Archiwum dnia: 20 sierpnia, 2014

Kiedy m臋偶czyzna skopie 偶ycie kobiety!

Ju偶 by艂a wolna. Sprawa rozwodowa kosztowa艂a j膮 wiele nerw贸w, poniewa偶 wytoczy艂 przeciw niej najci臋偶sze dzia艂a. M贸wi艂 na kolejnych sprawach, 偶e by艂a niegospodarna i 藕le wychowywa艂a ich dzieci. M贸wi艂, 偶e w 艂贸偶ku by艂a do niczego, co spowodowa艂o, 偶e ich po偶ycie seksualne mo偶na w艂o偶y膰 mi臋dzy bajki. Sypa艂 zmy艣lonymi przyk艂adami, oczerniaj膮c j膮 w obliczu s膮du, a wszystko mia艂 to spisane na kartkach, aby czego艣 nie pomin膮膰.

Zosta艂a w s膮dzie zbrukana i 聽na ka偶dej sprawie nie potrafi艂a powstrzyma膰 艂ez, bo przecie偶 byli ze sob膮 25 lat, a kiedy dowiedzia艂a si臋, 偶e j膮 zdradza z m艂odszym modelem, to ona za艂o偶y艂a mu spraw臋 rozwodow膮, wiedz膮c, 偶e nigdy mu tej zdrady nie wybaczy. A teraz, wszystko obr贸ci艂o si臋 przeciwko niej, bo cz艂owiek, z kt贸rym 偶y艂a okaza艂 si臋 draniem bez klasy i by艂 got贸w zmiesza膰 j膮 z b艂otem i wykr臋ci膰 jak brudn膮 艣cierk臋. Tyle by艂y warte te wszystkie zmarnowane lata, 偶e walczy艂 jak lew, by po rozwodzie zostawi膰 j膮 ze 艣wiadomo艣ci膮 ca艂kowitej winy za rozpad ich ma艂偶e艅stwa.

By艂a wolna, ale nie mog艂a si臋 pozbiera膰 po tym cyrku, jaki jej zafundowa艂. Wyprowadzi艂 si臋 do tamtej, zabieraj膮c najwarto艣ciowsze rzeczy z ich mieszkania. Zostawi艂 szaf臋, 艂贸偶ko do spania i st贸艂 z krzes艂ami. Zabra艂 telewizor, pralk臋, lod贸wk臋, uwa偶aj膮c, 偶e robi jej nied藕wiedzi膮 przys艂ug臋, bo spa膰 b臋dzie mia艂a na czym. Nie mia艂a si艂y protestowa膰!

Dzieci rozes艂ane po szko艂ach, bardzo si臋 o ni膮 martwi艂y. Dzwoni艂y i wspiera艂y duchowo, ale jej by艂o 藕le w tych czterech 艣cianach i nie mia艂a si艂y, aby zacz膮膰 偶y膰 na nowo i si臋 pozbiera膰. Le偶a艂a ca艂e dnie z wbitym wzrokiem w sufit. Le偶a艂a i nie mog艂a swoim umys艂em ogarn膮膰 swojego, zmarnowanego 偶ycia. Opu艣ci艂y j膮 si艂y i mimo rocznego urlopu zdrowotnego nie potrafi艂a odnale藕膰 si臋 w sytuacji bez wyj艣cia, bo m臋偶czyzna, kt贸remu niegdy艣 ufa艂a, wycisn膮 z niej sok jak z cytryny. By艂o jej ci臋偶ko i wpad艂a w depresj臋, przestaj膮c ca艂kowicie interesowa膰 si臋 艣wiatem. Zastyg艂a w tym b贸lu i nie odbiera艂a 偶adnych telefon贸w – od dzieci te偶.

Pewnego dnia przyjecha艂a jej c贸rka i si艂膮 zaprowadzi艂a do psychiatry. Nie mog艂a d艂u偶ej patrzy膰, jak jej matka pogr膮偶a si臋 w b贸lu i tonie emocjonalnie w swojej rozpaczy.

Lekarz zapisa艂 leki, kt贸re mia艂y j膮 uwolni膰 od b贸lu, a tak偶e w rozmowie z c贸rk膮, zasugerowa艂, 偶e konieczna b臋dzie psychoterapia, przynajmniej p贸艂 roczna. Napisa艂 zlecenie o przyj臋cie swojej pacjentki do o艣rodka leczenia depresji i zaburze艅 nerwicowych.

Bra艂a leki i spa艂a. Wstawa艂a tylko, by si臋 umy膰 i co艣 od niechcenia zje艣膰 i tak wygl膮da艂y jej kolejne dni. Wci膮偶 oderwana od 艣wiata, nie mia艂a bladego poj臋cia, co si臋 na tym 艣wiecie dzieje. Nie odbiera艂a telefon贸w od kole偶anek z pracy, kt贸re si臋 o ni膮 szczerze martwi艂y, bo znikn臋艂a w swojej nico艣ci, a wi臋c wci膮偶 by艂o z ni膮 藕le. Leki tylko j膮 otumania艂y i przesypia艂a ca艂e dnie, a noc膮 mia艂a koszmary z przesz艂ego 偶ycia. Wci膮偶 nie mog艂a si臋 pogodzi膰 z tym, jak sko艅czy艂o si臋 jej ma艂偶e艅stwo – co za wstyd i nies艂awa – my艣la艂a.

Ale obudzi艂a si臋 pewnego poranka i powiedzia艂a sobie, 偶e ma do艣膰 takiego 偶ycia. Musi si臋 podnie艣膰 i odnale藕膰. Spakowa艂a walizk臋 i wsiad艂a do autobusu, kt贸ry zawi贸z艂 j膮 do szpitala.

Po rozmowie z lekarzem i niezb臋dnym wywiadzie, otrzyma艂a pok贸j jednoosobowy i grafik z codziennymi zaj臋ciami. Wesz艂a do przyjemnego pokoju i rozpakowa艂a rzeczy, a tak偶e zmieni艂a ubranie na wygodny dres. Nie wiedzia艂a, co j膮 tutaj b臋dzie czeka艂o i by艂a pe艂na obaw na nowych ludzi, kt贸rych min臋艂a na korytarzu. Siedzieli te偶 w salonie, ogl膮daj膮c telewizj臋, a gdzie艣 w k膮cie, kto艣 uk艂ada艂 samotnie puzzle, By艂o cicho i spokojnie.

Na drugi dzie艅 zaprowadzono j膮 na psychoterapi臋, kt贸ra mia艂a za zadanie wyspowiadanie si臋 z tego, co boli. Grupa by艂a mieszana i do艣膰 liczna. Siedz膮ce w okr臋gu osoby by艂y w jej wieku, co troch臋 j膮 uspokoi艂o i ciekawa by艂a tego, dlaczego oni tu s膮 i co ich tu przywiod艂o. Jakie mieli problemy – 聽ci ludzie w wieku 50+?

Zosta艂a poproszona o z艂o偶enie przysi臋gi, 偶e wszystko, co us艂yszy w tym gronie, powinna zachowa膰 tylko dla siebie,a wi臋c z艂o偶y艂a tak膮 klauzul臋 lojalno艣ci wobec grupy i zostawiono j膮 w spokoju, bo na tym spotkaniu opowiada艂 o sobie Ryszard.聽

Ryszard d艂ugo opowiada艂 o tym, 偶e po 艣mierci swojej 偶ony, kt贸ra zmar艂a na raka, nie potrafi si臋 podnie艣膰 i pogodzi膰 z jej odej艣ciem. Opowiada艂 o pustym domu i strachu przed samotno艣ci膮, a wi臋c grupa go wspiera艂a i wywi膮za艂a si臋 dyskusja, kt贸ra j膮 odci膮gn臋艂a my艣lami od swoich spraw. Poczu艂a si臋 pewniej i ju偶 wiedzia艂a na czym owa psychoterapia b臋dzie polega艂a.

Jej leczenie by艂o przewidziane na p贸艂 roku, ale czas szybko mija艂, gdy偶 do po艂udnia odbywa艂y si臋 liczne zaj臋cia i spotkania ze specjalistami, a popo艂udnia sp臋dza艂a przewa偶nie w swoim pokoju. Nie mia艂a 艣mia艂o艣ci wej艣膰 w jak膮艣 grup臋 ludzi si臋 znaj膮cych, bo zawsze cechowa艂a j膮 nie艣mia艂o艣膰. Je艣li wychodzi艂a, to spacerowa艂a sama po przyszpitalnym parku i rozmy艣la艂a o tym, co to leczenie jej da.

Przyszed艂 dzie艅, 偶e poproszono j膮 na terapii, aby opowiedzia艂a o sobie, a wi臋c nie mia艂a wyj艣cia i ze 艂zami w oczach opowiedzia艂a jak posypa艂o si臋 jej ma艂偶e艅stwo. Opowiada艂a niech臋tnie, ale taki jest wym贸g tego leczenia i musia艂a si臋 zastosowa膰. Nie chcia艂a stroi膰 foch贸w, 偶e nie b臋dzie si臋 obcym zwierza艂a.

Po艣wi臋cono jej w grupie bardzo du偶o czasu, a dyskusje by艂y bardzo 偶arliwe, bo zahaczaj膮ce o temat zdrady i klasy przy rozstaniach. Grupa da艂a jej du偶膮 dawk臋 wsparcia i z dnia na dzie艅 czu艂a si臋 silniejsza i bardziej rozumia艂a siebie. Dowiedzia艂a si臋, 偶e mia艂a prawo si臋 za艂ama膰, ale musi si臋 teraz otrz膮sn膮膰 i 偶y膰 dalej.

Nie 偶a艂owa艂a, 偶e zdecydowa艂a si臋 na przyjazd do szpitala, cho膰 na pocz膮tku mia艂a wra偶enie, 偶e to b臋dzie zmarnowany czas. Terapia by艂a jej potrzebna, bo powoli uwalnia艂a si臋 od z艂ych emocji i pogodzi艂a si臋 z tym, 偶e 偶y艂a tyle lat z obcym sobie cz艂owiekiem.聽

Terapia sprawi艂a, 偶e otworzy艂a si臋 na ludzi i kiedy jej grupa spotyka艂a si臋 po zaj臋ciach, ch臋tnie do nich do艂膮czy艂a, bo czu艂a si臋 z nimi dobrze i bezpiecznie. Ta grupa bardzo j膮 wzmocni艂a i uwolni艂a z poczucia winy.

Ryszard cz臋sto siada艂 obok niej i ch臋tnie razem pili porann膮 kaw臋. Jeszcze przed zaj臋ciami, w szlafrokach wszyscy szli na sto艂贸wk臋 rozbi膰 sobie porann膮 kaw臋, rozczochrani po nocy, w kapciach i nikomu to nie przeszkadza艂o. Oddzia艂 sta艂 si臋 ich drugim domem i cz臋sto by艂o gwarnie i weso艂o. Du偶o rozmawiali, albo kto艣 siada艂 do pianina, a pozostali 艣piewali, albo ta艅czyli. Grupa ros艂a w si艂臋 i z dnia na dzie艅 si臋 scala艂a i wzmacnia艂a – wolna od plotek i niesnasek.

Czu艂a, 偶e powzi臋艂a bardzo dobr膮 decyzj臋, decyduj膮c si臋 na to leczenie. Ryszard zabiera艂 j膮 na spacery, kt贸re bardzo j膮 cieszy艂y, bo w艂a艣nie budzi艂a si臋 wiosna, a ona nie czu艂a si臋 taka sama. Delikatnie szuka艂 je d艂oni, kiedy siedzieli na 艂awce przy rzece. Mia艂 taki delikatny i czu艂y g艂os i bardzo lubi艂a go s艂ucha膰. Czu艂a si臋 w jego towarzystwie bardzo bezpiecznie i jego towarzystwo sprawia艂o jej przyjemno艣膰.

Nasta艂a pewna noc i kiedy oddzia艂 ca艂kowicie zasn膮艂, us艂ysza艂a, 偶e kto艣 wszed艂 do jej pokoju i delikatnie wsun膮艂 si臋 pod jej ko艂dr臋. Tylko pragn臋 ci臋 przytuli膰 – us艂ysza艂a szept Ryszarda. Zgodzi艂a si臋 i sama wtopi艂a si臋 w jego oddech. By艂o jej tak dobrze.

Na drugi dzie艅 zosta艂a wezwana do ordynatora, kt贸ry kaza艂 jej si臋 spakowa膰 i opu艣ci膰 szpital, gdy偶 z艂ama艂a obowi膮zuj膮cy regulamin, bo przyj臋艂a m臋偶czyzn臋 do swojego pokoju, co jest kategorycznie zabronione. Ryszard nie otrzyma艂 偶adnego upomnienia i m贸g艂 kontynuowa膰 leczenie, ale ju偶 be z niej.聽

By艂o jej tak przykro, bo do ordynatora nie trafi艂y 偶adne t艂umaczenia, 偶e to tylko by艂a niewinna ch臋膰 pobycia z drugim cz艂owiekiem i do niczego nie dosz艂o, ale ordynator s艂ucha膰 jej nie chcia艂.

Wr贸ci艂a do domu, ale na tyle silniejsza, 偶e ta sytuacja jej nie z艂ama艂a. Nauczono j膮, 偶e musi o siebie dba膰 i walczy膰, a tym bardziej, 偶e zn贸w j膮 pos膮dzono za niewinno艣膰. M膮偶 by艂y j膮 oczerni艂, a tak偶e szpital, a wi臋c drugi raz jej nikt nie z艂amie, co to, to nie!

Nie zd膮偶y艂a si臋 jeszcze rozpakowa膰, kiedy us艂ysza艂a dzwonek do drzwi. Otworzy艂a zdziwiona, a w drzwiach sta艂 Ryszard z baga偶em i spyta艂, czy mo偶e doko艅czy膰 to przerwane przytulanie?

Wyjecha艂a z Ryszardem do jego miejscowo艣ci, zostawiaj膮c za sob膮 z艂膮 przesz艂o艣膰, z dala o z艂ego m臋偶a i przykrych wspomnie艅 i s膮 ju偶 razem – bardzo szcz臋艣liwi. 馃檪

Rozmy艣lania po 艣niadaniu

Oj, znacznie si臋 och艂odzi艂o i prosz臋 zauwa偶y膰, 偶e ot tak na pstryk i mamy jesie艅. Mo偶e jeszcze b臋dzie par臋 s艂onecznych dni, ale nie da si臋 ukry膰, i偶 jesie艅 zapuka艂a z dnia na dzie艅.

Jeszcze ludzie maj膮 urlopy, a dzieci wakacje, ale zbli偶amy si臋 z ka偶dym dniem do d艂ugiej zimy, kt贸rej ja osobi艣cie nie lubi臋.聽

W艂膮czy艂am elektryczny kominek, bo jest mi dzisiaj ju偶 zimno w moim domu i tak sobie my艣l臋 i my艣l臋, 偶e chyba nie doceniam dostatecznie tego, co mam. Nie korzystam z 偶ycia ile si臋 da, a troch臋 zwin臋艂am si臋 w k艂臋bek i siedz臋 w swojej skorupce, aby nikomu si臋 nie narazi膰? Zawsze by艂am domatork膮 i wola艂am swoj膮 samotno艣膰, kt贸r膮 znosz臋 ca艂kiem dobrze, a mo偶e powinnam wyruszy膰 gdzie艣, aby zdobywa膰 nowe l膮dy i krajobrazy? Jestem ciekawa 艣wiata, a jednak nie mam w sobie tyle odwagi, aby wyruszy膰 w podr贸偶 i ch艂on膮膰 艣wiat. Czego艣 si臋 boj臋 i obawiam, 偶e id膮c gdzie艣 tam, spotka mnie jaka艣 przykro艣膰 i nie dam sobie sama rady. Ludzie podr贸偶uj膮 samotnie i zwiedzaj膮 setki kilometr贸w nowe l膮dy, miejsca i kultury. Robi膮 zdj臋cia, dokumentuj膮, opisuj膮, pisz膮 ksi膮偶ki, a ja si臋 boj臋!

Widocznie nie jest mi ju偶 pisana podr贸偶 偶ycia i nie mam w genach tej 偶y艂ki w臋drownika i dlatego strach przed nieznanym mnie parali偶uje, cho膰 w g艂臋bi duszy chcia艂abym mie膰 na tyle odwagi, by wyrwa膰 si臋 ze swojego strachu, oswoi膰 go i wyjecha膰 w sin膮 dal.

Wiem, 偶e na pewne rzeczy ju偶 jest za p贸藕no, a wi臋c staram si臋 wychodzi膰 tylko w obr臋bie mojego miejsca zamieszkania, aby nie zakisi膰 si臋 w swojej skorupce i nie zgnu艣nie膰. Wiek, nie jest przeszkod膮, aby wyruszy膰 w 艣wiat, je艣li ma si臋 oczywi艣cie zdrowie, ale natura podr贸偶nika powinna by膰 w genach, a ja widocznie tej natury nie wyssa艂am z mlekiem matki i jestem niepoprawn膮 domatork膮 i z tym nale偶y si臋 pogodzi膰, bo nic na si艂臋.

Innym, kt贸rzy uwa偶aj膮, 偶e marnuj膮 swoje 偶ycie, 偶yj膮c byle jak i bez sensu, polecam poni偶szy link, kt贸ry by艂 natchnieniem do tego wpisu. Koniecznie obejrzyjcie i na chwil臋 si臋 zatrzymajcie. Pomy艣lcie, 偶e zawsze jest czas, aby wszystko zacz膮膰 od pocz膮tku. 馃檪

https://www.youtube.com/watch?v=GuTV7yBxYrU#t=328