Archiwum dnia: Kwiecień 22, 2014

Kochanki też się starzeją!

Zdradzał ją i wszyscy wiedzieli, tylko jak zawsze to bywa – nie ona. Uchodzili w mieście i w dzielnicy za wzorową parę. Ona zabiegana, zadbana i bardzo dbająca o dzieci. On zaradny, tak zwana złota rączka. Oboje byli uśmiechnięci, uczynni i lubiani. Kiedy jednak szeptano po kątach, że ma inną, wszyscy przecierali oczy ze zdumienia. Jak to, co się stało z tym małżeństwem postrzeganym na niemal idealne. Jej koleżanki tak bardzo zazdrościły jej męża, a jemu tak przystojnej i eleganckiej żony.

Nikt nie chciał się wtrącać w to małżeństwo i nikt nie chciał jej oświecić, że on za plecami jak to się mówi doprawia jej rogi. Ona biegała do pracy i z pracy i tam też żadna koleżanka się nie wygadała. Obserwowały ją tylko pilnie codziennie przez osiem godzin pracy, czego ona nie zauważała wcale.

Pewnego dnia ona nie zjawiła się w pracy i od razu poszła fama, że na pewno się coś wydarzyło i się wreszcie dowiedziała. ale nie to było powodem jej nieobecności. Zwyczajnie zachorowała i nie mogła stawić się w pracy.

Tak mijały miesiące, a ona dalej niczego się nie domyślała i robiła wszystko, co należało do matki i żony. W domu czasami jego nie było, ale myślała, że dłużej pracuje, aby ich byt materialny był na przyzwoitym poziomie. Nie zauważała niczego, a tylko z tego powodu, bo bardzo mu ufała i wciąż była zakochana.

Pewnego razu, robiąc porządki w łazience znalazła sprytnie ukryte prezerwatywy. Wzięła je do ręki, policzyła i zapaliła się jej czerwona lampka, bo ich nie stosowali wcale. Zaraz potem w skrzynce na listy odnalazła list od anonima życzliwego. Dowiedziała się która to jest ta druga. Zaczęła kojarzyć fakty. Zaczęła się domyślać i była pewna, że mąż ją zdradza. Oczywiście nie przyznał się do niczego, ale ona już była czujna i nic jej uwadze już nie uszło. Raz i drugi sprawdziła, czy faktycznie jest w pracy – nie był!

Co robić z tymi kłamstwami. Jak zmusić, by się przyznał i skończył ten cholerny romans. Trzeba się rozwieść, bo wszystko się posypało jak domek z kart. Nie miała wątpliwości, że jedynym wyjściem jest rozwód i założyła sprawę do sądu. Nie chciała żyć już w kłamstwie, mimo, że wciąż kochała.

Na sprawie on wyraził skruchę i przysięgał, że to się więcej nie powtórzy, bo mimo wszystko bardzo ją kocha i ich dzieci, a to dla niego nic nie znaczyło. Ot, taka fanaberia i ciekawość.

Postanowili zacząć wszystko na nowo, choć jej wcale lekko nie było. Zasiane ziarno nieufności dawało się jej we znaki i męczyła ją ciągła podejrzliwość. Chciała go mieć bardzo dla siebie, ale przede wszystkim dla dzieci, które kochał jak wariat.

Minęło parę lat i wszystko wróciło do normy. Ona tamtej nie widziała te parę lat. Mijały się i może na szczęście, bo rany się nie rozdrapywały przynajmniej. Jej mąż troszkę przytył i zwalała to na karb wieku i spokojnego już trybu życia.

Pewnego dnia, podczas spaceru z nim, zauważyła ją! Okazało się, że i ona nabrała masy i wyglądała jak kaszalot, bo przybyło jej z tyłu i z przodu, choć była jeszcze młodą kobietą i w tym momencie brzuszek jej męża i wielki tyłek tamtej dał jej do zrozumienia, że ten romans jest skończony na 100 procent, gdyż on się już nie musiał ukrywać i kombinować, a ona przestała o siebie dbać i menopauza zajrzała jej w oczy.

Była już spokojna o los swojego związku i uśmiechnęła się pod nosem, tak, aby on nie zauważył  🙂

Reklamy