Archiwa miesięczne: Marzec 2014

Zastępował jej kiedyś Ojca

Na przełomie lat 60 i 70, kiedy musiała z Mamą uciekać z domu do domu poznanej rodziny na innej ulicy, bo w domu było piekło, pojawił się w jej życiu on. Mąż młodej żony z jednym dzieckiem, wysoki, postawny i przystojny. Prawie każdą niedzielę tam spędzali, a bywały też dni w tygodniu, kiedy to trzeba było zwiewać z domu, aby zachować swoje życie.

Trwało to kilka lat i nawet przyzwyczaiła się do tego obcego domu, gdzie bardzo często odrabiała lekcje, gdyż w domu nie miała warunków, a uczyć się lubiła i mogła się schronić przed razami.

On zastępował jej ojca, choć wcale o tym nie wiedział, gdyż to była tylko jej tajemnica, z której się nikomu nie spowiadała. Podziwiała go za zaradność, bo był taką złotą rączką, a także za wielkie poczucie humoru. W tamtych czasach, kiedy nie stać było rodziny na zakup nowych mebli, czy na wynajęcie ekipy remontowej, dla niego nie stanowiło problemu, aby samemu sobie poradzić i tak powstawały oryginalne szafki i regały i za to go podziwiała.

Jego żona, młoda kobieta, zgrabna blondynka, także pracowała i robiła wszystko, aby żyło się im w miarę dostatnio. Podobało się jej to małżeństwo, które przygarnęło pod swój dach jej rodzinę i zaprzyjaźniło się z jej Mamą. Lubiła patrzeć na to małżeństwo i widać było, że się kochają.

Minęło trochę czasu i oni się wyprowadzili z tego jej miasta, ale przyjaźń z jej Mamą trwała cały czas. Dochodziły ją słuchy, że żona jego urodziła następne dziecko i za trochę następne , a więc  mieli trzy córki.

Żona jego po tych porodach bardzo się roztyła i w związku z tym, nie była w stanie robić wszystkiego, ale to jemu nie przeszkadzało, bo swoją zaradnością życiową sprawiał, że nie brakowało w domu niczego, a dzieci były zadbane i zdrowo rosły.

Kiedy ona miała kłopoty małżeńskie, on jakoś przyjechał do jej miasta i dowiedział się, że ona jest w rozpaczy i postanowił ją pocieszyć. Oczywiście wpuściła go do domu po starej, dobrej znajomości, bo myślała, że się o nią normalnie  martwi. Jednak za chwilę przekonała się, że pocieszenie miało odbyć się w łóżku i jak ochoczo wpuściła go do domu, tak czym prędzej kazała się wynosić i tak pękła mydlana bańka o tym, który zastępował jej kiedyś ojca.

Minęło trochę czasu i jej Mama otrzymała depeszę, że żona jego nie żyje i umarła zaraz kiedy ich córka zaczadziła się w łazience i jej nie odratowano. Żona jego nie chciała po tym żyć , bo zaprzestała wszelkiego leczenia – chciała odejść i nic nie było w stanie jej na tym świecie już zatrzymać. Wiedziała, że on ją zdradza. Wiedziała o tym od paru lat i odejście córki sprawiło, że się kompletnie rozsypała.

On zaraz ożenił się z koleżanką jego żony, wdową i żyli ze sobą parę ładnych lat, ale i ta kobieta odeszła od niego, gdyż rak ją pokonał.

Spotkali się w tamtym roku na pewnym weselu i jakoś inaczej na niego spojrzała, z niechęcią po tamtej propozycji i choć tłumiła ową niechęć, to do końca się jej nie udało. Kilka zdawkowych pytań i odpowiedzi i nie mieli sobie już nic do powiedzenia. Na tym weselu kleił się do każdej, młodszej od niego kobiety i w końcu z jakąś wyjechał z tego wesela i prawdopodobnie są razem, ale jej już kompletnie nie obchodzi los tego, który kiedyś zastępował jej tatę. 

Reklamy

Takie będą Rzeczpospolite, jakie ich młodzieży chowanie

Mają wiele do ukrycia: tną się, odchudzają, wyniszczają. Co na to ich rodzice? O swoich dzieciach często nie wiedzą nic. Albo udają że nie wiedzą.

http://polska.newsweek.pl/dlaczego-nastolatki-w-polsce-sie-okaleczaja-newsweek-pl,artykuly,283095,1.html

Tak przeczytałam w Newsweeku i od razu sięgnęłam pamięcią do czasów kiedy byłam uczennicą szkoły podstawowej i potem średniej. Nie pamiętam ani jednego przypadku, aby zdarzały się w moim otoczeniu takie sytuacje jak wyżej. Nikt się nie głodził, nikt nie ciął się żyletką i nikt się nie wyniszczał narkotykami i innymi świństwami. Byliśmy inni, może bardziej odporni na stresy, a może te wszystkie zabiegi nie były po prostu modne, bo teraz media kreują, że wszystko musi być idealne, a więc młodzi ludzie do tego dążą, wpadając po drodze w różne psychozy i zwyczajnie sobie nie radząc ze sobą.

Przeczytałam także, że wzrosła w zastraszającym tempie liczba samobójstw wśród młodych ludzi – dlaczego? Z jakich przyczyn ludzie młodzi odbierają sobie życie? A pewnie, że powodów może być tysiące, aby nie chcieć żyć, ale czy to nie jest pójście na łatwiznę, bo wystarczy odebrać sobie życie, aby problemy zniknęły?

Coś się dzieje z młodymi ludźmi i coś nie gra, tak w rodzinach, jak i w szkołach. Coś lub ktoś zawodzi i nie spełnia oczekiwań tych dzieciaków, które w ramach protestu kaleczą się, bo są nie rozumiane. Nie wiem, bo nie jestem przecież blisko tych środowisk szkolnych, ale często opowiada mi przeróżne historie, bez nazwisk, moja córka, która  codziennie, jako psycholog , musi rozwiązywać bardzo trudne sprawy i dylematy uczniów.

Wszystko ma początek swój w domu, w rodzinie i z niej wywodzą się te agresywne działania, bo w rodzinie dzieje się źle. Matka i Ojciec na bezrobociu, albo jedno z nich nadużywa alkoholu. Bicie, awantury, brak miejsca do nauki. Bieda i choroba, oraz patologiczne zachowania, lub inaczej, wymagania w stosunku do dziecka ponad jego siły i zdolności. W każdej rodzinie można znaleźć przyczyny takich destrukcji i ważne jest, aby w porę je wyłapać i aby rodzice bardziej przyłożyli się do wychowywania swojego potomstwa, bo jakże często brak wiedzy podstawowej, powoduje, że dzieciaki uciekają z domów i wpadają w poplątane środowiska, a szkoła?

Co może szkoła? Nic nie może, bo tylko może dbać o to, aby dzieciaki w szkole czuli się bezpiecznie, ale jest coraz trudniej, gdyż dzieci, dzieciom gotują taki los, że prawdopodobnie co drugie dziecko jest narażone i przeżywa w szkole akty przemocy ze strony rówieśników, czego kiedyś prawie wcale w szkołach nie było.

I my mieliśmy kiedyś problemy w rodzinach, bo i nasi rodzice się rozwodzili, albo nadużywali alkoholu. I u nas w domach dawniej się nie przelewało, a jednak nie wpadaliśmy notorycznie w narkotyki i nie wąchaliśmy kleju, a więc widocznie byliśmy odporniejsi na stres. Także siedzieliśmy w książkach, także mieliśmy dużo nauki i zdawaliśmy egzaminy i matury i dawaliśmy sobie radę, a teraz?

Teraz najmniejsze niepowodzenie rujnuje młodego człowieka, który szuka zastępstwa w ukojeniu swoich porażek. Gdzieś tkwi błąd w wychowywaniu młodego pokolenia. Ktoś im niczego nie tłumaczy, nie wspiera i nie radzi, a więc pozostawieni są sami sobie i takie są to efekty. 

Mam wnuki  i już się boję o nie, bo kiedy z dzieciństwa wkroczą w dorosłe życie i wpadną w tygiel kompletnie nie przygotowanych nauczycieli w nauczaniu jak radzić  sobie ze stresem, może być różnie i mam nadzieję, że w razie W, pomagać im będą mądrzy rodzicie.

Oglądałam program pt. „Surowi rodzice”, który obnaża nieporadność tych rodziców,dla których ostatnią deską ratunku jest posłanie swojego rozwydrzonego dziecka do innych rodziców na wychowanie w ciągu siedmiu dni, to przecieram oczy ze zdumnienia, jak z szatanów przeistaczają się w aniołki, takie czary mary i wnerwia mnie, że ktoś na tym zbija niezłą kasę, bo tylko o to mediom chodzi, a problemy z młodzieżą leżą w naszym kraju i morale spadły na zbity pysk i znowu chce się napisać, że za moich czasów to było… dobra już nie marudzę, ale fakt,faktem było lepiej, inaczej, spokojniej, bezpieczniej.

Tak pięknie pachnie wiosną – chce się żyć

Od rana słonko zagląda do okien i nie straszna mi była zmiana czasu, jedna godzina w tą, czy w tą stronę. Ja nie reaguję nigdy na te zmiany i nie  mam w związku z tym żadnych kłopotów z bólem głowy, jakimś rozkojarzeniem i nie muszę pić drugiej, czy trzeciej kawy, aby się dobudzić. Bardzo się cieszę, że dzień będzie po prostu dłuższy i chyba nie tylko ja. 

Rano wstałam z postanowieniem, że muszę przywitać z mężem wiosnę w naszym mieście. Robi się zielono i tak strasznie chce się wyjść z domu i przywitać z najpiękniejszą porą roku, kiedy wszystko się budzi do życia. Postanowiliśmy zrobić sobie wycieczkę nad naszym jeziorem, gdzie jest tak tłoczno, jak to się mówi – w Rzymie. Ludzie wylegli na spacery, przebieżki, rowery. Trzeba bardzo uważać, aby na wąskiej ścieżce nie zostać potrąconym, bo ludziska szaleją wprost. Biegają, jeżdżą rowerami, albo maszerują z kijkami. Jest cudnie, sorry powtarzam się, ale jest cudnie i dlatego chce się na świeże powietrze, powdychać, albo usiąść na kładce i porozmawiać we dwoje. Musimy po zimie częściej wydobywać się z domowych pieleszy i tak będziemy robili. U nas w mieście, mamy ten komfort, że jest dużo miejsca do spacerów i wyciszenia się na łonie przyrody.

Mąż zakupił łódkę i wózek do niej, a więc mamy szerokie plany, aby przemierzać na nowo, okoliczne jeziora. Mam nadzieję, że z naszymi Wnuczętami wreszcie, bo są już przecież duże i gotowe na przygodę. Jest cudnie, uwierzcie mi.

 

 

Po spacerze wizyta w ogrodzie mojej córki i zięcia,  w którym to rozpoczęły się pierwsze ogrodowe prace. Mały i duży – wszyscy zaangażowani – Wiosno trwaj, a ja będę dokumentowała zdjęciami wszystko. Wiosna, wiosna, ach to ty?

Trzeba starać się być dobrym człowiekiem, aby nas dobrze wspominano

Rodzimy się, dorastamy, zakładamy rodziny i mamy dzieci. Nasze dzieci, to nasza krew i nasze geny i dlatego powinniśmy kochać swoje potomstwo, dbać o nie i dać mu wszystko, co najlepsze, czyli przede wszystkim miłość. Miłość do własnego dziecka jest miłością najpiękniejszą na świecie. Nie ma piękniejszej miłości matki do dziecka i ojca do swojego spłodzonego potomka. 

Jakże często bywa tak, że rodzice mając więcej niż dwoje dzieci, jedno faworyzują, jakby bardziej kochają. To drugie to czuje i ma wrażenie, że jest gorsze, że nie spełnia swoją osobą oczekiwań rodziców i z tego powodu cierpi. Cierpi i zabiega o dobre słowo, o miły gest i o zrozumienie, a jednak tego nie otrzymuje. Nie wiadomo dlaczego tak się dzieje, że rodzice nie potrafią swojej miłości podzielić po równo i odtrąceniem wzmagają w swoim dziecku niższe poczucie własnej wartości.

Jakże często rodzice mają tylko jedno dziecko i matka kocha całym sercem, a ojciec odtrąca, krytykuje, docina, odrzuca całym sobą i odwrotnie. Niektórzy rodzice swoim dzieciom stawiają wysoko poprzeczkę i jeśli dziecko nie potrafi z jakiś przyczyn zaspokoić tych oczekiwań, poddane jest osądowi, krytyce, a nawet odrzuceniu przez jednego rodzica, a zdarza się, że i matki oraz ojca. 

Rodzi się więc frustracja i takie niekochane dziecko daje z domu dyla, byle dalej od domu i zawiedzionych rodziców. Idzie swoją drogą i nie chce pamiętać o krzywdzie jaką zgotowali mu najbliżsi. Obejrzałam dziś film pt. „Nad złotym stawem”. Jest to film dość już stary, ale ja go nigdy nie widziałam, a szkoda, gdyż jest to piękna opowieść o ojcu, który w pewnym momencie odrzucił swoją córkę, gdyż nie spełniała jego wizji o idealnym dziecku. Fabuła rozgrywa się nad złotym stawem, nad który każdej wiosny przyjeżdża stare małżeństwo, aby odpocząć od miejskiego zgiełku. To nad tym stawem dzieje się rozliczenie z przeszłością i próba naprawienia tego wszystkiego, co wydarzyło się w poprzednich latach. Film skłania do płaczu i ja uroniłam łzę, a do tego świetna gra aktorska powoduje, że film jest bardzo realny, bo w wielu rodzinach toczy się taka podobna gra. Walorem tej gry był fakt, że na stare lata ten ojciec zrozumiał swój błąd i zgodnie z przysłowiem, że chyba lepiej późno, niż wcale.Polecam z całego serca to kino 🙂

Gatunek:dramatobyczajowy

Rok produkcji:1981
Kraj:USA

Mój pamiętnik po 40 latach !

Nie wiem, dlaczego właśnie dzisiaj sięgnęłam do swojego pamiętnika pisanego 40 lat temu. Czy to jakieś przeczucie, strach, a może wchodzę cała sobą już w te wspomnienia, które są we mnie, a które czasami boję się ruszyć i są uśpione.Nie wiem, czy dobrze zrobiłam, czytając je dzisiaj, w taki ładny dzień, zamiast iść na spacer? Stało się i wpadłam cała sobą w tamte lata – trudno, przezyjmy to jeszcze raz, a więc:

27 czerwca 1973

Minął tydzień wakacji, a ja już się slicznie opaliłam. Czuję zapach wolności. Jadę z Mama do Torunia i zostawię na trochę mojego Leszka. Może bardziej za sobą zatęsknimy. Zauważyłam, że moje pisanie pamiętnika jest teraz lakoniczne. Spowodowały to wakacje, bo tyle się dzieje. Chcę być wesoła, kochana i rozumiana.

16 lipca 1973

Byłam w Toruniu pięć dni. Nigdy się nie czułam taka szczęśliwa. Połaziłam po innym mieście, obserwowałam ludzi, ich zachowania, a sama czułam się trochę taka inna, z małego miasteczka, ale to może było tylko takie złudzenie? Może wszyscy mogli z jej twarzy wyczytać o jej domowych kłopotach, awanturach i bijatykach. Wciąż sobie tłumaczyłam, że w dużym mieście łatwiej jest zatopić się w tłum i swobodnie poruszać. Coś jednak mnie paraliżowało i to był jakiś niewytłumaczalny strach!

28 lipca 1973

Tego dnia spakowałam plecak i razem z Nim i naszymi Mamami, naszym rodzeństwem i kolegą jedziemy do leśniczówki. Przeżyłam tam cudowne chwile. Spanie na sianie w stodole, spacery nad jeziorem, ognisko, chodzenie po lesie odprężyło mnie całkowicie.

25 sierpień 1973

Niestety, ale wakacje dobiegają końca. Musze je podsumować. Było wprost cudownie. Byliśmy po obozie harcerskim, na którym On o mnie bardzo dbał i starał się być blisko. Po powrocie pojechał do babci do Warszawy  i przywiózł mi śliczny, srebrny pierścionek z czerwonym oczkiem. Byłam zaskoczona, bo nie myślałam, że w tej Warszawie będzie o mnie myślał. Babcia kupiła mu modne ubranie i wszystkie dziewczyny się za nim oglądały, ale pierścionek dostałam ja!

3 wrzesień 1973

Wczoraj rozpoczął się nowy rozdział w naszym  życiu. Była w domu wielka awantura, co doprowadziło Mamę do powzięcia decyzji, iż trzeba brać z ojcem rozwód, ale najpierw trzeba się wyprowadzić, aby nas wszystkie nie pozabijał. Mama znalazła sublokatorkę i teraz mieszakm daleko od stacji kolejowej. Musze wcześnie wstawać, aby zdążyć na pociąg do szkoły. Mój chłopak przychodzi do mnie i dodaje mi otuchy w tym nieszczęściu. Czekam na rozwód i oczywiście na mieszkanie, aby być już na swoim. Długa droga przed moją Mamą i wiele jeszcze nerwów przed nami.

7 wrzesień 1973

Minął tydzień na nowym miejscu. Jaki mi jest? Dobrze. Czuję się bezpieczna, choć bardzo za nim tęsknię. Kocham!!! Ileż razy już to pisałam? Odległość między nami jeszcze bardziej mnie utwierdziła mnie w tym przekonaniu. Jekże trudne są teraz nasze rozstania. Czekanie na następną randkę zamienia się w wieczność. Jest w mnie niepokój o to, co On robi, gdy się nie widzimy.

21 wrzesień 1973

W tym pokoju mieszkamy już 3 tygodnie. Czuję się szczęśliwa i wolna. Ojciec mieszka nadal w naszym mieszkaniu i podobno już je zdemolował i zrujnował. Nie wiem jak długo ta sytuacja jeszcze potrwa, ale wydaje mi się, że odnalazłam się w tym innym życiu. Rozwód nie doczekał się jeszcze finału. Mam teraz przed sobą długie wieczory i mogę spokojnie poczytać i odpocząć po lekcjach. W szkole układa się bardzo dobrze i jestem z tego zadowolona. Nie mogę tylko tak często z Nim się spotykać – trudno!

30 wrzesień 1973

Żyje mi się dobrze i otacza mnie spokój. Mam nadzieję, że 19 października sąd orzeknie rozwód. Moje zycie nabrało teraz innych barw i kolorów. Potrafię się już uśmiechać. Cieszy mnie dobra piosenka, czułe słowo, gest. Zawsze byłam taka spięta i poraniona, a teraz nawet koleżanki zauważyły, że się zmieniłam.

8 październik 1973

Mam jakieś dziwne uczucie i pragnienie miłości. Co się ze mną dzieje? Może uwierzyłam w siebie. Przyszło to wczorajszej niedzieli. To był piękny dzień, kiedy powiedział mi, że jestem dla niego ważna.

18 październik 1973

Jutro decydujący dzień. Może sąd orzeknie ten rozwód. Pragnę być z Mamą i Siostrą na swoim już. Uciążliwy jest już dla mnie ten pośpiech na stację kolejową, by zdążyć na pociąg.W szkole idzie mi bardzo dobrze, bo mam spokój i warunki do nauki.

29 grudzień 1973

Więc jest to mój ostatni wpis w tym roku. Trzeba go podsumować, ale jest to bardzo trudne zadanie. Nie był to najlepszy rok, ponieważ wiele wycierpiałam. Moja miłość przetrwała jeszcze jeden rok. Rozpoczęcie życia seksualnego trochę mnie męczy, bo mam wyrzuty sumienia.  Zadaję sobie pytanie, czy nie za wcześnie? Mam 19 lat, ale i tak się zadręczam. Miało być inaczej i choć jestem z nim szczęśliwa okrutnie, to męczy mnie kac – dlaczego?

Rozwód rodziców. Stało się w końcu. Dawno powinno się to wydarzyć, a może nie byłoby tych wszystkich bezsennych nocy i ucieczki z domu. Wciąż mieszkamy na sublokatorce i choć jest mi bardzo dobrze, to pragnę już mieszkać u siebie, ale to jeszcze potrwa.

Gdy piszę te słowa, serce mi łomocze, drżą ręce, a łzy zalewają mi mój pamiętnik, o którym nikt nie wie i niech tak zostanie, bo za wiele w nim intymnych zwierzeń zawarłam.

 

No i dziś wyciągnęłam ten pamiętnik i spisałam kilka, ważnych wpisów, które wiodły mnie w dorosłość, a minęło już przecież 40 lat, a On, ten mój pamiętnik czekał cierpliwie, aby wziąć go do ręki i przypomnieć sobie, jak to było. Cierpliwy jest papier i za to go szanuję. Moje pismo nie wypłowiało i tak jakoś dziwnie mi się zrobiło, że po drodze tak wiele się wydarzyło, co sprawiło, iż jestem tu i teraz, w tym miejscu. Wolna od przemocy, wolna od kłopotów, ta która poświęciła swoje życie rodzinie i jest z tego dumna. 

Jakie imię dla dziecka?

Podobno nasi pradziadowie wiedzieli, że imię nadane  urodzonemu dziecku jest to bardzo ważna decyzja, ponieważ imię miało odzwierciedlać prawdziwy jego charakter i było jakby drogowskazem na dalsze życie. Coś w tym jest, gdyż każda kobieta spodziewająca się potomka, długo zastanawia się jakie imię mu nada. Często pomaga jej w tym rodzina, coś sugerując, ale to rodzice mają w tej sprawie decydujący głos. Chcemy aby nasze dziecko było nazwane oryginalnie i aby swoje imię nosiło z dumą przez całe życie. Teraz co prawda nadaje się imiona dość dziwaczne, albo takie górnolotne, że czasami  dorastające dziecko wstydzi się swojego imienia i dlatego ja nigdy nie byłam zwolenniczką Andżelik, czy Nicolek, a już z pewnością imion wziętych z jakiś brazylijskich seriali. Pamiętam, że był bum na imię Izaura i może i Wy pamiętacie?

Piszę o tym, ponieważ moje dziecię, to młodsze ma dzisiaj Imieniny. Na imię jej Lidia i jest to imię, które zawsze mi się podobało i obiecałam sobie, że gdy będę miała córeczkę, bo kiedyś nie było przecież takich badań i dziecko w brzuchu było do końca niespodzianką i tajemnicą, to nazwę ją Lidia. Zresztą chyba wiedziałam, że będę miała drugą córkę, bo tak czułam podświadomie. Lidia, to piękne imię wg. mnie, takie miękkie i ciepłe i dlatego mi się podobało. Nie było dużo Lidek w tamtym czasie, a i teraz jest to imię nie częste.

Kiedy rodziłam pierwsze dziecko, to imię wybrał mu tata i miał imię oczywiście dla chłopca, bo każdy mężczyzna chce mieć chłopca, a tu urodziła się dziewczynka,której wybrał na imię Agnieszka. Ja się zgodziłam, gdyż Agnieszka także jest imieniem pięknym, ciepłym i przyjaznym, ale kiedy leżałam na sali poporodowej, to było na niej aż pięć Agnieszek, bo takie modne było wtedy. Nie wiem jakie imiona są teraz modne, bo już się tym nie interesuję mając komplet wnucząt i chyba więcej nie będzie, choć kto to tam wie 😀

Oczywiście życzenia poleciały telefoniczne i sumka na konto. Niech sobie kupi sama coś, o czym  marzy i jeśli kogoś zachęciłam do imienia Lidia, to wklejam bardzo trafną charakterystykę przypisaną do tego pięknego imienia:

To kobieta o silnej woli i dużym samozaparciu. Ma zrównoważony charakter, który pozwala na właściwe osądzenie sytuacji. Gdy wbije sobie coś do głowy, pracuje po cichu, ale udaje jej się przegryźć przez wszystkie przeszkody. Bez większego rozgłosu dąży do określonego celu i najczęściej go osiąga. Nieraz miewa napady złości, toteż od dzieciństwa trzeba ją uczyć opanowania, aby nie raniła innych okrutnymi słowami. Nie może usiedzieć w miejscu! 

Potrzebuje wielkich przedsięwzięć. Nie bardzo lubi naukę, ale mimo to odnosi sukcesy, gdyż jest bardzo zaradna. Jej płodna wyobraźnia podpowiada tysiąc rozwiązań, a gdy dorzucić do tego jej niezwykły urok i wyjątkową pamięć, nic dziwnego, że potrafi wybrnąć z każdej sytuacji. Bardzo subiektywna,patrzy na wszystko z własnego punktu widzenia. 

Ma dużą pewność siebie, choć rzadko ją okazuje. Zaskakująca intuicja pozwala jej oceniać ludzi niewiarygodnie prędko i właściwie! Chętnie pomaga innym, a w trudnej sytuacji na pewno nie zawiedzie. Jest jednak nadzwyczaj pamiętliwa. Jeśli ktoś „zajdzie jej za skórę”, potrafi czekać miesiącami, czasem latami, aby się z nim porachować. Posiada w duszy skarby miłości i poświęcenia. Ale wybuchowy i namiętny aspekt osobowości nieraz prowadzą ją do wyrwania się z ram codziennej egzystencji i przeżycia bulwersującej przygody, która pozostawi bogate wspomnienia. Niepowodzenia znacznie bardziej ją drażnią, niż przygnębiają. Jest bardzo towarzyska. 

Uwielbia przyjmować gości, i to wystawnie. Doskonale się ubiera, może służyć dobrą radą w dziedzinie urządzania mieszkania. Nadąża też za tendencjami w modzie. Jako żona jest bardzo reprezentacyjna. Jest uczuciowa, ale nie okazuje tego. Bywa bardzo zaborcza, nawet w dzieciństwie. Jeśli chce, potrafi stworzyć miłą atmosferę, rozwikłać trudną sytuację. Gdy zaś nie chce… Pragnie żyć intensywnie i dla tego celu jest gotowa popełnić wiele nieostrożności. Jest bardzo kobieca, kokieteryjna i zmysłowa. Te cechy łamią serca mężczyznom. To ryzykantka tak zuchwała, że wyjadłaby wam ser z talerza.

Ps. A juto Imieniny ma Córka Lidii o imieniu Anielka, która ma dopiero 5 latek. Niech się im szczęści i niech będą zdrowiutkie obie.

 

Kobiety kiedyś były ambitne, a teraz idą na skróty

Kiedy byłam młodą dziewczyną, jeszcze taką bez męża i bez dzieci, pragnęłam czym prędzej skończyć szkołę, zdać maturę i iść do pracy, aby ulżyć mojej biednej Mamie, która będąc po rozwodzie nie mogła liczyć na systematyczne alimenty na mnie i na siostrę. Dlatego czym prędzej chciałam iść do pracy, aby jej zwyczajnie ulżyć i dołożyć się do domowego budżetu. Pracę dostałam, wcale nie tak ot sobie, bo po znajomości, tak, tak, bo w latach siedemdziesiątych też potrzebne były znajomości. Byłam telegrafistką w jednostce wojskowej na węźle telekomunikacyjnym, gdzie odbierałam i nadawałam bardzo ważne depesze związane z obronnością naszego kraju. Pracowałam z Brygadą w Bydgoszczy i czasami te depesze były bardzo długie, co wymagało ode mnie dość szybkiej obsługi telegrafu i oczywiście wszystkich wojskowych procedur. Te telegrafy były poufne i tajne i przesyłanie wiadomości wszelakich wymagało ode mnie zasznurowania mojej buzi, abym nie przekazywała żadnych wiadomości najbliższym. Praca była bardzo ciekawa, gdyż poszczególne depesze musiałam rozprowadzić z tajnym dziennikiem, na poszczególne jednostki. Czułam się ważna, bo znałam wszystkie tajne wiadomości dotyczące działań naszego wojska.

Pracowałam, ale kiedy zaszłam w ciąże, przeniosłam się do innej jednostki, abym była w stanie pracować tylko od rana do 15, ponieważ poprzednia praca była zmianowa, a więc w ciąży mi to nie służyło. Pracowałam 8 godzin dziennie w wojskowej księgowości, licząc lampy, przewodniki i silniki wydawane na różne urządzenia. Pracowałam sumiennie i kiedy urodziłam, wróciłam do pracy po trzech miesiącach macierzyńskiego, oddając dziecko do żłobka, bo nie mogłam sobie pozwolić na jakieś zwolnienia, trzeba było żyć z czegoś, kiedy mąż odbywał służbę wojskową.

Tak samo było, kiedy urodziłam drugie dziecko, a mąż dostał pracę. Oboje wiedzieliśmy, że musimy pracować, aby zapewnić naszym dzieciom wszystko, bo mnie bardzo zależało, aby miały szczęśliwe w miarę dzieciństwo na tamte czasy, kiedy kraj chwiał się w posadach i wiecie co? Kiedy tak czytam, że:

„Joanna Hofman, żona Adama Hofmana, lidera partii PiS, została zatrudniona w spółce KGHM w kwietniu 2007 r., czyli w czasie gdy szefował jej kojarzony z PiS, Krzysztof Skóra. Po przegranych wyborach, na dwa dni po pojawieniu się informacji o tym, że ma on zostać zwolniony, kobieta przestała pojawiać się w pracy. Od 23 grudnia 2007 r. przebywała już na zwolnieniu lekarskim, urlopie chorobowym, wypoczynkowym i wychowawczym. Przebywanie na tych zwolnieniach lekarskich zabrało jej 2 lata. Na nieobecność w pracy żony Adama Hofmana zebrały się zwolnienie lekarskie, świadczenie rehabilitacyjne, urlop macierzyński, urlop wypoczynkowy oraz urlop wychowawczy, z którego wróciła do pracy 4 września 2009 roku. Ale już dzień później przedstawiła kolejne zwolnienie lekarskie od lekarza neurologa, które przedłużała aż do 4 grudnia – pisze „DGP”. Wtedy KGHM wystąpiło do ZUS o sprawdzenie, zgodnie z obowiązującymi przepisami, czy pani Hofman jest rzeczywiście niezdolna do pracy. Lekarz orzecznik z ZUS nie miał wątpliwości i wydał decyzję o jej zdolności do pracy od dnia 25 listopada 2009 roku. Jednak tego samego dnia, żona posła otrzymała kolejne zwolnienie, tym razem ze szpitala psychiatrycznego. Sam zaś poseł Hofman w mediach ogłosił, że jego żona jest szykanowana przez ZUS. „ Moja żona jest szykanowana przez ZUS tylko dlatego, że jest małżonką osoby publicznej – powiedział Hofman dziennikarzowi „DGP” zapowiadając, że zamierza wystąpić na drogę sądową przeciwko ZUS”

Cieszę się więc, że miałam w sobie tyle ambicji, iż nic w życiu nie dostałam za darmo, bo walczyłam pazurami o swoją rodzinę. Nie wyłudzałam kasy od państwa, a dałam z siebie bardzo wiele, bo uczciwie pracowałam. Może zrobiłam błąd, bo od tej pracy, od tej tej gonitwy za groszem straciłam w końcu zdrowie, bo może za bardzo chciałam być idealna i aby nikt mi w życiu nie zarzucił, iż się w życiu obijałam. Kochane moje dzieci. Nie żałuję, że pracowałam na Wasze potrzeby, bo bardzo Was kocham i nie zazdroszczę, że inne kobiety się migają i siedzą na państwowej kasie jak wrzód na de… Mnie by to urągało, bo kiedy dzieci dorosną tej pani i temu panu i wyczytają w Internecie, że mamusia był wyłudzaczką państwowej kasy – to będzie wstyd!

Oficjele boją się niepełnosprawności!

Nie boję się tego napisać, że oficjele boją się niepełnosprawności. Dlaczego tak twierdzę? Dlatego, że wszyscy walczą o te rodziny, które przez los zostały obdarzone chorym dzieckiem, ale boją się wyjść do tych ludzi i powiedzieć im prosto w oczy, że nie podoba im się taka forma walki o lepszy byt dla  ich dzieci. Dorota Zawadzka też walczy i nie podoba się jej forma protestu, bo dzieci leżą na zimnych posadzkach Sejmu, a jedna matka wypowiedziała się, że jej dziecko nie było myte od początku protestu, ale z pozycji wygodnej kanapy! Zamieściła taki oto wpis na swojej popularnej stronie na FB i się zaczęła jatka matek broniących i matek samotnie wychowujących dzieci, a także matek, które z ledwością wiążą koniec z końcem:
 
Jakiś czas temu, mama prosząca o pomoc dla swojego dziecka umieściła w sieci jego zdjęcie (było i tu). 
Pojawiły się komentarze, że dziecko ma drogie buty i jest kolorowo ubrane wiec PO CO IM POMOC?
Dziś w tym samym tonie, tylko jeszcze bardziej na żenującym poziomie…
Dyskutuję tam ale szlag mnie trafia…
Nie podoba mi się forma protestu, nie podoba mi się język protestujących, nie podoba mi się udział/obecność dzieci (w takiej formie) – co nie zmienia faktu że sprawa słuszna.
Ludzie są bezwzględni i dali nura do sieci i wykopali, że główna organizatorka protestu wyjechała z niepełnosprawnym dzieckiem do Chorwacji, aby pokazać swojemu dziecku inny świat. Wykop, wykopał i na biedą matkę wylało się szambo, bo niby skąd miała na to pieniądze.?  Ja nie wnikam skąd, bo tak łatwo sięga się do cudzych portfeli i rozlicza. Ja mam pretensję do tych ludzi, którym ów protest się nie podoba, w tej formie, ponieważ zbulwersowani tym protestem nie podnieśli się z kanapy i nie poszli do tych ludzi, aby zwrócić im uwagę, iż robią błąd używając jako narzędzia do walki swoje chore dzieci. No bo kto u nich był z tych ważnych, zasiadających w pierwszych ławach, wszędzie oficjeli – Nikt! Nie licząc polityków, którzy na sprawie zbijają kapitał polityczny. Nawet nosili im kanpki ciepłą herbatę. Owszem był przewodniczący Solidarności, aby podburzyć rodziców przeciwko rządowi i systemowi, ale nie przeszkadzało mu to, że dzieciaki bytują na korytarzu sejmowym. Pani kandydująca do EU, Henryka Krzywonos, również oburzona tym, że dzieci są w urągających warunkach, wypowiedziała się, że też nie uda się do Sejmu, aby zaproponować protest bez dzieci, ponieważ mogli by ją inni posądzić o robienie sobie reklamy, gdyż kandyduje.
I wiecie co mi przyszło do głowy? Nikt w tym naszym kraju nie zrobi nic za darmo, bo iść do tych rodziców i negocjować z nimi inną formę protestu, było by w czynie społecznym, a na ich konto by nic nie wpłynęło, a więc po diabła się narażać! Za darmo?
Ps. Kiedy Zawadzką spytałam, dlaczego nie próbowała rozmawiać w rodzicami i nie wybrała się do nich, skoro jej się nie podoba, to dlaczego nic nie zrobiła? Odpisała, że mam świeckie poglądy i to była odpowiedź ni przypiął ni przyłatał, Szkoda klawiatury!

Muszę wywołać uśmiech na twarzy dziecka

Wczoraj sobie pomyślałam, że trzeba zrobić w swoim  życiu coś szalonego, a jednocześnie dobrego. To, że już nie pracuję nie zwalnia mnie od marzeń i działania. Pomyślałam sobie, że niech to będzie coś malutkiego, wymyślonego przeze mnie, czyli ja wpadam na pomysł, a przy pomocy mojego męża będzie to zrealizowane.

Nie wiem ile dzieci w moim mieście jeździ na wózkach. Nie wiem, bo nie widać na ulicach takich dzieciaków, ale z pewnością są, ale stali się  niewidoczni, pewnie z różnych powodów, może nawet architektonicznych. U nas władze zadbały o podjazd do urzędu miasta, ale za to banki i inne instytucje są nadal i wciąż zamknięte na niepełnosprawność. Nie ma podjazdów, ale są za to wysokie krawężniki i nierówne chodniki. Może gdzieś tam w bloku meszka dziecko na ostatnim piętrze i nie ma sposobu, aby wydostać się z domu. Nie myślimy o tych dzieciach, a także o ludziach dorosłych, bo wszędzie napotykają schody.

No więc wracam do mojego pomysłu i już zgłosiłam mój pomysł do męża, aby na naszym placu zabaw  postawić huśtawkę dla dzieci na wózkach i będę upierdliwa do bólu, aby mój pomysł został zrealizowany, a huśtawka by mniej więcej tak wyglądała:

Może pojawi się uśmiech na twarzy jakiegoś dziecka i o to mi tylko chodzi. Negocjuję już z mężem i wiem, że się podejmie wyzwania, bo On też uwielbia robić dobre rzeczy. 

Wspomnienia po latach mnie nie załamały

Facebook i miliony ludzi ma na nim profile. Wszystkie kraje i kontynenty spotykają  się na Facebooku. Ludzie piszą do siebie w przeróżnych językach, pozdrawiają się, wymieniają swoimi myślami, szukają swoich dawnych znajomych i dzielą się zdjęciami. Jeśli należysz do tej wielkiej społeczności to wiesz, co się dzieje na Facebooku. Nie na darmo  fruwają tam wszelkie reklamy, bo ktoś zarabia na kliknięciach i polubieniach. Kompletnie się na tym nie znam, jak można zarabiać na tym portalu. Nie kumam tych Fanpagów i nie jaram się za wszelką cenę robioną promocją swojego wizerunku, promocji swojej firmy, czy innego biznesu. Bardziej skupiona jestem na aktualnych wiadomościach ze świata, a także przemyśleniach innych ludzi w sprawie bardzo palącej świat.  Polityka ma się silnie na tym portalu i się dzieje, bo zbliża się kampania wyborcza wszak.

Nie spodziewałam się, że dzisiaj, ktoś zapuka do moich drzwi na Facebooku i poprosi o przyjęcie do grona znajomych. Oj, nie jestem wyrywana i najpierw sprawdzam kto to jest? Sprawdzam skąd pochodzi i jeśli jest z okolic mojego miejsca zamieszkania, to czemu nie – sentyment do ziomala bierze górę  i klikam na tak. Nie jestem wredna przecież i skoro ktoś prosi, to ma ku temu potrzebę bycia w społeczności, z której się wywodzi.

No więc poprosił mnie dziś Krzysiu o przyjęcie, z którym dawno temu, bo chyba 14 lat temu spotkaliśmy się i jego żoną w pięknych okolicznościach, to znaczy nad naszym pięknym jeziorem i wiecie co? On cyknął podczas tego spotkania kilka fotek, które przez tyle lat miał w swoim komputerze. Ludzie, ja nie sądziłam, że razem z moim mężem tkwimy gdzieś tam w plikach Krzysztofa, a On mi dziś przysłał te zdjęcia. 14 lat, o matulku jedyna, bo jacy inni byliśmy i jak bardzo się zmieliliśmy – wszyscy.

Krzysiu dziękuję Ci za te zdjęcia i jednocześnie przeklinam, bo jestem o parę kilo cięższa teraz, mój Mąż bardziej siwy i lekko wyłysiał, ale pocieszam się, że i Tobie za głowie przybyło więcej siwizny – ot życie nie oszczędza nikogo, a grunt to pozytywne wspomnienia i może tacy jacy jesteśmy, spotkamy się na dobrej kawie i wspomnieniach?