Archiwum dnia: 6 Maj, 2014

Historia prawdziwa, a może zmyślona?

Pracował w firmie dość dużej i wiązało się to z częstymi wyjazdami służbowymi. Nie było dla niej nic dziwnego, że kolejny raz zakomunikował jej, że wyjeżdża na trzy dniowe szkolenie. To był miesiąc maj i zbliżał się wielkimi krokami długi weekend. 

Okej, stwierdziła, niech jedzie, bo skoro jest szkolenie całej kadry, to musi tam być. Z tego żyli i nie były to małe pieniądze, ale wymagania były spore i żądano pełnego profesjonalizmu. Była dumna z niego, że nie ustawał w doskonaleniu swoich umiejętności. Była cierpliwa i cholernie mu ufała. Taka zakochana kobieta, która wpadła po uszy w tę miłość.

Spakował się w czym mu czynnie pomagała – a jeszcze płyn po goleniu mu zapakowała do walizki, bo był by zapomniał. Trzy dni szybko miną i postanowiła sobie, że wypełni je błogim lenistwem i pomyślała, że troszkę od siebie odpoczną i zwyczajnie się za sobą stęsknią.

Wyjechał z samego rana, pozostawiając na jej policzku czułego całusa. – Czekaj na mnie i odpoczywaj. Klucz zgrzytnął w zamku, a ona przewróciła się na drugi bok w błogim spokoju.

Kiedy się przebudziła, wzięła prysznic i zgodnie z babską fanaberią nałożyła maseczkę na twarz. Zrobiła sobie kawę i usiadła przed telewizorem, aby wysłuchać, co też się na świecie wydarzyło. 1 Maj, to takie święto, że zaczyna się sezon grillowy i telewizja wydała się jej trochę podniosła, a trochę kiczowata, a więc nabrała chęci, aby wybrać się na działkę i pod kwitnącą wiśnią zapragnęła poczytać, wtulona w leżak, pośród świergotu ptaków. Będzie cudnie – pomyślała i przygotowała sobie nasiona maciejki, aby je wysiać na grządkę.

Wyszła z domu, ubrana na sportowo i przekręciła klucz w zamku, ale nagle jej wzrok zatrzymał się na skrzynce na listy. Widziała w niej korespondencję, co trochę ją zdziwiło. Wyjęła karteczkę zapisaną zielonym wkładem i błyskawicznie ogarnęła ją wzrokiem:

– Kobieto, twój mąż pojechał z kochanką w góry, a ty żyjesz w nieświadomości – życzliwy!

Matko boska, a co to za anonim – pomyślała i zapaliła się jej czerwona lampka. Nogi się pod nią ugięły i nagle straciła ochotę na działkę i na spokojny wypoczynek. To musi być jakiś wredny donos, który nie ma racji bytu i szukała w pamięci, kto może być wrogiem ich małżeństwa – nie znalazła i zwinęła ze złością liścik i wrzuciła  do torebki.

Nie dam się podjudzić i postanowiła puścić to w niepamięć, gdyż jej mąż nigdy by jej czegoś takiego nie zrobił. Kochali się i ufali bezgranicznie. Poszła na działkę i zapomniała o tym paskudnym incydencie.

Dzień minął jej bardzo przyjemnie i opalona od wiosennego słońca, wróciła szczęśliwa do domu. Wieczorem obejrzała bardzo dobry film i z satysfakcją udała się na spoczynek.

Na drugi dzień, kiedy Polacy święcili następny dzień weekendu w jej skrzynce pojawiła się następna anonimowa karteczka, na której była pełna statystyka podjazdów jej męża pod dom tamtej. Czytała ile czasu u tamtej spędził i o której odjechał. Podana była jego marka samochodu i numery rejestracyjne – wszystko się zgadzało. Na końcu podany był adres tej kobiety, z którą miał ją zdradzać i jak pisał życzliwy – od trzech lat!

Boże, przecież ja ją znam. Byliśmy raz na imprezie w jej towarzystwie – przypomniała sobie.

Szybko przywdziała adidasy i postanowiła dotrzeć na tę ulicę i sprawdzić pod pozorem pewnej sprawy, czy ona jest w domu. Otworzyła jej starsza córka i oznajmiła, że niestety, ale mamy nie ma w domu. Wszystko stało się dla niej jasne – pojechali razem na weekend. Nagle zawalił się jej poukładany świat. Nagle mąż dokonał na niej zbrodni w pełnym tego słowa znaczeniu. Zabił ją od wewnątrz, bo zewnętrznie była wciąż tą samą kobietą, zresztą bardzo ładną. Nagle zaczęło drżeć jej ciało, a nogi nie chciały jej nieść w kierunku domu. Nagle usłyszała, że otrzymała smsa i pod latarnią go przeczytała:

Nie chodź za nim, bo on jest ze mną i nie wychodzimy z łóżka!

Pierwszy raz się przyznała, że sypia z jej mężem. Pierwszy raz chciała ją zniszczyć i uświadomić, że jest niczym, a ona ma nad nią przewagę.

Nie wiedziała jak dotarła do domu i usiadła nieruchomo w fotelu. Nie wiedziała, co się z nią działo przez te nocne godziny, aż usłyszała szmer zamka i poczuła pocałunek na jej policzku. Wrócił.

Nie powiedziała nic i zachowywała się jak gdyby nic się nie stało. Poczekała, aż mąż się prześpi po długiej podróży i zrobiła mu śniadanie. Kiedy ponownie wyszedł do firmy, przeszukała jego szafkę i znalazła pistolet kulowy i postanowiła iść do tamtej, aby ją skutecznie uszkodzić. To był majowy wieczór, a może noc, nie zauważyła. Nacisnęła klamkę i drzwi się otworzyły. Znalazła się na szerokim przedpokoju starej kamienicy i zauważyła, że to, to wyszło ze swojego pokoju, bardzo zaspane. Bez zbędnych ceregieli, walnęła ją w twarz, a potem z kopem powaliła ją na podłogę. Walka trwała, bo tamta się wybudziła. Wyrywały sobie włosy i okładały jak dziewczyny w kisielu. Nie wie skąd było w niej tyle siły i nie wie jak pokonała rywalkę, która skamlała, aby przestać ją bić. Ktoś zadzwonił na policję, która przyjechała i odwiozła ją jako żonę do domu, całą we łzach, poobijaną i z pistoletem w torebce. Nic policja jej nie zrobiła, bo wiedzieli, że to jest bezczelnie zdradzona kobieta i tamtej się należało!

Ps. mąż też został poturbowany i złamała mu palec u ręki, który do dzisiaj jest krzywy.

Tu mam pytanie? Jak kobieta zdradzona powinna walczyć o swoje dobre imię, kiedy takie byle co, chwali się, że sypia z jej mężem? Zabić,  zemścić się, czy też iść w cholerę i niech się kiszą we własnym sosie – wybór należy do ciebie i ciebie kobieto zdradzona!

 

Rób wszystko z sercem, oto moja maksyma

Wstałam dziś o godzinkę wcześniej niż zwykle. Troszkę nerwowo wstałam, bo przecież miałam na dziś umówioną randkę, a więc szybki prysznic, ułożenie fryzurki, a, że włosy krótkie, więc kilka machnięć suszarką i szczotką, a potem oko i już byłam gotowa na spotkanie. Oczywiście, że się denerwowałam, bo wyobraźnia działa potężnie w takich sytuacjach, ale sobie przetłumaczyłam, że jeśli zrobię wejście z sercem i uśmiechem, wszystko będzie dobrze. Przygotowana byłam, chyba lepiej jak na maturę z matematyki i tu pozdrawiam maturzystów. Kartki wydrukowane bardzo dokładnie i opisane na czerwono, co znacznie ułatwiło współpracę. Czułam się komfortowo i rozmowa z bardzo miłym policjantem, to czysta przyjemność i czułam się jak byśmy znali się od zawsze. Ja starsza pani z problemem zostałam wysłuchana z powagą sytuacji i czułam, że jestem potraktowana bardzo poważnie i profesjonalnie.

Myślałam, że trafię na urzędnika skostniałego, rutyniarza, a tu miła, bardzo niespodzianka. Wracając, uśmiechnęłam się do siebie, że ktoś poważnie mnie potraktował, co na pożegnanie zaznaczyłam, że było to bardzo miłe dla mnie i tu kłaniam się urzędnikowi 🙂

Spokojnie z sercem zabrałam się za wiosenną zupę, a więc pokroiłam botwinkę i takie tam i wyszła mi bardzo smaczna potrawa. Po dawce emocji, swoje zadania wykonywałam już bardzo spokojnie i bez pośpiechu, zadowolona z siebie, że sprawę ruszyłam i doprowadzę ją do finału – też z sercem, gdyż działając bez serca, stajemy się zimni i wyrachowani, czyli byle jacy ludzie, a ja nie chcę być byle jaka – dla nikogo!

Czy macie też tak, że po dobrze spełnionym obowiązku, świeżo, zaparzona kawa z sercem, smakuje Wam wybornie i jest to ta chwila, tylko Wasza? Właśnie piję taką kawę, uśmiechając się do siebie.

Dobrego dnia wszystkim – z sercem, może nie koniecznie na dłoni, ale bijącym ciepło w stosunku do innych ludzi.

Taką fotkę zrobiłam, wracając uśmiechnięta.

choszczno dziś