Archiwum dnia: 17 czerwca, 2014

Nie wszyscy się podnoszą!

Jakieś 40 lat temu On i Ona stanęli na ślubnym kobiercu i przyrzekli sobie miłość, aż do śmierci. Ta przysięga magiczna jak zawsze, kiedy dwoje ludzie postanawia się związać i razem ciągnąć ten wózek, bo samemu jest źle, a czasami ciężko. Tak jesteśmy instynktem stworzeni, że nie lubimy samotności i życia w pojedynkę, choć są wśród nas wyjątki.

Minął rok od ślubu i urodziła się im dziewczynka. Śliczna blondyneczka i na szczęście zdrowa. Mama zajęła się wychowaniem dziecka, a tata chodził do pracy. Żyli skromnie, ale mieli swoje mieszkanie, choć nie wielkie.

Minęły dwa lata i mama powiła drugą córeczkę, a więc przybyło im obowiązków. Mama bardzo troskliwie zajmowała się swoimi dziećmi, które rosły jak na drożdżach. Widać było kobietę z wózkiem, kiedy robiła zakupy w pobliskich sklepikach. Często siedziała z dziewczynkami na ławce przy piaskownicy, kiedy maluchy bawiły się z innymi dziećmi. Kiedy było lato, zabierała prowiant i szła z dziećmi na cały dzień – na plażę, aby się wyszalały do woli. Opalone dzieciaki codziennie były na świeżym powietrzu, a tata wciąż pracował, aby zapewnić im godne życie.

Kiedy dziewczynki podrosły, ich mama poszła do pracy i było im coraz lepiej. Kupili samochód i wynajęli garaż blisko domu. Ludzie widzieli, jak często pakowali do samochodu sprzęt i prowiant i wyjeżdżali z dziećmi nad jeziora biwakować, albo na parę dni nad morze. Sąsiedzi nie posiadali się ze zdziwienie jaka to fajna rodzinka, a dziewczynki takie radosne. Każdemu się kłaniały, bo matka zadbała o ich dobre wychowanie.

Kiedy poszły do szkoły nie sprawiały rodzicom żadnych kłopotów. Były pilne i bardzo zdolne. Nie widać już było ich na podwórku, bo lubiły się dużo uczyć. Każda wywiadówka, to była czysta przyjemność dla matki.

Pewnego dnia, kiedy Ona wróciła do domu z pracy zastała swojego męża w łazience. Otworzyła drzwi, aby się przywitać i nagle ugięły się pod nią nogi. Jej ukochany mąż powiesił się w ich łazience, na rurze wystającej ze ściany.

Sąsiedzi usłyszeli rozpaczliwy krzyk, ale było już za późno. Jej świat nagle się zawalił i długo nie mogła się otrząsnąć z traumy. Wszyscy okoliczni sąsiedzi byli w szoku, bo tam za ścianą nie było nigdy słychać żadnych awantur. Nic nie wskazywało, że może wydarzyć się taka tragedia. Chodziły słuchy, że mężczyzna miał kłopoty z hazardem i w pewnym momencie go to przerosło, ale do dzisiaj nikt nie wie – dlaczego, a minęło już parę lat.

Kiedy dziewczynki wyszły już z domu i założyły swoje rodziny, był to następny cios dla kobiety. Nigdy nie stanęła już na nogi i teraz widać ją często, jak codziennie pokonuje drogę na sztywnych nogach, pochyloną i zaniedbaną –  z domu do monopolowego. Jak długo to potrwa?