Archiwum dnia: 14 Maj, 2014

Dziwny splot wydarze艅

Byli ma艂偶e艅stwem 20 letnim. Maria i Ryszard uchodzili za wzorow膮 par臋, tylko wszyscy im wsp贸艂czuli, 偶e nie mogli mie膰 dzieci. Maria leczy艂a si臋 d艂ugie lata, ale bez efektu, a na adopcj臋 nie mia艂a odwagi. Ba艂a si臋, 偶e nie zdo艂a pokocha膰 adoptowanego dziecka. Ryszard bardzo by艂 za dzie膰mi, lecz los tak mu si臋 u艂o偶y艂, 偶e dzieci mie膰 nie b臋d膮. Mieli psa i to on zast臋powa艂 im to upragnione dziecko.

Zajmowali si臋 po pracy ogrodem dzia艂kowym, kt贸ry by艂 dla nich alternatyw膮 na zape艂nienie tej istotnej dla nich luki. Oboje kochali kwiaty i wiele pracy wk艂adali w upraw臋 w艂asnych warzyw i owoc贸w. Tak lecia艂y im wsp贸lne lata.

Pewnego wieczoru Ryszard przyszed艂 do domu dobrze wstawiony. By艂 z kolegami na piwie i Maria tolerowa艂a te jego kole偶e艅skie wypady. Sama w tym czasie lubi艂a obejrze膰 dobre kino w samotnym prze偶ywaniu. Ryszard wr贸ci艂 bardzo zmarnowany szybko po艂o偶y艂 si臋 spa膰 ku uciesze Marii, kt贸ra nie lubi艂a jego wywod贸w filozoficznych pod wp艂ywem.

Krz膮taj膮c si臋 jeszcze w kuchni us艂ysza艂a d藕wi臋k smsa w kieszeni kurtki Ryszarda. Zdziwi艂o j膮, 偶e kto艣 o tak p贸藕nej nocy wysy艂a wiadomo艣ci. Podesz艂a do wieszaka i wyj臋艂a kom贸rk臋 z kieszeni kurtki m臋偶a.

Nigdy tego nie robi艂a, bo nie czu艂a takiej potrzeby, aby sprawdza膰 telefon swojego m臋偶czyzny. Ufa艂a mu bezgranicznie i brzydzi艂a si臋 inwigilacj膮 jak膮 stosowa艂y inne kobiety. Wiedzia艂a, 偶e jej kole偶anki z pracy sprawdzaj膮 kom贸rki swoich 偶yciowych partner贸w, a tak偶e ich komputery kiedy tylko nadarzy si臋 taka okazja. Nie czu艂a takiej potrzeby, ale tym razem d藕wi臋k kom贸rki j膮 zafrapowa艂.

Troch臋 trwa艂o, kiedy zorientowa艂a si臋, jak odczyta膰 wiadomo艣膰 i kiedy m膮偶 pochrapywa艂 na kanapie, Maria przeczyta艂a:

– Kochanie, musimy to powt贸rzy膰. W mojej lod贸wce ju偶 ch艂odzi si臋 wino na nast臋pny raz 鈥 twoja kochaj膮ca ci臋 Paula.

Maria my艣la艂a, 偶e to jest jaki艣 absurd i kobieta o imieniu Paula si臋 pomyli艂a, 艣l膮c wiadomo艣膰 do jej m臋偶a. Wzi臋艂a kom贸rk臋, zapali艂a wi臋cej 艣wiat艂a w kuchni i usiad艂a na kuchennym taborecie. Postanowi艂a bli偶ej przyjrze膰 si臋 telefonowi i odczyta艂a wszystkie wiadomo艣ci.

By艂o ich w telefonie bardzo wiele. Mi艂osne wyznania, a tak偶e terminy i miejsca spotka艅. S艂owa t臋sknoty i zapewnienia, 偶e wkr贸tce powiadomi j膮 o tym, 偶e odchodzi.

Maria od艂o偶y艂a kom贸rk臋 i podesz艂a do lod贸wki, aby nala膰 sobie spor膮 ilo艣膰 sch艂odzonej w贸dki. Wpi艂a trzy kieliszki jeden za drugim, a偶 poczu艂a w 偶o艂膮dku przyjemne ciep艂o. Nie dociera艂o do niej, 偶e jej ukochany i dobry m膮偶 ma w pobliskiej miejscowo艣ci inn膮 kobiet臋, z kt贸r膮 ju偶 sobie zaplanowa艂 dalsze 偶ycie.

O艣mielona wypitym alkoholem postanowi艂a wycisn膮膰 numer do tej jego Pauli. Czeka艂a chwil臋, a偶 tamta odbierze. W ko艅cu by艂a ju偶 noc i najzwyczajniej j膮 obudzi艂a.

– Prosz臋 jutro przygotowa膰 miejsce w szafie na ciuchy mojego m臋偶a – cichym i spokojnym g艂osem oznajmi艂a jednym tchem

– Ale… Nie ma 偶adnego ale, dobrej nocy i wy艂膮czy艂a rozmow臋.

Gdzie ja mam te walizki, chwil臋 si臋 zastanawia艂a i posz艂a do garderoby, aby spakowa膰 jego rzeczy. Robi艂a to na ch艂odno i z rozmys艂em. Jednak kiedy pakowa艂a jego przybory toaletowe, kt贸re sta艂y w toalecie obok jej, nagle si臋 za艂ama艂a. Spojrza艂a na pust膮 p贸艂k臋, spojrza艂a w lustro na swoje odbicie i 艂zy zala艂y jej twarz.聽

Nie spa艂a tej nocy. Nie mog艂a, bo w艂a艣nie rozsypa艂 si臋 jej pouk艂adany 艣wiat. Nie mog艂a skojarzy膰 fakt贸w, kiedy spotyka艂 si臋 z tamt膮 kobiet膮. A wi臋c te wszystkie jego wyjazdy na ryby by艂y doskona艂膮 przykrywk膮 do tajemnych randek i uniesie艅. A wi臋c sk膮d by艂y te wszystkie trofea, czy偶by kupione w sklepie? Oszukiwa艂 j膮 ca艂y czas i ciekawa by艂a kim jest tamta kobieta? Lepsza, 艂adniejsza i pewnie mog膮ca urodzi膰 mu dzieci? My艣li jej si臋 k艂臋bi艂y jak szalone, a 艣wiat zawali艂 w jednej chwili.

Kiedy o poranku Ryszard jak zwykle chcia艂 sobie zrobi膰 kaw臋, potkn膮艂 si臋 o wystawione w korytarzu walizki. Jego zdziwienie by艂o wielkie, kiedy zauwa偶y艂, 偶e ju偶 tutaj za chwil臋 nie b臋dzie mieszka艂. Rozstanie odby艂o si臋 prawie bez s艂贸w. Obmy艂 tylko twarz i w艂o偶y艂 ubranie, aby znie艣膰 swoje rzeczy do samochodu.

Maria stan臋艂a przy oknie i ostatni raz widzia艂a swojego m臋偶a, kt贸ry w艂a艣nie rozpocz膮艂 swoj膮 now膮 drog臋 偶ycia. Nie mog艂a sobie poradzi膰 z rozstaniem. Zamkn臋艂a si臋 w domu i wzi臋艂a d艂ugie zwolnienie z pracy. Nie chcia艂a z nikim rozmawia膰 i nikomu niczego t艂umaczy膰. Zwin臋艂a si臋 jak kot i le偶a艂a dniami i nocami bez ruchu, bez emocji, jakby 偶ycie z niej ulecia艂o. Nie odbiera艂a telefon贸w od nikogo i w ko艅cu wy艂膮czy艂a ca艂kowicie aparat, a tylko ukradkiem przed znajomymi wymyka艂a si臋 na spacer z psem, kt贸ry tylko jej zosta艂. Nie malowa艂a si臋 i nie dba艂a o posi艂ki. Niczego ju偶 nie chcia艂a od 偶ycia.

Pewnego dnia, zaniepokojone kole偶anki z pracy tak mocno puka艂y do drzwi, 偶e musia艂a je otworzy膰. Zobaczy艂y rozgrzebane 艂贸偶ku, a obok stos zap艂akanych chusteczek.

– Nie mo偶esz tak 偶y膰, papla艂y jedna przez drug膮. – Ogarnij si臋 i wracaj do 偶ycia, do nas – nie dawa艂y za wygran膮.聽

Wyprosi艂a je, dzi臋kuj膮c za trosk臋, ale oznajmi艂a, 偶e musi sama prze偶y膰 to, co si臋 wydarzy艂o i chce zosta膰 sama. Nie przyjmowa艂a 偶adnych rad i pociesze艅. Nie chcia艂a wraca膰 do 偶ycia, co bardzo zmartwi艂o jej znajome z pracy. Odpu艣ci艂y i da艂y jej dwa tygodnie na pozbieranie si臋 i powr贸t do pracy. Przysi臋g艂a, 偶e si臋 pozbiera, ale niech ju偶 sobie id膮.

Min臋艂y 3 lata od rozstania. Przez ten czas nie widzia艂a ani razu Ryszarda. Ostatni raz, tylko na rozprawie rozwodowej, kt贸ra przebieg艂a bez komplikacji z orzeczeniem o 聽winie jej m臋偶a. Przez ten czas wiod艂a spokojne i monotonne 偶ycie. Praca, dom, spacer, dzia艂ka. Chwile samotne zape艂nia艂a sobie udzia艂em na forum, gdzie takich porzuconych kobiet by艂o wi臋cej. Szuka艂a tam pocieszenia i wsparcia, a i sama udziela艂a rad innym, 艣wie偶o porzuconym. By艂a na tyle silna ju偶, 偶e sta膰 by艂o j膮 ju偶 na pisanie, i偶 b贸l jest wci膮偶 silny, ale da si臋 z nim 偶y膰, bo bardzo j膮 wzbogaci艂 wewn臋trznie i nauczy艂 pokory. Pisa艂a, 偶e bardziej siebie pozna艂a i nie wierzy, i偶 da艂a sobie rad臋 ze zdrad膮.

Tak mija艂y jej dni, ale by艂a zadowolona, 偶e ten wewn臋trzny spok贸j zacz膮艂 si臋 jej podoba膰. Radzi艂a sobie z obowi膮zkami i czu艂a si臋 coraz bardziej silniejsza. Postanowi艂a, 偶e kupi nowy komputer i zajmie si臋 pisaniem ksi膮偶ki. W g艂owie mia艂a jej zarys i chcia艂a spr贸bowa膰, co z tego by jej wysz艂o. Tak tylko dla siebie i nie koniecznie o sobie. Pragn臋艂a umie艣ci膰 swoich bohater贸w na ciep艂ej wyspie i otoczy膰 ich wspania艂ymi s膮siadami, co wi膮za艂o si臋 z przer贸偶nymi zabawnymi i mniej zabawnymi historiami. Jak zaplanowa艂a, tak zrobi艂a i pisa艂a wieczorami przy fili偶ance aromatycznej herbaty. Czasami schodzi艂o jej do p贸艂nocy, kiedy zatraci艂a si臋 w swojej wyobra藕ni i budowaniu fabu艂y.

By艂a wreszcie szcz臋艣liwa, bo mia艂a co艣 tylko swojego, a by艂a to jej powstaj膮ca ksi膮偶ka. Budzi艂a si臋 i k艂ad艂a z g艂ow膮 zaprz膮tni臋t膮 pomys艂ami i by艂a z siebie bardzo zadowolona.

To by艂a d艂uga maj贸wka i chcia艂a j膮 sp臋dzi膰 ze swoj膮 ksi膮偶k膮, ale jej plany popsu艂 niespodziewany dzwonek do drzwi, a wi臋c w szlafroku posz艂a zobaczy膰 kto te偶 zak艂贸ca jej spok贸j. Kiedy je uchyli艂a, zd臋bia艂a. Ryszard sta艂 w drzwiach niczym zbity pies. Nie ogolony i nie 艣wie偶y. Widzia艂a, 偶e si臋 bardzo postarza艂 i zaniedba艂. Nigdy nie widzia艂a go w takim stanie.聽

– Witaj Mario, mo偶emy porozmawia膰 chwil臋. – Prosz臋 po艣wi臋膰 mi sw贸j czas, bo… ja ju偶 tak nie mog臋 偶y膰 – wymamrota艂.

– Wejd藕, skoro ju偶 jeste艣 – serce jej mocno zabi艂o i nie wiedzia艂a, czy dobrze robi wpuszczaj膮c go do mieszkania.

Usiad艂 w pokoju na du偶ej sofie, a Maria oddali艂a si臋 w kierunku okna, z dala od niego. Czeka艂a na dalszy rozw贸j tej jak偶e dziwnej sytuacji.

– Mario, chc臋 do ciebie wr贸ci膰, bo ja ju偶 nie chc臋 z ni膮. Mam do艣膰 trzech etat贸w, bo wiecznie jej ma艂o i ma艂o. Tych wiecznych awantur o pieni膮dze, o jej dzieci,kt贸re wszystko musz膮 mie膰. Tylko praca, praca, bo zaspokoi膰 jej potrzeby sta艂o si臋 ponad moje si艂y. Ja wiem, 偶e ciebie skrzywdzi艂em i wiem, 偶e mo偶esz mnie za chwil臋 wyprosi膰 ze swojego domu i b臋dziesz mia艂a s艂uszn膮 racj臋 i powiem ci tylko, 偶e zda艂em sobie spraw臋, jak bardzo ciebie kocha艂em i wci膮偶 kocham. Nie chc臋 偶ebra膰 o uczucie, ale musisz wiedzie膰, 偶e to, i偶 odszed艂em to by艂 m贸j wielki b艂膮d. Daj mi drug膮 szans臋 Mario.

W pokoju zapanowa艂a cisza, i偶 s艂ysza艂a jak mocno bije jej serce. Nie wiedzia艂a jak ma si臋 zachowa膰 i by艂a na niego z艂a, 偶e burzy jej ponownie pouk艂adany 艣wiat, na kt贸ry pracowa艂a trzy lata.

– Jak sobie to wyobra偶asz – spyta艂a. Mam ci臋 przyj膮膰 i udawa膰, 偶e nic si臋 nie sta艂o? Jeste艣 doros艂ym cz艂owiekiem i mniemam, 偶e odpowiedzialnym, a wi臋c wracaj sk膮d przyszed艂e艣. Ja cho膰 wci膮偶 ci臋 tak偶e kocham, nie zbuduj臋 ju偶 z tob膮 swojego 偶ycia. Nie po to upada艂am i si臋 podnosi艂am, aby znowu upa艣膰. Nie, nie, nie – oznajmi艂a jak na bezdechu.

– Mario, ale jednego ci nie powiedzia艂em – jestem chory na raka!