Archiwum dnia: 24 marca, 2014

Wspomnienia po latach mnie nie załamały

Facebook i miliony ludzi ma na nim profile. Wszystkie kraje i kontynenty spotykają  się na Facebooku. Ludzie piszą do siebie w przeróżnych językach, pozdrawiają się, wymieniają swoimi myślami, szukają swoich dawnych znajomych i dzielą się zdjęciami. Jeśli należysz do tej wielkiej społeczności to wiesz, co się dzieje na Facebooku. Nie na darmo  fruwają tam wszelkie reklamy, bo ktoś zarabia na kliknięciach i polubieniach. Kompletnie się na tym nie znam, jak można zarabiać na tym portalu. Nie kumam tych Fanpagów i nie jaram się za wszelką cenę robioną promocją swojego wizerunku, promocji swojej firmy, czy innego biznesu. Bardziej skupiona jestem na aktualnych wiadomościach ze świata, a także przemyśleniach innych ludzi w sprawie bardzo palącej świat.  Polityka ma się silnie na tym portalu i się dzieje, bo zbliża się kampania wyborcza wszak.

Nie spodziewałam się, że dzisiaj, ktoś zapuka do moich drzwi na Facebooku i poprosi o przyjęcie do grona znajomych. Oj, nie jestem wyrywana i najpierw sprawdzam kto to jest? Sprawdzam skąd pochodzi i jeśli jest z okolic mojego miejsca zamieszkania, to czemu nie – sentyment do ziomala bierze górę  i klikam na tak. Nie jestem wredna przecież i skoro ktoś prosi, to ma ku temu potrzebę bycia w społeczności, z której się wywodzi.

No więc poprosił mnie dziś Krzysiu o przyjęcie, z którym dawno temu, bo chyba 14 lat temu spotkaliśmy się i jego żoną w pięknych okolicznościach, to znaczy nad naszym pięknym jeziorem i wiecie co? On cyknął podczas tego spotkania kilka fotek, które przez tyle lat miał w swoim komputerze. Ludzie, ja nie sądziłam, że razem z moim mężem tkwimy gdzieś tam w plikach Krzysztofa, a On mi dziś przysłał te zdjęcia. 14 lat, o matulku jedyna, bo jacy inni byliśmy i jak bardzo się zmieliliśmy – wszyscy.

Krzysiu dziękuję Ci za te zdjęcia i jednocześnie przeklinam, bo jestem o parę kilo cięższa teraz, mój Mąż bardziej siwy i lekko wyłysiał, ale pocieszam się, że i Tobie za głowie przybyło więcej siwizny – ot życie nie oszczędza nikogo, a grunt to pozytywne wspomnienia i może tacy jacy jesteśmy, spotkamy się na dobrej kawie i wspomnieniach?

Telewizjo, gdzie podziały się zasady dobrego wychowania?

Żyję jeszcze, a więc założyłam sobie, że nie mogę napawać się tylko tym, och, jak mi się dobrze żyje i oby ten stan trwał wiecznie. Muszę każdego poranka włączyć telewizor, gdyż chcę wiedzieć, co słychać w świecie. Dlatego przy porannej kawie odsłuchuję i chcę zobaczyć, co słychać. Co prawda, w obecnej, bo napiętej sytuacji na wschodzie mam pewien lęk przed włączeniem telewizora.

Co będzie, to będzie. Co usłyszę, to usłyszę, ale i tak chcę wiedzieć. Kawa, mój fotel i zamieniam się w słuch. Lecą wiadomości, które zapodaje  np. Jarosław Kuźniar, który mi całkowicie odpowiada ze swoim lekkim sarkazmem z domieszką błyskotliwego humoru. Lubię go i już, choć inni go nie znoszą.

Sytuacja w miarę opanowana i kraj stoi jeszcze w posadach – nie jest źle. Ktoś tam komuś dokopał, ktoś się przemówił i atmosfera gęstnieje, gdyż przecież zbliżają się wybory. Sejm zdominowany przez rodziców i opiekunów dzieci niepełnosprawnych, a politykom opadły gacie ze strachu, bo ten najazd musi im służyć do budowania kapitału politycznego. Jedni omijają, a drudzy pchają się do rozmów, aby nabić sobie na nieszczęściu trochę punktów, bo a nóż słupki pójdą w górę, a komuś spadną na łeb na szyję. Sejm zamienia się w teatr, ale nie jednego aktora, bo chętnych jest wielu.

Ale do rzeczy. Zaproszony gość do studia sprawia, że zamieniam się w słuch. Poprawiam się na fotelu, prężę, bo chcę posłuchać, co ekspert ma do powiedzenia, bo ekspertów lubię posłuchać, aby dowiedzieć się czegoś więcej. Widzę, że już jest w studio i zaraz będą same mądrości, a tu figa z makiem!

– Reklama podpasek, albo środka na potencję wytrącają mnie z równowagi. Nie da się nie zdenerwować, bo żeby tylko na potencji się kończyło, bo za chwilę każą mi brać pożyczkę, albo zakupić kosiarkę, bo trawa rośnie jak szalona, a ja czekam na specjalistę – głupia ja.

Jakże niegrzeczne jest, że zaprasza się gościa i każe mu się czekać. Gdzie dobre wychowanie, no gdzie? Ja się denerwuję tym codziennym nietaktem i denerwuje się gość, nie mówiąc już o prowadzącym, bo gościa trzeba jakoś zająć przez te parę minut, a to znaczy, że denerwują się wszycy. Oczywiście oprócz reklamodawców tych totalnych bzdur.

Albo nastawiam się na dobry film wieczorem i myślę sobie, że wreszcie będzie to kino ambitne, a nie strzelanki i mordobicia, oraz wylatujące w powietrze trupy. Dobre kino w telewizji obecnej bywa rzadko, a więc tym bardziej się cieszę. Owszem cieszę się, ale do momentu pierwszego przerywnika w przeżywaniu fabuły, czyli emisji reklam. Kiedyś naliczyłam 20 szt. Mózg mi się zlasował i odechciało mi się ambitnego kina!

Wiecie, to jest tak, jakby aktorzy teatru zapraszali na premierę swojej sztuki . Widzą, że sala pęka w szwach i się cieszą, ale w trakcie sztuki, bez uprzedzenia schodzą ze sceny, bez słowa i mają widzów gdzieś, bo skoro przyszli i zapłacili za bilet, to można ich lekceważyć i tak lekceważy mnie telewizja, wpychając mi te podpaski na siłę, a ja już ich nie potrzebuję, a mąż nie musi wspomagać się tym, no jak mu tam – Braweranem! 😀