Archiwum dnia: 12 czerwca, 2014

A kiedy dotykamy wyobraźnią ludzkich spraw

Jakiekolwiek podobieństwa do osób żyjących mogłyby być tylko dziełem przypadku i wyobraźni autora”.

I tak rozpoczynam ten wpis, a dlaczego? 

Skąd czerpiemy tematy do następnego wpisu? Chyba to jest jasne, że z życia wzięte. Sięgamy do swoich wspomnień, swojego życia i pragniemy się tym podzielić na blogu. Czasami w głowie jest wielka pustka, co powoduje lekki trzepot serca, że już nic więcej nie jesteśmy w stanie z siebie wykrzesać, bo już wszystko napisaliśmy. Lękamy się, iż nasza działalność na blogu dobiegła właśnie końca i powinno się zaprzestać pisania.

Ale wydaje mi się, że najwięksi dziennikarze i blogierzy odczuwają w pewnym momencie takich stany i mają podobne do mnie odczucia, tylko Oni z tego żyją i muszą główkować, aby być wciąż na fali i aby mogli zarabiać na swoim pisaniu do ludzi.

Ja jestem drobny żuczek i dopiero poznaję wielkich blogierów, od których staram się uczyć tej trudnej sztuki. Rajcuje mnie, że mogę ich podglądać i czasami zostawić u nich komentarz. Niektórych się boją, bo są ostrzy jak brzytwa i piszą trochę w nie moim stylu, ale aby się przebić w blogosferze, muszą być kontrowersyjni i dosadni. 

Piszę tutaj notki czasami wzięte z życia, a czasami ubarwione moją wyobraźnią. Nie wiedziałam nawet, że potrafię się nią posługiwać i, że w ogóle ją mam. Siadam do laptopa i wymyślam historie, podyktowane zasłyszeniem, albo obejrzanym filmem, bo jak wiecie, jestem kinomanką dość drapieżną. Kiedy świeci słońce, nie mam ochoty na film, bo smakuję lato, ale wiem, że kiedy zimy dożyję, ponownie wkręcę się w kinomanię. Lubię i już! Czytanie książek gorzej mi wychodzi, gdyż wzrok już nie ten, mimo nowych okularów.

Jeśli nagle poczujemy wypalenie w pisaniu, wystarczy otworzyć telewizor i nagle bingo – mamy temat. Mnie się to zdarza bardzo często i temat mnie na tyle zafrapuje, iż chcę o tym napisać, albo? Wystarczy wejść na swojego Facebooka, a tam wiadomości przewijają się jak w kalejdoskopie. Nie chcę już pisać o aborcji nie wykształconego płodu i nie chcę pisać o dziecku zostawionym w samochodzie, które w upalny dzień zapomniał ojciec oddać do przedszkola, a sam poszedł na 8 godzin do pracy. Historia jak z horroru i nie mogę sobie wytłumaczyć tego, co z ludźmi się dzieje – wyścig szczurów, czy poranna demencja?

Może dwa lata temu reżyser i pisarz, Andrzej Żuławki napisał powieść pt. „Nocnik”, tuż po rozstaniu z młodą aktorką Weroniką Rosati i wywiązała się medialna bitwa, która skończyła się w sądzie, gdyż Weronika utożsamiła się z Esterką, kochanką starszego mężczyzny. Pytanie, czy Żuławski miał prawo napisać tę powieść? Moim zdaniem miał, gdyż swoją wyobraźnią stworzył kobietę prawie przypominającą mu Weronikę. Pisarz ma prawo zastosować taki chwyt i nikomu nic do tego. To jest takie prawo w świecie sztuki i nie doczytałam się, kto w tej batalii wygrał. Muszę poczytać.

Dlaczego o tym piszę? Ponieważ zgłosiła się do mnie kobieta urażona pewnym moim wpisem na blogu, choć absolutnie jej nie dotyczył, a była to moja czysta wyobraźnia i jeśli ona się z wpisem utożsamiła, to oznacza, że ja znam życie! To jest wielki komplement dla początkującej blogierki,  jeśli ktoś próbuje rościć prawa do notki zamieszczonej na blogu. Skończyła naszą znajomość, zdawkowym „cześć”, nie przyjmując do wiadomości, że moja wyobraźnia poniosła mnie w rejony zupełnie jej nie dotyczących, a więc bez żalu się pożegnałam z nią. Jestem reformowalnym człowiekiem, ale nie toleruję braku dyskusji. Pa, pa – wszystkiego najlepszego, choć jest mi przykro i trochę żal. Zastanawiam się jeszcze, czy po pozyskaniu wiadomości o mnie, nie był to pretekst do zakończenia znajomości? Każdy pretekst jest dobry, tylko na Boga, nie w takim prymitywnym stylu. Żyje się dalej i kocha się dalej!

A planety szaleją, szaleją i myśli kłębią się w głowie oszalałe, dotykając sedna ludzkich spraw. Jestem z siebie zadowolona.

A kiedy życie pisze swój scenariusz?

Codziennie mijały się w sklepie nabiałowym, gdzie kupowały pieczywo i dodatki na śniadanie. Jadwiga i Weronika, to kobiety już po pięćdziesiątce. Obie po zrobieniu zakupów biegły zaraz do tego samego urzędu w malutkim miasteczku. Nie przyjaźniły się wcale, ale mówiły sobie dzień dobry, bo  w takich małych społecznościach nie wypada inaczej. 

Jadwiga, to niewysoka kobieta, trochę puszysta, ale bardzo ładnie i gustownie ubrana. Miała kruczy kolor włosów, bardzo starannie upiętych i wielkie, ciekawe świata – oczy. Była piękną kobietą i bardzo zadbaną z nienagannym makijażem.

Weronika zaś była wysoką blondynką, trochę nieśmiałą i lekko zgarbioną, jakby chciała schować się przed światem. Ubierała się klasycznie i elegancko, ale na jej twarzy malował się jakby skrywany smutek. Zawsze po skończeniu pracy natychmiast wracała do domu, jakby się czegoś, a może kogoś bała. Nigdy nie uczestniczyła w żadnych imprezach, imieninach swoich koleżanek z pracy.

Jadwiga zaś była otwartą i uśmiechniętą kobietą i korzystała z życia ile się da. Nauczyła się dbania o swoje potrzeby przez lata oczekiwania na męża, który spłodził jej dwoje dzieci i wypłyną na lata w morze, aby zarobić na lepsze życie. Kochał swoją pracę i Jadwiga się z tym musiała pogodzić.

Pewnego razu Jadwiga usiadła do komputera i zalogowała się na babskie forum. Lubiła te swoje chwile z kawą przy komputerze i wlepionym wzrokiem w cudze rozterki i problemy. Miała bardzo dobrą opinię na forum, gdyż starała się inne użytkowniczki z problemami pocieszyć i wskazać drogę do rozwiązywania problemu. Często trzymała kciuki za pozytywne rozwiązanie małżeństwa, czy też próbach go ratowania. Była takim plasterkiem na zranione dusze. Pisząc tak z innymi kobietami polubiła bardzo wypowiedzi kobiety o nicku „trochę smutna”. Zaczepiła ją pewnego razu w prywatnej rozmowie i okazało się, że „trochę smutna”, to kobieta bardzo zbliżona poglądami do poglądów Jadwigi. Polubiły się ogromnie i ich korespondencja była taką, że sprawiała obu przyjemność. Opisywały sobie wszystko, a więc wzloty i upadki, a także się wzajemnie wspierały. 

Minął rok ich codziennej korespondencji i postanowiły, że czas poznać się w realu. Jadwiga wykupiła miejsca na internetowej stronie i postanowiły, że w czasie urlopu spotkają się na neutralnym gruncie – w uzdrowisku nad morzem. Bardzo się cieszyły, że spotkanie się odbędzie i poznają się jeszcze bardziej oraz pobędą ze sobą w nadmorskiej miejscowości.

Kiedy dotarły do miejsca, każda osobno – wpadły w konsternację, bo się przecież znały. Jadwiga i Weronika codziennie się przecież mijały w drodze do pracy. Nie stało się nic złego i żadna z nich nie żałowała, że tak się właśnie stało. Znały się przecież z prywatnych rozmów na forum, a więc się polubiły i w realu, a więc rzuciły się w sobie w ramiona i wycałowały.

Kiedy nadszedł wieczór postanowiły, że się wybiorą na dansing przy domu wczasowym i się rozerwą, a także porozmawiają. Kilka kieliszków wina i rozmowa zeszła na tematy osobiste. Jadwiga i Weronika nigdy nie podejmowały tego tematu szerzej w swojej korespondencji, a więc okazało się, że Jadwiga już nie tęskni za mężem, bo po tylu latach czekania bardzo się oddalili od siebie. Była tym sfrustrowana i zniechęcona, bo nie widziała już w swoim małżeństwie potencjału. Już miłość dawno odleciała i w zasadzie nic ją przy mężu nie trzyma. Dzieci są już dorosłe, a więc swoją rolę w związku wykonała najlepiej jak umiała.

Weronika zwierzyła się Jadwidze, że jej małżeństwo, to wielka pomyka, ponieważ nic jej w tym związku nie wolno, bo jest traktowana przez męża jak  własność i musi być tak jak chce on. Czuła się wypalona i zastraszona i nie wie jakim cudem wybłagała, aby ją puścić z domu na te parę dni. Wiedziała, że po powrocie będzie szczegółowo wypytana, bo może dopuściła się zdrady.

Po dansingu postanowiły kupić jeszcze butelkę wina, aby swoje rozmowy dokończyć już w apartamencie. Wykąpały się i usiadły na łóżku, aby sączyć powoli wino i się rozluźnić i nagle nie wiedzieć, kiedy się pocałowały. To był zaczątek do namiętnej nocy, pełnej oddania i szczęścia. Uniesieniom nie było końca i kiedy obie zasnęły w miłosnym uścisku nie wiedziały nawet czy to jeszcze noc, czy już dzień.

Nie wyszły z łóżka przez cały dzień, bo nie mogły się sobą nacieszyć, gdyż żadna z nich już dawno nie czuła takich motyli w brzuchu.

Kiedy się od siebie odkleiły, aby wyjść nad morze i pospacerować, każda z nich zadała sobie pytanie – co dalej? Muszą być ze sobą, aby ostatnie lata przeżyć w szczęściu i spełnieniu, ale co powiedzą swoim mężom i dzieciom. Jak to rozwiązać, aby nikogo nie skrzywdzić, bo krzywdzić nie chciały, ale chyba się nie da. 

Po powrocie do domu bardzo za sobą tęskniły, a że mieszkały w tym samym mieście nie mogły sobie pozwolić na cień podejrzeń o ich miłość, a więc obie łapały wspólne chwile na wyjazdach do kina, czy też teatru, po drodze zaczepiając o hotel – to musiało im na razie wystarczyć, a potem? Życie napisze dalszy scenariusz.

Interesujesz się tą sferą życia – wejdź:

Najlepsze kino LGBT w VoD.pl