Archiwum dnia: 3 marca, 2014

Seks to nie wszystko

Pobrali się z wielkiej miłości. Chodzili ze sobą cztery lata i było im ze sobą dobrze. Współżycie zaczęli  dość późno, bo Ona nie  chciała, aby pomyślał, że jest łatwa. Nikt jej nie powiedział, że trzeba się szanować, ale sama doszła do takiego wniosku, że skoro kocha, to poczeka. Miała wolną chatę i pewnego wieczoru to wykorzystali. Ich pierwsze zbliżenia były takie niezdarne, takie niewinne – uczyli się tej sztuki. Spotykali się w każdej wolnej chwili i kochali się wszędzie, gdzie nie widać było ludzi. Kochali się w łanach rzepaku i w kłosach innych zbóż – uczyli się siebie poznawać. Było im ze sobą coraz lepiej, gdyż poznawali swoje ciała  i oczekiwania.

Pewnego dnia, zauważyła, że chyba jest w ciąży. Nie zabezpieczali się przecież, bo w tamtych czasach, któż tam słyszał o antykoncepcji?  Literatury w latach 70 – tych brak, prezerwatyw brak, a więc całkowity spontan. Kochali się i nic nie miało znaczenia, ale miało znaczenie, że Ona nie dostała w pewnym miesiącu okresu, bo tak to się wówczas nazywało.

Przestraszni bardzo nie wiedzieli, co dalej. Trzeba powiedzieć rodzicom, ale jak? Była w piątym miesiącu i czas trzeba było podjąć decyzję, a więc ślub! Złożyli papiery i wzięli szybki ślub, kiedy rodzice nie zdążyli jeszcze oswoić się z sytuacją. Na weselu grała orkiestra wojskowa i tak ogólnie wyszło bardzo fajnie. Goście zadowoleni, popili i potańczyli, a na drugi dzień rozpoczęło się normalne życie. On pojechał do wojska, bo przecież musiał odsłużyć te dwa lata dla kraju. Ona urodziła i zaraz, po trzech miesiącach poszła do pracy, a dzieciątko oddała do żłobka, wyliczając miesiące i dni do powrotu ukochanego.

Kiedy wrócił, zaraz poszedł do pracy i było im  od razu lżej. Dostali mieszkanie i zamieszkali razem, jako pełna i szczęśliwa rodzina. Zaraz, bo za dwa lata pojawiło  się drugie dziecko, zdrowa i piękna, następna córeczka. Ona była szczęśliwa, że ich jedynaczka będzie miała siostrzyczkę.

Dzień za dniem mijał i wszystko układało się pięknie. W łóżku układało się im wspaniale. On mówił jej, że w pełni go zaspokaja i jest super. Tak się zgrali w ars amandi, że Ona myślała, że On jest szczęśliwy, że nie spojrzy na inną kobietę, bo przecież daje mu wszystko, czego mężczyzna oczekuje od kobiety. To było tak, że nie tylko po bożemu, bo to było mimo braku wszelkiej literatury, po mistrzowsku. Kochali się wiele razy w miesiącu i nigdy nie mieli siebie dość. Z tego powodu Ona była spokojna, że skoro jest tak cudownie, to On niczego innego w świecie kobiet nie będzie szukał. Była spokojna i nie zauważyła kiedy zaczął więcej pracować. Nie zauważyła, że bardziej o siebie dbał, bo miała pewność, że to dla niej.

Pewnego razu, usłyszała w mieście, że inna będzie miała z nim dziecko i świat jej się zawalił!

Czy musimy zawsze czegoś się bać?

Nie może być zawsze pięknie i kolorowo. Wczoraj otrzymałam telefon od Siostry – Mama w szpitalu. Ciśnienie urosło do ponad 200 i karetka zabrała ją do szpitala. Nie muszę chyba pisać, co w takim momencie z człowiekiem się dzieje, bo dzieje się niezbyt ciekawie. Przy wieku mojej Mamy wszystkiego już można się spodziewać – niestety. Tym bardziej, że niedawno też zaliczyła szpital i po nim, jakby zaczęła  – trudno to pisać, ale niknąć w oczach. Zrobiła się taka malutka i krucha, choć rozum wciąż jak u nastolatki. Nie ma lekarstwa na starość, bo przy takich wiadomościach zdajemy sobie sprawę, że starzejemy się wszyscy – ja też. Sama cierpię na wiele schorzeń, choć staram się nie poddawać, ale wiem, że z roku na rok będzie coraz gorzej.

Codziennie przyrzekam sobie, że pójdę na spacer, że się dotlenię i rozruszam swoje kości, ale co ja zrobię, że nie cierpię tych spacerków bez sensu. Mąż mnie rozpieszcza i robi wszystkie zakupy, a więc nie mam jak to się mówi bodźca, a skoro jest wszystko, to co będę się wałęsała i do tego sama. Samotne spacery mnie przytłaczają i włącza mi się myślenie na wyrost, a to nie jest dobre dla mnie. Staram się odganiać od siebie takie momenty, kiedy myśli się w nadmiarze. No może z wiosną, kiedy wszystko zacznie się budzić do życia, pozwolę sobie na spacery z aparatem – nie obiecuję, ale i się nie zapieram, że nic z tego nie wyjdzie, bo wiem, że wystarczy samodyscyplina i trzeba po prostu chcieć, a więc może mi się zachce? Co ja jednak mam począć, że tak strasznie lubię swój dom i wcale się w nim nie nudzę i tak mi jest dobrze i bezpiecznie?

Po tym telefonie miałam w nocy koszmary i obudziłam się w środku nocy i nie mogłam ochłonąć. Z pewnością dołożyły mi te wiadomości ze świata i groźba wojny na Ukrainie. Martwię się, jak się to wszystko rozwinie, i w którą stronę pójdzie. Martwię się, bo życie jest takie piękne, a możni tego świata nie mogą sobie poradzić z takim jednym, co to inteligencją nie grzeszy, który to oderwał się od rzeczywistości, jak to określiła Kanclerz Merkel. Po co to światu, na co to ludzkości, aby w XXI w. dochodziło do zabijania i zastraszania się wzajemnego. Mało jest na tym świecie łez, biedy, niesprawiedliwości, aby jeszcze dokładać następnych cierpień? Martwi mnie, bo boję się o nas Polaków i boję się o moje wnuki, bo pragnę, aby nigdy nie zaznały niepokojów i nigdy się nie bały.

Eh, świat nie wierzy łzom, tak śpiewa Laskowski:

Powiedz, powiedz – jak to jest,
Że na świecie tym.
Jest tak dużo łez
Co dzień wielki deszcz.
Pada wokół nas.
Powiedz – jak to jest?
Że świat płacze cały czas?
Że świat płacze cały czas …
Ref:
Świat nie wierzy łzom.
Szkoda naszych łez.
Świat nie wierzy łzom.
Bo za dużo jest …
Na tym świecie łez.