Archiwum dnia: 9 sierpnia, 2014

Synowa – persona non grata!

Zakochali si臋 od pierwszego wejrzenia, na imprezie integracyjnej, kt贸ra odby艂a si臋 w malowniczych g贸rach. Podszed艂 do niej na dansingu i zaprosi艂 do ta艅ca. Nie odm贸wi艂a, bo jej si臋 ten m臋偶czyzna ju偶 dawno podoba艂. Ona, szczup艂a, niezbyt wysoka blondynka w czerwonej sukience i karminowych ustach mog艂a si臋 podoba膰 ka偶demu m臋偶czy藕nie. On, wysoki brunet w idealnie skrojonym garniturze, m贸g艂 si臋 podoba膰 ka偶dej kobiecie.

Nie trzeba by艂o d艂ugo czeka膰, kiedy rodzina i znajomi otrzymali zaproszenia na ich 艣lub. Tworzyli przepi臋kn膮 par臋, po kt贸rej wida膰 by艂o ten b艂ysk w oku i wielk膮 dawk臋 szcz臋艣cia i mi艂o艣ci. Nie byli tacy m艂odzi, bo oboje podchodzili pod trzydziestk臋, a wi臋c si臋 spieszyli, by zalegalizowa膰 sw贸j zwi膮zek. Z ko艣cio艂a udali si臋 wszyscy do domu weselnego i bawili do rana. Ta艅com i toastom nie by艂o ko艅ca, a kiedy podesz艂a do niej jej nowa te艣ciowa z 偶yczeniami, pani m艂oda by艂a bardzo szcz臋艣liwa. Us艂ysza艂a, 偶e ma dba膰 o jej jedynego syna i oferuje swoj膮 pomoc w wychowaniu przysz艂ych wnucz膮t. Pani m艂oda przyj臋艂a to z u艣miechem i oznajmi艂a, 偶e otoczy jej syna mi艂o艣ci膮 do ko艅ca ich dni.

Min臋艂y dwa lata i na 艣wiat przysz艂y bli藕ni臋ta. Ucieszy艂a si臋, 偶e za jednym zamachem maj膮 od razu dwoje dzieci, a tyle planowali. Ich 偶ycie diametralnie si臋 zmieni艂o i oboje oddali si臋 wychowywaniu potomstwa, a wi臋c on chodzi艂 do pracy, kiedy ona do po艂udnia zajmowa艂a si臋 domem i dzie膰mi. On po pracy p臋dzi艂 jak na skrzyd艂ach, aby by膰 z rodzin膮 i wk艂ada艂 du偶o z siebie, aby j膮 odci膮偶y膰, by mog艂a nabra膰 nowych si艂. Uk艂ada艂o si臋 jak w bajce i okaza艂o si臋, 偶e s膮 dobranymi i dobrymi rodzicami, kt贸rzy si臋 potrafi膮 wspiera膰.

Dzieci chowa艂y si臋 zdrowo, ale zacz膮艂 dzwoni膰 do艣膰 cz臋sto telefon do jej m臋偶a. To dzwoni艂a jej te艣ciowa, 偶e 偶yczy sobie, aby jej syn po pracy j膮 odwiedza艂 codziennie, bo ona ma coraz mniej si艂y i czuje si臋 samotna i opuszczona.

Syn bardzo kocha艂 swoj膮 matk臋, gdy偶 by艂 jej wdzi臋czny, 偶e samotnie go wychowywa艂a, kiedy jego ojciec poszed艂 w 艣wiat i si臋 nim kompletnie nie interesowa艂. By艂 jej wdzi臋czny, 偶e go wykszta艂ci艂a i nie 偶a艂owa艂a dla niego po艣wi臋cenia i pieni臋dzy, a wi臋c biega艂 do niej po drodze robi膮c zakupy i pilnowa艂, by regularnie bra艂a lekarstwa. Cz臋sto siada艂 z ni膮 i grali w szachy, ulubion膮 ich gr臋, a bywa艂o, 偶e zostawa艂 u matki na noc, gdy偶 ta nalega艂a.

Ona jako艣 si臋 z tym godzi艂a, cho膰 te艣ciowa ani razu nie zaproponowa艂a jej, 偶e zajmie si臋 dzie膰mi, aby oni mogli wyj艣膰 do kina, czy kawiarni, by poby膰 ze sob膮 sam na sam. Ani razu nie zadzwoni艂a, by spyta膰 si臋 jak maluchy si臋 chowaj膮 i co u nich s艂ycha膰.

Pewnego razu id膮c ulic膮 z w贸zkiem, spotka艂a te艣ciow膮 bardzo skwaszon膮 na jej widok i us艂ysza艂a, 偶e jako艣 brzydko wygl膮da i chyba si臋 zaniedba艂a, bo przyby艂o jej kilogram贸w. Us艂ysza艂a, 偶e w艂osy ma w byle jakim kolorze i og贸lnie zbrzyd艂a.

Prze艂kn臋艂a t臋 uwag臋, ale by艂o jej cholernie przykro. Nie do艣膰, 偶e jej m膮偶 prawie mieszka ju偶 u matki, to ta nie szcz臋dzi jej s艂贸w krytyki.

Kiedy m膮偶 zjawi艂 si臋 w domu, poprosi艂a o radykaln膮 rozmow臋, bo tak dalej by膰 nie mog艂o i kiedy wy艂o偶y艂a swoje pretensje, us艂ysza艂a, 偶e m膮偶 bardzo kocha matk臋 i kocha j膮 i si臋 nie rozdwoi przecie偶, cho膰 jest mu bardzo ci臋偶ko na duszy. Przysi臋ga艂, 偶e porozmawia z matk膮, aby odpu艣ci艂a, by m贸g艂 wr贸ci膰 do rodziny, ale najgorsze mia艂o dopiero nadej艣膰.

Zbli偶a艂y si臋 艣wi臋ta Bo偶ego Narodzenia i te艣ciowa oznajmi艂a, 偶e zaprasza na Wigili臋 jej m臋偶a z dzie膰mi, ale nie wspomnia艂a nic o synowej.聽

M艂oda kobieta pomy艣la艂a sobie, 偶e to jaki艣 kiepski 偶art i oczywi艣cie wybra艂a si臋 z m臋偶em i dzie膰mi na t臋 Wigili臋 nie podejrzewaj膮c, 偶e b臋dzie z niej wyproszona od progu. Wybieg艂a z mieszkania te艣ciowej, ca艂a we 艂zach i rozpatrywa艂a w g艂owie, co ona jej takiego zrobi艂a, 偶e tak jej nienawidzi i dosz艂a do wniosku, 偶e po prostu zabra艂a jej syna i zosta艂a tak ukarana.

Jej m膮偶 p艂aka艂 z bezsilno艣ci, bo p贸藕niej i na urodziny, czy te偶 imieniny, ona wst臋pu nie mia艂a, a jej m膮偶 miota艂 si臋 i wi艂 jak piskorz, aby im obu dogodzi膰. Nie potrafi艂 wybrn膮膰 z tej sytuacji, ale wybrn臋艂a ona – 聽sk艂adaj膮c pozew o rozw贸d!