Archiwum dnia: 28 sierpnia, 2014

呕ony policjant贸w – dwie historie

A to by艂o tak:

W latach siedemdziesi膮tych w ma艂ym miasteczku si臋 pobrali. Na uroczysto艣膰 w Urz臋dzie Stanu Cywilnego przybyli najwi臋ksi oficjele tutejszej Milicji Obywatelskiej. Ona ubrana skromnie, ale bardzo elegancko. By艂a 艣liczn膮 dziewczyn膮 z burz膮 czarnych w艂os贸w, upi臋tych w najmodniejszy kok. On, wysoki brunet w mundurze ze sznurem, zapi臋ty na ostatni guzik, prezentowa艂 si臋 jak malowany. Pasowali do siebie i tworzyli prze艣liczn膮 par臋.

Po 偶yczeniach i lampce szampana wr臋czono im od milicyjnych go艣ci – sokowir贸wk臋. Na tamte czasy to by艂 ekstra prezent, z kt贸rego najbardziej cieszy艂a si臋 ona.

Czas na wesele, a wi臋c w wynaj臋tym lokalu gra艂a orkiestra w mundurach i wszyscy doskonale si臋 bawili. M艂odzi grajkowie nie mogli si臋 nadziwi膰, 偶e panna m艂oda jest taka 艣liczna i to powiedzieli matce panny m艂odej. Taka by艂a dystyngowana i taka inna od innych pa艅 m艂odych.

Potem nast膮pi艂a proza 偶ycia. On pracowa艂 w prewencji na zmiany, a wi臋c cz臋sto w nocy nie by艂o go w domu. Nie sprawdza艂a go i ufa艂a bezgranicznie. Czasami prosi艂a, aby przyjecha艂 w czasie s艂u偶by i j膮 przytuli艂, aby sen mia艂a spokojny.

Urodzi艂a mu dwoje dzieci w przerwie trzech lat. Dziewczynki ros艂y zdrowo, a ona zaj臋ta domem i dzie膰mi nie zauwa偶y艂a, 偶e on k膮pie si臋 i stroi przed ka偶d膮 nocn膮 s艂u偶b膮. Przecie偶 to takie naturalne, 偶e chce by膰 艣wie偶y na swoich s艂u偶bach, by koledzy nie pos膮dzili go o niechlujstwo.

Zacz膮艂 pracowa膰 wi臋cej i wi臋cej, ale dla niej by艂 to znak, 偶e skoro pracuje wi臋cej, to si臋 stara i przyniesie wi臋ksze pieni膮dze.

Przyszed艂 do domu dobrze wypity i kiedy ona na niego czeka艂a ju偶 w 艂贸偶ku robi膮c mu wyrzuty, 偶e nie powinien pi膰 w pracy, wyci膮gn膮艂 pistolet i luf臋 skierowa艂 w jej stron臋.

– Zabij臋 ci臋, bo jeste艣 zrz臋dliw膮 bab膮 – i w tym momencie pistolet si臋 rozsypa艂 mu w d艂oniach, a wi臋c usz艂a z 偶yciem. Wezwa艂a milicj臋, ale przyjechali jego kolesie i sprawie ukr臋cono 艂eb.

Pi艂 coraz wi臋cej i t艂umaczy艂, 偶e to z powodu stresu w pracy. Rozumia艂a i znosi艂a to wszystko, bo wci膮偶 go kocha艂a.

Dowiedzia艂a si臋, 偶e na tych nocnych s艂u偶bach zmajstrowa艂 jednej, takiej dziecko. Okaza艂o si臋, 偶e pani by艂a szeroka w kroku i ch臋tnie przyjmowa艂a w swoim domu milicjant贸w, kt贸rzy dowozili w nocy alkohol swoimi s艂u偶bowymi sukami. Balangom nie by艂o ko艅ca, a ten dom, tej pani ws艂awi艂 si臋 w mie艣cie jako przysta艅 milicjant贸w.

Zrozumia艂a, 偶e dlatego chcia艂 j膮 zastrzeli膰, aby i艣膰 do kochanki i rozpocz膮膰 nowe, rozrywkowe 偶ycie. Sta艂a mu na drodze do nowej mi艂o艣ci i szcz臋艣cia, a wi臋c chcia艂 si臋 jej pozby膰.

Tamta urodzi艂a mu c贸rk臋, ale nie odszed艂, gdy偶 nagle pukn膮艂 si臋 w 艂eb, 偶e ta jego kochanka to latawica i dawa艂a jego kolegom te偶. B艂aga艂 o przebaczenie, ale stres go zjad艂 na tyle, 偶e dosta艂 zawa艂u serca i opu艣ci艂 偶on臋 i kochank臋. Kwiaty nosi na gr贸b tylko 偶ona, bo kochanka bawi si臋 dalej.

Kilkana艣cie lat po tym Katarzyna te偶 wysz艂a za m膮偶, ale ju偶 za policjanta. Wszyscy j膮 ostrzegali, 偶e policjant, to cholernie z艂a partia, bo to jest specyficzna grupa zawodowa, kt贸ra kompletnie nie nadaje si臋, by rodzin臋 zak艂ada膰. Nie s艂ucha艂a i wierzy艂a, 偶e jej si臋 uda i kole偶anki bredz膮 i jej zazdroszcz膮 tak przystojnego m臋偶czyzny.

Poznali si臋 na dom贸wce jej kole偶anki i od razu wpadli sobie w oko. Przeta艅czyli ze sob膮 ca艂膮 noc i przegadali. By艂a wniebowzi臋ta, 偶e maj膮c oko艂o trzydziestki wreszcie trafi艂a na tak interesuj膮cego faceta.

Po roku wzi臋li 艣lub i otrzymali s艂u偶bowe mieszkanie. On je藕dzi艂 na akcje, bo pracowa艂 w kryminalnym. Wiele widzia艂 i szczyci艂 si臋 w艣r贸d koleg贸w tym, i偶 by艂 najbardziej skutecznym. By艂 dobry w swojej robocie, ale to by艂a praca bardzo stresuj膮ca, a wi臋c cz臋sto zbierali si臋 w zakamarkach komisariatu i chlali na um贸r, a Komendant udawa艂, 偶e nic nie widzi. Tolerowa艂 to, bo ch艂opakom nale偶y si臋 odskocznia i kiedy przysz艂a na skarg臋, 偶e jej m膮偶 pije na terenie, obieca艂, 偶e wezwie go na rozmow臋, ale raczej nie wezwa艂, bo jej m膮偶 chla艂 coraz wi臋cej, pod przykrywk膮 w艂asnego szefa.

Kiedy robi艂a mu wym贸wki i bi艂a si臋 o jego godno艣膰, ten przychodzi艂 i od progu wali艂 j膮 pi臋艣ci膮 w twarz. Twierdzi艂, 偶e ma si臋 zamkn膮膰 i nie fika膰, bo nie takie numery on w pracy widzia艂 i ma by膰 pos艂uszn膮.

Przychodzi艂 do domu i ok艂ada艂 j膮 ile wlezie. Mia艂 pretensje o wszystko i cho膰 nie mieli dzieci, to ona s艂u偶y艂a mu za worek treningowy za przyzwoleniem kolesi z pracy, kt贸rzy udawali, 偶e nic si臋 nie dzieje.

Chowa艂a przed 艣wiatem te swoje siniaki i tak prze偶y艂a z nim dziesi臋膰 lat. Nie mog艂a dobi膰 si臋 sprawiedliwo艣ci, bo wszyscy wiedzieli, 偶e j膮 bije, ale wszyscy chronili 艣wietnego policjanta.

Pewnego razu nie wytrzyma艂a i uzbroi艂a si臋 w kuchenny n贸偶 i wbi艂a go mu prosto w serce. Nagle sta艂a si臋 wolna od przemocowca i agresora, ale s膮d postanowi艂, 偶e zamordowa艂a m臋偶a, nie daj膮c jej cienia na obron臋. Odsiaduje kar臋 25 lat za kratami za to, 偶e jej m膮偶 j膮 chcia艂 zaszczu膰 i zrobi艂 z niej ofiar臋 ci臋偶kiej pracy w policji.

Podsumowanie: Praca jak praca, ale kochane kobiety – nigdy nie wychod藕cie za policjant贸w, gdy偶 jest to najbardziej stresogenna grupa zawodowa, nie radz膮ca sobie z emocjami i od lat siedemdziesi膮tych nic si臋 nie zmieni艂o i nie zmieni. To jest grupa, wypasionych osi艂k贸w, kt贸rzy id膮c w t臋 s艂u偶b臋 uwa偶aj膮, 偶e wszystko im wolno i zatracaj膮 si臋 w swojej w艂adzy, rani膮c, bij膮c, maltretuj膮c, bo sami nie radz膮 sobie z alkoholem, kochankami, k艂amstwami, a najbardziej ze sob膮!

Je艣li si臋 myl臋, to sorry.

Dzi艣 jest moje 艣wi臋to :)

Urodzi艂am si臋 28.08. – ale roku nie nie zdradz臋 he he. Tak sobie my艣l臋, 偶e moja data urodzenia nie jest szcz臋艣liwa z powodu tego, co dzieje si臋 si臋 na 艣wiecie, cho膰 ja ciesz臋 si臋, 偶e na nim jestem, mimo, 偶e starsza o rok, ale mo偶e i m膮drzejsza?

Wsta艂am dzi艣 rano, w艂膮czy艂am telewizor i od razu dosta艂am po uszach, bo niezale偶ny obserwator powiadomi艂 mnie, i偶 wojska rosyjskie wykroczy艂y na Ukrain臋 i zajmuj膮 ukrai艅skie wioski. Pokazali, 偶e gin膮 niewinni ludzie, a ich domostwa p艂on膮, a za chwil臋 og艂oszono, 偶e w艂a艣nie zacz臋艂a si臋 trzecia wojna 艣wiatowa!

Wiecie jak zrobi艂o mi si臋 przykro, 偶e zamiast szykowa膰 si臋 do 艣wi臋towania, to zadr偶a艂am ze strachu o to, co mo偶e si臋 jeszcze wydarzy膰, bo z Rosji pop艂yn臋艂y rozkazy, by zabija膰 ludzi i zdobywa膰 nowe tereny, a wi臋c mo偶e i zahaczy膰 nied艂ugo o Polsk臋!

Wszystko jest mo偶liwe i mamy prawo si臋 ba膰 i ja si臋 autentycznie boj臋 tego nieobliczalnego cz艂owieka.聽

Wczoraj jad膮c na grzyby tak mimochodem sobie rzek艂am, 偶e chyba po naszych lasach nie b臋d膮 je藕dzi艂y ruskie wojska, tak jak kiedy艣 je藕dzili Niemcy, ale ju偶 dzi艣 nie jestem tego taka pewna. Oblecia艂 mnie blady strach i dlaczego na stare lata kto艣 ka偶e mi si臋 ba膰? Dlaczego ludzie s膮 tacy pazerni, jakby mieli zamiar ze sob膮 to wszystko zabra膰 do grobu!

Nie pojmuj臋 i nigdy nie pojm臋, a wojny boj臋 si臋 okropnie, jak chyba wszyscy, ale postanowi艂am otrzepa膰 si臋 z tego strachu i mimo wszystko 艣wi臋towa膰. 馃檪