Archiwum dnia: 13 sierpnia, 2014

Zemsta kobiety!

By艂 letni wiecz贸r, bardzo ciep艂y. Ksi臋偶yc 艣wieci艂 na niebie niczym nocna latarnia, a niebo by艂o pe艂ne gwiazd. Stan臋艂a na tarasie i gapi艂a si臋 w to niebo roz艣wietlone i takie spokojne. M膮偶 jej ju偶 le偶a艂 w 艂贸偶ku, czytaj膮c pras臋, a ona tak bardzo do niego zat臋skni艂a.

W ko艅cu maj膮 wolne wieczory, bo dzieci wyjecha艂y do dziadk贸w na wakacje i by艂a o nie spokojna. Nareszcie tylko we dwoje – pomy艣la艂a z zadowoleniem. Kocha艂a swoje dzieci nad 偶ycie, ale w codziennym zabieganiu mieli dla siebie tak ma艂o czasu, a wi臋c czas to nadrobi膰.

Posz艂a do 艂azienki i wzi臋艂a letni prysznic, a potem zaj臋艂a si臋 piel臋gnacj膮 twarzy, a wi臋c wklepa艂a pachn膮cy krem, podkre艣li艂a delikatnie oczy, by w ko艅cu zasili膰 cia艂o balsamem. By艂a taka pachn膮ca i apetyczna. Nie by艂a wysok膮 kobiet膮, ale wszystkie cz臋艣ci cia艂a mia艂a ksi膮偶kowo symetryczne, a najbardziej wypuk艂e i niezbyt du偶e piersi, kt贸re mog艂y si臋 podoba膰 ka偶demu facetowi.

Spojrza艂a na siebie i by艂a z siebie zadowolona, bo mimo 40 lat, wci膮偶 by艂a 艂adn膮 i poci膮gaj膮c膮 kobiet膮. W艂o偶y艂a na siebie delikatn膮, bia艂膮 koszulk臋 i uda艂a si臋 do sypialni. M膮偶 jej wci膮偶 czyta艂.

Kiedy po艂o偶y艂a si臋 obok m臋偶a, spojrza艂a mu g艂臋boko w oczy na znak zach臋ty. Jej r臋ka pow臋drowa艂a tam gdzie trzeba i chcia艂a si臋 z nim kocha膰. Tak bardzo potrzebowa艂a tej blisko艣ci i jego czu艂o艣ci. Tak bardzo by艂a spragniona jego dotyku i ciep艂ego oddechu. Pragn臋艂a, aby by艂o tak jak na pocz膮tku ich ma艂偶e艅stwa, sprzed 15 lat Gotowa by艂a na figlarno艣膰 w 艂贸偶ku z facetem, kt贸rego pokocha艂a.

Odsun膮艂 jej r臋k臋 i powiedzia艂, 偶e jest zm臋czony i raczej nie ma si艂y na mi艂osne igraszki. Zdr臋twia艂a i lekko si臋 od niego odsun臋艂a jak poparzona. Zabola艂o j膮, 偶e on tej nocy jej nie chce.

Ponowi艂a zalotn膮 pr贸b臋, ale j膮 odepchn膮艂 z impetem i krzykn膮艂, aby przesta艂a, bo jest zm臋czony i nie ma ochoty, a wi臋c niech si臋 nie wyg艂upia i poczeka na inny raz, kiedy on b臋dzie mia艂 ochot臋.

Pierwszy raz tak zareagowa艂, na jej zaloty, co j膮 ogromnie zdziwi艂o i ze 艂zami w oczach odwr贸ci艂a si臋 do niego plecami. D艂ugo w nocy analizowa艂a zaistnia艂膮 sytuacj臋. Obwinia艂a siebie za nachalno艣膰 i w ko艅cu o poranku obudzi艂a si臋, kiedy m臋偶a ju偶 w domu nie by艂o.

Zwlek艂a si臋 艂贸偶ka, 艣miertelnie nie wyspana i po skorzystaniu z toalety, wesz艂a do kuchni by zrobi膰 sobie kaw臋, a tam ju偶 czeka艂y na ni膮 艣wie偶e bu艂eczki, takie jakie lubi i wi膮zanka 艣wie偶ych frezji. Wiedzia艂, 偶e bardzo lubi frezje, a wi臋c u艣miechn臋艂a si臋 i wstawi艂a je do wazonu. Niedobra noc posz艂a natychmiast w niepami臋膰 i postanowi艂a, 偶e sp臋dzi troch臋 czasu w 艂贸偶ku z kaw膮 i zacz臋t膮 poprzedniego dnia ksi膮偶k膮. Mia艂a ochot臋 na odrobin臋 lenistwa i pragn臋艂a wykra艣膰 troch臋 czasu, tylko dla siebie.

Co艣 pikn臋艂o w pokoju i rozejrza艂a si臋 po nim ciekawie. Na stole, oddalonym o dwa metry od 艂贸偶ka, le偶a艂a kom贸rka jej m臋偶a. Nie艣mia艂o wsta艂a, aby przeczyta膰 wiadomo艣膰 jaka nadesz艂a. Nigdy nie robi艂a tego, ale tym razem sytuacja by艂a wyj膮tkowa.

Wzi臋艂a kom贸rk臋 i przeczyta艂a, 偶e ona czeka na niego, bo si臋 sp贸藕nia, a ona jest ju偶 gotowa – ca艂uj臋 – D!

Co to ma by膰 – pomy艣la艂a i przeczyta艂a wszystkie smsy wchodz膮ce i wychodz膮ce, z kt贸rych wynika艂o, 偶e ta kobieta jest sta艂膮 partnerk膮 jej m臋偶a, ju偶 od d艂u偶szego czasu, a na imi臋 ma Dagmara.

Zaraz, zaraz, szuka艂a w pami臋ci tego imienia i jako jedyna przysz艂a jej do g艂owy jego asystentka, a wi臋c on ma w pracy romans! 聽Nogi si臋 pod ni膮 ugi臋艂y i trz臋s膮cymi r臋koma od艂o偶y艂a to narz臋dzie zbrodni, z kt贸rego dowiedzia艂a si臋, dlaczego jej ukochany m膮偶 nie chce si臋 ju偶 z ni膮 kocha膰.

Za chwil臋 on wpad艂 do domu po telefon i zauwa偶y艂, 偶e stan jego 偶ony jest nie najlepszy, bo siedzia艂a na 艣rodku 艂贸偶ka i p艂aka艂a w niebo g艂osy, a ukryta twarz w d艂oniach trz臋s艂a si臋 i by艂a zalana 艂zami.

Ju偶 wiedzia艂, co si臋 wydarzy艂o i nie wiedzia艂, co ma zrobi膰. Us艂ysza艂 tylko, 偶e ma si臋 wynosi膰 do tamtej, a wi臋c si臋 nie t艂umaczy艂 i z domu wyszed艂 jak sta艂. Poprosi艂 o zgod臋 na zabranie swoich rzeczy, a reszt臋 om贸wi膮 na sprawie rozwodowej. Wiedzia艂, 偶e nie ma prawa prosi膰 o przebaczenie, bo kocha艂 偶on臋, ale i kocha艂 o wiele lat m艂odsz膮 od 偶ony – Dagmar臋.

Sprawa rozwodowa by艂a bardzo szybka i w zasadzie bezbolesna. Ona otrzyma艂a mieszkanie i prawo do dzieci, a on alimenty na dzieci i prawo do ich odwiedzania. D艂ugo nie mog艂a si臋 pozbiera膰 po tym wszystkim, ale musia艂a 偶y膰 – dla dzieci przecie偶. One by艂y w tej rozpaczy dla niej najwa偶niejsze. Chcia艂a je ochroni膰, aby jak najmniej odczu艂y rozpad jej ma艂偶e艅stwa, a wi臋c cierpia艂a, ale w ciszy i na uboczu, z dala od oczu swoich dzieci.

Min臋艂y dwa lata od rozwodu, a ona nie mog艂a pozby膰 si臋 偶alu, 偶e tak bardzo si臋 zawiod艂a na m臋偶u i by艂a w艣ciek艂a na t臋 Dagmar臋, 偶e zabra艂a jej m臋偶a i ojca jej dzieci. Po pewnym czasie dowiedzia艂a si臋, 偶e jemu urodzi艂y si臋 bli藕ni臋ta. Ta wiadomo艣膰 jeszcze bardziej j膮 przygniot艂a, ale stara艂a sobie radzi膰 z emocjami.

Pewnego razu odwiedzi艂 j膮 by艂y m膮偶, aby ustali膰 kiedy mo偶e zabra膰 dzieci na wakacje. Nie mog艂a mie膰 o to pretensji, bo tak zadecydowa艂 s膮d, a wi臋c nie mog艂a protestowa膰.聽

Podczas ustale艅, on nagle j膮 przytuli艂 i przytrzyma艂 d艂u偶sz膮 chwil臋. Nie wiedzieli kiedy wyl膮dowali w 艂贸偶ku. To by艂 ten ich wspania艂y seks, jaki mieli przed laty. Nie mogli si臋 zn贸w sob膮 nacieszy膰, a on opowiedzia艂 jej, 偶e Dagmara przesta艂a o siebie dba膰, bo tylko zajmuje si臋 dzie膰mi i przesta艂a by膰 kobiet膮 pon臋tn膮 i poci膮gaj膮c膮. – To nie tak jak Ty kochanie. Zawsze by艂a艣 zadbana i przepraszam Ci臋 za wszystko, co Ci zrobi艂em, ale pragn臋 Ci臋 nad 偶ycie, bo stwierdzi艂em, 偶e jeste艣 nadal kobiet膮 mojego 偶ycia.

Spotykali si臋 na seks jeszcze wiele razy i z jego s艂贸w wynika艂o, 偶e pragnie do niej wr贸ci膰, mimo, 偶e z Dagmar膮 ma dzieci. 艁echta艂o j膮 to bardzo i cieszy艂o, 偶e ma przewag臋 nad du偶o m艂odsz膮 Dagmar膮. To by艂o dla niej niezmiernie mi艂e uczucie i dawa艂a mu do zrozumienia, 偶e musi si臋 powa偶nie zastanowi膰.

Pewnej, upojnej nocy zrobi艂a swojemu ex kilka fotek w jej 艂贸偶ku, kiedy spa艂 smacznie po seksie i wys艂a艂a je z premedytacj膮 do Dagmary w akcie zemsty. Chcia艂a, aby poczu艂a si臋 tak samo zdruzgotana jak ona – dwa lata temu.

Zemsta si臋 uda艂a, bo jej ex mieszka obecnie w wynaj臋tej kawalerce, a ona pozna艂a kogo艣 bardzo interesuj膮cego i planuje za p贸艂 roku 艣lub.

Boj臋 si臋 fanatyk贸w!

Kto si臋 nie boi, to niech otworzy klip u g贸ry i pos艂ucha, co ju偶 jest postanowione w sprawie naszego kraju! B臋dziemy zmieceni z powierzchni ziemi i wiecie co? Drugi raz po wprowadzeniu stanu wojennego w Polsce – powa偶nie si臋 przestraszy艂am.

Kiedy by艂 stan wojenny najbardziej wystraszy艂am si臋 chodz膮cych 偶o艂nierzy w mro藕n膮 zim臋, uzbrojonych po z臋by. Mia艂am ma艂e dzieci przecie偶, a nie mo偶na by艂o przewidzie膰, jakie b臋d膮 odg贸rne rozkazy i czy dojdzie do wystrzeliwania ludzi na ulicach. Ba艂am si臋 jak diabli doniesie艅, 偶e gdzie艣 tam otworzono ogie艅 do strajkuj膮cych i krew si臋 pola艂a. Nie by艂o w domu m臋偶a, bo te偶 zosta艂 zmobilizowany. W贸wczas, jako m艂oda 偶ona i matka, dr偶a艂am jak inne matki w naszym kraju i dr偶a艂am o swoj膮 rodzin臋. Na szcz臋艣cie wszystko sko艅czy艂o si臋 na wielkim strachu, bo 偶yjemy ju偶 25 lat w wolnej Polsce, ale…

Rosja si臋 zbroi na pot臋g臋, a ja zaczynam powa偶nie si臋 ba膰. Par臋 dni temu powiedzia艂am do m臋偶a, 偶e boj臋 si臋 o nasze wschodnie granice, bo Putin niebezpiecznie si臋 do nich zbli偶a, ale po wypowiedzi rosyjskiego fanatyka聽呕yrinowskiego, 聽偶e naloty dywanowe zmiot膮 nasz kraj z powierzchni ziemi, jestem wysoce zaniepokojona. To nie s膮 s艂owa rzucone ot, tak – na wiatr! Widocznie w komnatach Kremla o tym si臋 m贸wi, a 偶eby dotar艂o w 艣wiat, wysy艂a si臋 clowna, kt贸ry straszy m贸j nar贸d.聽

Uwa偶am, 偶e mamy prawo si臋 ba膰, bo jaki艣 inny fanatyk mo偶e odbezpieczy膰 jak膮艣 tajn膮 bro艅 i wylecimy w powietrze, ani si臋 obejrzymy. Nie wierz臋 takim ludziom jak Putin i jego za艣lepionej 艣wicie. Nie wierz臋 i ju偶, bo kiedy prawie bezkrwawo wzi臋li sobie Krym pod przykrywk膮 偶o艂nierzy ufoludk贸w, to dlaczego nie mieli by chrapki na Polsk臋?

Nienawidz臋 koloru khaki, na kt贸ry pomalowane s膮 te wszystkie z艂owrogie maszyny wojenne i 聽jakby Putin odgad艂 moje my艣li, bo wys艂a艂 pomoc humanitarn膮 na Ukrain臋. Ci臋偶ar贸wki pomalowane na bia艂o i zn贸w nie wierz臋 w t臋 pomoc, bo Rosja potrafi tylko zabiera膰, a dawa膰 raczej nie potrafi.聽

Nigdy nie my艣la艂am, 偶e b臋d臋 musia艂a si臋 obawia膰 o m贸j kraj i moj膮 rodzin臋 i nie chc臋 nikogo straszy膰, ale jeste艣my w du偶ym niebezpiecze艅stwie, kt贸rego lekcewa偶y膰 nie powinni艣my. Mieszkam na zachodzie, ale skoro maj膮 by膰 naloty dywanowe, to i o zach贸d zahacz膮, bo wariat贸w w polityce nie brakuje – naszej te偶!