣 si臋 podst臋pnym facetem, kt贸ry musi upiec swoj膮 piecze艅 na cudzym nieszcz臋艣ciu 鈥 wykrzycza艂a mu zaskoczona.

Nasta艂a chwila ciszy i nagle wpad艂a na pomys艂, aby go przechytrzy膰.

– Okej, ale najpierw informacje, a potem 艂贸偶ko.

– On nie zas艂uguje na ciebie. Jeste艣 dla niego za fajna, bo za dobra 偶ona i wspania艂a matka, a ta jego zdzira to panna, kt贸ra z艂apa艂a go na wiesz co. To nic nie warte dziewcz臋 i radz臋, zostaw go. Ja dam ci mi艂o艣膰 i b臋d臋 dobrym ojcem dla waszych dzieci.聽 Zawsze ci臋 kocha艂em i marzy艂em, aby艣 wreszcie przejrza艂a na oczy.

Kiedy us艂ysza艂a to wszystko, szybko si臋 pozbiera艂a i wybieg艂a na ulic臋, zostawiaj膮c napalonego Jarka.

Czeka艂a j膮 rozmowa z m臋偶em, kt贸ry oczywi艣cie si臋 wszystkiego wypar艂. Zacisn臋艂a z臋by, bo nie chcia艂a odbiera膰 ojca dzieciom. Nie chcia艂a rozwodu i nie mia艂a zamiaru skorzysta膰 z propozycji Jarka. Posz艂a do tej zdziry, kt贸ra tak偶e wszystkiego si臋 wypar艂a, 偶e to bezpodstawne plotki.

呕y艂a jak na polu minowym, gryz艂a si臋, bo wiele energii kosztowa艂a j膮 obserwacja m臋偶a. 艢ledzi艂a go, w膮cha艂a i przeszukiwa艂a jego ubrania. Nie znajdowa艂a nic. Wraca艂 do domu punktualnie i nie szlaja艂 si臋 nigdzie. Zaj膮艂 si臋 bardziej ich dzie膰mi i wraca艂o wszystko do jako takiej normy, a kiedy dowiedzia艂a si臋, 偶e zdzira wyjecha艂a daleko i tam wysz艂a za m膮偶 鈥 uspokoi艂a si臋.

Pewnego dnia, wyj臋艂a ze skrzynki list, adresowany do niej. Szybko otworzy艂a kopert臋, bo charakter pisma by艂 jej ca艂kowicie nieznany. Czyta艂a:

鈥濪roga Pani. Bardzo Pani膮 przepraszam, za to co Pani zrobi艂am. Tak, spa艂am z Pani m臋偶em, ale by艂am bardzo g艂upia i przepraszam, 偶e zrobi艂am Pani tak膮 wielk膮 krzywd臋. Teraz, kiedy jestem sama m臋偶atk膮, po ci臋偶kiej operacji tarczycy, wiem, 偶e by艂am pod艂a i z艂a i prosz臋 o wybaczenie鈥

Ten list Annie sprawi艂 wielk膮 ulg臋, a zarazem poczu艂a z艂o艣膰, bo przecie偶 obydwoje zaprzeczali. Schowa艂a ten list na pami膮tk臋 i nie powiedzia艂a m臋偶owi, 偶e jest w jego posiadaniu. Nie chcia艂a ju偶 rozdrapywa膰 tych ran, kt贸re si臋 troch臋 zabli藕ni艂y.

Min臋艂o 20 lat od tamtych prze偶y膰. 14 lutego, w dzie艅 Walentego – dnia zakochanych, jej m膮偶 przyszed艂 do domu, po spotkaniu z kolegami z pracy. Wypi艂 troch臋, ale ona nie mia艂a o to do niego pretensji, bo wola艂a, 偶e si臋 rozerwie z kolegami, jakby mia艂 si臋 gdzie艣 szlaja膰.

Usiad艂 obok niej, kiedy ogl膮da艂a film. Wzi膮艂 pilota i 艣ciszy艂 telewizor, aby jej co艣 powiedzie膰. Zawsze mia艂 gadanego po ma艂ej w贸dce.

– Pami臋tasz Jarka, tego naszego koleg臋, z kt贸rym nie rozmawiam ju偶 20 lat? 鈥 spyta艂 zaczepnie.

– Pami臋tam, a co u niego? Jest w Polsce, bo chyba by艂 za granic膮?

– Nie jest za granic膮, bo wr贸ci艂 i podj膮艂 prac臋 w konkurencyjnej firmie i wiesz co on gada dooko艂a?

– Nie wiem, a co?

– Opowiada kolegom, 偶e mia艂 ciebie w 艂贸偶ku! Koledzy przy w贸dce mi to powiedzieli 鈥 wiesz?

Przysun臋艂a si臋 bli偶ej do niego, ujmuj膮c w d艂oniach jego g艂ow臋 i spojrza艂a mu g艂臋boko w oczy.

– Wierzysz, 偶e mog艂abym to zrobi膰 鈥 spyta艂a.

– Nie, to nie ty. Ty taka nie jeste艣 i wiesz co? Jutro zabieram ci臋 na uroczysty obiad z powodu Walentynek, bo kocham ci臋 nad 偶ycie.