Archiwum dnia: 31 marca, 2014

Zastępował jej kiedyś Ojca

Na przełomie lat 60 i 70, kiedy musiała z Mamą uciekać z domu do domu poznanej rodziny na innej ulicy, bo w domu było piekło, pojawił się w jej życiu on. Mąż młodej żony z jednym dzieckiem, wysoki, postawny i przystojny. Prawie każdą niedzielę tam spędzali, a bywały też dni w tygodniu, kiedy to trzeba było zwiewać z domu, aby zachować swoje życie.

Trwało to kilka lat i nawet przyzwyczaiła się do tego obcego domu, gdzie bardzo często odrabiała lekcje, gdyż w domu nie miała warunków, a uczyć się lubiła i mogła się schronić przed razami.

On zastępował jej ojca, choć wcale o tym nie wiedział, gdyż to była tylko jej tajemnica, z której się nikomu nie spowiadała. Podziwiała go za zaradność, bo był taką złotą rączką, a także za wielkie poczucie humoru. W tamtych czasach, kiedy nie stać było rodziny na zakup nowych mebli, czy na wynajęcie ekipy remontowej, dla niego nie stanowiło problemu, aby samemu sobie poradzić i tak powstawały oryginalne szafki i regały i za to go podziwiała.

Jego żona, młoda kobieta, zgrabna blondynka, także pracowała i robiła wszystko, aby żyło się im w miarę dostatnio. Podobało się jej to małżeństwo, które przygarnęło pod swój dach jej rodzinę i zaprzyjaźniło się z jej Mamą. Lubiła patrzeć na to małżeństwo i widać było, że się kochają.

Minęło trochę czasu i oni się wyprowadzili z tego jej miasta, ale przyjaźń z jej Mamą trwała cały czas. Dochodziły ją słuchy, że żona jego urodziła następne dziecko i za trochę następne , a więc  mieli trzy córki.

Żona jego po tych porodach bardzo się roztyła i w związku z tym, nie była w stanie robić wszystkiego, ale to jemu nie przeszkadzało, bo swoją zaradnością życiową sprawiał, że nie brakowało w domu niczego, a dzieci były zadbane i zdrowo rosły.

Kiedy ona miała kłopoty małżeńskie, on jakoś przyjechał do jej miasta i dowiedział się, że ona jest w rozpaczy i postanowił ją pocieszyć. Oczywiście wpuściła go do domu po starej, dobrej znajomości, bo myślała, że się o nią normalnie  martwi. Jednak za chwilę przekonała się, że pocieszenie miało odbyć się w łóżku i jak ochoczo wpuściła go do domu, tak czym prędzej kazała się wynosić i tak pękła mydlana bańka o tym, który zastępował jej kiedyś ojca.

Minęło trochę czasu i jej Mama otrzymała depeszę, że żona jego nie żyje i umarła zaraz kiedy ich córka zaczadziła się w łazience i jej nie odratowano. Żona jego nie chciała po tym żyć , bo zaprzestała wszelkiego leczenia – chciała odejść i nic nie było w stanie jej na tym świecie już zatrzymać. Wiedziała, że on ją zdradza. Wiedziała o tym od paru lat i odejście córki sprawiło, że się kompletnie rozsypała.

On zaraz ożenił się z koleżanką jego żony, wdową i żyli ze sobą parę ładnych lat, ale i ta kobieta odeszła od niego, gdyż rak ją pokonał.

Spotkali się w tamtym roku na pewnym weselu i jakoś inaczej na niego spojrzała, z niechęcią po tamtej propozycji i choć tłumiła ową niechęć, to do końca się jej nie udało. Kilka zdawkowych pytań i odpowiedzi i nie mieli sobie już nic do powiedzenia. Na tym weselu kleił się do każdej, młodszej od niego kobiety i w końcu z jakąś wyjechał z tego wesela i prawdopodobnie są razem, ale jej już kompletnie nie obchodzi los tego, który kiedyś zastępował jej tatę. 

Takie będą Rzeczpospolite, jakie ich młodzieży chowanie

Mają wiele do ukrycia: tną się, odchudzają, wyniszczają. Co na to ich rodzice? O swoich dzieciach często nie wiedzą nic. Albo udają że nie wiedzą.

http://polska.newsweek.pl/dlaczego-nastolatki-w-polsce-sie-okaleczaja-newsweek-pl,artykuly,283095,1.html

Tak przeczytałam w Newsweeku i od razu sięgnęłam pamięcią do czasów kiedy byłam uczennicą szkoły podstawowej i potem średniej. Nie pamiętam ani jednego przypadku, aby zdarzały się w moim otoczeniu takie sytuacje jak wyżej. Nikt się nie głodził, nikt nie ciął się żyletką i nikt się nie wyniszczał narkotykami i innymi świństwami. Byliśmy inni, może bardziej odporni na stresy, a może te wszystkie zabiegi nie były po prostu modne, bo teraz media kreują, że wszystko musi być idealne, a więc młodzi ludzie do tego dążą, wpadając po drodze w różne psychozy i zwyczajnie sobie nie radząc ze sobą.

Przeczytałam także, że wzrosła w zastraszającym tempie liczba samobójstw wśród młodych ludzi – dlaczego? Z jakich przyczyn ludzie młodzi odbierają sobie życie? A pewnie, że powodów może być tysiące, aby nie chcieć żyć, ale czy to nie jest pójście na łatwiznę, bo wystarczy odebrać sobie życie, aby problemy zniknęły?

Coś się dzieje z młodymi ludźmi i coś nie gra, tak w rodzinach, jak i w szkołach. Coś lub ktoś zawodzi i nie spełnia oczekiwań tych dzieciaków, które w ramach protestu kaleczą się, bo są nie rozumiane. Nie wiem, bo nie jestem przecież blisko tych środowisk szkolnych, ale często opowiada mi przeróżne historie, bez nazwisk, moja córka, która  codziennie, jako psycholog , musi rozwiązywać bardzo trudne sprawy i dylematy uczniów.

Wszystko ma początek swój w domu, w rodzinie i z niej wywodzą się te agresywne działania, bo w rodzinie dzieje się źle. Matka i Ojciec na bezrobociu, albo jedno z nich nadużywa alkoholu. Bicie, awantury, brak miejsca do nauki. Bieda i choroba, oraz patologiczne zachowania, lub inaczej, wymagania w stosunku do dziecka ponad jego siły i zdolności. W każdej rodzinie można znaleźć przyczyny takich destrukcji i ważne jest, aby w porę je wyłapać i aby rodzice bardziej przyłożyli się do wychowywania swojego potomstwa, bo jakże często brak wiedzy podstawowej, powoduje, że dzieciaki uciekają z domów i wpadają w poplątane środowiska, a szkoła?

Co może szkoła? Nic nie może, bo tylko może dbać o to, aby dzieciaki w szkole czuli się bezpiecznie, ale jest coraz trudniej, gdyż dzieci, dzieciom gotują taki los, że prawdopodobnie co drugie dziecko jest narażone i przeżywa w szkole akty przemocy ze strony rówieśników, czego kiedyś prawie wcale w szkołach nie było.

I my mieliśmy kiedyś problemy w rodzinach, bo i nasi rodzice się rozwodzili, albo nadużywali alkoholu. I u nas w domach dawniej się nie przelewało, a jednak nie wpadaliśmy notorycznie w narkotyki i nie wąchaliśmy kleju, a więc widocznie byliśmy odporniejsi na stres. Także siedzieliśmy w książkach, także mieliśmy dużo nauki i zdawaliśmy egzaminy i matury i dawaliśmy sobie radę, a teraz?

Teraz najmniejsze niepowodzenie rujnuje młodego człowieka, który szuka zastępstwa w ukojeniu swoich porażek. Gdzieś tkwi błąd w wychowywaniu młodego pokolenia. Ktoś im niczego nie tłumaczy, nie wspiera i nie radzi, a więc pozostawieni są sami sobie i takie są to efekty. 

Mam wnuki  i już się boję o nie, bo kiedy z dzieciństwa wkroczą w dorosłe życie i wpadną w tygiel kompletnie nie przygotowanych nauczycieli w nauczaniu jak radzić  sobie ze stresem, może być różnie i mam nadzieję, że w razie W, pomagać im będą mądrzy rodzicie.

Oglądałam program pt. „Surowi rodzice”, który obnaża nieporadność tych rodziców,dla których ostatnią deską ratunku jest posłanie swojego rozwydrzonego dziecka do innych rodziców na wychowanie w ciągu siedmiu dni, to przecieram oczy ze zdumnienia, jak z szatanów przeistaczają się w aniołki, takie czary mary i wnerwia mnie, że ktoś na tym zbija niezłą kasę, bo tylko o to mediom chodzi, a problemy z młodzieżą leżą w naszym kraju i morale spadły na zbity pysk i znowu chce się napisać, że za moich czasów to było… dobra już nie marudzę, ale fakt,faktem było lepiej, inaczej, spokojniej, bezpieczniej.