Macierzyństwo, czy to teraz jest przymus?

Każda kobieta, która ma dzieci, pamięta ten moment, kiedy dziecko zostało poczęte i w jakich okolicznościach. Oczywiście pod warunkiem, że miała kobieta jednego partnera he he.

Jest to moment, którego się nie zapomina do końca życia i potem, kiedy rośnie brzuszek i odczuwa się pierwsze kopnięcie malucha. To są niezapomniane chwile w życiu każdej kobiety, bo kobiety są stworzone do macierzyństwa, tak po prostu jest i koniec. Oczywiście są kobiety, które nie widzą się w roli matki i zwyczajnie rezygnują całkowicie z macierzyństwa nie czując absolutnie instynktu macierzyńskiego, bo i tak bywa i nie zamierzam tutaj ich potępiać. Natury i predyspozycji do bycia matką, czy też nie, nie da się oszukać.

Piszę o tym, bo dla mnie moje dzieci są największym skarbem i życiowym osiągnięciem. To dla nich swoje życie poświęciłam i to z nich teraz jestem dumną matką. To ich życiowe osiągnięcia i ich rodzicielstwo cieszy mnie na co dzień. Nigdy im nie powiedziałam, że gdyby nie one, byłabym dalej w swojej karierze zawodowej, czy też zabrały mi jakiś tam kawałek mojej przestrzeni, a więc chyba nigdy nie dałam im odczuć, że są dla mnie ciężarem, a jeśli coś mi się wymknęło w jakiś emocjach, to wiedzą tylko One. 

Wychowanie dzieci, to jest obowiązek i decydując się na potomstwo kobieta powinna przewartościować swoje priorytety. Niestety, ale dziecko to obowiązek na całe życie i kiedy moje dzieci mają już blisko pod 40 -tkę, nadal są  moimi dziećmi i mam nadal prawo do ich kochania.

Moje dzieci przyszły na świat w latach 70-tych i ja byłam bardzo młodą dziewczyną, ale nadchodzącą rolę matki wzięłam na siebie bardzo poważnie. Nie odczuwałam nic, a nic, że coś mi ucieknie i coś stracę, a więc nie ubolewałam nad tym, że nie będę już mogła wychodzić z domu na jakieś tam zabawy, czy też stracę kontakt z koleżankami. Nie ubolewałam nad tym, że koło nosa przejdą mi jakieś wakacje, czy też wycieczki. Nie miałam poczucia, że coś mi umyka i nigdy się już nie powtórzy. Miałam swoje dzieci, męża i pracę i trzeba było to bezwzględnie brać na klatę i iść przez życie, najlepiej jak się umiało. Nie były to lekkie czasy, bo za progiem w Polsce czaił się stan wojenny i puste półki i gonitwa za produktami niezbędnymi dla moich dzieci. Ileż razy się zdarzyło, że nie można było nigdzie kupić zwykłych śpioszków, czy też innych rzeczy? ileż razy się zdarzyło, że nie było na czym ugotować zupy, by nakarmić czymś dziecko? Ileż razy stało się w nocy za czymś, co mieli rzucić do sklepu i nie wiedziało się, czy kupi się buciki dla dziecka, czy też nie? Ileż razy stało się po nocy, by kupić kostkę masła, czy kawałek amerykańskiego sera? Eh, można wymieniać i  wymieniać, a jednak kobiety tamtych czasów dawały radę i były bardzo dzielne – a teraz? 

Czytam dylematy współczesnych, młodych kobiet i włos się jeży na głowie i przecieram oczy ze zdumienia, bo jak zmieniły się standardy i postrzegania macierzyństwa, a zresztą przeczytajcie sami, moi drodzy czytelnicy! Może jestem przewrażliwiona tylko ja, bo jeśli większość tak postrzega rolę matki we współczesnym świecie, to, co z nami będzie?

„Nie chcę mieć dzieci! To straszne obciążenie, zobowiązanie na całe życie. Gdy urodzę, nigdy już nie pójdę na dyskotekę, nie będę miała czasu dla koleżanek i nie będę mogła wyjechać na Kretę popijać drinki przy basenie. Koniec ze spokojnym życiem we dwoje, będzie tylko dziecko i dziecko, oddalimy się od siebie z mężem, aż wreszcie on znajdzie kochankę i mnie zostawi. O nie, żadnych dzieci!”

Takie i podobne rozterki mają współczesne młode dziewczyny. Przed założeniem rodziny powstrzymuje je strach przed UTRATĄ WOLNOŚCI, a dziecko jawi im się jako wrzeszcząca, różowa kula u nogi. Gdy dzielą się z kimś swoimi obawami, słyszą, że są niedojrzałymi egoistkami i tylko im zabawy w głowie. Jedni radzą, by wyszaleć się na zapas przed ciążą, wtedy nie będzie tak bardzo żal utraconej swobody. Inni „pocieszają”, że po porodzie i tak nie ma się siły na żadne szaleństwa, a ci bardziej życzliwi i optymistycznie nastawieni do życia prorokują, że z chwilą pojawienia się na świecie małej istotki wszelkie przyjemności magicznie tracą znaczenie i w ogóle nie chce się nigdzie wychodzić, więc i tęskno do imprez ze znajomymi nie będzie.

A Kreta, baseny i drinki pod palmami? „Zawsze możesz zostawić dziecko z babcią, a sama jechać z mężem!” A z drugiej strony: „Cooooo? Takie małe dziecko chcesz zostawić bez mamy? Wyrodna ty, to po co w takim razie chciałaś mieć dziecko, jak teraz je porzucasz, matka MUSI SIĘ POŚWIĘCAĆ!”

Reasumując – jak było/jak jest u Was? smile Dziecko zabrało Wam wolność, musiałyście się męczyć, ograniczać, rezygnować i poświęcać? Po porodzie „samo przeszło” i już Was do szaleństw nie ciągnęło? A może udało Wam się połączyć życie towarzyskie, upojne chwile sam na sam z mężem i zwiedzanie świata z życiem rodzinnym? Jak otoczenie komentowało (bo że komentowało, to nie mam wątpliwości big_smile) Wasze wybory typu weekendowa impreza tylko dla dorosłych czy wyjazd na urlop bez dziecka? Jednym słowem – jesteście/byłyście matkami, czy posiadaczkami kuli u nogi? smile

 

 

 

 

4 myśli na temat “Macierzyństwo, czy to teraz jest przymus?

  1. No właśnie.Nigdy, ale to przenigdy nie odczuwałam moich dzieci, jak kuli u nogi.Przeciwnie,od moich młodych,dziecięcych nawet lat wiedziałam, że najbardziej chcę być mamą.Moją córeczkę wyobrażałam sobie zawsze jaką śniadą, śliczną dziewuszkę z czarnymi lokami,i taka mi sie urodziła .Chłopców przyjęłam jacy byli, choć też były to piękne dzieci.Ale jakie mądre.W wieku 5 lat sami czytali,wszyscy.Ja w ogóle nie wiedziałam co to odrabianie z nimi lekcji,douczanie,matury,studia.To jakoś samo szło.Nawet studia doktoranckie córci były jako wielka chwała i ewentualne zasilanie jej konta.Dzieci były zawsze i są całym moim życiem,wraz ze swymi połówkami i dziećmi.A wnuki UWIELBIAM.Tak więc Elu, jesteśmy mamami całą „gębą”

    Polubienie

  2. Dziecko nie odbiera wolności tylko weryfikuje nasze poglądy na życie i wszystkie jego aspekty. Z jednej strony Szkodniki są jak kula u nogi, wiecznie pomyziana Nutellą bądź farbami a z drugiej strony… bez nich nie byłabym tym kim jestem i w miejscu jakim jestem. Są jak sól co wydobywa z życiowej zupy najlepszy smak 😉

    Polubienie

  3. Dzieci są dla mnie jak powietrze, bez nich nie wyobrażam sobie życia. A tego uczucia, gdy je nosiłam pod sercem nie zapomnę nigdy. Macierzyństwo to wspaniała rzecz. Od zawsze chciałam mieć liczną rodzinę i taką posiadam.
    Teraz cieszę się wnukami. Niestety nie wszystkie kobiety są takie. Pamiętam, gdy woziłam bliźniaczki mojej córki, znajoma mnie spytała- ” za co córkę tak pokarało, że ma dowje naraz”?.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s