Archiwa miesi臋czne: Maj 2014

Mamo!

Moja Matko Staruszko, jak Ty to zrobi艂a艣, 偶e nie masz ani jednego, siwego w艂osa?

Przesz艂a艣 przez 偶ycie przez niejedn膮 偶ycia kr臋t膮 dr贸偶k臋, potykaj膮c si臋 i wstaj膮c.

Uchyla艂a艣 si臋 przed wiatrem i 艂ami膮cymi 聽konarami,

chowaj膮c g艂ow臋 przed wojennymi burzami, obrywaj膮c od Niemca w twarz.

Jako 聽m艂oda dziewczyna, opuszczona przez swoj膮 Matk臋 i Ojca, kt贸rzy odeszli po艣piesznie,

osamotniona, mog膮ca licz膮c tylko na siebie, mia艂a艣 si艂臋 pisa膰 wiersze.

Mamo, bardzo dzi臋kuj臋 Ci, 偶e mnie urodzi艂a艣 i wychowa艂a艣, jak najlepiej umia艂a艣

i dzi臋kuj臋 Ci, za wsparcie, kiedy tego niezw艂ocznie potrzebowa艂am.

Ja pami臋tam, 偶e lubi艂a艣 s艂ucha膰 Jerzego Po艂omskiego i pami臋tam Twoje 艂zy,

kiedy wydawa艂o si臋, 偶e wszystko ju偶 za Tob膮, a jednak nie da艂a艣 si臋 po偶re膰 z艂emu losowi,

bo wierzy艂a艣, 偶e kiedy艣 s艂o艅ce i nad Tob膮 za艣wieci.

I 艣wieci Mamo, bo mamy siebie i 偶adne wichry nam nie straszne.

Kocham Ci臋 Mamo i prosz臋, niech na Twojej g艂owie nie pojawi si臋 nigdy, ani jeden siwy w艂os.

Gen. Wojciecha Jaruzelskiego ju偶 nie ma [*]

Wklejam tutaj na pami膮tk臋 s艂owa mojego znajomego z Facebooka, Andrzeja Rodana, pisarza polskiego. Andrzeju, w ca艂ej rozci膮g艂o艣ci si臋 z Tob膮 zgadzam i tylko Ty potrafisz oddzieli膰 ziarno od plew i dzi臋kuj臋 Ci za to:

„VOICE OF KATOLAND! HIENY NA START!
Zmar艂 genera艂 Wojciech Jaruzelski. Cz艂owiek, kt贸ry uratowa艂 Polsk臋 przed krwaw膮 wojn膮 domow膮. Cze艣膰 Jego Pami臋ci!聽
Historia odda mu nale偶ne prawa.聽
Historia ob艣mieje jego przeciwnik贸w tak zwan膮 鈥濻olidarno艣膰鈥, kt贸ra kiedy dosz艂a do w艂adzy zrobi艂a z Polski po艣miewisko 艣wiata, z Polak贸w 偶ebrak贸w, a z wielu przyw贸dc贸w tzw. 鈥濻olidarno艣ci鈥 milioner贸w.聽
No i wprowadzi艂a聽element zupe艂nie nieznany za tak zwanej komuny: BEZROBOCIE, czyli brak pewno艣ci jutra.
A teraz rzuc膮 si臋 na genera艂a hieny i b臋d膮 mu przypierdala膰. Ich imiona i nazwiska podam w specjalnym felietonie na facebooku oraz w kolejnym rozdziale ksi膮偶ki pt. 鈥濰istoria G艂upoty w Polsce鈥.
Posluchajcie co o Generale m贸wi n臋dzny aktorzyna Emilian Kami艅ski nominowany przez cwaniaczk贸w do miana 鈥濴udzie wolno艣ci鈥: 鈥濼y kurwio sprzedajna, ty ruski 偶upaku. Wypierdku Bre偶niewa, ty 艣lepy pedale. Przebrzyd艂a szumowino, pacho艂ku moskiewski. ty farbowana 艣winio, marsza艂ku kurewski. chamie zbuntowany, zat臋ch艂a sklerozo. Gnoju zasmarkany, Ty zdrajco, zomozo… Cuchn膮cy pierdzielu, pe艂zaj膮ca glisto, ponury skurwielu, czerwony faszysto鈥 etc. etc.
Takich mi臋dzy innymi mamy 鈥瀉rtyst贸w鈥 w Katolandzie. Kami艅ski za czas贸w 鈥濩uchn膮cego Pierdziela鈥 zagra艂 w kilkunastu filmach i nawet nie przeszkadza艂 mu stan wojenny, bo pieni膮dz nie 艣mierdzi. Teraz jest 鈥瀋z艂owiekiem Wolno艣ci鈥.
Chce mi si臋 rzyga膰!
Generale 呕egnaj! Cze艣膰 Twojej Pami臋ci!

Emilian Kami艅ski tak podsumowa艂 genera艂a i takich cwaniak贸w odezwie si臋 wi臋cej i b臋dzie jatka – jak zwykle przecie偶 馃槮

 

he

Jak cisza wyborcza zabi艂a na Seniorze i w Seniorze 偶ycie.

Jest w sieci takie miejsce dla Seniora (a mo偶e by艂o?), kt贸rego Senior trzyma si臋 jeszcze r臋koma i nogami. Senior ma du偶o czasu, a wi臋c trzeba go jako艣 wype艂ni膰 na wzajemnych rozm贸wkach od rana do wieczora. Dobrze, 偶e kto艣 stworzy艂 dla Seniora takie miejsce, pozwalaj膮ce na codzienny kontakt i wypicie wirtualnej kawy, albo wklejenie obrazka z r贸偶ami dla wirtualnej kole偶anki lub z艂o偶enie wirtualnych zapewnie艅 o swojej przyja藕ni i oddaniu codziennym i nie zmiennym. Udekorowane profile w sentencje i aforyzmy o m膮dro艣ci 偶yciowe wzi臋te z sieci. Mi艂a jest tak偶e pami臋膰, o tych, co akurat obchodz膮 imieniny, albo urodziny, bo jest okazja na znalezienie najpi臋kniejszego kwiatka w Internecie – nic od siebie, bo wszystko zer偶ni臋te, nawet wierszyki urodzinowe, kt贸ra pi臋kniejsze.

Pisz臋 kt贸ra, bo w zasadzie jest to babskie poletko, gdy偶 panowie jako艣 stroni膮 od tego miejsca, bo mo偶e wol膮 i艣膰 na ryby, kiedy ich po艂owice dziel膮 si臋 tym, jaka zupa dzisiaj b臋dzie i czym wyczy艣ci膰 lustro bez chemii.

No i dobrze, niech sobie klikaj膮, skoro czuj膮 tak膮 potrzeb臋, ale cisza wyborcza zabi艂a skutecznie to forum i zrobi艂o si臋 byle jak i bez tre艣ci, a偶 chce si臋 zap艂aka膰, 偶e na ponad 20 tys. zarejestrowanych u偶ytkownik贸w z ca艂ej Polski, wiernych jest najwy偶ej 100 szt. Koniecznie potrzeba 艣wie偶ej krwi, kt贸ra mia艂aby tzw. „jaja”.

Dzieje si臋 jednak tak, 偶e 艣wie偶a krew jest bardzo dok艂adnie prze艣wietlona, a cz臋sto przep臋dzona – a sio!

Tak mi przysz艂o do g艂owy, 偶e to ju偶 jest koniec, bo si臋 wypali艂o – niestety i chce si臋 zakrzykn膮膰 – adminie otw贸rz w膮tki polityczne, bo sobie sam p臋tle zacisn膮艂e艣 na szyi. Szkoda tych t艂ustych lat, kiedy by艂o to ca艂kiem fajne miejsce, ale to se ne vrati !

To ju偶 jest koniec, nie ma ju偶 nic,
Jeste艣cie wolni, mo偶ecie i艣膰.
To ju偶 jest koniec, mo偶ecie i艣膰,
Jeste艣cie wolni, bo nie ma ju偶 nic.

To ju偶 jest koniec, nie ma ju偶 nic,
Jeste艣cie wolni, mo偶ecie i艣膰.
To ju偶 jest koniec, mo偶emy i艣膰,
Jeste艣cie wolni, bo nie ma ju偶 nic.

Robaczek w swej dziurce jak docent za biurkiem,
I pszcz贸艂ka na kwiatkach jak kontrol w tramwajach,
Tak d艂ubie i gmera napisze, wymy艣li,
Obejdzie woko艂o, zabrudzi, wyczy艣ci,
I krzaczek przy drodze i brat przy maszynie,
Jak noga w skarpecie sprzedawca w kantynie,
Kamyczek na polu i stra偶nik na stra偶y,
Lod贸wka wci膮偶 zi臋bi, kuchenka wci膮偶 parzy,
A po co, a po co tak d艂ubie i d艂ubie,
A za co, a za co tak my艣li i skubie,
I tak si臋 przyk艂ada i m贸wi z ekranu,
I bredzi latami wieczorem i ranooo…

To ju偶 jest koniec (to jest ju偶 koniec),
Nie ma ju偶 nic (nie ma ju偶 nic),
Jeste艣cie wolni (jeste艣cie wolni) 馃榾

 

I na koniec taki ma艂y drobiazg :

Jan Kurczab

Szcze颅ro艣膰 jest jeszcze trud颅niej颅sza od matematyki.

Kocham ci臋, ale tylko mnie nie bij!

Poznali si臋 ca艂kiem przypadkowo. Oboje byli entuzjastami wszelkiej sztuki i kiedy tylko czas pozwala艂 odwiedzali w mie艣cie wszystkie wystawy i galerie. Beata niespodziewanie na niego wpad艂a, potr膮caj膮c delikatnie 聽艂okciem, a on si臋 u艣miechn膮艂 znacz膮co, 偶e zrobi艂a mu przyjemno艣膰 i poszed艂 po dwa kieliszki szampana, aby wyrazi膰 w ten spos贸b, 偶e wpad艂a mu w oko. Nie zamierza艂 utraci膰 okazji, aby si臋 do niej nie zbli偶y膰. Beata odwzajemni艂a u艣miechem i pomy艣la艂a, 聽偶e ten szampan 聽to dobre posuni臋cie, bo i jej Zbigniew si臋 spodoba艂.

Pasowali do siebie jak ma艂o, kt贸ra para. Ona wysoka blondynka, o filigranowych kszta艂tach i spojrzeniu spod b艂臋kitnych t臋cz贸wek. Delikatny makija偶 roz艣wietla艂 jej piorunuj膮ce i zalotne oczy. Takich oczu nie spotyka si臋 cz臋sto i ten wzrok porazi艂 Zbigniewa.

On, wysoki i przystojny brunet, ubrany w sportowe ciuchy, podszyte wielk膮 elegancj膮 i smakiem. Twarz opr贸szona delikatnym zarostem, wsp贸艂graj膮cym z lekk膮 siwizn膮, tak膮 jaka podoba si臋 p艂ci przeciwnej. Mia艂 w sobie ten urok, jaki Beacie zawsze imponowa艂 i jakiego w m臋偶czy藕nie szuka艂a.

Um贸wili si臋 nast臋pnego dnia, aby zje艣膰 wsp贸lnie obiad w dobrej restauracji, za kt贸ry zap艂aci艂 Zbyszek. Spodoba艂o si臋 jej, 偶e mieli ze sob膮 o czym rozmawia膰, bo 艂膮czy艂a ich wsp贸lna pasja do sztuki. Mogli o niej rozmawia膰 godzinami i nigdy w swoim towarzystwie si臋 nie nudzili.

Mija艂y tygodnie, a potem miesi膮ce na wsp贸lnych randkach, pe艂nych mi艂osnych uniesie艅. Pasowali do siebie w 艂贸偶ku i stanowili jedn膮 ca艂o艣膰. Oboje bez 偶adnych zobowi膮za艅 mogli cieszy膰 si臋 聽sob膮 do upad艂ego i do zatracenia. Beata by艂a taka szcz臋艣liwa, a Zbyszek nie spuszcza艂 jej z oczu. Wsz臋dzie bywali razem. Na bankietach, spotkaniach z przyjaci贸艂mi 鈥 wsz臋dzie nieroz艂膮czni i imponowa艂o jej to, 偶e nie odst臋powa艂 jej na krok, a tak偶e, 偶e inni postrzegali ich jako wzorow膮 i przepi臋kn膮 par臋. Oboje byli dowcipni i towarzyscy i 偶adne spotkanie towarzyskie nie mog艂o by膰 bez nich udane. Ich szcz臋艣cie, by艂o szcz臋艣ciem ich przyjaci贸艂, a Beata by艂a coraz bardziej zakochana.

Pojechali do Pary偶a, aby uciec troch臋 od swojej pracy i odetchn膮膰 innym powietrzem. Mieli w planie zwiedzanie galerii i paryskich wystaw, na co Beata bardzo si臋 cieszy艂a. Pewnego wieczoru, przy kolacji w paryskiej kafejce, Zbigniew o艣wiadczy艂 si臋 Beacie. Wino, romantyczna muzyka i wspania艂e jedzenie, tak to sobie zaplanowa艂 鈥 w 聽Pary偶u w艂a艣nie. Ale偶 oczywi艣cie, 偶e zauroczona Beata o艣wiadczyny przyj臋艂a ze 艂zami szcz臋艣cia.

Pragn臋艂a, aby by膰 najpi臋kniejsz膮 pann膮 m艂od膮. Wybra艂a sukni臋, w kt贸rej wygl膮da艂a jak ksi臋偶niczka i zabrali si臋 za list臋 go艣ci na wesele i 艣lub, na kt贸ry nie szcz臋dzili grosza. Oboje 艣wietnie zarabiali, a wi臋c nie b臋d膮 sobie na nic 偶a艂owa膰.

艢lub i wesele odby艂o si臋 w cudownej oprawie i wszyscy 偶yczyli im d艂ugich lat w szcz臋艣ciu i zdrowiu z gromadk膮 wspania艂ych dzieci. Czuli si臋 jakby wygrali los na loterii, bo mieli siebie, a kiedy Zbigniew wr臋czy艂 jej klucz do ich mieszkania, 聽znajduj膮cego si臋 w luksusowym apartamentowcu z widokiem na miasto, nie posiada艂a si臋 ze szcz臋艣cia. Nie wierzy艂a, 偶e ta bajka jej si臋 w 偶yciu przydarzy艂a i kocha艂a jeszcze bardziej swojego wybranka na ca艂e 偶ycie.

Pewnego poranka obudzi艂a si臋, kiedy promienie s艂o艅ca zagl膮da艂y do wielkich okien. Zbyszka ju偶 przy niej nie by艂o. Poszed艂 do pracy, a wi臋c postanowi艂a, 偶e sp臋dzi ten dzie艅 na domowych zaj臋ciach. Posprz膮ta i ugotuje Zbyszkowi obiad, bo kocha艂a tak bardzo, 偶e robienie mu przyjemno艣ci, uwa偶a艂a za co艣 zupe艂nie normalnego. Pragn臋艂a go codziennie uszcz臋艣liwia膰, a wiec posz艂a do miasta i kupi艂a bukiet 艣wie偶ych kwiat贸w, bo tak lubi艂 i poczyni艂a zakupy, aby聽 ugotowa膰 mu posi艂ek, gdy偶 nie uznawa艂 jedzenia poza domem.

Krz膮ta艂a si臋 po ich luksusowej kuchni, a w tle lecia艂a jej ulubiona muzyka. Kroi艂a, sieka艂a, miesza艂a i dosmacza艂a, aby tylko mu smakowa艂o. Nast臋pnie ubra艂a si臋 elegancko i zrobi艂a makija偶, bo chcia艂a mu si臋 podoba膰 ka偶dego dnia i o ka偶dej porze. Oboje byli estetami i dbali o sw贸j elegancki wizerunek, a Zbigniew te偶 potrafi艂 si臋 ubra膰 i nie szcz臋dzili pieni臋dzy na ubrania w najlepszej jako艣ci. By艂o ich na to sta膰, gdy偶 Zbigniew bardzo dobrze zarabia艂. Beata zrezygnowa艂a z pracy, bo tak chcia艂 Zbyszek, twierdz膮c, 偶e p贸ki co, jego 偶ona nie musi si臋 przem臋cza膰. Beata zgodzi艂a si臋 na taki uk艂ad, poniewa偶 starali si臋 o dziecko, a wi臋c powinna by膰 wypocz臋ta i zrelaksowana.

Us艂ysza艂a, 偶e Zbigniew wszed艂 do domu, w kt贸rym unosi艂 si臋 zapach obiadu. Rozejrza艂 si臋 po mieszkaniu i zauwa偶y艂 w wazonie, 艣wie偶e kwiaty. Na przywitanie poca艂owa艂 i przytuli艂 Beat臋, tak jak robi艂 po powrocie z pracy ka偶dego dnia.

Kiedy rozk艂ada艂a na talerze przygotowany posi艂ek, nagle poczu艂a uderzenie w plecy, tak silne, 偶e podkurczone z b贸lu nogi, zwali艂y j膮 z n贸g. Upad艂a na pod艂og臋 nie zdaj膮c sobie sprawy, co si臋 wydarzy艂o. Straci艂a na chwil臋 艣wiadomo艣膰, by z trudem si臋 podnie艣膰 i nagle na swoim brzuchu poczu艂a mocne kopni臋cie. Bi艂 j膮 tak, 偶e nie mia艂a szans, aby stan膮膰 do pionu i tylko s艂ysza艂a, 偶e kurze s膮 na meblach i pewnie ca艂y dzie艅 si臋 leni艂a i go zdradza艂a.

– Wymagam bezwzgl臋dnej czysto艣ci 鈥 wrzeszcza艂 i kopa艂 j膮 coraz mocniej, a ona nie wiedzia艂a dlaczego tak mocno j膮 kopie i katuje. Nie poznawa艂a swojego m臋偶a , kt贸ry w jednej chwili obdar艂 j膮 z godno艣ci i po艣wi臋cenia jakie mu pragn臋艂a zapewni膰聽 – wszystko z mi艂o艣ci przecie偶!

Kiedy przesta艂 j膮 katowa膰, mocno posiniaczona doczo艂ga艂a si臋 do 艂azienki, aby zmy膰 z siebie bestialstwo i obejrze膰 seri臋 siniak贸w na swoim ciele.

P艂aka艂a tak bardzo, 偶e nie us艂ysza艂a, kiedy wszed艂 za ni膮 i poci膮gn膮艂 za w艂osy tak silnie, 偶e nie mia艂a 偶adnej szansy na wyzwolenie, a nast臋pnie powali艂 na pod艂og臋 i j膮 perfidnie zgwa艂ci艂. Zgwa艂ci艂 bez 偶adnych skrupu艂贸w, a kiedy sko艅czy艂, oznajmi艂, 偶e nigdy si臋 od niego nie uwolni i stanowi膮 jedn膮 ca艂o艣膰 i jest mu przypisana do ko艅ca jego dni, a wi臋c niech si臋 nie wa偶y, 聽mu si臋 przeciwstawia膰, bo jest jego w艂asno艣ci膮 i ma robi膰 wszystko, tak jak on chce.

Tej nocy nie spa艂a, nie mog膮c pozbiera膰 my艣li. Nie mog艂a zrozumie膰, 偶e jej ukochany m膮偶 zamieni艂 si臋 w takiego potwora. Nie dociera艂o do niej, 偶e wcale go nie zna i nie wie jak dalej b臋dzie wygl膮da艂o jej 偶ycie.

Kiedy si臋 rano pozbiera艂a, zauwa偶y艂a, 偶e jest uwi臋ziona i zabra艂 jej telefon. Zabra艂 jej klucze od domu i odci膮艂 od wszelkiego kontaktu ze 艣wiatem, wyrywaj膮c kable od telefonu stacjonarnego. Nie mia艂a ju偶 nic swojego. Nie mia艂a jak uciec i obola艂a przele偶a艂a kilka godzin do jego powrotu.

Przyszed艂 z wielkim bukietem czerwonych r贸偶 i za艂o偶y艂 jej na szyj臋 drogi naszyjnik na znak zgody, a potem ponownie j膮 zgwa艂ci艂. To by艂 dla Beaty koniec jej ma艂偶e艅stwa i ju偶 wiedzia艂a, 偶e grozi jej niebezpiecze艅stwo przy boku tego cz艂owieka, dla kt贸rego sta艂a si臋 zabawk膮 i bezwoln膮 kobiet膮.

Nie zamierza艂a si臋 jednak podda膰 i pewnego razu, stan臋艂a na parapecie okna, wysokiego pi臋tra i zacz臋艂a krzycze膰, 偶e rzuci si臋 z okna i chce pope艂ni膰 samob贸jstwo.

Za chwil臋 s艂u偶by wszelkie postawione w stan gotowo艣ci zjawi艂y si臋 w jej mieszkaniu, wywarzaj膮c drzwi i聽 w ten spos贸b sta艂a si臋 聽wreszcie wolna. Zabra艂a z domu kilka rzeczy i zaoszcz臋dzone pieni膮dze. Wsiad艂a w pierwszy, lepszy poci膮g, aby 聽pojecha膰 jak najdalej od miejsca, w kt贸rym spotka艂o j膮 tyle z艂a. Uciek艂a przed swoim oprawc膮, nie wiedz膮c gdzie trafi i jak si臋 otrz膮艣nie po traumie, oraz wyleczy z fatalnego zwi膮zku.

Min臋艂o kilka lat i ponownie zwi膮za艂a si臋 bez 艣lubu z cz艂owiekiem, kt贸ry poda艂 jej d艂o艅 i stara艂 si臋 wyci膮gn膮膰 聽z depresji po poprzednich zdarzeniach. By艂 to bardzo dobry cz艂owiek i jemu urodzi艂a dwoje dzieci. By艂a bardzo szcz臋艣liwa, wiod膮c spokojne i bezpieczne 偶ycie.

Wci膮偶, gdzie艣 tam z ty艂u g艂owy mia艂a wra偶enie, 偶e Zbigniew gdzie艣 tam za ni膮 jest. Nie raz 艂apa艂a si臋 na tym, 偶e si臋 go boi i nigdy od niego nie uwolni, gdy偶 mia艂a wra偶enie, 偶e si臋 聽zjawi 聽nieoczekiwanie, by zmusi膰 j膮 do powrotu, zgodnie z gro藕bami, i偶 nale偶y tylko do niego.

Pewnego dnia wzi臋艂a gazet臋 do r臋ki i przeczyta艂a notatk臋, 偶e pewien, bogaty prezes korporacji targn膮艂 si臋 na swoje 偶ycie w zwi膮zku z chorob膮 psychiczn膮!

Poczu艂a si臋 wolna!

Zd膮偶y膰 przed cisz膮 wyborcz膮 – lud jest w艣ciek艂y!

Zbli偶aj膮 si臋 wybory i ka偶dy powinien wzi膮膰 w nich udzia艂 i skorzysta膰 z tego, danego nam prawa. Przed wrzuceniem do urny karty wyborczej, trzeba dobrze si臋 zastanowi膰 komu oddajemy sw贸j cenny g艂os. Pomy艣lmy na spokojnie i rozwa偶my kandydatur臋, aby艣my nie musieli si臋 wstydzi膰 za nasz postawiony krzy偶yk przy nazwisku. Prze艣wietlmy wi臋c kandydata na wszystkie mo偶liwe strony i dopiero, gdy b臋dziemy pewni na 200% – 聽poprzyjmy j膮 w tych wyborach.聽

Mamy prawo 偶膮da膰 potem od tych ludzi dobrej pracy na nasz膮 rzecz, aby 偶y艂o si臋 nam dostatniej i bezpieczniej. Aby wybrani ludzie uczciwie pracowali dla polskiego spo艂ecze艅stwa i nie zmarnujmy swojej szansy.聽

Ja z pewno艣ci膮 nie zag艂osuj臋 na parti臋 Jaros艂awa Kaczy艅skiego, bo jego partia i ludzie w niej, nie s膮 ani prawi, ani sprawiedliwi. Masz wyb贸r droga Polko i drogi Polaku. G艂osuj m膮drze wi臋c:

 

> Nie jestem ju偶 偶aden smarkacz,

> 艁eb mam pokryty siwizn膮.

> Nie zag艂osuj臋 na Jarka,

> Bo zbyt ci臋 kocham, Ojczyzno!

>

> Niejeden ci臋偶ar na barkach

> D藕wiga艂em, znosi艂em trudy.

> Nie zag艂osuj臋 na Jarka,

> Bo do艣膰 mam k艂amstw i ob艂udy.

>

> Gdy spytasz mnie, niedowiarka,

> Dlaczego? Wyznam ci szczerze:

> Nie zag艂osuj臋 na Jarka,

> Bo w 偶adn膮 zmian臋 nie wierz臋.

>

> Sk膮d wiem, 偶e wyb贸r niedobry?

> Nie wierz臋 w zmiany oblicza,

> Bo nie chc臋 powrotu Ziobry

> I teczek Macierewicza.

> Bo nie chc臋 mie膰 prezydenta,

> Co straszy gejem i 呕ydem,

> Co w ka偶dym widzi agenta,

> I mo偶e zaszczu膰 jak Blid臋.

> Na Jarka nie oddam g艂osu

> Za czasy, gdy by艂 premierem,

> Za ten upadek etosu,

> I koalicj臋 z Lepperem.

> Za to, co wciska ludowi,

> Na co pozwala i sprzyja,

> Za to, co pisze Sakowicz

> I g艂osi Radio Maryja.

> Za sie膰 pods艂uch贸w i hak贸w,

> Wydanie walki elitom,

> Za to, 偶e sk艂贸ci艂 Polak贸w,

> Za IV Rzeczpospolit膮.

> Dzi艣 w duszy mej zakamarkach

> Odkrywam decyzji sedno:

> Nie zag艂osuj臋 na Jarka,

> Bo nie jest mi wszystko jedno.

> Wybaczcie drwin臋 i sarkazm,

> Odporno艣膰 z wiekiem si臋 zmniejsza.

> Nie zag艂osuj臋 na Jarka,

> Ojczyzna jest najwa偶niejsza.

Wojciech M艂ynarski

 

 

Taki komentarz przedwyborczy. Niekt贸rzy pisz膮 bardzo 聽dosadnie i wygl膮da na to, 偶e maj膮 ju偶 bardzo dobrze okre艣lone i sprecyzowane pogl膮dy. Tak jakby, ludzie nie boj膮 si臋 ich g艂osi膰 publicznie, bo mamy przecie偶 demokracj臋:

CHAMIE Jaros艂awie Kaczy艅ski, przypominam tobie kolejny raz, 偶e Pan Donald Tusk jest Prezesem Rady Ministr贸w mojego kraju 鈥 POLSKI ! To stanowisko dzier偶膮c 鈥 przypominam CHAMIE, jest si臋 PREMIEREM ! Zatem 鈥 CHAMIE, nie zwracasz si臋 鈥 przynajmniej oficjalnie do PREMIERA mojego Kraju per Tusk, ale 鈥 CHAMIE: PREMIER !!!聽
Wiem oczywi艣cie, 偶e moje apele do ciebie 鈥 CHAMIE, nijakiego skutku nie odnios膮, albowiem by艂yby by to zaprzeczeniem twojego CHAMSTWA, MA艁O艢CI, PROSTACTWA, IMPERTYNENCJI 鈥 jednym s艂owem wyj膮tkowej NIKCZEMNO艢CI i KO艁TU艃STWA鈥
Nie bred藕 te偶 K艁AMCO, obecny PREMIER: jest najgorszym w historii PL ?!!! Rz膮dzi 鈥 lepiej lub gorzej, ale jest 鈥 jak dot膮d NAJD艁U呕EJ sprawuj膮cym to stanowisko, natomiast odwrotnie, ty K艁AMCO i CHAMIE, premierowa艂e艣 ledwie dwa lata, i – LUD 鈥瀦weryfikowa艂 ciebie鈥 demokratycznymi WYBORAMI, okre艣laj膮c kolokwialnie 鈥 wywaleniem z tego stanowiska na zbity PIS-k鈥
Przesta艅 te偶 ba艂amuci膰 LUDZIOM w g艂owach, 偶e Ty cokolwiek dasz, bo to nie s膮 wybory 鈥濪O DAWANIA鈥, a na PROFESJONALNYCH, KOMPETENTNYCH reprezentant贸w POLSKI w PE, takich za艣 wiadomo, w twojej PIS-iej partii nie ma, bo tam nikt nie PIERDNIE bez twojego zezwolenia, zatem, ktokolwiek nieco KUMOTNY, dawno ju偶 ciebie ola艂 (偶adna partia nie straci艂a tylu przedstawicieli w PE, co PIS w mijaj膮cej kadencji 鈥 SIC !!!).
Na koniec ju偶, i 鈥瀙oza konkursem鈥. NIC nie dasz CHAMIE, nikomu, a ju偶 najbardziej tym biednym ludziom, kt贸rzy JESZCZE tobie wierz膮, bo ani艣 zdolny do tego, ni PROGRAMU REALNEGO, opr贸cz utartych frazes贸w i bana艂贸w nie masz ! Rz膮dzi艂e艣 JU呕, jako wspomina艂em, i jedno co da艂e艣, to PROFITY NAJBOGATSZYM !!! Masz jeszcze inne 鈥瀦as艂ugi鈥 swojego 鈥瀦bawczego dzia艂ania鈥, a to mianowicie PO艢REDNIE przyczynienie si臋 do TRAGICZNEJ 艣mierci 95 NIEWINNYCH. Jednego celowo pomijam, bo ten akurat mia艂 o tyle wp艂yw na swoj膮 艣mier膰, 偶e 鈥 m贸g艂 ciebie CHAMIE i K艁AMCO nie s艂ucha膰, s艂ucha膰 do chwili OSTATNIEJ鈥
Jestem CHAMIE i K艁AMCO kmiotkiem jako ty, wiekiem zbli偶ony, ale PRACUJ臉, WYCHOWA艁EM Dzieci, mam Wnucz臋ta. Mam te偶 czyste sumienie, nie musi mnie chroni膰 ha艂astra 鈥瀏oryli鈥 kosztuj膮cych miesi臋cznie ok. 100 tys. PLN (ile to ZUPEK dla g艂odnych Dzieci, kt贸rych pono los, tak ciebie zamartwia) ?!!! Czego CHAMIE si臋 boisz, o sw贸j K艁AMLIWY, UPIORNY KUPER ?! Zobacz ilu jeno ma ochroniarzy tak 鈥 pono znienawidzony przez Nar贸d Pan PREMIER Donald Tusk ?!!!
Ko艅cz膮c CHAMIE, nie wiem kogo Rodacy do PE wybior膮 ? By膰 mo偶e OTUMANIENI dadz膮 si臋 zwie艣膰 i zag艂osuj膮 na KMIECI twojego pokroju, i z twojej partii. To jednako 偶adna 鈥瀋zerwona kartka鈥 dla PREMIERA nie b臋dzie, to b臋dzie jeno (GDYBY) – blama偶 dla PL. Ty za艣 CHAMIE, NIGDY ju偶 w tym kraju do w艂adzy nie DORYJESZESZ si臋, i 鈥 DOBRZE o tym wiesz, bo przekonany jestem, przeciwnie do wielu, i偶 nie jeste艣 OSZALA艁Y 鈥瀝ozdaj膮c鈥 tak WSIO i WSIEM – teraz, jedynie PERFIDNIE LUDZI OK艁AMUJESZ, aby TYLKO cel osi膮gn膮膰 („tron”), a dodatkowo jeste艣 OGARNI臉TYM ZAWI艢CI膭, niedoro艣ni臋tym CHAMEM, czego dajesz 偶ywe dowody niemal co dzie艅.聽鈥#鈥嶣UFON鈥聽i CHAM !!!
PS. Przepraszam SZANOWNYCH za emocje, prostacki fragmentami styl, musia艂em jednako zni偶y膰 si臋 do poziomu CHAMA, albowiem jak to powiadaj膮: a n贸偶 zrozumie…? Ja oczywi艣cie NIE WIERZ臉…

Ludzie naprawd臋 ju偶 nie wierz膮 w Prezesa i jego parti臋:

Ca艂a prawda, ca艂膮 dob臋聽
Jakim k艂amc膮 jest Jaros艂aw Kaczy艅ski ka偶dy wie, ale po dzisiejszych wyst臋pach lidera opozycji w Bydgoszczy, mo偶na by wnioskowa膰, 偶e k艂adzie on mocne podwaliny pod budow臋 pierwszego w 艣wiecie politycznego uniwersytetu bezczelno艣ci k艂amstw i聽ob艂udy.Sztab Kaczy艅skiego og艂osi艂, 偶e prezes PiS b臋dzie przebywa艂 w bydgoskich zak艂adach PESA, gdzie zapozna si臋 z kondycj膮 firmy i spotka si臋 z za艂og膮 zak艂ad贸w. Tyle mia艂 wiedzie膰 t臋py ciemnogr贸d, ale w rzeczywisto艣ci nie by艂o 偶adnej wizyty w zak艂adach PESA, propagandowy pisowski team sta艂 za fabrycznym p艂otem, a zarz膮d przedsi臋biorstwa odci膮艂 si臋 od tej manipulacji pisz膮c w specjalnym o艣wiadczeniu, 偶e o niczym nie wie i nikogo do siebie nie zaprasza艂.聽

Przyt艂oczony ogromem fa艂szerstw fakt贸w oraz fa艂szyw膮 konferencj膮 prasow膮 z terenu zak艂ad贸w PESA w Bydgoszczy, kt贸ry terenem tym nie by艂, postanowi艂em przygotowa膰 map臋 drogow膮 ciemnoty wciskanej dzi艣 polskiej opinii publicznej.

Kaczy艅ski m贸wi艂 dzi艣, 偶e zak艂ady PESA to przyk艂ad czego艣, o czym m贸wi z prawdziwym b贸lem, bo Tusk traktuje je jak kul臋 u nogi. Kaczy艅ski k艂ama艂, bo kilka dni temu, nie kto inny, jak ten sam Tusk wr臋czy艂 „biznesowego Oskara” Tomaszowi Zaboklickiemu, prezesowi PESY.聽

Kaczy艅ski pyta艂, dlaczego Tusk nie wspiera polskiej marki i polskiej przedsi臋biorczo艣ci i dlaczego rz膮d nie inwestuje w polskich pracownik贸w. Kaczy艅ski k艂ama艂, bo wci膮偶 rozwijaj膮ca si臋 PESA zatrudnia ju偶 kilka tysi臋cy pracownik贸w, a kolejne umowy stwarzaj膮 szanse na kolejne miejsca pracy.

Kaczy艅ski zarzuci艂 rz膮dowi, 偶e po polskich torach nie je偶d偶膮 poci膮gi produkowane przez rodzimy przemys艂, r贸wnie偶 przez zak艂ady PESA oraz to, 偶e rz膮d kupi艂 PENDOLINO. Kaczy艅ski k艂ama艂, bo to nie rz膮d kupuje i rozstrzyga przetargi, a zam贸wienia dla PESY ze strony PKP wynosz膮 dzi艣 kilkaset milion贸w i wci膮偶 rosn膮.聽

Kaczy艅ski zarzuci艂 dzi艣 Tuskowi, 偶e w polskich miastach nie wida膰 taboru produkowanego w polskich zak艂adach, w tym w zak艂adach PESA. Kaczy艅ski k艂ama艂, bo tramwaje bydgoskiej firmy wo偶膮 mieszka艅c贸w Cz臋stochowy, Warszawy, 艁odzi, Elbl膮ga, Bydgoszczy i wkr贸tce Gda艅ska.

Jeszcze 10 lat temu PESA Bydgoszcz ledwo wi膮za艂a koniec z ko艅cem. Dzi艣, firma, nad kt贸r膮 wyp艂akuje si臋 Kaczy艅ski to „tygrys” kt贸rego podpisane i negocjowane kontrakty szacuje si臋 na miliardy Euro. Nagroda goni nagrod臋, kontrakt goni kontrakt, a in偶ynier fa艂szu m贸wi z wielkim b贸lem o jednym z lider贸w polskiego biznesu.聽

Jak my艣licie, o co tu chodzi? Ja wiem!

Kto jeszcze g艂osuje na k艂amc臋? 艢mia艂o, r臋ce w g贸r臋!

 

Apeluj臋 wi臋c, aby艣 wyborco da艂 wy艂udzi膰, tfu, zarobi膰 tak wielk膮 kas臋, komu艣, kto godnie Ci臋 zaprezentuje w Europie:

wy

 

Marta Kaczy艅ska – nowe odkrycie w 艣wiecie ksi膮偶ki!

Podobno jest ju偶 na p贸艂kach ksi臋garskich podyktowana ksi膮偶ka Marty Kaczy艅skiej pt. „Moi rodzice”. Nie kupi臋 i nie przeczytam i wcale mi nie jest przykro z tego powodu.

Podobno Marta udost臋pni艂a wiele zdj臋膰 swoich rodzic贸w, jakie znajduj膮 si臋 w albumach ka偶dej rodziny i w zasadzie ka偶dy ju偶 starszy czytelnik m贸g艂by podyktowa膰 tak膮 ksi膮偶k臋, bo w ka偶dej rodzinie zdarzy艂o si臋 co艣, co opisa膰 warto. Marta Kaczy艅ska odczeka艂a 4 lata od 艣mierci rodzic贸w i tu偶 przed wyborami do Parlamentu wypuszcza ocieplaj膮c膮 PiS ksi膮偶k臋 – bardzo sprytne przyzna膰 musz臋.

Podyktowa艂a, 偶e w m艂odo艣ci to nie by艂a grzeczn膮 nastolatk膮 i tak jak Donald Tusk, si臋gn臋艂a po uciecho – rodne substancje, co przyprawia艂o o b贸l g艂owy jej rodzic贸w. Dobrze, 偶e przedstawi艂a si臋 z tej jak偶e normalnej strony, bo przecie偶 w m艂odo艣ci ka偶den z nas co艣 tam pope艂ni艂, co przyprawia艂o rodzic贸w o b贸l g艂owy!

Teraz, kiedy Marta jest kobiet膮 po 30, nie pokusi艂a si臋 o szczer膮 spowied藕 dotycz膮c膮 jej by艂ych zwi膮zk贸w i dzieci pocz臋tych w tych zwi膮zkach w艂a艣nie. Ja ju偶 pogubi艂am si臋 czyje jej dziecko jest czyje i mo偶e i jej te偶 si臋 to ju偶 pomiesza艂o, a wi臋c omin臋艂a w ksi膮偶ce ten szczeg贸lik.

Kobieta po 30, z wykszta艂cenia prawnik, nigdzie obecnie nie pracuje, bo po co jej praca, skoro odszkodowanie po 艣mierci rodzic贸w otrzyma艂a w przyzwoitej wysoko艣ci. Potem, kiedy kasa si臋 sko艅czy z pewno艣ci膮 b臋dzie kandydatk膮 nr 1 z ramienia stryja i wejdzie do Parlamentu i tam dostanie miesi臋cznie 70 tys., i a偶 chce si臋 zakrzykn膮膰, i偶 偶y膰 i nie umiera膰. Nie ka偶den ma takie szcz臋艣cie by by膰 c贸rk膮 miernego polityka i w zwi膮zku z tym internet nie zostawia na tej rodzinie suchej nitki i czytamy, 偶e ludzie nie kochaj膮 tej jak偶e katolickiej rodziny:

„20 maja 2014, 18:53

Swi臋ta rodzina: Dziadek – jedyny AKowiec, kt贸ry dosta艂 od pa艅stwa will臋, dobra prac臋 i ordery…. ciekawe, za co? Babcia – skutecznie zapija艂a gorycz urodzenia piekielnych bli藕niak贸w pracuj膮c w re偶imowym instytucie dla wierz膮cych inaczej. Tatu艣 – safandu艂a na us艂ugach brata, goni膮cy ma艂p臋 w czerwonym, tak偶e zapijaj膮cy stresy winkiem, 艣pioch, kt贸rego lenistwo by艂o jedn膮 z przyczyn katastrofy 10.04, wygra偶aj膮cy rodakom („spieprzaj pan”, Stokrotka… itd), mlaskacz pomiatany w Europie, kumpel przest臋pcy gruzi艅skiego. Stryjek – mistrz w j膮trzeniu i sk艂贸caniu ludzi, inicjator sk艂adu osobowego na lot smole艅ski, staruszek niewiele rozumiej膮cy z otaczaj膮cego 艣wiata, ale pluj膮cy na wszystkich, karze艂 moralny. Autorka – niewiasta nader lekkich obyczaj贸w, p艂odz膮ca dzieci ze wszystkimi, tylko nie z m臋偶ami, oszustka i 艂apczywa beneficjentka odszkodowa艅, ubezpiecze艅 itd. Pr贸buje robi膰 karier臋 medialn膮 na 艣mierci rodzic贸w – nawet na standardy kaczy艅skie wyj膮tkowe zero. Najbardziej normalna – mamusia autorki, RIP!
鈥 niePISmienny”

Pacjent zabi艂 drugiego pacjenta – to jest mo偶liwe w Polsce

Pewnego jesiennego dnia Maria poczu艂a si臋 bardzo 藕le. Nagle w pracy zakr臋ci艂o si臋 jej w g艂owie i omal nie zemdla艂a. 鈥 To pewnie ten stres, pomy艣la艂a sobie. Jej szef wci膮偶 mia艂 do niej jakie艣 uwagi, cho膰 tak bardzo si臋 stara艂a, aby swoje obowi膮zki wykonywa膰 jak najlepiej potrafi艂a. Co chwil臋 wzywa艂 j膮 do siebie do gabinetu i ruga艂 za ka偶d膮 literk臋 nie tak postawion膮. Cz臋sto zdarza艂o si臋, 偶e zwraca艂 jej uwag臋 przy innych pracownikach, a oni nie mogli si臋 nadziwi膰, dlaczego stosuje na niej tak bezpo艣redni mobing. By艂a wyko艅czona i ka偶dego poranka zastanawia艂a si臋 ile jeszcze zniesie. Nie radzi艂a sobie ze snem i sz艂a do pracy wyko艅czona i zdenerwowana.

Musia艂a pracowa膰, bo przecie偶 mia艂a na utrzymaniu dwoje ma艂ych dzieci, a m膮偶 jej my艣la艂 tylko jak by tu urwa膰 si臋 z domu i zabaniaczy膰 z kumplami, aby wieczorem zjawi膰 si臋 聽i 聽robi膰 jej tysi膮ce wym贸wek, 偶e wszystko jest nie tak.

Trwa艂a w tym zwi膮zku ju偶 艂adne par臋 lat i wci膮偶 mia艂a nadziej臋, 偶e on si臋 zmieni i poprawi, bo tak jej obiecywa艂, kiedy by艂 trze藕wy. Pada艂 w贸wczas na kolana i b艂aga艂 j膮 o wybaczenie, kiedy coraz cz臋艣ciej wspomina艂a o rozwodzie.

Mija艂y wi臋c lata, a problem贸w jej przybywa艂o, zamiast ubywa膰. Nagle zachorowa艂o jej m艂odsze dziecko, a lekarze nie wiedzieli co mu dolega. Szukali przyczyny, a ona potrzebowa艂a coraz wi臋cej pieni臋dzy na rehabilitacj臋 swojego dziecka. Czasami zakrywa艂a twarz, aby si臋 wyp艂aka膰 sama ze sob膮, bo liczy膰 mog艂a tylko na siebie.

Nerwy Marii by艂y napi臋te jak postronki i ka偶dego dnia boryka艂a si臋 z szefem w pracy i z swoimi osobistymi problemami. Nie chcia艂a si臋 podda膰 i codziennie wstawa艂a z my艣l膮, 偶e da rad臋 prze偶y膰 dany jej kolejny dzie艅, bo przecie偶 do jasnej cholery kiedy艣 musi si臋 to zmieni膰.

Posz艂a do lekarza, kt贸ry zapisa艂 jej tabletki na uspokojenie i zaczyna艂a ka偶dy dzie艅 od tabletki i 艂yka wody. Czu艂a si臋 po nich znacznie lepiej i dodawa艂y jej one si艂, tak, 偶e g贸ry mog艂a przenosi膰. Po za偶yciu tabletki odczuwa艂a wielki, wewn臋trzny spok贸j i przyp艂yw si艂 witalnych.

I znowu min臋艂o par臋 lat mi臋dzy wizytami u lekarza, kt贸ry wypisywa艂 jej te tabletki, a potem p臋dzi艂a szybko do apteki, aby je natychmiast wykupi膰, bo dba艂a o to, aby je mie膰 zawsze przy sobie. Nie wyobra偶a艂a sobie ju偶 bez nich 偶ycia. One dodawa艂y jej skrzyde艂 i dzi臋ki nim mog艂a przeprowadzi膰 spraw臋 rozwodow膮 i uwolni膰 si臋 od m臋偶a pijaka.

Ale wszystko, co pi臋kne kiedy艣 si臋 ko艅czy, bo przecie偶 zas艂ab艂a w pracy i wys艂ano j膮 na zdrowotny urlop, aby odpocz臋艂a i nabra艂a si艂. Kiedy zjawi艂a si臋 u swojego lekarza, okaza艂o si臋, 偶e ju偶 nie pracuje i na jego miejsce jest inny. Us艂ysza艂a, 偶e wi臋cej tych magicznych tabletek jej nikt nie przepisze i musi koniecznie stawi膰 si臋 w szpitalu na detoks, aby odtru膰 organizm od chemii, jak膮 przyjmowa艂a przez wiele lat.

– Sama nie da sobie pani rady, us艂ysza艂a i wr臋czono jej skierowanie do szpitala psychiatrycznego.

Nie mia艂a wyj艣cia i kiedy wr贸ci艂a do domu by艂a tak roztrz臋siona, 偶e z ledwo艣ci膮 wykona艂a telefon do siostry, aby ta przyjecha艂a pom贸c jej si臋 spakowa膰 i przypilnowa艂a dzieci podczas jej pobytu w szpitalu. Nie by艂o 艂atwo, gdy偶 nie mia艂a zbyt dobrych stosunk贸w ze swoj膮 siostr膮, ale nie mia艂a innego wyj艣cia.

Do szpitala zawi贸z艂 j膮 szwagier, kt贸ry postawi艂 jej baga偶e przed dy偶urk膮 szpitala i zaraz odjecha艂. Musia艂a radzi膰 sobie sama. Kto艣 j膮 zarejestrowa艂, a kto艣 inny przegrzeba艂 jej baga偶e, zabieraj膮c jej wszelkie metalowe przedmioty, lusterko, suszark臋 do w艂os贸w i powyjmowa艂 wszelkie paski 鈥 tak dla bezpiecze艅stwa. Podano jej byle jak膮 pid偶am臋 i zaprowadzono do pokoju z kratami.

By艂a przera偶ona, bo pok贸j by艂 bardzo smutnym miejscem z odrapanymi por臋czami 艂贸偶ka. Kazali jej si臋 rozpakowa膰 i po艂o偶y膰 do 聽i tyle ich widzia艂a wszystkich.

Spa艂a przez trzy dni, z przerwami na byle jakie posi艂ki, na kt贸re wcale nie mia艂a ochoty. Od czasu do czasu s艂ysza艂a z innych pokoi okropne wycie i st臋kanie 聽chorych pacjent贸w. Czu艂a si臋 jak w klatce, niepotrzebna nikomu.

Na czwarty dzie艅 lekarz przeprowadzi艂 z ni膮 wywiad i zapisa艂 jakie艣 lekarstwa, kt贸rymi j膮 karmiono trzy razy dziennie. Le偶a艂a na tym swoim 艂贸偶ku i nie by艂a w stanie logicznie my艣le膰. Nie mog艂a ani le偶e膰, ani chodzi膰 i czu艂a, 偶e brakuje jej tych dawnych tabletek. Zupe艂nie si臋 rozsypa艂a i taka trz臋s膮ca nie mia艂a znik膮d pomocy.

Kiedy zg艂osi艂a do piel臋gniarki swoje okropne samopoczucie us艂ysza艂a, odpowied藕, 偶e sama sobie jest winna i musi to wszystko teraz przetrzyma膰 i odpokutowa膰. Za kilka godzin od zg艂oszenia, inna piel臋gniarka poda艂a jej tajemniczy zastrzyk w taki spos贸b, 偶e zdr臋twia艂a jej ca艂a noga.

艢wiat wali艂 si臋 Marii na g艂ow臋, a w g艂owie mia艂a tysi膮ce niesp贸jnych my艣li. Chcia艂a spa膰, ale nie mog艂a. Chcia艂a je艣膰, ale wymiotowa艂a. Nie mia艂a si艂y nawet umy膰 swojego rozdygotanego cia艂a 鈥 nikt jej w niczym nie pom贸g艂. Nikt nie zapyta艂 jak si臋 czuje. By艂a jak ten niepotrzebny balast , podobny do innych, beznadziejnych przypadk贸w. Nie chcia艂o jej si臋 偶y膰!

Kiedy by艂 obch贸d, kt贸remu przewodniczy艂 szanowany profesor psychiatrii w towarzystwie dziesi膮tki student贸w, czu艂a si臋 jak kr贸lik do艣wiadczalny. 呕adnej reakcji, 偶adnej pomocy i nawet nie pr贸bowa艂a聽 si臋 skar偶y膰, 偶e wci膮偶 藕le si臋 czuje. Raz tylko us艂ysza艂a od profesora, 偶e musi wzi膮膰 si臋 w gar艣膰 i jak najszybciej wraca膰 do pracy, bo obudzi si臋 z r臋k膮 w nocniku. Po tych s艂owach zamilk艂a i zwin臋艂a w bezradno艣ci jak 艣limak w skorupce. By艂a bezradna i za艂amana i nie tak to sobie wszystko wyobra偶a艂a.

Za dobre sprawowanie dosta艂a awans na wy偶sze pi臋tro i w贸wczas oddano jej telefon kom贸rkowy. Dano jej pozwolenie na spacery i wyj艣cia do sklepiku. Na sali by艂y cztery inne kobiety. Chorowa艂y na r贸偶ne zespo艂y depresyjne i jedyn膮 ich rozrywk膮 by艂y wyj艣cia do palarni i spacery po d艂ugim korytarzu. Nie dzia艂o si臋 nic wi臋cej, opr贸cz wydawania lek贸w przez leniwe piel臋gniarki, kt贸re wola艂y siedzie膰 w kantorku i mie膰 艣wi臋ty spok贸j. Czu艂o si臋 na oddziale, 偶e pacjenci to z艂o konieczne, kt贸re trzeba karmi膰 i utrzymywa膰 za pa艅stwowe pieni膮dze. Czu艂a si臋 intruzem, kt贸ry dzi臋ki w艂asnej, silnej woli dochodzi艂a do jako takiej r贸wnowagi.

Lekarz oznajmi艂 jej, 偶e szykuje j膮 do wypisu, a ona mia艂a 偶al, 偶e przez wiele tygodni nie podano jej ani jednej kropl贸wki, aby wypuka膰 z organizmu chemi臋 za偶ywan膮 przez wiele lat. Nikt z ni膮 powa偶nie nie rozmawia艂, a rzucono j膮 po艣r贸d najci臋偶szych, niewyleczalnych przypadk贸w. Po艣r贸d ludzi zagra偶aj膮cych innym pacjentom, wyj膮cych z b贸lu i rozpaczy. Nie jeden raz ba艂a si臋 przebywa膰 na tm oddziale, bo widzia艂a ludzi zdolnych do wszystkiego.

Kiedy pewnego dnia z programu telewizyjnego dowiedzia艂a si臋, 偶e na oddziale psychiatrycznym pacjent zamordowa艂 drugiego pacjenta, to wiedzia艂a, 偶e jest to mo偶liwe, gdy偶 szpitale tego typu w kraju, to najbardziej zaniedbana strefa w polskiej s艂u偶bie zdrowia. Pacjenci chorzy i mniej chorzy wrzucani s膮 do jednego worka, wymieszani jak ziemniaki i nie posortowani. Pokutuje wci膮偶 przekonanie, 偶e nale偶y ba膰 si臋 takich chorych i wpycha si臋 ich do najgorszych nor, szcz臋dz膮c dla nich pa艅stwowych pieni臋dzy, nie m贸wi膮c ju偶 o psychologicznym wsparciu, kt贸rego praktycznie nie ma!

Zatrzyma艂a ten tramwaj, czy jej si臋 to tylko 艣ni艂o!

Henryka Krzywonos idzie jak burza do Parlamentu Europejskiego. Je藕dzi po Polsce i bardzo si臋 udziela oraz promuje swoj膮 osob臋, jako godn膮, aby na ni膮 zag艂osowa膰. Pr臋偶nie prowadzona akcja wyborcza jest oczywi艣cie uwieczniana na jej profilu na Facebooku i wida膰 nawet ze zdj臋膰, i偶 uda艂o si臋 jej zrzuci膰 kilka zb臋dnych kilogram贸w. Wygl膮da teraz naprawd臋 fajnie i za to ma ode mnie du偶e brawa i oklaski. Jednak co艣 mi tu zgrzyta, a zw艂aszcza po przeczytaniu takiego sobie artyku艂u, kt贸ry po cz臋艣ci tu pragn臋 przytoczy膰. Z tego artyku艂u wynika bardzo jasno, 偶e Henia nie mia艂a nic wsp贸lnego z zatrzymaniem tego s艂awetnego tramwaju i w zasadzie to sobie wm贸wi艂a, 偶e jest bohaterk膮. By膰 mo偶e jej si臋 to 艣ni艂o 聽i w ten sen tak mocno uwierzy艂a, i偶 ka偶de swoje wyst膮pienie zaczyna od s艂贸w:聽– Jestem sygnatariuszk膮 porozumie艅 sierpniowych. To ja zatrzyma艂am komunikacj臋 w Gda艅sku鈥 , ale czy na pewno, bo czytam, 偶e:聽

„Samo zatrzymanie tramwaju doczeka艂o si臋 kilku wersji przedstawianych w wielu gazetach. Pierwsza m贸wi o zatrzymaniu tramwaju, wysadzeniu pasa偶er贸w i zjechaniu do zajezdni. Mia艂 to by膰 sygna艂 dla pozosta艂ych motorniczych i kierowc贸w do rozpocz臋cia strajku. Nast臋pna wersja opowiada o zatrzymaniu tramwaju na p臋tli przy operze, niezjechaniu do zajezdni, ale zablokowaniu torowiska. Na p臋tli przy operze mia艂y si臋 zatrzymywa膰 kolejne wagony. Barbara Szczepu艂a, gda艅ska dziennikarka, opisa艂a kolejn膮 wersj臋: Wyskakuje (Henryka Krzywonos 鈥 przyp M.B.) z wagonu i przek艂ada zwrotnic臋: 鈥 Tramwaj dalej nie jedzie! Stocznia stoi, to i tramwaje nie b臋d膮 je藕dzi膰! (鈥) Jakim艣 autobusem zabiera si臋 do bazy (鈥) Nazywam si臋 Henryka Krzywonos, jestem motornicz膮, zatrzyma艂am tramwaje, stan臋艂y autobusy.
Uczestnicy strajku komunikacji miejskiej w Tr贸jmie艣cie, do kt贸rych dotar艂am, maj膮 w艂asn膮 wersj臋. Twierdz膮, 偶e ich kole偶anka Henia stan臋艂a tramwajem, bo w zajezdniach, gdzie strajk hula艂 ju偶 na ca艂ego, wy艂膮czono pr膮d na trakcjach. Krzywonos zatem nie zatrzyma艂a tramwaju, tylko jej zatrzymano tramwaj. Nie przeszkadza jej to dzi艣 nosi膰 koron臋 celebrytki.
Je艣li wysoka pozycja na li艣cie do Europarlamentu, a wcze艣niej ok艂adki pism oraz Order Or艂a Bia艂ego s膮 wyrazem uznania dla Henryki Krzywonos-Strycharskiej w zamian za legendarne rozpocz臋cie strajku komunikacji miejskiej w Tr贸jmie艣cie i wsparcie tym samym strajkuj膮cych stoczniowc贸w, to los pope艂ni艂 spory b艂膮d.
Wszystkie te zaszczyty, gratyfikacje i luksusy sp艂yn膮膰 powinny na Jana Wojewod臋, pierwszego przyw贸dc臋 strajku komunikacji tr贸jmiejskiej. Nie spadaj膮.
Wojewoda mieszka w dwupokojowym mieszkaniu w Gda艅sku. Wod膮 z Biedronki zalewa 偶al do losu.
Prosi, 偶eby nie robi膰 mu zdj臋膰. Wstydzi si臋. Wojewoda nie jest gwiazd膮. Nie m贸g艂by teraz robi膰 kampanii wyborczej, niedawno mia艂 zawa艂, 藕le s艂yszy i s艂abo widzi.
S艂uch straci艂 w pracy. Stare autobusy trajkota艂y tak, 偶e po 14 godzinach roboty w domu dalej dudni艂o. W szpitalu dano mu kropl贸wki, po dw贸ch tygodniach s艂uch wr贸ci艂, ale od tych kropl贸wek przesta艂 widzie膰 – twierdzi. Gdyby mia艂 postulowa膰 o zmiany w dzisiejszej Polsce, to zmieni艂by czas czekania na operacj臋 oka, kt贸ry wyznaczono mu w szpitalu na gda艅skiej Zaspie. Kazano czeka膰 5 lat. Mieszka z bezrobotnym synem. Ostatnio mia艂 sporo wydatk贸w 鈥 800 z艂 zap艂aci艂 za przed艂u偶enie miejsc贸wki 偶onie na cmentarzu, w tym jest te偶 cena gwarancji, 偶e jego cia艂o b臋dzie mog艂o spocz膮膰 obok 偶ony. Na t臋 inwestycj臋 Wojewoda musia艂 wzi膮膰 kredyt.”
MALINA B艁A艃SKA

http://nie.com.pl/20-2014/komu-staje-tramwaj

Pani Dorota Zawadzka te偶 uwierzy艂a w wielko艣膰 tej szemranej postaci, bo wg. mnie co艣 jest na rzeczy z przysz艂膮, by膰 mo偶e Eurodeputowan膮 i moje 聽zdanie jest takie, 偶e Henia, to przyk艂ad wzorowej Matki Polki i tylko za to nale偶y si臋 jej m贸j szacuneczek, bo reszta, to troch臋 艣mierdzi i nie jest w porz膮dku wobec wyborc贸w. Mamy takich bohater贸w, jakich podadz膮 nam na tacy 聽rz膮dz膮cy, ale na szcz臋艣cie wyborcy maj膮 sw贸j rozum i 偶ycz臋 by wybierali ludzi, na kt贸rych nie ma ani grama niedom贸wie艅 i dorabianej ideologi!聽

„Mi艂o艣膰 bez ko艅ca” – moje kino

Co by艣 zrobi艂a/艂, gdyby艣 si臋 dowiedzia艂a/艂, 偶e chorujesz na nieoperacyjnego raka i pozosta艂o Ci najwy偶ej jeden rok 偶ycia. Wiadomym jest, 偶e osoby dotkni臋te t膮 straszn膮 chorob膮 najpierw czuj膮 wielki strach i zadaj膮 sobie pytanie – dlaczego ja!? Nie mog膮 uwierzy膰, 偶e za chwilk臋 ich nie b臋dzie na tym 艣wiecie. Nie b臋d臋 si臋 rozpisywa艂a, bo temat jest bardzo smutny i smutny jest film, jaki Wam polecam i je艣li chcecie sobie pop艂aka膰, a w telewizji nic dla Was dzisiaj nie ma, to polecam to kino, w kt贸rym moim zdaniem opisana jest historia pi臋knego umierania. Ten film jest na poziomie dawnego filmu „Love story”.

http://iptak.pl/film-online/milosc-bez-konca-griffin-and-phoenix-2006/