Archiwum dnia: 11 czerwca, 2014

Od nadmiaru wiedzy można dostać na głowę – oto przykłady!

He, he podczytuję dwa, a może trzy fora, ale największą wielbicielką jestem forum Seniora – Cafe Senior, czy jakoś tak. Byłam użytkowniczką tego forum chyba 3 lata do momentu, kiedy zwierzyłam się ze swojego osobistego problemu. Ileż ja otrzymałam wsparcia, to głowa mała – na początku, a potem?

Potem, jak po ludziach spłynęła dobroć i współczucie, zaczęłam być hejtowana tak skutecznie, że starsze panie prześcigały się w obelgach a prym wiodła pani z Hiszpanii i chora na serce Ania o. – nie wiem, czy jeszcze żyje?

Próbowałam się bronić, ale dla Administracji stałam się problemem, bo musiałaby siedzieć przed kompem 24 h, a więc mnie się pozbyła, banując mnie do dziś i muszę przyznać, że miała całkowitą rację, bo przebywanie dalsze w tej zgrai różnych poglądowo ludzi, mogłoby mnie przyprawić o zawał, a temu jestem kategorycznie przeciwna.

Co mi więc zostało innego jak podczytywanie wypocin mądrzejszych i bardzo głupich i mam z tego powodu niezły ubaw. Forum liczy sobie chyba już 7 lat i kiedy na nie weszłam, myślałam, że złapałam Pana Boga za ogon. Byłam szczęśliwa, że trafiłam w tak zacne środowisko, gdzie piszą tak bardzo wykształceni ludzie, a ja taka myszka szara tylko po liceum. Jejku jak mi imponowała niejaka XXX, która za moich czasów gasiła każdy pożar jaki zapalił się niczym las w Kalifornii, czy też Arizonie. XXX  była dla mnie świętością i wierzyłam w każde jej napisane słowo – do czasu.

XXX, bardzo wykształcona osoba, znająca historię i nie tylko, oczytana bestia, nagle zaczęła ślepo wierzyć w Jarosława Kaczyńskiego i jego sprawczą metodę na uzdrowienie państwa polskiego, a po katastrofie smoleńskiej nie przyjmowała do wiadomości, że to był nieszczęśliwy wypadek. Pokręciło jej się w głowie jak to bywa w pisowskich szeregach i nagle przestałam poznawać moją idolkę. Momentami miałam wrażenie, że zwariowała na amen i tak to trwa do dzisiaj. Ubrała okulary w avatarze i każe innym użytkownikom z wątku polityka, zbierać szczęki i pampersy z podłogi, a także liczyć włosy na otępiałych mózgownicach. Nie liczy się ze słowami i obraża niemal w każdym poście. Taka z niej zatwardziała pisowska, hę przemilczę, bo taka  się zrobiła!  Pisze w te słowa, abyście mieli ogląd, jaką bezwzględną jest kobietą, a deklaruje, że kocha psy. Owszem, może je kocha, ale ludzi nic, a nic – czytajcie więc wycineczek z jej szkodliwej działalności:

„Qrczę, weekend, a wy życia nie macie? Miało być radośnie a jest żałośnie, smutno i samotnie…przykra sprawa. Cóż, starość nie każdemu się udała. Rodziny was wykopały do komputera, by nie waniało, czy jak?Cieszyć sie qrna, piwko pić i ‚gryla’ walić, bo to przecie rozrywka dla slumsowej jenteligęcji, która tak Polonii dowala, jakby ktoś nie wiedział, skąd jej nogi wyszły.”

„Napisał XXX
Piłaś czy wąchałaś?  
Użytkowniczka obrażona odpisała, ale na nic to się zdało, bo XXX jest wciąż pod ochroną i podejrzewam, jest konfidentką Admina i dlatego wszystko uchodzi jej na sucho!
„ŁŻESZ I BLUZGASZ BO NA NIC INNEGO CIĘ NIE STAĆ,NIC INNEGO NIE POTRAFISZ. PO PROSTU DNO !”
Zawieśmy zasłonę milczenia, bo na chorobę są leki, ale nie każdy chce je przyjmować. Niektórzy myślą, że są nieśmiertelni i będą mieli wciąż prawo do obrażania. Taka natura, a może zaburzenie emocjonalne?
Drugim takim przykładem na tym forum jest lekarz – ponoć chirurg o światowej sławie, jak to wynika w opracowań w sieci. Podobno był wziętym lekarzem, a kiedy coś mu się stało, ale nie wiem co, pisze na forum dla seniora jedynie o zastosowaniu jogurtów i kaszy gryczanej, bo jego posty składają się z przekopiowanych z sieci przepisów i tak to trwa chyba 3 lata. Facet się zapętlił i pisze od sasa do lasa zapominając, że już to było. Dziwny człowiek, któremu od nadmiaru wiedzy coś się pokiełbasiło.
Nie, nie, nie potępiam takich ludzi, bo każdy powinien wstrzelić się w lukę i każdy pragnie zaistnieć, a jednak wygląda to groteskowo i śmiesznie i przychodzi zwykłemu czytaczowi myśl, że od nadmiaru wiedzy można dostać kota!
Dobranoc 🙂

Kochała i rodziła!

Grażyna zaraz po maturze poszła do pracy. Nie mogła zdawać egzaminów na studia, gdyż matki jej nie było na to stać, a ojciec był alkoholikiem przepijającym większość pieniędzy. Nie czuła się w tym domu dobrze, gdzie ojciec wywoływał wieczne awantury o wszystko. Czuła, że musi jak najszybciej się usamodzielnić i zostawić te niedobre wspomnienia za sobą, choć matki było jej bardzo żal i nie rozumiała dlaczego tkwi przy mężu alkoholiku. Tłumaczyła sobie, że go kocha za bardzo i brakuje jej sił, aby skończyć to małżeństwo.

Grażyna pracowała w biurze jako młodsza księgowa i chwaliła sobie tę pracę. Wygodnie i ciepło w gronie innych koleżanek z biura sprawiało, że pracowało jej się dobrze i co najważniejsze, była lubianą pracownicą i koleżanką.

Po pół roku pracy zauważyła, że Jerzy z innego wydziału badawczo się jej przygląda. Zauważyła na biurku parę razy podłożoną czekoladkę, albo zerwany kwiatek. Podobał jej się ten Jerzy i po jakimś czasie dała się namówić na randkę w najlepszej kawiarni w mieście. Tak się zaczęła ich znajomość, a za jakiś czas wybuchło wielkie uczucie i namiętność. Czuła, że żyje, bo Jerzy był bardzo opiekuńczy i zgadywał wszystko o czym ona myśli i czego chce.

Po roku wzięli ślub i wyprawili skromne wesele dla rodziny i przyjaciół z pracy. Jerzy miał po rodzicach swoje mieszkanie, bardzo ładne mieszkanie, bo w wysokiej kamienicy z trzema pokojami i ogromną kuchnią. Grażyna od razu poczuła się jak pani domu i pokochała to mieszkanie czując, że już niczego do szczęścia jej nie zabraknie. Zabrała się za urządzanie domu po swojemu, a więc szyła firanki i zasłonki i poduchy kolorowe na kanapy. Kupowała kwiaty w donicach i ustawiała na parapetach, bo kwiaty zawsze kochała. Lubiła chodzić po sklepach i zawsze coś jej wpadło w oko i kupowała potrzebny jej przedmiot, a mógł być to malutki drobiazg. Mieszkanie stało się przytulne spod jej kobiecej ręki.

Kiedy poczuła, że jest w ciąży jej szczęście sięgnęło zenitu. Tak bardzo pragnęła dać dziecko Jerzemu, a on nie posiadał się także z radości. Pragnął mieć syna pierworodnego jak to każdy niemal mężczyzna. To takie przedłużenie jego rodu przecież i zachowanie nazwiska na następne pokolenie.

Grażyna urodziła śliczną i zdrową córeczkę nie posiadając się ze szczęścia i nazwali ją modnym imieniem na tamte czasy, czyli Agnieszka.

Dziecko zdrowo rosło i wspaniale się rozwijało, a Grażyna kochała je nad życie. Miała małą istotkę do kochania, ale nie zapominała o Jerzym, który codziennie miał po pracy obiad, podany w ich przestrzennej kuchni. Jej dzień był dość monotonny, ale się nie skarżyła, bo kochała wszystko, co Jerzy jej dał i była szczęśliwa.

Kiedy Agnieszka miała półtora roczku ponownie zaszła w ciążę i już wiedziała, że nie wróci do pracy, gdyż Jerzy jej powiedział, że nie godzi się, iż jego dzieci miałyby być pod opieką w żłobku, a potem w przedszkolu. Grażyna zgodziła się na ten układ, bo miała wrażenie, że Jerzy bardzo troszczy się o nią i ich córeczkę. Miała nadzieję, że ich drugie dziecko będzie to syn, tak upragniony przez Jerzego.

Urodziła się dziewczynka i dali jej na imię Helenka, po babci Jerzego. Grażyna od razu podjęła rękawicę i znów poradziła sobie z dodatkowymi obowiązkami, kiedy Jerzy pracował na ich rodzinę. Zawsze miał w ich przestronnej kuchni  podany obiad, codziennie inny i tak toczyło się ich sielankowe życie.

Grażyna nie pracowała tak jak zarządził Jerzy, ale nie narzekała, bo Jerzy zarabiał duże pieniądze i na niczym nie musieli oszczędzać.

Pewnej namiętnej nocy Jerzy oświadczył, że chce mieć kolejne dziecko i to już musi być na pewno jego upragniony syn. Tak bardzo chciał go mieć, że Grażyna zgodziła się na następną ciążę. Wychowuje dwoje dzieci, to da sobie radę i z trzecim i tak po dziewięciu miesiącach urodziła się Krysia.

– Po porodzie dość ciężkim i innym niż pozostałe z trwogą jeszcze na łóżku szpitalnym pomyślała, że kolejny raz go zawiodła i nie dała Jerzemu upragnionego syna. To była taka luźna myśl, którą natychmiast wygoniła z głowy. Nie chciała się dręczyć i wierzyła, że Jerzy pokocha Krysię i dalej będą pławili się w swoim szczęściu.

Kiedy wróciła ze szpitala do domu, poczuła od Jerzego dziwny chłód i oziębłość. Nie cieszył się wcale i coraz częściej uciekał w pracę. Postanowił rozkręcić własny biznes z częściami samochodowymi, co zabierało mu cały jego czas. Mało się widzieli, ale Grażyna zawsze podawała mu obiad w ich przestronnej kuchni.

Minęły dwa lata i Grażyna urodziła kolejne dziecko i to była Małgosia. Jerzy wziął wiadomość na klatę i nie przestawał pracować. Sklep był otwarty od rana do późnego wieczora i wracał do domu skonany. Postanowił zatrudnić pomoc w sklepie, aby mieć więcej czasu dla rodziny. Pragnął za wszelką cenę mieć syna i zapowiedział Grażynie, że wreszcie musi im się udać. Ich dziewczynki zdrowo rosły i kiedy weszły w wiek nastoletni Grażyna zaszła w kolejną ciążę. Bała się trochę o siebie, bo dobiegała już do czterdziestki, ale ciąża pod opieką najlepszego lekarza przebiegała prawidłowo i na Sylwestra Grażyna powiła – Marysię.

Wiedziała, że zawiodła kolejny raz swojego męża, choć tylko ona wiedziała o tym, że Jerzy pragnął mieć za wszelką cenę swojego ukochanego syna. Ich dziewczynki nie miały wrażenia, że ich ojciec był nimi zawiedziony, bo dbał o nie z wielką mocą i nie szczędził pieniędzy w ich wychowanie i wykształcenie. To był sekret i tajemnica między ich rodzicami.

Kiedy Grażyna miała 42 lata zauważyła, że plami i wybrała się do ginekologa. Lekarz stwierdził koleją ciążę i zaproponował jej otwarcie aborcję z racji jej wieku. Nie zgodziła się i postanowiła ciążę donosić jak Pan Bóg przykazał. Urodził się syn! Dali mu na imię Cezary na znak szczęścia i ich wielkim i zwieńczonym miłością sukcesie.

Jerzy miał wreszcie upragnionego syna i cieszył się jak małe dziecko, które po długich prośbach dostało lizaka. Grażyna także była szczęśliwa i spełniona jako kobieta kochająca nad życie swojego męża i dzieci. Odetchnęła.

Pewnego słonecznego dnia postanowiła odwiedzić Jerzego w sklepie. Chciała zrobić mu przyjemność po wyjściu od fryzjera i kosmetyczki. Czuła się tak jak wiosenny ptak – lekka i szczęśliwa. Jak to kobieta po przyjemnym relaksie i zrobieniu czegoś tylko dla siebie.

Na drzwiach sklepu widniała kartka, że sklep chwilowo jest nieczynny, ale miała klucze od sklepu i otworzyła drzwi z nadzieją, że będzie to jeszcze większa niespodzianka.

Kiedy obeszła sklep postanowiła zrobić sobie kawę. Weszła na zaplecze i o mało nie zemdlała od tego co ukazało się jej oczom. Na podłodze, na wojskowym materacu kochał się Jerzy z pomocą jaką przed laty zatrudnił. Kochali się namiętnie, że przez chwilę jej nie zauważyli, a kiedy się od siebie odlepili z miłosnego uścisku – oboje milczeli i pośpiesznie zaczęli się ubierać.

Grażyna bardzo się załamała i teraz można ją zobaczyć, samotną o balkoniku, schorowaną kobietę powolutku, przemierzającą nierówne chodniki. Już nie podaje obiadu Jerzemu w ich przestronnej kuchni!