Archiwum dnia: 27 lutego, 2014

Przemęczać się, czy też lepiej nie!

Kiedy odchodzi się na zawsze z pracy, to tylko chwilę potem dzwonią telefony od koleżanek, z którymi się razem pracowało przez wiele lat. Przychodzi jednak taki moment, że telefon milknie na zawsze i idziemy zwyczajnie w zapomnienie. Tak było i ze mną i czasami się zastanawiam, czy to czasem nie jest i moja wina. Nie szukam na siłę znajomości w swoim otoczeniu. Nie bywam na wspólnych babskich zlotach i nie chodzę do nikogo na kawkę i pogaduszki, bo jest mi to już do niczego nie potrzebne. Mam swoje dzieci, troskliwego męża i to mi wystarcza. Nigdy nie byłam kobietą, która lubiła babskie spotkania i te ploteczki na nich zupełnie mnie nie interesowały, a więc jest jak jest, a jest dobrze i nie cierpię z tego powodu.

Mam w swoim otoczeniu takie kobiety, które nie przepracowały w swoim życiu ani jednego dnia, a jednak są otoczone wianuszkiem koleżanek i spotykają się na takich babskich sabatach. Nie pracowały, bo chyba nie chciały, albo mężowie nie mieli nic przeciwko temu, uważając, że kobieta i tak ma dużo pracy w domu i przy wychowywaniu dzieci, a więc jeśli tylko finansowo starczało, nie widzieli powodu, aby ich kobieta musiała iść do pracy.

Znam taką Panią Helenę, która wychowywała dwóch synów, a jej mąż piął się po szczeblach kariery wojskowej. Pani Helena, to taka artystyczna dusza i siedząc w domu, między zajęciami domowymi, wyszywała, robiła na drutach, a także malowała obrazy. To jej mąż zadecydował, że do pracy iść nie musi, bo woli, aby była w domu. Pani Helena ma obecnie ok 70 – tki, a więc jest już starszą Panią.

Obserwuję też stosunkowo młodą kobietę, widząc ją ze swojego okna, która na balkonie, co 20  minut, pali papierosa. Widzę, że nie pracuje nigdzie, choć podobno kiedyś pracowała, ale owa praca nie była dla niej źródłem satysfakcji, a więc z niej zrezygnowała. Jej mąż (chyba), wyjeżdża na długie trasy, gdyż pracuje jako kierowca tira i jest w domu co dwa tygodnie. Mają jedno, odchowane dziecko, a więc nic nie stoi na przeszkodzie, aby iść do pracy, ale w zasadzie po co, skoro chłopa ma się od tego, aby zarabiał.

Następnie inna młoda kobieta, która ma dwoje dzieci, a jej mąż też nie pracuje. Handlują czymś i z tego żyją, choć mieszkanie jest nie opłacone i komornik zabrał już sporo rzeczy na rzecz długów. Ona rozpoczęła kurs przystosowujący do pracy, ale go nie skończyła i dalej sobie siedzi w domu, bo po co się mają oboje przemęczać.

Inna, także nie skalała się w życiu pracą, bo też jest zdania, że to chłop ma do domu przynosić pieniądze, a więc też wygoniła go na tiry i ma święty spokój i czas dla koleżanek, bo dom jest ich pełen. Są pieniądze na kosmetyki i dobrą kawę i papieroski i jakoś tam leci.

Dlaczego o tym piszę, ano dlatego, że kobiety można podzielić na pracowite, lojalne wobec domowego budżetu i takie, które nie po to za mąż wychodziły, aby tyrać. Od tego mają chłopów, których zasranym obowiązkiem jest zarobić na dom, a jak nie to fora ze dwora i na jego miejsce będzie inny, lepszy, zaradniejszy, bogatszy. Potrafią także od łoża odsunąć do momentu, kiedy widzą na koncie lepsze pieniądze, którymi mogą dowolnie dysponować i tu nasuwa się pytanie, które w życiu mają lepiej?