Archiwum dnia: 17 lipca, 2014

Nie tknę cię, bo jesteś za gruba

Pokochali się od pierwszego wejrzenie. Ona filigranowa blondyneczka  podobała się wszystkim chłopcom z obozu. Była taka piękna w swoim czerwonym stroju w kropeczki, opalona lipcowym słońcem, a tylko on uderzał do niej tak naprawdę, zrywając dla niej polne kwiaty zbierane w zbożu. Taki romantyczny facet, nie mógł nie zwrócić jej uwagi.

Zgodziła się na pierwszą randkę, kiedy inni mu zazdrościli, że wyrwał tak atrakcyjną laskę, do której wzdychali wszyscy. Widocznie coś w sobie miał, że zgodziła się z nim chodzić po skończeniu obozu i widziano ich objętych w małym miasteczku. To była wyjątkowo dobrana para, kiedy obok sympatycznej blondynki pojawił się wysoki o śniadej cerze brunet.

Zakochali się w sobie i obiecywali, iż zaraz po zdaniu matury się pobiorą, bez względu, co powiedzą na to ich rodzice.  Nie ukrywali swojej miłości, ale nie mieli swojego miejsca na miłość, a więc codziennie pokonywali drogę nad jeziorem, całując się ukradkiem, dość jeszcze nieśmiało.

Rodzice zauważyli, że z ich dziećmi coś się dzieje i tłumaczyli, że może najpierw studia, a potem ślub. Chcieli dla swoich dzieci jak najlepiej, ale ta miłość była tak burzliwa, że za pół roku blondyneczka zaszła w ciążę i trochę się wystraszyła, bo jeśli i on się wystraszy? Bała się, co dalej i co powiedzą na to ich rodzice. On trochę stchórzył i powiedział rodzicom, o fakcie, kiedy ich dziecko dwa miesiące rosło w brzuchu jego ukochanej.

Odbył się szybki ślub w kościele i pod sukienką już było widać niewielkie uwypuklenie, ale wszyscy zaakceptowali fakt, że teraz dziecko, a potem może studia i tak sobie to tłumaczyli rodzice. W końcu można w życiu pokonać wszelkie przeciwności i stanąć na nogi – taką mieli nadzieję, gdyż sami byli wykształconymi ludźmi, stawiającymi na karierę. Na weselu wszyscy bawili się wspaniale i nic nie zapowiadało, aby młodzi mieli mieć jakieś ciężkie życie. W końcu mieli bogatych rodziców i im pomogą w ciężkich chwilach.

Rodzice od razu kupili im mieszkanie bardzo dobrze wyposażone. Nie brakowało im więc niczego. Finansowo wspierali bardzo i cierpliwie czekali na wnuka, czy też wnuczkę. Za chwilę się okazało, że będzie to wnuczka i bardzo się z tego powodu cieszyli.

Ciąża przebiegała książkowo, tylko blondyneczka nabrała wiele kilogramów. W sumie przytyła do porodu 30 kg, ale tłumaczyła sobie, że po porodzie zrobi wszystko, aby ponownie być zgrabną i powabną.

Jej mąż otrzymał pracę przy projektowaniu stron internetowych, co zabierało mu masę czasu i po porodzie, to ona zajmowała się córeczką, bo w końcu on zarabiał całkiem niezłe pieniądze, a dziecko przecież potrzebuje,  aby mu zapewnić wszystko co najlepsze.

Nie zauważyła kiedy, ale on się od niej w łóżku odsunął, tłumacząc, że jest zmęczony pracą, a więc  ona nie napierała bardzo na współżycie, bo dziecko jest najważniejsze, a on pracuje na nie.

Pewnego wieczora, ona się rozpłakała, bo przecież jej nie przytulał, a ona go pragnęła i usłyszała dwa słowa wydobyte z niego – schudnij wreszcie!

Robiła wszystko, łapała się różnych diet, wyczytanych w sieci. Poszła do specjalisty, aby ułożył jej dietę i ćwiczenia, a te przeklęte kilogramy jak zaklęte przyssały się do niej i miała wszystkiego dość – tych zabiegów, ćwiczeń, biegania. Okazało się, że schudnąć nie dawała jej kapryśna tarczyca i w końcu mimo leczenia, poddała się. Brała leki systematycznie, a jednak efektów nie było i pomyślała sobie, że jeśli jej takiej nie zaakceptuje, to odejdzie, ale wahała się z tą decyzją, mimo, że ich życie seksualne bardzo kulało, ale tłumaczyła sobie,  że dziecko musi mieć ojca.

Pewnego dnia wyszła z córeczką do lekarza, bo mała była przeziębiona i bardzo w nocy kaszlała. To była zima, a więc ubrała ciepło córeczkę, wsadziła do wózka i wyszła. Czekała dość długo na przyjęcie u lekarza, bo była spora kolejka, a więc siedziała dwie godziny, aż lekarz przyjmie ją następną.

Kiedy szybko załatwiła w aptece receptę, czym prędzej wróciła do domu. Mała spała, a więc cicho otworzyła drzwi mieszkania i nagle dobiegł ją odgłos przeżywanego orgazmu. 

Weszła z małą do pokoju, gdzie jej mąż pracował przy komputerze i od razu zauważyła, że ma osunięte spodnie i zabawia się z jakąś kobietą w necie. Wyjęła jakimś cudem komórkę i wszystko nagrała!

Już nie rozbierała córeczki, tylko szybko zebrała najpotrzebniejsze rzeczy, zamówiła taksówkę i kazała się zawieźć do domu swoich rodziców.

Rozwód przebiegł bardzo szybko i nagranie pomogło jej w orzekaniu o winie, a Ona już się przestała przejmować, że ma za dużo kilogramów i jest szczęśliwą matką.

W dzień gorącego lata :)

Lato w moim mieście, a więc zebraliśmy się z mężem na spacer, ale troszkę już wieczorem. kiedy upał nie jest tak dokuczliwy. Dzień gorącego lata mieszkańcy spędzają nad wodą, co widać na zdjęciach. Naprawdę, jeśli ktoś chce u nas wypocząć, to znajdzie coś dla siebie. 

Widać plażowiczów i rowerzystów robiących rekonesans na około jeziora i spędzających czas aktywnie. Fajnie u nas jest, a więc jeśli ktoś miałby ochotę, to zapraszam w bardzo spokojne i zielone miejsce na ziemi. Moje miejsce 🙂

Macierzyństwo, czy to teraz jest przymus?

Każda kobieta, która ma dzieci, pamięta ten moment, kiedy dziecko zostało poczęte i w jakich okolicznościach. Oczywiście pod warunkiem, że miała kobieta jednego partnera he he.

Jest to moment, którego się nie zapomina do końca życia i potem, kiedy rośnie brzuszek i odczuwa się pierwsze kopnięcie malucha. To są niezapomniane chwile w życiu każdej kobiety, bo kobiety są stworzone do macierzyństwa, tak po prostu jest i koniec. Oczywiście są kobiety, które nie widzą się w roli matki i zwyczajnie rezygnują całkowicie z macierzyństwa nie czując absolutnie instynktu macierzyńskiego, bo i tak bywa i nie zamierzam tutaj ich potępiać. Natury i predyspozycji do bycia matką, czy też nie, nie da się oszukać.

Piszę o tym, bo dla mnie moje dzieci są największym skarbem i życiowym osiągnięciem. To dla nich swoje życie poświęciłam i to z nich teraz jestem dumną matką. To ich życiowe osiągnięcia i ich rodzicielstwo cieszy mnie na co dzień. Nigdy im nie powiedziałam, że gdyby nie one, byłabym dalej w swojej karierze zawodowej, czy też zabrały mi jakiś tam kawałek mojej przestrzeni, a więc chyba nigdy nie dałam im odczuć, że są dla mnie ciężarem, a jeśli coś mi się wymknęło w jakiś emocjach, to wiedzą tylko One. 

Wychowanie dzieci, to jest obowiązek i decydując się na potomstwo kobieta powinna przewartościować swoje priorytety. Niestety, ale dziecko to obowiązek na całe życie i kiedy moje dzieci mają już blisko pod 40 -tkę, nadal są  moimi dziećmi i mam nadal prawo do ich kochania.

Moje dzieci przyszły na świat w latach 70-tych i ja byłam bardzo młodą dziewczyną, ale nadchodzącą rolę matki wzięłam na siebie bardzo poważnie. Nie odczuwałam nic, a nic, że coś mi ucieknie i coś stracę, a więc nie ubolewałam nad tym, że nie będę już mogła wychodzić z domu na jakieś tam zabawy, czy też stracę kontakt z koleżankami. Nie ubolewałam nad tym, że koło nosa przejdą mi jakieś wakacje, czy też wycieczki. Nie miałam poczucia, że coś mi umyka i nigdy się już nie powtórzy. Miałam swoje dzieci, męża i pracę i trzeba było to bezwzględnie brać na klatę i iść przez życie, najlepiej jak się umiało. Nie były to lekkie czasy, bo za progiem w Polsce czaił się stan wojenny i puste półki i gonitwa za produktami niezbędnymi dla moich dzieci. Ileż razy się zdarzyło, że nie można było nigdzie kupić zwykłych śpioszków, czy też innych rzeczy? ileż razy się zdarzyło, że nie było na czym ugotować zupy, by nakarmić czymś dziecko? Ileż razy stało się w nocy za czymś, co mieli rzucić do sklepu i nie wiedziało się, czy kupi się buciki dla dziecka, czy też nie? Ileż razy stało się po nocy, by kupić kostkę masła, czy kawałek amerykańskiego sera? Eh, można wymieniać i  wymieniać, a jednak kobiety tamtych czasów dawały radę i były bardzo dzielne – a teraz? 

Czytam dylematy współczesnych, młodych kobiet i włos się jeży na głowie i przecieram oczy ze zdumienia, bo jak zmieniły się standardy i postrzegania macierzyństwa, a zresztą przeczytajcie sami, moi drodzy czytelnicy! Może jestem przewrażliwiona tylko ja, bo jeśli większość tak postrzega rolę matki we współczesnym świecie, to, co z nami będzie?

„Nie chcę mieć dzieci! To straszne obciążenie, zobowiązanie na całe życie. Gdy urodzę, nigdy już nie pójdę na dyskotekę, nie będę miała czasu dla koleżanek i nie będę mogła wyjechać na Kretę popijać drinki przy basenie. Koniec ze spokojnym życiem we dwoje, będzie tylko dziecko i dziecko, oddalimy się od siebie z mężem, aż wreszcie on znajdzie kochankę i mnie zostawi. O nie, żadnych dzieci!”

Takie i podobne rozterki mają współczesne młode dziewczyny. Przed założeniem rodziny powstrzymuje je strach przed UTRATĄ WOLNOŚCI, a dziecko jawi im się jako wrzeszcząca, różowa kula u nogi. Gdy dzielą się z kimś swoimi obawami, słyszą, że są niedojrzałymi egoistkami i tylko im zabawy w głowie. Jedni radzą, by wyszaleć się na zapas przed ciążą, wtedy nie będzie tak bardzo żal utraconej swobody. Inni „pocieszają”, że po porodzie i tak nie ma się siły na żadne szaleństwa, a ci bardziej życzliwi i optymistycznie nastawieni do życia prorokują, że z chwilą pojawienia się na świecie małej istotki wszelkie przyjemności magicznie tracą znaczenie i w ogóle nie chce się nigdzie wychodzić, więc i tęskno do imprez ze znajomymi nie będzie.

A Kreta, baseny i drinki pod palmami? „Zawsze możesz zostawić dziecko z babcią, a sama jechać z mężem!” A z drugiej strony: „Cooooo? Takie małe dziecko chcesz zostawić bez mamy? Wyrodna ty, to po co w takim razie chciałaś mieć dziecko, jak teraz je porzucasz, matka MUSI SIĘ POŚWIĘCAĆ!”

Reasumując – jak było/jak jest u Was? smile Dziecko zabrało Wam wolność, musiałyście się męczyć, ograniczać, rezygnować i poświęcać? Po porodzie „samo przeszło” i już Was do szaleństw nie ciągnęło? A może udało Wam się połączyć życie towarzyskie, upojne chwile sam na sam z mężem i zwiedzanie świata z życiem rodzinnym? Jak otoczenie komentowało (bo że komentowało, to nie mam wątpliwości big_smile) Wasze wybory typu weekendowa impreza tylko dla dorosłych czy wyjazd na urlop bez dziecka? Jednym słowem – jesteście/byłyście matkami, czy posiadaczkami kuli u nogi? smile