Archiwum dnia: 8 lipca, 2014

Myślałam, że on pani nie kocha!

Myślała, że zwariuje, kiedy odczytała sms – a o treści:

– Myślałam, że jemu na pani nie zależy i ciągnęłam ten romans 4 lata. On obiecywał, że się z panią rozwiedzie, a teraz zostawił mnie. Chcę się z panią spotkać, aby obnażyć jego w pani oczach. Mam nadzieję, że nie wybaczy mu pani tego i ja się zemszczę. Proszę o kontakt.

Przeczytała i ugięły się pod nią nogi. A więc to tak! Te wszystkie delegacje, wyjazdy, kiedy ona siedziała na wychowawczym z ich dwiema córeczkami. Była taka cierpliwa i podsuwała po nos wszystko, co najlepsze, bo przecież jest przemęczony i pracuje ciężko na ich rodzinę.

Odpisała, że zgadza się na spotkanie i chce wiedzieć wszystko! Do kawiarni weszła wysoka i zgrabna brunetka, całkiem ładna, gdy ona była rasową blondynką, jego ukochaną blondynką. Dowiedziała się, że obiecał się rozwieźć i pozostawić rodzinę, bo żyć bez brunetki nie może, a do tego ten seks nieziemski, jakiego żona mu nigdy nie dała. Obiecywał kupić mieszkanie i zamieszkać z brunetką, a na dzieci będzie płacił alimenty. Brunetka naciskała na rozwód, ale on zwlekał i w końcu powiedziała – dość, bo wciąż zwlekał, a ona nie chciała kolejny raz spędzać samotnie świąt.  Okazało się, że on wciąż kocha żonę i jakoś trudno mu rozstać się z dziećmi.

Dość! I niech pani pogoni mu kota, bo zdradzał panią w każdą nadarzającą się okazję. Umawiali się w hotelach, a także jeździła z nim w delegacje namiętnie spędzane. Obsypywał ją prezentami i na nic jej nie żałował. Brunetce nie zamykała się buzia, bo w ciągu krótkiej chwili chciała opowiedzieć swój czteroletni romans z mężem blondynki.

Już wszystko wiem – rzekła blondynka i dopiwszy resztkę kawy odeszła od stolika. Nie wiedziała, co ma powiedzieć brunetce. Nie wiedziała, czy powinna plunąć jej w twarz, czy też odejść bez słowa. Zakręciło jej się w głowie i na chwilę straciła świadomość i trzeźwe myślenie. Nie wiedziała jak znalazła się na ruchliwej ulicy i nagle klakson jadącego samochodu ją otrzeźwił.

Nie wiedziała jak doszła do swojego domu i co z dziećmi, bo przecież nie mogą jej zobaczyć w takim stanie. Poprosiła, aby córki spakowały kilka rzeczy i mogą iść do ukochanej babci, mieszkającej na tej samej ulicy. Musiała w samotności dojść do siebie.

Kiedy została sama, wyjęła z barku butelkę wódki i piła jeden kieliszek za drugim. Musiała znieczulić się i chciała zapomnieć. Chciała, aby było tak, jak przed kilku godzinami. Nie wyobrażała sobie dalszego życia przy boku męża. 

Co robić, myślała już podchmielona, a kiedy w butelce pokazało się dno, sięgnęła po następną butelkę. 

Nagle drzwi się otworzyły i usłyszała – cześć kochanie, jak minął ci dzień? Wrócił zadowolony jak zawsze, ale kiedy zauważył ją pijaną mina mu zrzedła.

Kochanie, napiłam się, bo mam dziś zły dzień – bełkotała. Położył ją do łóżka nie pytając o nic i niczego się nie domyślając.

Kiedy obudziła się rano z wielkim bólem głowy, męża już w domu nie było. Wszystko wróciło do niej, ten cały koszmar, ale postanowiła, że da mu odpowiednią nauczkę.

Kupiła sobie bardziej seksowną bieliznę na gorący wieczór z mężem. Chciała mu pokazać, że też potrafi być pociągająca i zrobi wszystko, aby miał na nią ochotę. Włożyła więcej pracy w perfekcyjny makijaż i fryzurę i obejrzała się w lustrze. Była o wiele ładniejsza i zgrabniejsza od brunetki i choć łzy lały jej się po twarzy i zanosiła się z rozpaczy, postanowiła, że się opanuje i zrobi swój chytry plan.

Wieczorem zachęciła go do łóżka i swoimi sztuczkami go rozpaliła. Kiedy był gotowy i miało dojść do miłosnej igraszki, wcisnęła guzik w telefonie. Usłyszał to, czego by nigdy usłyszeć nie chciał. Kochanka go zdradziła i wyśpiewała wszystko w tej przeklętej kawiarni.

Zbladł i spytał tylko, co teraz? 

Blondynka długo podnosiła się z traumy i musiała skorzystać z porady psychologa, ale się opłaciło, a dzieci trzymały ją przy życiu. 

Od czasu, do czasu przechodząc przez miasto, mija załamanego i pijanego mężczyznę, który stracił w jednej chwili wszystko.  To jest jej mąż!

łzaPs. Brunetka ma już nowego faceta, ale czy żonaty, blondynki to już nie interesuje.

Miało mnie oszołomić, a się tak nie stało!

na Facebooku co trochę migał mi kadr z filmu „Ida”. Okej, gorąco, nie ma się co przemęczać, a więc postanowiłam film obejrzeć. Klik na konto i płacę, otrzymując dostęp do filmu. Swoją drogą, to Internet jest niesamowitym narzędziem, że parę klików i sprawa załatwiona.

Wtapiam się w czarno biały obraz i skupiam całą swoją uwagę na przesuwających się obrazach. Zaczynam się nudzić już na samym początku, ale daję sobie szansę i dalej oczekuję więcej emocji, bo może się rozkręci. Nie rozkręciło się i w połowie filmu wciąż się nudzę. 

Fabuła już sprana i nie wiem dlaczego scenarzyści wciąż odgrzebują te tematy, ale może z myślą o nowych pokoleniach, a niech lizną trochę, niechlubnej historii. Mnie już to nie bawi i oczekuję czegoś nowego, świeżego, co by mnie wbiło w podłogę. 

Film bardzo przewidywalny i jedyny moment, jaki mi utkwi w pamięci, to niespodziewane samobójstwo Wandy. Oczywiście muszę pochwalić grę aktorską i aktorkę Kuleszę, która gra rewelacyjnie, a reszta bardzo przeciętna. Film zbiera masę pochwał i nagród, a mnie nie powalił na kolana i zdaje się, że szybko o nim zapomnę, a może ja dziś dnia nie miałam na przeżywanie? Nie wiem, ale raczej należę do uważnych odbiorców i co wzrusza, to wzrusza, a co jest przeciętne, to takie zostaje. Może dostanę baty za ten wpis, bo mają inną percepcję, ale mówi się trudno i kocha się dalej.

Czy wszystkie kobiety nadają się na matki?

Kiedy dziecko przychodzi na świat, każda kobieta po porodzie czuje się szczęśliwa i spełniona, o ile oczywiście tego dziecka sama chciała. Następuje w życiu kobiety taki moment, że matką chce być i pragnie dać swojemu mężczyźnie cudownego potomka.

W czasie ciąży kobieta robi wszystko i dba o siebie przygotowując się psychicznie na nowe obowiązki, które zaważą na jej całym późniejszym życiu, bo dziecko to nie jest zabawka, że kiedy się znudzi, można odłożyć w kąt i o tym należy pamiętać planując przyszłe pokolenia.

Przeczytałam poniższy tekst i się wystraszyłam, że może pisać w ten sposób matka, która urodziła z pełną świadomością, a potem to wszystko ją przerosło. Zastygłam nieruchomo czytając, ale za chwilę przyszła mi taka refleksja, że podobnie przeżywałam swoje pierwsze macierzyństwo.

Mąż był w wojsku, kiedy siłami natury przyszła moja pierworodna. Kiedy mi ją przynieśli, taką malutką kruszynkę, ogromnie podobną do swojego taty, ucieszyłam się, że niczego jej nie brakuje. Ma dwie rączki, dwie nóżki, wszystkie paluszki i dużo czarnych włosków na głowie, a do tego różniła się od innych dzieci, bo odziedziczyła po ojcu śniadą cerę. Była taka śliczna i pamiętam do dziś, jak ją oglądałam i nadziwić się nie mogłam.

Ale w domu już było gorzej. Nie wiedziałam wiele o macierzyństwie, bo poradników było jak na lekarstwo i wiedzy nie było skąd czerpać. Miałam taką jedyną książkę, z której czerpałam co, kiedy i jak! Dużo pomogła mi moja mama, ale kiedy poszła do pracy, zostawałam z córką sama. Karmienie piersią odpadało, gdyż pokarm znikał jak kamfora, a więc przyszło mi karmić niebieskim mlekiem, jedynym, dostępnym. Kiedy córka płakała, ja płakałam razem z nią i często nie wiedziałam co robię źle, że mała płacze. Z tej mojej książki wyczytywałam kiedy podać pierwszy soczek i jak ugotować pierwszą zupkę. 

Pieluchy to inna bajka, bo się siedziało przy pralce, która codziennie prała sporą ilość pieluch tetrowych, nie to co teraz, że do kosza i po kłopocie. Kiedy mała zachorowała, czym prędzej pędziłam do lekarza nie zwlekając, bo byłam bardzo uczulona na tym punkcie. 

Każda kobieta wie ile jest pracy przy malutkim dziecku, choć dziś wydaje mi się, że w dobie nowoczesnych pieluch i gotowych zupek, macierzyństwo jest o wiele łatwiejsze, oczywiście jeśli dziecko jest zdrowe.

Kiedyś nikt nie wiedział, co to jest depresja po porodowa i dlaczego młode kobiety macierzyństwo przerasta. Kiedy byłam początkującą matką, pewnie i ja ją przechodziłam, ale nikomu się nie skarżyłam i nie wiedziałam, że i ja momentami, kiedy wychowywałam córkę – ją miałam. Może dlatego warto o tym mówić i mieć na oku każdą matkę, aby w porę jej pomóc, czy też wyręczyć w obowiązkach od czasu do czasu. Kobieta zamknięta w domu z dzieckiem może czuć się opuszczona i samotna i nie radząca sobie, bo macierzyństwo to trudna rola w życiu kobiety.

Ps. Z drugim dzieckiem już nie przeżywałam tak bardzo, bo doświadczenie zrobiło już swoje, a teraz oddajcie się lekturze i nie potępiajcie.

http://potworywozkowe.pl/2014/07/niechciane-macierzynstwo.html

„Muszę wstać, muszę wstać, muszę kurwa do niej wstać. Jej płacz jest tak cholernie męczący. Dlaczego ja nic do niej czuję? Dlaczego mam ochotę wyjść i ją tutaj zostawić? Niech sobie płacze, niech się drze jak chce. Dlaczego jej po prostu nie wezmę i nie nakarmię? Próbuję zagłuszyć jej krzyk swoim płaczem.

Ryczymy obie, dzień w dzień to samo, ten sam pieprzony scenariusz. Nikt nic nie wie, bo przecież nikomu się nie przyznam, że mam ochotę się zabić. Moja córka jest taka idealna. Jest tak idealnie grzeczna i w ogóle, cholera, nie płacze. Bo nie płacze, jak jesteśmy u teściów, u babci, jak jej ojciec jest w domu. Ja też jakoś wtedy nie ryczę, nawet staram się rysować uśmiech na swojej twarzy. Odgrywać szczęśliwą matką polkę. Tak, rzygam szczęściem. Przepraszam, ale nie mogę być szczęśliwa, nie dopóki ona tu jest.

Irytuje mnie wszystko. To, że znowu pielucha pełna, że dzisiaj musi wisieć cały dzień na cycu.  Że nie mogę nigdzie wyjść sama, bo ona nawet pieprzonej minuty beze mnie nie wytrzyma. Irytuje mnie mąż, bo nie robi kompletnie nic żeby mi pomóc. Nic. Wychodzi sobie na dwanaście godzin z domu i zostawia mnie z wszystkim samą. A potem wraca, uśmiecha się do niej i robi wszystko, żeby się nią nie zajmować. Wchodzę pod prysznic i udaję, że nie słyszę wrzasku. Że nie słyszę wołań męża. Pięć minut dla siebie. Pięć cholernych minut dla siebie. Przegryzam wargi, mam ochotę wrzeszczeć razem z nimi. Zanoszę się płaczem. Przecież tak łatwo o wypadek pod prysznicem…  Ale jak gdyby nigdy nic, z uśmiechem na twarzy, wracam do swojej szczęśliwej rodzinki.

***

Pierwszej nocy w domu, po powrocie z małą ze szpitala, miałam sen. Przerażająco prawdziwy sen. Spałyśmy razem, ona wtulana do mojej piersi, w końcu nic mnie nie bolało. Zobaczyłam przed sobą męża z dużą poduszką. Zaczął przykładać mi ją do twarzy, dosięgała też buzi małej. Dociskał i dusił. Robił to bez żadnych emocji. Próbowałam się wyrwać, ale nie miałam siły, uciekało z nas życie. Czułam jak umieramy, czułam strach i ból. Obudziłam się przerażona, sprawdziłam co z córką. Ledwo łapałam oddech. Spała spokojnie w swoim łóżeczku.

***

Nie wiem kogo bardziej nienawidzę. Siebie, za to że dałam sobie zrobić dziecko. Męża, za to że mi je zrobił. Czy córkę, za to że jest. Papierosów też nienawidzę, za to że mnie mdli po każdej próbie wypalenia. A ja tak bardzo potrzebuję nikotyny! Wiem tylko jedno, że moja nienawiść musi zostać we mnie, gdzieś schowana w środku. Całymi dniami siedzę na kanapie, ona leży obok. Gapię się w puste ściany i modlę, się żeby ta cisza trwała wiecznie. Beznamiętnie spoglądam na jej twarz i widzę, patrząc na nią widzę, ile jeszcze będę musiała przejść. Ile jeszcze będę musiała poświęcić. Ile nocy będę musiała przepłakać. Patrzę na nią i chcę, żeby znikła.

Mijają tygodnie a ja mam wrażenie, że mijają lata. Dni się dłużą a ja coraz częściej siedzę w kącie i nie czuję nic. Żeby coś poczuć muszę sprawiać sobie ból, najczęściej drapiąc nogi do krwi. Tak jest właśnie najlepiej, bo nikt nie widzi i nie zadaje głupich pytań. Zresztą, ja mam większe rany w sobie. W mózgu, w sercu. Tam krwawię cały czas. Zastanawiam się jak by to było, gdyby mnie nie było, gdybym tak sobie znikła. Gdybym wyszła i nie wróciła. Nie było by ryku, zasranych pieluch i mojej obojętności. Byłabym wolna od niechcianego obowiązku.

I tak sobie wyszłam z domu,  z hukiem. Trzasnęłam drzwiami i pobiegłam do nocnego po marlboro lajty. Zaciągnęłam się najmocniej jak potrafiłam. Nie czułam nic prócz zimnego powietrza w płucach. Drugi, trzeci, czwarty, piąty raz, buch. Dalej nic nie czuję. Biegnę dalej, przed siebie. Na ulicach pusto, nie ma nikogo kto mógłby mnie zatrzymać, kto mógłby zobaczyć że jestem wrakiem. Zatrzymuję się dopiero na wiadukcie. Zapalam drugiego papierosa. Patrzę na jeżdżące w dole samochody. Strasznie szybkie samochody. Obserwuję je. Te światła. I naglę coś czuję, przez kilka sekund. Pierwszy raz od kilku miesięcy coś czuję. Chęć skoczenia. Tak, tam na dół. Na te rozpędzone auta. To tylko chwila, kilkanaście metrów. Przecież to tylko chwila i mnie nie ma.

Od dwóch godzin wiszę nad kiblem. Chcę mi się rzygać i nie wiem czy od tych pieprzonych papierosów, czy od emocji. W końcu czuję, coś czuję. I chcę już czuć, uczyć się tych emocji od nowa. Chcę kochać, móc ją pokochać. I żyć, w końcu zacząć żyć…

Opisałam pierwsze pięć miesięcy mojego macierzyństwa, nikt o tym nie wiedział, a przynajmniej nikt nie dał mi do zrozumienia, że wie. Trzy miesiące później zaczęłam pisać bloga, pewnie gdyby nie to, szybko popadłabym w ten sam schemat. Po roku od oprzytomnienia dowiedziałam się, że to była depresja.”