Archiwum dnia: 14 marca, 2014

Dokąd się tak spieszyłam całe życie?

Kiedy byłam chyba 10 letnią dziewczynką, chciałam czym prędzej mieć cycki. Chciałam być już dorosła i dlatego zakładałam Mamy biustonosz i wypychałam go watą, a także zakładałam jej pas do pończoch i na żabki zapinałam pończochy. Z koleżanką zakładałyśmy szpilki naszych Mam i bawiłyśmy się w dorosłe kobiety.

Kiedy miałam 16 lat, marzyłam już o przystojnym mężczyźnie, z którym wezmę ślub i będziemy mieli śliczne i zdrowe dzieci. Chciałam i marzyłam, aby moja rodzina była najszczęśliwsza ze wszystkich.

Kiedy byłam już mężatką w wieku 20 lat, marzyłam aby zajść w ciążę z tym moim wybranym i mieć z nim dwoje dzieci, bo tylko dwoje chciałam mieć.

Kiedy miałam 28 lat, a moje dzieci wyszły już z pieluch, marzyłam, aby dobrze się uczyły i wyrosły na piękne i mądre kobiety.

Kiedy miałam 50 lat, marzyłam, aby One znalazły sobie odpowiedzialnych facetów, którzy będą dla nich podporą i opoką i będą miały z nimi fajne, zdrowe dzieci.

A co teraz, kiedy zbliżam się do 60 – tki w zastraszającym tempie? Cholera i tu nie wiem dlaczego się tak nerwowo do wszystkiego spieszyłam? Po co mi był ten pośpiech, kiedy czas biegnie jak szalony, a mnie codziennie prześladuje myśl, że to końcówka niestety. Nie mogę pozbyć się tych natrętnych myśli i tak mi żal minionych lat. Myślę sobie, że tak wiele spraw mogłoby inaczej być rozwiązanych. Niepotrzebne były te wszystkie życiowe zawirowania i moje życie mogłoby wyglądać nieco inaczej. Myślę sobie, co po sobie zostawię, oprócz szafy pełnej ciuchów i albumów ze zdjęciami? Może to wszystko kiedyś wyląduje na śmietniku i tyle z tego wszystkiego będzie!

Owszem, zostawię moje dzieci i moje wnuki, ale już nie będę mogła obserwować jak rosną i dojrzewają i tego kurde najbardziej mi będzie żal.

Nie mogę poddawać się. Nie mogę zapaść się w sobie, bo wciąż kocham życie, męża  i swoją rodzinę, a jutro pomyślę  jak uciec od katastroficznych myśli.

Piszę bloga i nie tylko dla siebie, a dlatego, żeby w razie czego pozostał mój mały ślad, że byłam na tej ziemi, czułam i odczuwałam. Tęskniłam i potępiałam. Cieszyłam się i płakałam. Niech zostanie dla potomnych – taki jest bloga cel.

Upływa szybko życie, jak potok płynie czas

Upływa szybko życie, 
Jak potok płynie czas, 
Za rok, za dzień, za chwilę
Razem nie będzie nas.

Każdy z nas, to znaczy my ze starszego już pokolenia pamiętamy, jak śpiewaliśmy tę piosenkę na różnych obozach, koloniach, zlotach i zjazdach. Bardzo często siedzieliśmy przy ognisku wieczorami i śpiewaliśmy przeróżne piosenki. Piosenki obozowe, kolonijne i biesiadne. Był to dla nas cudny czas, taki beztroski, oderwany od wszystkiego. Ognisko się paliło, ktoś smażył sobie kiełbaskę, a ktoś złowioną przez siebie rybę w jeziorze, a w gorącym popiele piekły się ziemniaki, które posypane odrobiną soli, smakowały wybornie. Nigdy później już nie dało się odtworzyć tego klimatu i smaku. To był czas, kiedy zawiązywały się przyjaźnie i oczywiście pierwsze miłości. Mieliśmy po 15, 16 lat i już robiliśmy jakieś plany na przyszłość, bo dojrzewaliśmy do szybkiego usamodzielnienia się. Lubiliśmy się i dlatego ten czas spędzony razem pozostał w nas na zawsze. 

Sama wspominam obóz, na którym się zakochałam. Pamiętam, że obowiązkowo musieliśmy dbać o swoje obozowisko, czyli nosić drwa z lasu na wieczorne ognisko, a także pomagać w kuchni. Spanie w namiocie, świeże powietrze, woda i słońce. Stanowiliśmy jedność, nie zdając sobie sprawy, że za rok, za chwilę razem nie będzie nas. I tak też się stało, bo po skończeniu szkoły podstawowej, rozjechaliśmy się w różnych kierunkach i nigdy więcej już się nie spotkaliśmy w takim samym gronie.

Minęło trochę lat i powstał Internet. Ludzie szaleńczo wskoczyli na portale społecznościowe i z wypiekami na twarzy szukali tamtych, dawnych śladów. Przypominaliśmy sobie tamte twarze i nazwiska i jakże często po tylu latach, był to kłopot, bo pamięć ludzka jest ulotna. Jakże często nie poznawaliśmy osoby ze zdjęcia, bo minęło przecież tyle lat, a na każdej twarzy czas zrobił swoje, a teraz?

A teraz dochodzą do nas coraz smutniejsze wiadomości, bo mamy wszyscy prawie 60 lat i ktoś nam napisze, że ktoś inny odszedł już na zawsze z tego świata. Dlatego apeluję do ludzi młodych – celebrujcie młodość, pamiętajcie o tych chwilach beztroskiej zabawy, abyście mieli co wspominać, kiedy siwy włos obsypie wasze skronie.

Potęga miłości – moje kino

Jeśli oglądamy samotnie film, który głęboko nas porusza, to natychmiast po skończeniu seansu, mamy ochotę podzielić się wrażeniami z najbliższą nam osobą. Tak stało się i ze mną, gdyż po obejrzeniu filmu pt. „Pamiętnik” z doskonałą obsada  Ryan Gosling i Rachel McAdams, zaraz po skończeniu filmu poszłam do drugiego pokoju i ze łzami w oczach powiedziałam tylko, że tak się kochali, że ta ich wielka miłość sprawiła, iż umarli tej samej nocy, gdyż żadne z nich nie wyobrażało sobie dalszego życia bez drugiej połówki jabłka.

Mąż mi natychmiast odpowiedział, że my będziemy jeszcze parę lat żyć razem i musimy się sobą cieszyć i mnie przytulił.

Fabuła filmu rozpoczyna się w Domu Spokojnej Starości. Ona chora na Alzhaimera, nie poznająca ani swojego męża, ani swoich dzieci. On za wszelką cenę pragnie, aby przypomniała sobie ich wspólne chwile, to znaczy jak rozpoczęła się ich wielka miłość. Zaczyna czytać jej swój pamiętnik, w którym zapisywał historię ich wielkiej miłości nie pozbawionej wątków dramatycznych. Poznali się w latach 40  gdzieś w Północnej Karolinie. Ona, córka majętnych rodziców, a On, zwykły robotnik, trochę nieokrzesany, ale niezmiernie romantyczny i zabawny. Jest lato, a więc czas wakacji, podczas których spędzali ze sobą każdą wolną chwilę i w tym czasie wybuchła między nimi wielka namiętność, nie banalna, nie przelotna – po prostu wielka miłość, której wszystkie przeciwności losu nie były w stanie zabić. Rodzice Jej, rozdzielają ich, bo On nie był dobrą partią dla ich córki. Ona wyjeżdża, a On idzie na wojnę i mogłoby się wydawać, że to już koniec i nigdy więcej się nie spotkają. Mija 7 długich lat, podczas których w ich życiu wszystko się zmienia. On po powrocie z wojny, odbudowuje dom, tak jak Jej obiecał, a Ona szykuje się do ślubu z majętnym mężczyzną, dobrą partią i tu następuje zwrot wydarzeń, który jak najbardziej jest na rękę widzowi i tak było i ze mną, bo potęga miłości zwyciężyła. Zachęcam do obejrzenia tego filmu i może nie tylko kobiety, bo ten melodramat potrafi poruszyć każde wrażliwe serce.