Archiwum dnia: Maj 24, 2014

Jak cisza wyborcza zabiła na Seniorze i w Seniorze życie.

Jest w sieci takie miejsce dla Seniora (a może było?), którego Senior trzyma się jeszcze rękoma i nogami. Senior ma dużo czasu, a więc trzeba go jakoś wypełnić na wzajemnych rozmówkach od rana do wieczora. Dobrze, że ktoś stworzył dla Seniora takie miejsce, pozwalające na codzienny kontakt i wypicie wirtualnej kawy, albo wklejenie obrazka z różami dla wirtualnej koleżanki lub złożenie wirtualnych zapewnień o swojej przyjaźni i oddaniu codziennym i nie zmiennym. Udekorowane profile w sentencje i aforyzmy o mądrości życiowe wzięte z sieci. Miła jest także pamięć, o tych, co akurat obchodzą imieniny, albo urodziny, bo jest okazja na znalezienie najpiękniejszego kwiatka w Internecie – nic od siebie, bo wszystko zerżnięte, nawet wierszyki urodzinowe, która piękniejsze.

Piszę która, bo w zasadzie jest to babskie poletko, gdyż panowie jakoś stronią od tego miejsca, bo może wolą iść na ryby, kiedy ich połowice dzielą się tym, jaka zupa dzisiaj będzie i czym wyczyścić lustro bez chemii.

No i dobrze, niech sobie klikają, skoro czują taką potrzebę, ale cisza wyborcza zabiła skutecznie to forum i zrobiło się byle jak i bez treści, aż chce się zapłakać, że na ponad 20 tys. zarejestrowanych użytkowników z całej Polski, wiernych jest najwyżej 100 szt. Koniecznie potrzeba świeżej krwi, która miałaby tzw. „jaja”.

Dzieje się jednak tak, że świeża krew jest bardzo dokładnie prześwietlona, a często przepędzona – a sio!

Tak mi przyszło do głowy, że to już jest koniec, bo się wypaliło – niestety i chce się zakrzyknąć – adminie otwórz wątki polityczne, bo sobie sam pętle zacisnąłeś na szyi. Szkoda tych tłustych lat, kiedy było to całkiem fajne miejsce, ale to se ne vrati !

To już jest koniec, nie ma już nic,
Jesteście wolni, możecie iść.
To już jest koniec, możecie iść,
Jesteście wolni, bo nie ma już nic.

To już jest koniec, nie ma już nic,
Jesteście wolni, możecie iść.
To już jest koniec, możemy iść,
Jesteście wolni, bo nie ma już nic.

Robaczek w swej dziurce jak docent za biurkiem,
I pszczółka na kwiatkach jak kontrol w tramwajach,
Tak dłubie i gmera napisze, wymyśli,
Obejdzie wokoło, zabrudzi, wyczyści,
I krzaczek przy drodze i brat przy maszynie,
Jak noga w skarpecie sprzedawca w kantynie,
Kamyczek na polu i strażnik na straży,
Lodówka wciąż ziębi, kuchenka wciąż parzy,
A po co, a po co tak dłubie i dłubie,
A za co, a za co tak myśli i skubie,
I tak się przykłada i mówi z ekranu,
I bredzi latami wieczorem i ranooo…

To już jest koniec (to jest już koniec),
Nie ma już nic (nie ma już nic),
Jesteście wolni (jesteście wolni) 😀

 

I na koniec taki mały drobiazg :

Jan Kurczab

Szcze­rość jest jeszcze trud­niej­sza od matematyki.

Reklamy

Kocham cię, ale tylko mnie nie bij!

Poznali się całkiem przypadkowo. Oboje byli entuzjastami wszelkiej sztuki i kiedy tylko czas pozwalał odwiedzali w mieście wszystkie wystawy i galerie. Beata niespodziewanie na niego wpadła, potrącając delikatnie  łokciem, a on się uśmiechnął znacząco, że zrobiła mu przyjemność i poszedł po dwa kieliszki szampana, aby wyrazić w ten sposób, że wpadła mu w oko. Nie zamierzał utracić okazji, aby się do niej nie zbliżyć. Beata odwzajemniła uśmiechem i pomyślała,  że ten szampan  to dobre posunięcie, bo i jej Zbigniew się spodobał.

Pasowali do siebie jak mało, która para. Ona wysoka blondynka, o filigranowych kształtach i spojrzeniu spod błękitnych tęczówek. Delikatny makijaż rozświetlał jej piorunujące i zalotne oczy. Takich oczu nie spotyka się często i ten wzrok poraził Zbigniewa.

On, wysoki i przystojny brunet, ubrany w sportowe ciuchy, podszyte wielką elegancją i smakiem. Twarz oprószona delikatnym zarostem, współgrającym z lekką siwizną, taką jaka podoba się płci przeciwnej. Miał w sobie ten urok, jaki Beacie zawsze imponował i jakiego w mężczyźnie szukała.

Umówili się następnego dnia, aby zjeść wspólnie obiad w dobrej restauracji, za który zapłacił Zbyszek. Spodobało się jej, że mieli ze sobą o czym rozmawiać, bo łączyła ich wspólna pasja do sztuki. Mogli o niej rozmawiać godzinami i nigdy w swoim towarzystwie się nie nudzili.

Mijały tygodnie, a potem miesiące na wspólnych randkach, pełnych miłosnych uniesień. Pasowali do siebie w łóżku i stanowili jedną całość. Oboje bez żadnych zobowiązań mogli cieszyć się  sobą do upadłego i do zatracenia. Beata była taka szczęśliwa, a Zbyszek nie spuszczał jej z oczu. Wszędzie bywali razem. Na bankietach, spotkaniach z przyjaciółmi – wszędzie nierozłączni i imponowało jej to, że nie odstępował jej na krok, a także, że inni postrzegali ich jako wzorową i przepiękną parę. Oboje byli dowcipni i towarzyscy i żadne spotkanie towarzyskie nie mogło być bez nich udane. Ich szczęście, było szczęściem ich przyjaciół, a Beata była coraz bardziej zakochana.

Pojechali do Paryża, aby uciec trochę od swojej pracy i odetchnąć innym powietrzem. Mieli w planie zwiedzanie galerii i paryskich wystaw, na co Beata bardzo się cieszyła. Pewnego wieczoru, przy kolacji w paryskiej kafejce, Zbigniew oświadczył się Beacie. Wino, romantyczna muzyka i wspaniałe jedzenie, tak to sobie zaplanował – w  Paryżu właśnie. Ależ oczywiście, że zauroczona Beata oświadczyny przyjęła ze łzami szczęścia.

Pragnęła, aby być najpiękniejszą panną młodą. Wybrała suknię, w której wyglądała jak księżniczka i zabrali się za listę gości na wesele i ślub, na który nie szczędzili grosza. Oboje świetnie zarabiali, a więc nie będą sobie na nic żałować.

Ślub i wesele odbyło się w cudownej oprawie i wszyscy życzyli im długich lat w szczęściu i zdrowiu z gromadką wspaniałych dzieci. Czuli się jakby wygrali los na loterii, bo mieli siebie, a kiedy Zbigniew wręczył jej klucz do ich mieszkania,  znajdującego się w luksusowym apartamentowcu z widokiem na miasto, nie posiadała się ze szczęścia. Nie wierzyła, że ta bajka jej się w życiu przydarzyła i kochała jeszcze bardziej swojego wybranka na całe życie.

Pewnego poranka obudziła się, kiedy promienie słońca zaglądały do wielkich okien. Zbyszka już przy niej nie było. Poszedł do pracy, a więc postanowiła, że spędzi ten dzień na domowych zajęciach. Posprząta i ugotuje Zbyszkowi obiad, bo kochała tak bardzo, że robienie mu przyjemności, uważała za coś zupełnie normalnego. Pragnęła go codziennie uszczęśliwiać, a wiec poszła do miasta i kupiła bukiet świeżych kwiatów, bo tak lubił i poczyniła zakupy, aby  ugotować mu posiłek, gdyż nie uznawał jedzenia poza domem.

Krzątała się po ich luksusowej kuchni, a w tle leciała jej ulubiona muzyka. Kroiła, siekała, mieszała i dosmaczała, aby tylko mu smakowało. Następnie ubrała się elegancko i zrobiła makijaż, bo chciała mu się podobać każdego dnia i o każdej porze. Oboje byli estetami i dbali o swój elegancki wizerunek, a Zbigniew też potrafił się ubrać i nie szczędzili pieniędzy na ubrania w najlepszej jakości. Było ich na to stać, gdyż Zbigniew bardzo dobrze zarabiał. Beata zrezygnowała z pracy, bo tak chciał Zbyszek, twierdząc, że póki co, jego żona nie musi się przemęczać. Beata zgodziła się na taki układ, ponieważ starali się o dziecko, a więc powinna być wypoczęta i zrelaksowana.

Usłyszała, że Zbigniew wszedł do domu, w którym unosił się zapach obiadu. Rozejrzał się po mieszkaniu i zauważył w wazonie, świeże kwiaty. Na przywitanie pocałował i przytulił Beatę, tak jak robił po powrocie z pracy każdego dnia.

Kiedy rozkładała na talerze przygotowany posiłek, nagle poczuła uderzenie w plecy, tak silne, że podkurczone z bólu nogi, zwaliły ją z nóg. Upadła na podłogę nie zdając sobie sprawy, co się wydarzyło. Straciła na chwilę świadomość, by z trudem się podnieść i nagle na swoim brzuchu poczuła mocne kopnięcie. Bił ją tak, że nie miała szans, aby stanąć do pionu i tylko słyszała, że kurze są na meblach i pewnie cały dzień się leniła i go zdradzała.

– Wymagam bezwzględnej czystości – wrzeszczał i kopał ją coraz mocniej, a ona nie wiedziała dlaczego tak mocno ją kopie i katuje. Nie poznawała swojego męża , który w jednej chwili obdarł ją z godności i poświęcenia jakie mu pragnęła zapewnić  – wszystko z miłości przecież!

Kiedy przestał ją katować, mocno posiniaczona doczołgała się do łazienki, aby zmyć z siebie bestialstwo i obejrzeć serię siniaków na swoim ciele.

Płakała tak bardzo, że nie usłyszała, kiedy wszedł za nią i pociągnął za włosy tak silnie, że nie miała żadnej szansy na wyzwolenie, a następnie powalił na podłogę i ją perfidnie zgwałcił. Zgwałcił bez żadnych skrupułów, a kiedy skończył, oznajmił, że nigdy się od niego nie uwolni i stanowią jedną całość i jest mu przypisana do końca jego dni, a więc niech się nie waży,  mu się przeciwstawiać, bo jest jego własnością i ma robić wszystko, tak jak on chce.

Tej nocy nie spała, nie mogąc pozbierać myśli. Nie mogła zrozumieć, że jej ukochany mąż zamienił się w takiego potwora. Nie docierało do niej, że wcale go nie zna i nie wie jak dalej będzie wyglądało jej życie.

Kiedy się rano pozbierała, zauważyła, że jest uwięziona i zabrał jej telefon. Zabrał jej klucze od domu i odciął od wszelkiego kontaktu ze światem, wyrywając kable od telefonu stacjonarnego. Nie miała już nic swojego. Nie miała jak uciec i obolała przeleżała kilka godzin do jego powrotu.

Przyszedł z wielkim bukietem czerwonych róż i założył jej na szyję drogi naszyjnik na znak zgody, a potem ponownie ją zgwałcił. To był dla Beaty koniec jej małżeństwa i już wiedziała, że grozi jej niebezpieczeństwo przy boku tego człowieka, dla którego stała się zabawką i bezwolną kobietą.

Nie zamierzała się jednak poddać i pewnego razu, stanęła na parapecie okna, wysokiego piętra i zaczęła krzyczeć, że rzuci się z okna i chce popełnić samobójstwo.

Za chwilę służby wszelkie postawione w stan gotowości zjawiły się w jej mieszkaniu, wywarzając drzwi i  w ten sposób stała się  wreszcie wolna. Zabrała z domu kilka rzeczy i zaoszczędzone pieniądze. Wsiadła w pierwszy, lepszy pociąg, aby  pojechać jak najdalej od miejsca, w którym spotkało ją tyle zła. Uciekła przed swoim oprawcą, nie wiedząc gdzie trafi i jak się otrząśnie po traumie, oraz wyleczy z fatalnego związku.

Minęło kilka lat i ponownie związała się bez ślubu z człowiekiem, który podał jej dłoń i starał się wyciągnąć  z depresji po poprzednich zdarzeniach. Był to bardzo dobry człowiek i jemu urodziła dwoje dzieci. Była bardzo szczęśliwa, wiodąc spokojne i bezpieczne życie.

Wciąż, gdzieś tam z tyłu głowy miała wrażenie, że Zbigniew gdzieś tam za nią jest. Nie raz łapała się na tym, że się go boi i nigdy od niego nie uwolni, gdyż miała wrażenie, że się  zjawi  nieoczekiwanie, by zmusić ją do powrotu, zgodnie z groźbami, iż należy tylko do niego.

Pewnego dnia wzięła gazetę do ręki i przeczytała notatkę, że pewien, bogaty prezes korporacji targnął się na swoje życie w związku z chorobą psychiczną!

Poczuła się wolna!