Archiwa miesięczne: Kwiecień 2014

„Między wierszami” – moje kino

Właśnie skończyłam oglądanie pięknego filmu pt. „Między wierszami” i podaję link, pod którym można obejrzeć całkiem przyzwoitą kopię z lektorem:

http://iptak.pl/film-online/miedzy-wierszami-words-the-2012/

Dawno nie trafiłam na tak dobry film opowiadający o pisarzu, który za wszelką cenę chciał być sławny dzięki swojemu pisaniu powieści. W zasadzie był to jego konik i koniecznie pragną zaistnieć, a więc bardzo się starał dotrzeć do czytelnika nietuzinkową treścią. W jego życiu na drodze do sławy stanął rękopis zupełnie nie znanego mu autora i tę treść przepisał na komputerze jako swoją i oczywiście stał się najbardziej poczytnym pisarzem w Ameryce, wygrywając bardzo prestiżowy konkurs na najlepszego pisarza.

Film jest pełen niespodzianek, a także zgryzoty pisarza, kiedy odnajduje się prawdziwy autor owej powieści. Polecam to kino, gdyż jest naprawdę świetnie zrobione, z wyczuciem i genialną grą aktorów. Dawno nie miałam takiej duchowej uczty!

Reklamy

Z czego się tutaj cieszyć na Majówkę?

Mili ludzie, zrobiłam sobie przegląd prasy w poszukiwaniu fajnych wiadomości, które by choć odrobinkę człeka podniosły na duchu. Chciałam zobaczyć, czy jest coś budującego i wartego mojego zainteresowania. Wszak idzie szybkim krokiem do nas Majówka tak bardzo wyczekiwana przez lud pracujący. Kto może, to prawdopodobnie od dziś już będzie się wybierał na ryby, na grzyby, jak to kiedyś wyśpiewał Wasowski i Przybora, bardzo dystyngowani Panowie Dwaj. No i właśnie kiedyś to była klasa, jakiej obecnie ze świecą szukać, albo jak igły w stogu siana. Nie ma, nie ma, bo kiedy czytam takie doniesienia, że Michał Piróg inteligentnie chciał dosrać Kubie Wojewódzkiemu, za to, że ten drugi nie przyznaje się od lat, iż jest homoseksualistą, to ręce mi opadają, a może i cycki, jak to mawiają młodzi i – napisał:

 Zastanawiałem się, gdzie lecieć. Izrael, Kuba czy Madagaskar. Wybrałem to, co znam Tlv. Madagaskar zostaje na grudzień, a Kuba – j*bać Kubę.

Prawda, że inteligentnie i teraz czekać należy na też inteligentną ripostę od Wojewódzkiego. Może Majówka mu wystarczy, aby coś dobitnego wymyślić i idąc tropem króla TVN, Kuby Wojewódzkiego, to wczoraj w jego programie wystąpili jacyś ludzie, których kompletnie nie znam, a więc:

   Trybson i Eliza z Warsaw Shore – Ekipy z Warszawy. 

Obejrzałam kawałek tego badziewia i dowiedziałam się, że w tym Warsaw Shore, czy jak tam, chodziło tylko o spożywanie wielkich ilości alkoholu i dużo ognistego seksu oczywiście. Na planie i przed kamerami – rozumiecie?

Moim zdaniem to naszemu społeczeństwu, brakuje tylko gwoździa do trumny, bo trumnę obyczajową to już mamy. Zbydlęcenie mediów osiągnęło apogeum i kochani, jeśli nie chcecie zwariować, odpuście sobie program Wojewódzkiego, bo facio zszedł całkowicie na psy i zdaje się, że nikt normalny już w tym programie nie zgodzi się wystąpić, a więc niech spada z anteny razem z rozebraną wodzianką!

Wiecie, że w Warszawie odbudowują tęczę, która będzie utkana z 22 tys. sztucznych kwiatków i to mnie cieszy, bo w naszym kraju powinno być miejsce dla inności i różnorodności, tylko jest jedno ale – niechaj nikt nikomu nie wchodzi w drogę, a będzie dobrze i tęcza spalona ponownie nie zostanie, choć wiem, że to wołanie na puszczy.

Maciej Maleńczuk wypuścił do sieci swój utwór i tu troszeczkę podniósł mnie na duchu i czytamy:

Szanowna Polko i Szanowny Polaku, oraz cała reszto.

„Znów za pośrednictwem Sieci, w której wszyscy siedzimy, zwracam się do Was słowem i pieśnią. Za chwilę odbędą się kolejne igrzyska pod Warszawską Tęczą. Jak to będzie wyglądało – można sobie wyobrazić.

Chciałem czekać i wypuścić pieśń po wydarzeniach, które nastąpią. Jednak dręczony mnóstwem wizji i omamów, pośród których widziałem ludzi przykutych do stelażu łańcuchami i innych, którym nie drgnęła ręka, by chlusnąć z kanistra – wołam już dziś – nie podejmujcie tych dramatycznych decyzji.

Krzyże płonęły, płonęli ludzie w Tybecie, sierp i młot wciąż płonie na Wschodzie, takoż Półksiężyc i Gwiazda Dawida wciąż płoną siejąc chaos i rozpacz. Tęcza nie jest tego warta, a Warszawa… cóż, i Ona płonęła nie raz. Swasta nie boi się ognia – niech ona płonie.”

No tak, troszkę mnie podbudował, gdyż pragnie, abyśmy zmądrzeli wszyscy, może choć odrobinę na Majówkę chociaż, ale wątpię!

Znajdzie się jakaś grupka oszołomów, która pokona wszelkie zabezpieczenia i znów tęcza stanie w płomieniach i jakie to smutne prawda?

Idąc dalej tropem poszukiwania ciekawych i budujących wiadomości niestety ponownie się zawiodłam, bo czytam, że poseł Ryszard Kalisz jest taki bezduszny i oddał swoją ukochaną mamę do domu spokojnej starości. Czytałam całe to szambo, jakie na tego człowieka spłynęło i cały ten hejt i nie pomogły tłumaczenia, że mama potrzebuje całodobowej opieki. Będzie sprawa z Faktem i bardzo dobrze, bo nie powinno być tak, że wiadomości rzucane są na pożarcie, miast sprawdzić u źródła!

Na kolana powaliło mnie zamieszczone przez brukowiec zdjęcie zrobione z krzaków przez paparazzi. chorej wokalistki Kory, która porusza się bez włosów w swoim ogrodzie. Czy taka jest kara za popularność, że hieny tropią i ślęczą pod domami, aby zarobić tylko na tak kontrowersyjnej akcji? W głowie się nie mieści – tak po ludzku to piszę!

Kochani, wiecie jaka jest więc najlepsza wiadomość na tegoroczną Majówkę? Mamy piękną pogodę, a ci, którym tak bardzo zależy na rozgłosie, niechaj kiszą się we własnym sosie i niech sobie na wzajem podsrywają – ja idę na spacer! Baj i miłego odpoczynku mili ludkowie 🙂

Milczeć jak grób, czyli dylemat i zakłopotanie

Byli normalną rodziną, rodzice i dwoje dorosłych dzieci, w której wszyscy czuli się dobrze. Spotykali się na wszelkich uroczystościach, takich rodzinnych, jak imieniny, urodziny i oczywiście obowiązkowo w święta. Najczęściej święta spędzali u swoich rodziców, którzy cieszyli się, że wszyscy razem usiądą przy wspólnym stole. On, młody syn, w wieku 37 lat i jego siostra, o 3 lata młodsza stanowili wspaniałe i kochające się rodzeństwo. Ona zawsze mogła na niego liczyć, bo był dla niej ukochanym bratem. Zaradny, wesoły i bardzo pomocny. Lubił pomagać i nigdy się do niczego nie zmuszał. Pomagał i służył swojej siostrze dobrą radą w każdej sytuacji i cięższym dla niej momencie. Ona, jako siostra także zawsze pamiętała o swoim bracie, gdyż był jej bardzo bliski. Ich rodzice niesłychanie ich wspierali i cieszyli się, że ich dzieci tak bardzo są za sobą w dorosłym już życiu.

Organizowali od wiosny w ogrodzie często grilla i przy piwku potrafili spędzać ze sobą wiele, przyjemnych godzin na rozmowach i żartach. Uwielbiali ten czas i te weekendy, kiedy mogli się razem spotkać i ze sobą pobyć. To były dla niech bardzo ważne chwile, które cementowały tę rodzinę.

Pewnego razu ona zakomunikowała rodzicom, że kogoś ma i pragnie go im przedstawić. Mama jej przyklasnęła i zabrała się prawie natychmiast za przygotowanie uroczystego obiadu. Akurat przypadała 40 rocznica ślubu jej rodziców i poznanie być może przyszłego zięcia budziło w rodzicach wielką radość. Była to pierwsza, tak naprawdę miłość ich córki i dlatego byli ciekawi jej wyboru.

Niedzielny, uroczysty obiad wypadł bardzo dobrze i wybranek ich córki bardzo wszystkim się spodobał. Był to sympatyczny, pogodny człowiek o miłej powierzchowności i naprawdę pasowali do siebie. Rodzice byli nim zachwyceni, tym bardziej, że zauważyli, iż miłość między nimi kwitnie i nie jest to przypadkowy wybór ich córki.

Jej brat także bardzo polubił przyszłego szwagra i dobrze im się razem rozmawiało, gdyż połączyła ich wspólna pasja do turystyki i motoryzacji. Obaj interesowali się spotem i mieli wiele wspólnych tematów, co cieszyło ogromnie jego siostrę. Istna sielanka i za parę miesięcy młodzi ogłosili, że pragną wziąć ślub i być już na zawsze ze sobą.

Przygotowania do ślubu, suknia, kwiaty, zaproszenia i cały ten zamęt w związku z weselem. Wszyscy się zaangażowali i cieszyli na tę uroczystość. Zaproszeni goście zjawili się w komplecie i zapowiadało się udane wesele z najlepszą orkiestrą w okolicy.

Minęły trzy lata od wesela i na świat przyszło dzieciątko, urocza dziewczynka dla szczęścia obojga rodziców i oczywiście dziadków. Wszyscy byli szczęśliwi, że tak gładko młodym układa się życie. Dziadkowie rozpieszczali, rodzice kochali i czas leciał w tej szczęśliwej rodzinie.

Ona postanowiła być z dzieckiem w domu do trzeciego roku życia i w związku z tym zrezygnowała z pracy na ten czas, a on, aby zapewnić swojej rodzinie dobrobyt wziął jeszcze jeden etat, co wiązało się z częstymi wyjazdami w delegację. Ona była spokojna i cierpliwie to znosiła, gdyż wiedziała, że jeszcze trochę odchowa córeczkę i sama wróci do pracy i on nie będzie musiał pracować tak wiele. Zawsze na niego czekała z obiadem, albo ze spóźnioną kolacją. Starała się bardzo o siebie dbać, aby jej nie zarzucił, że się w domu zaniedbała.

Pewnego dnia jej brat także musiał wyjechać w delegację i będąc w jednym z miast, zauważył, że jego szwagier  otwiera drzwi od samochodu jakieś blondynce o długich nogach. Zdziwiło go to, bo szwagier z racji swoich delegacji nie miał prawa mieć do czynienia z kobietami, gdyż pracował w typowo męskim gronie. Po chwili zauważył, że szwagier z tą kobietą udają się do restauracji o bardzo wysokiej renomie. Postanowił ich śledzić, bo ciekawość go straszna zżerała. Nabrał pewnych podejrzeń, że ta kobieta nie jest szwagrowi obojętna i nie jest to spotkanie biznesowe. Wszedł ostrożnie do tej restauracji i ukrył się w dyskretnym miejscu, tak aby nie zostać zauważonym. To, co ujrzały jego oczy zupełnie go zaskoczyło, gdyż uściskom i pocałunkom nie było końca. Nie wierzył własnym oczom i nie mógł zrozumieć – dlaczego? Dlaczego jego szwagier tak strasznie krzywdzi jego ukochaną siostrę, która z dzieckiem czeka cierpliwie na męża.

Kiedy zakochani udali się do hotelu i wyszli z niego po trzech godzinach już był pewien, że te delegacje to jedna wielka ściema i trudno mu się było z tym pogodzić.

Serce mu podpowiadało, że powinien powiedzieć o tym siostrze i przedstawić jej zdjęcia, jakie udało mu się dyskretnie wykonać, czy też zatrzymać tę druzgocącą wiadomość tylko dla siebie.

Nie mógł sobie z tym poradzić i w konsekwencji napisał na pewnym forum, że nie wie, czy ma powiedzieć siostrze o zdradzie jej męża, czy powinien milczeć i obserwować jak sprawy się potoczą.

A więc i ja się zastanawiam, co bym zrobiła w takiej sytuacji? No właśnie, co ja bym biedna zrobiła?

Pojawiają się w naszym życiu czasami takie sytuacje i zdarzenia, że stajemy przed nimi zupełnie bezradni, bo nie chcemy nikogo krzywdzić, a jednocześnie nie jesteśmy w stanie patrzeć, jak ktoś inny krzywdzi.

Jest taka akcja, widzisz reaguj, a więc, czy zdrada też powinna być pod to podciągnięta, czy najlepiej nie mieszać się i stanąć z boku? Uważam, że powinniśmy reagować, kiedy za ścianą płacze nieustannie dziecko. Powinniśmy reagować, kiedy nastolatek obok bierze narkotyki i jest arogancki w stosunku do rówieśników, albo w stosunku do rodziców. Mamy prawo reagować, kiedy mąż katuje swoją żonę, a jednak wiadomość, że ktoś kogoś zdradza przyprawia nas w osłupienie i najczęściej żona dowiaduje się na samym końcu – czyż tak nie jest?

To jest szokujący wpis

Natrafiłam na taki, oto niżej wpis i przekopiowałam go w całości i za autorem tego wpisu Jakubem Lubelskim pragnę go tu przytoczyć:

 

http://jakublubelski.salon24.pl/30757,hitler-o-polakach-to-najzdolniejszy-narod-jaki-spotkalem

 

Hitler o Polakach: To najzdolniejszy naród jaki spotkałem

 

„Władze amerykańskie znalazły po wojnie w jednym z bunkrów frankfurckich tajny memoriał Adolfa Hitlera do Heinricha Himmlera z 4 marca 1944 roku.  W polskim internecie furorę robi wycinek prasowy z „Głosu Wielkopolski” z 1947 roku, który powołując się na istniejącą wówczas agencję United Press przywołuje szokujące słowa Adolfa Hitlera:
 
„Polacy są najbardziej inteligentnym narodem ze wszystkich, z którymi spotkali się Niemcy podczas tej wojny w Europie… Polacy według mojej opinii, oraz na podstawie obserwacji i meldunków z Generalnej Gubernii, są jedynym narodem w Europie, który łączy w sobie wysoką inteligencję z niesłychanym sprytem. Jest to najzdolniejszy naród w Europie, ponieważ żyjąc ciągle w niesłychanie trudnych warunkach politycznych, wyrobił w sobie wielki rozsądek życiowy, nigdzie niespotykany.
 
Na podstawie ostatnich badań, powadzonych przez Reichsrassenamt uczeni niemieccy doszli do przekonania, że Polacy powinni być asymilowani do społeczności niemieckiej jako element wartościowy rasowo. Uczeni nasi doszli do wniosku, że połączenie niemieckiej systematyczności z polotem Polaków dałoby doskonałe wyniki” – pisał kat Polaków.”
 
„Hitler polonofilem? Jak taka wypowiedź mieściła się w ustach jednego z największych zbrodniarzy świata, człowieka, który pół roku po rzekomym napisaniu tych słów, zaplanował całkowitą zagładę Warszawy, stolicy tak podobno cenionego przez siebie narodu. Wielu uzna, że tu komentarz jest zbędny, wielu podobno już o tych słowach słyszało. A wy co o tym myślicie?”
 
Ciekawe jak by wyglądała nasza tożsamość, gdyby Niemcy zasymilowały nasz naród i przyłączyły Polskę do swojego kraju? Z drugiej strony jednak patrząc, czy powinniśmy przyjąć taki komplement od największego, hitlerowskiego mordercy i człowieka pozbawionego wszelkich ludzkich cech. Miał rację i czy powinniśmy się szczycić tym, że w oczach Hitlera byliśmy jednak narodem inteligentnym, czy raczej jest to ujma na polskim honorze?

I nie posłuchali i pomniki pobudowali

Papież Jan Paweł II nie chciał żadnych pomników i prosił, aby nie stawiać mu pomników, czy też popiersi, ani z kamienia, ani z mosiądzu, ani z żadnego innego materiału.  Mimo to, władze mniejszych i większych miast silą się na to, aby mieć swojego Papieża. Nikt nie posłuchał, bo nikt tak naprawdę nie słuchał jego nauk i próśb i bałwochwalstwo ( Bóg jest jedyną istotą, której powinieneś służyć oraz oddawać pokłon) i  wyszło niczym słoma z butów.

Wystarczy przejrzeć te wszystkie potworki w sieci i można się zwyczajnie załamać, bo te pomniki okropnie straszą.

 

A tak prosił, nie stawiajcie mi pomników, gdyż lepiej zróbcie coś dobrego dla drugiego człowieka, ale nie posłuchali!

I u mnie w mieście stoi sobie Papież, na przykościelnym placyku i tak na co dzień stoi opuszczony i kompletnie bez pamięci. Kilka wypalonych zniczy i zwiędnięta wiązanka kwiatów, świadczy o tym, że tak na co dzień kompletnie ludzie zapominają o wielkim Polaku. Zapominają o jego naukach. Więc po co go sobie postawili? Zamiast wydać zebrane pieniądze na biedne dzieci, których i w naszych okolicach nie brakuje, bo nasz region, to wielkie bezrobocie?

 

Jestem pewna, że gdyby Papież Polak żył, bardzo by się obruszył za to, że znów go nie posłuchali, a złościć się potrafił, co pamiętamy. Jeśli się coś mu nie podobało, potrafił głośno o tym powiedzieć, tak aby dotarło do wszystkich, a jednak nie dotarło, że nie życzy sobie żadnych postumentów, podobizn na wszystkim, co popadnie. Skrzyczał by bardzo, że ludzie kręcą na jego wizerunku niezłą kasę i wiem, że byłby oburzony, ale po jego śmierci te jego życzenia zostały całkowicie zapomniane i zepchnięte do sakiewki chciwych ludzi.

Mało kto już pamięta, że Papieżowi bardzo zależało na miłości między ludźmi. Nikt już nie pamięta, że zależało mu, aby ludzie na całym świecie byli szczęśliwi i starał się łagodzić stosunki międzynarodowe. Złościł się na głupich i chciwych ludzi i nie cierpiał w ludziach kultu pieniądza. Kochał cały świat i zależało mu na etycznym postępowaniu rządzących wobec swojego społeczeństwa. Interesował się sytuacją w Polsce i zależało mu na wypracowaniu w naszym kraju sprawiedliwego systemu. Złościł się na ludzi, kiedy się nie kochali. Kiedy zauważał brak miłości do bliźniego i chciał pogodzić wszystkie religie świata.

Byłam pilną słuchaczką naszego Papieża i widziałam w nim po prostu dobrego człowieka i tak go zapamiętałam i wystarczy mi jego mały obrazek zasadzony w ramę obrazu i więcej mi nie potrzeba. 

Nie lękajcie się!

No jak tu się nie lękać, skoro cała elita polskiej polityki ładuje się do różnych środków komunikacji, do samolotów też i jedzie i leci do Rzymu. Ja mam tylko nadzieję, że te loty i przeloty są dobrze zorganizowane i nie będzie Smoleńska bis. Ja mam nadzieję, że jakoś się podzielą, aby w jednym samolocie nie znalazł się np. Prezydent i Premier obok Marszałkini Sejmu. Nie, nie zaklinam, nie mam zamiaru dolewać oliwy do ognia, a jeno dmucham na zimne i mam nadzieję, że Prezes PiS nie wsiądzie do jednego samolotu z Adasiem Hofmanem, ale może i wsiądzie, bo obaj bez siebie nie istnieją. Ja jestem dobry człowiek i wznoszę swoje oczęta tam wysoko z moją osobistą modlitwą, aby nie było powtórki z rozrywki, a nauki ze Smoleńska zostały wyciągnięte, a więc kierunek Watykan każdy kto może i ma na to zdrowie, aby przebyć tak wiele kilometrów w modlitewnym i wzniosłym nastroju.

Burmistrz Rzymu przewiduje, że przyjedzie 5 milionów pielgrzymów i kasa się będzie kręcić, bo przeczytałam, różaniec zakupiony podczas kanonizacji kosztować ma 180 zł, a jak wiadomo każdy będzie chciał mieć tę wyjątkową pamiątkę ze swojej pielgrzymki.

Szymon Hołownia pisze, że:

„Jestem w stanie znieść puzzle z papieżem, breloki, portfele, długopisy, dzbanki i talerze, wiem, że wysycenie papieżem otaczającej nas rzeczywistości apogeum miało już dawno, a jeśli ktoś wciąż ma potrzebę kupić sobie brelok zamiast encykliki – kim ja jestem, żeby go potępiać? Nie składamy się wszak wyłącznie z mózgu; pamięci o najbliższych nie pielęgnujemy przecież wyłącznie czytając ich maturalne (czy doktorskie) prace, to bardzo ludzkie – chcieć mieć zawsze przy sobie czyjeś zdjęcie.”

I dalej pisze:

” W kilku parafiach w Paschę i w dni sąsiednie usłyszałem w ogłoszeniach, że w dniu kanonizacji odwołuje się Msze odprawiane w godzinach 10 – 13, tak by umożliwić wiernym spokojne oglądanie transmisji Mszy z Rzymu. Nie jestem księdzem ani teologiem, ale jako prosty świecki wyobrażam sobie jedną okoliczność, która mogłaby uzasadnić odwołanie zaplanowanej Eucharystii: jest nią koniec świata – czytamy w tekście Hołowni.”

No i fajnie, że jadą tam emeryci i renciści, oraz młodzież, którzy specjalnie groszem nie śmierdzą. To jest mało ważne, bo ważne jest tam być za ostatnie pieniądze. Ważne jest tam być, być może za z wysiłkiem ciułane grosze. Broń Boże nie potępiam, ale sama się nie wybieram. bo jeśli coś mnie obchodzi w tej kanonizacji, to szczerość wobec samej siebie. Nie muszę nikomu udowadniać, do nikogo się modlić, aby być szczęśliwym człowiekiem przebywając sama ze sobą. Ja sobie myślę, że jeśli Pan Bóg istnieje, to nie jest on ponurym panem, wiecznie niezadowolonym, a jest panem, który też ma do siebie dystans i śmieszą go te pielgrzymki z napuszonymi do granic możliwości politykami, którzy żrą się ze sobą jak psy podczas psich walk za pieniądze i nie podoba mi się ta dwulicowość, to napuszenie i wiara, że będąc na kanonizacji będziemy wszyscy lepszymi ludźmi, a poza tym święty to człowiek nieskazitelnie czysty, a nikt na tej ziemi czysty do końca nie jest, bo i Papież takim czystym nie był, gdyż:

„Jan Paweł II dał wysokie stanowisko Macielowi Degollado, założycielowi Legionów Chrystusa, człowiekowi, który był pedofilem i molestował ponad 30 osób – mówił w programie Kamil Sipowicz. – Papież nie wiedział, że ten człowiek dopuścił się takich czynów – odpowiadał ksiądz Kazimierz Sowa.”

Wniosek z tego taki, że Papież nie widział, albo lepiej, nie chciał widzieć ile zła było wokół niego i ile cierpienia zadanego przez hierarchów kościoła. Nie zrobił nic, by kościół oczyścić z destrukcyjnych elementów i dlatego, że przez księży cierpiały niewinne dzieci, gwałcone i molestowane ta kanonizacja bardziej przypomina mi kanalizację i nic nie zrobię z tym, ale wciąż poszukuję kapłana, który nie skrzywdził żadnego dziecka i zgodnie z celibatem nie ma pokątnie dziecka z gospodynią, czy też inną kobietą. Kapłana, który żyje skromnie, a nie opływa w dobra, wypasione fury i motocykle, albo wydaje pieniądze z datków w klubie hazardu. Poszukuję, ale czy znajdę?

 

 

Jest tyle kawałów o teściowych

Na początek wpisu, taki sobie oto kawał, a jest tego w sieci, oj jest! Może nawet więcej, niż kawałów o policjantach, czy też o głupim Jasiu, he he :
Do komisariatu wchodzi mężczyzna i zgłasza zaginięcie teściowej.
– Kiedy zaginęła?
– Trzy tygodnie temu.
– I dopiero teraz zgłasza pan zaginięcie?
– Tak, bo nie mogłem uwierzyć w to szczęście.
Ten wpis został inspirowany postem, jaki zamieściła na jednym z forum młoda mężatka i czytamy, że:
młoda_meżatka_89

„Teściowa krytykuje nasze plany co do potomstwa

Planujemy z mężem mieć co najmniej dwoje dzieci. Jesteśmy młodym małżeństwem, 25 i 26 lat. Pracujemy, jesteśmy po studiach. Teściowa często krytykuje nasze plany co do potomstwa, roztacza czarne wizje, sugeruje, że nasze dzieci będą nikim, bo będzie ich za dużo i nie będziemy mogli (wg niej) zapewnić im odpowiedniej uwagi. Gdy mówiłam, że chcemy mieć troje lub czworo, skrzywiona spojrzała na nas jak na kretynów i oburzonym tonem stwierdziła, że to stanowczo za dużo. Po rodzinie rozpowiada, że będziemy szerzyli patologię. Oficjalnie nam nie mówi tak ostro, ale swoje usłyszałam przypadkowo.

Takie sytuacje powtarzają się bardzo często, podobnie jak wbijanie szpilki bo jestem osobą wierzącą i mąż przy mnie zaczął również być bardziej wierzący (u niego w domu nie było ani wiary, ani żadnych tradycji), wyśmiewanie tego, że chodzimy w niedzielę do kościoła. Nie zrozumcie mnie źle, nie jesteśmy zadnymi fanatykami ani fałszywymi „katolami”…staramy się być rozważni i nie jesteśmy jakimiś dewotami… mimo to, teściowa się z nas wyśmiewa.

Jeśli chodzi o dyskusję dotyczącą dzieci to ostatnio znowu takowa była, mąż nie zajął stanowiska, w domu zapytałam, dlaczego tego nie zrobił, na co odpowiedział, że i tak zrobimy po swojemu a ona ma prawo do swojej opinii. No ale zapomniał zwrócić uwagę na sposób, w jaki ona tę opinię wyraża. Na pewno nie jest to metoda „na kulturalnie”. Mąż w ogóle jest między młotem a kowadłem. Boi się matce zwracać za często uwagę, nie wiem, może chce świętego spokoju. Widzę natomiast że się trochę od niej oddala przez te jej zachowania, i wcale się z tego nie cieszę bo to smutne, a ja od początku chciałam byśmy mieli ciepłe stosunki. Niestety, z nią się nie da. Ciągle dopowiada, krytykuje…uczy nas, co mamy robić, my dorośli ludzie. A kiedy syn zaczyna się rzadziej odzywać, kobieta dostaje białej gorączki. Zasypuje go waidomościami, dzwoni, prosi o przysługi, o odwiedziny. A potem na odwiedzinach ta sama historia: dopieka nam i się z nas ukradkiem śmieje.”

Tak sobie ten wpis przeczytałam i postanowiłam temat poruszyć, bo dziwię się teściowym, które bardzo często wtrącają swoje trzy grosze w nową rodzinę, która właśnie powstała, albo już trwa. Są takie teściowe, którym się nic nie podoba, uważając się za wszystkowiedzące i mają tak bardzo wysokie mniemanie o sobie, że nikt im nie podskoczy. Uważają, że z racji przeżytych lat, mają prawo do głośnej krytyki i nie szczypią się w jej głoszeniu i im głośniej i dotkliwiej, tym lepiej – tak uważają.

Bywają takie, którym nic się nie podoba, bo one wiedzą najlepiej, jak ta rodzina powinna funkcjonować, Najczęściej czepiają się, że ich wnuki są źle wychowywane, źle ubierane, źle karmione i wszystko jest źle. Synowa jest za gruba, albo za chuda, nie umie gotować i jest niegospodarna, albo zięć jest do niczego i nie nadaje się na męża. No wiecie jak to jest, bo chyba każdy otarł się bezpośrednio, lub z opowiadań o takie teściowych, które mają patent na wszystko.

A u mnie:

Jest godzina pierwsza w nocy. Smacznie już sobie śpimy i mamy o tej godzinie najlepszy sen, a tu telefon.

– Synku, przyjdź natychmiast, bo źle się czuję. Synek pyta, a co się stało?

– Z ciśnieniem jest coś nie tak, pospiesz się, a tabletki nie pomagają. Synek zwleka się z łóżka i siedzi u swojej mamy pół godziny, a czasami do rana, a mama sobie smacznie chrapie. Aby tylko był i aby prawie 60 letniemu synkowi zakłócić sen i pokazać mnie, kto jest w jego życiu ważniejszy, a ja zaciskam usta już od 39 lat. Przyzwyczaiłam się do faneberii mojej teściowej. Nauczyłam się żyć z faktem, że kiedy dzwoni do mojego męża kłóci się z nim doprowadzając go do wzrostu ciśnienia i palpitacji serca. Przyzwyczaiłam się, że wiecznie była chora i każdy lekarz, do którego trafiła, za jakiś czas był do kitu i wyszukiwała sobie lekarzy w innych, odległych miastach, co skutkowało i skutkuje wyjazdami z mężem na cały dzień. Przyzwyczaiłam się, że choć mąż ma brata, to tamten nigdy czasu na matki raczej nie ma, a więc wszystko spada na mojego męża. Nie piszę tego dlatego, że jej nie lubię, a przysięgam, że się starałam bardzo zapałać do niej uczuciem, ale się nie dało. Nie mogłam znieść włamywania się do mojego domu i plądrowania po kątach pod moją nieobecność. Nie mogłam znieść jej kłamstw, krętactw i wtrącania się do mojego życia. Nie mogłam znieść, że rozsiewała za plecami bezczelne plotki i wynosiła z rodziny, na zasadzie, co się dzieje w domu, nie mów nikomu!

Nie mogłam w końcu znieść jej chęci zawładnięcia moim dzieckiem i próby oddalania mojej córki ode mnie i na szczęście dopiero 4 lata temu, moja córka odcięła tę szkodliwą dla niej pępowinę i stała się wolnym człowiekiem.

A ja staram się wciąż ją tolerować i śmieszy mnie, kiedy dzwoni i pyta mego męża, jakie ciśnienie jest na naszym ciśnieniomierzu, a mieszka od nas jeden blok dalej. Śmieszy mnie ta jej ze  mną rywalizacja i jak napisałam, zaciskam usta od 39 lat. Zdrówka jej życzę, aby nie było.

Chcę być dobrą teściową i nie chcę powielać błędów popełnionych w stosunku do mojej osoby. Nie krytykuję młodych i nie wtrącam się, bo nie chcę być teściową wrogiem. Chcę być teściową, przyjacielem. Tak, staram się być przyjacielem!

Chyba jestem jednak staroświecka!

Na profilu na FB jednej znanej, ale aby nie owijać w bawełnę, czyli słynnej Super Niani – Doroty Zawadzkiej pojawił się taki wpis, który ta psycholog otrzymała pewnie na majla i  z serii rodzice pytają, bo tak tytułuje Zawadzka zapytania od rodziców potrzebujących nagłej pomocy i czytam:

Z serii rodzice PYTAJĄ:
” Mój syn ma 7 lat i onanizuje się (wiem, że to rozwojowe). Robi to głównie rano, jak jest wolne i nie budzę do szkoły. Teraz wybiera się na obóz i będzie spać w namiocie z kilkunastoma kolegami. Chciałabym bardzo, aby zaczął nad sobą pracować tzn. panować nad popędem (nie wiem czy tak można to ująć w przypadku 7 mio latka).
Bardzo zależy mi na tym, aby jego seksualność rozwijała się prawidłowo. Co powinnam zrobić? Jak porozmawiać?

Czytam i oczom nie wierzę, że dziecko 7 letnie onanizuje się. Czytam i przecieram oczy ze zdziwienia, że dziecko, które dopiero uczy się czytać i pisać, a więc poznaje dopiero świat wyczynia w samotności takie rzeczy. Ja wiem, ja rozumiem, że seksualność to jest bardzo ważna sprawa w życiu każdego człowieka. Ja rozumiem, że każdy chce poznać swoje ciało i określić swoje emocje, a także pociąg seksualny. Każdy chce się określić i każdy pragnie miłości. Jednak nie dociera do mnie fakt, że dziecko 7 letnie się onanizuje i masturbuje i uważam taki proces za zbyt wczesny, bo dziecko w tym wieku powinno mieć zupełnie inne zainteresowania, bo np. rysowanie, malowanie, uczenie się czytania i pisania, a także wszelkie zabawy na podwórku z rówieśnikami. Powinno mieć szczelnie zapełniony czas i być tak wymęczone zajęciami, że po kąpieli wieczornej powinno zasnąć bez żadnych problemów. 

Dziecko 7 letnie, które się nudzi, być może swoje zainteresowania kieruje w stronę własnej płci i tu obwiniam rodziców,którzy zbyt mało czasu poświęcają swojemu dziecku, a potem piszą monity w sieci, że ich dziecko odbiega od normy. Wszystko dzieje się, kiedy niechcący przyłapią swoje dziecko na takich czynnościach i są dopiero zaniepokojeni, co powoduje, że w akcie rozpaczy piszą mejle do nieznanej im psycholog, zamiast sięgnąć po fachową literaturę i zaznajomić się w domowym zaciszu z problemem i szukać samodzielnie rozwiązań.

Jest teraz tak wiele pomocy dla rodziców, a jednak idą na skróty i piszą tak intymne sprawy o swoim dziecku. Ten wpis został poddany analizie i na matkę spłynęły pomyje za przyzwoleniem właścicielki profilu i wiecie co? To jest cholernie smutne!

Kochanki też się starzeją!

Zdradzał ją i wszyscy wiedzieli, tylko jak zawsze to bywa – nie ona. Uchodzili w mieście i w dzielnicy za wzorową parę. Ona zabiegana, zadbana i bardzo dbająca o dzieci. On zaradny, tak zwana złota rączka. Oboje byli uśmiechnięci, uczynni i lubiani. Kiedy jednak szeptano po kątach, że ma inną, wszyscy przecierali oczy ze zdumienia. Jak to, co się stało z tym małżeństwem postrzeganym na niemal idealne. Jej koleżanki tak bardzo zazdrościły jej męża, a jemu tak przystojnej i eleganckiej żony.

Nikt nie chciał się wtrącać w to małżeństwo i nikt nie chciał jej oświecić, że on za plecami jak to się mówi doprawia jej rogi. Ona biegała do pracy i z pracy i tam też żadna koleżanka się nie wygadała. Obserwowały ją tylko pilnie codziennie przez osiem godzin pracy, czego ona nie zauważała wcale.

Pewnego dnia ona nie zjawiła się w pracy i od razu poszła fama, że na pewno się coś wydarzyło i się wreszcie dowiedziała. ale nie to było powodem jej nieobecności. Zwyczajnie zachorowała i nie mogła stawić się w pracy.

Tak mijały miesiące, a ona dalej niczego się nie domyślała i robiła wszystko, co należało do matki i żony. W domu czasami jego nie było, ale myślała, że dłużej pracuje, aby ich byt materialny był na przyzwoitym poziomie. Nie zauważała niczego, a tylko z tego powodu, bo bardzo mu ufała i wciąż była zakochana.

Pewnego razu, robiąc porządki w łazience znalazła sprytnie ukryte prezerwatywy. Wzięła je do ręki, policzyła i zapaliła się jej czerwona lampka, bo ich nie stosowali wcale. Zaraz potem w skrzynce na listy odnalazła list od anonima życzliwego. Dowiedziała się która to jest ta druga. Zaczęła kojarzyć fakty. Zaczęła się domyślać i była pewna, że mąż ją zdradza. Oczywiście nie przyznał się do niczego, ale ona już była czujna i nic jej uwadze już nie uszło. Raz i drugi sprawdziła, czy faktycznie jest w pracy – nie był!

Co robić z tymi kłamstwami. Jak zmusić, by się przyznał i skończył ten cholerny romans. Trzeba się rozwieść, bo wszystko się posypało jak domek z kart. Nie miała wątpliwości, że jedynym wyjściem jest rozwód i założyła sprawę do sądu. Nie chciała żyć już w kłamstwie, mimo, że wciąż kochała.

Na sprawie on wyraził skruchę i przysięgał, że to się więcej nie powtórzy, bo mimo wszystko bardzo ją kocha i ich dzieci, a to dla niego nic nie znaczyło. Ot, taka fanaberia i ciekawość.

Postanowili zacząć wszystko na nowo, choć jej wcale lekko nie było. Zasiane ziarno nieufności dawało się jej we znaki i męczyła ją ciągła podejrzliwość. Chciała go mieć bardzo dla siebie, ale przede wszystkim dla dzieci, które kochał jak wariat.

Minęło parę lat i wszystko wróciło do normy. Ona tamtej nie widziała te parę lat. Mijały się i może na szczęście, bo rany się nie rozdrapywały przynajmniej. Jej mąż troszkę przytył i zwalała to na karb wieku i spokojnego już trybu życia.

Pewnego dnia, podczas spaceru z nim, zauważyła ją! Okazało się, że i ona nabrała masy i wyglądała jak kaszalot, bo przybyło jej z tyłu i z przodu, choć była jeszcze młodą kobietą i w tym momencie brzuszek jej męża i wielki tyłek tamtej dał jej do zrozumienia, że ten romans jest skończony na 100 procent, gdyż on się już nie musiał ukrywać i kombinować, a ona przestała o siebie dbać i menopauza zajrzała jej w oczy.

Była już spokojna o los swojego związku i uśmiechnęła się pod nosem, tak, aby on nie zauważył  🙂