Archiwum dnia: 23 wrze艣nia, 2014

Mam dobr膮 rad臋 dla Premier Ewy Kopacz

No dobra. Mamy Kobiet臋 w roli Premiera i ja uwa偶am, 偶e to jest super sprawa, bo gdzie diabe艂 nie mo偶e, to oczywi艣cie bab臋 po艣le, a wi臋c pos艂a艂 bab臋 do diab艂a – tfu mi臋dzy ch艂op贸w, niestety. To oni, ci m膮drzejsi od bab ju偶 na starcie chc膮 da膰 Ewce kopa, tak aby si臋 nogami nakry艂a, bo co to takie co艣 im si臋 pl膮cze i tylko przeszkadza i tylko g艂upio gada – a do gar贸w!

Nie 艂adnie panowie d偶entelmeni hm… My艣la艂 by kto, 偶e dobrze wychowani, co to kobiet臋 nawet kwiatkiem nie wolno. Za to wolno po k膮tach medialnych z kobiety si臋 wy艣miewa膰, a fe i tu mam pytanie gdzie te ch艂opy, or艂y, herosi, no gdzie – nie ma, nie ma, nie ma. Zostali jeno rozmem艂ane gadaj膮ce g艂owy, kt贸re mocne s膮 w g臋bie na Twitterze, wzorem Ziemkiewicza, co to po trze藕wo艣ci kobita nie chce 聽mu da膰, ale jak si臋 j膮 napije, to mo偶na j膮 sobie pukn膮膰 – chyba 聽w sw贸j 艂eb biedny dziennikarzyno. Nie mam lito艣ci nad facetem, ojcem dw贸jki ma艂ych dzieci, kt贸ry popisuje si臋 elokwencj膮 niczym z meliny.

Bo z ch艂opami to tak jest i kiedy kobieta jawi im si臋 na horyzoncie, to albo chc膮 j膮 bra膰, albo jak ju偶 nie jest w wieku r臋bnym, obrobi膰 jej cztery litery. Takie czasy mamy drodzy pa艅stwo, 偶e kobieta musi si臋 nadal przebija膰 i udowadnia膰, 偶e wcale nie jest od ch艂opa gorsza. Nie lubi膮 tego m臋偶czy藕ni, gdy kobieta im w drog臋 wchodzi, bardzo nie lubi膮, a wi臋c!

Mam dobr膮 rad臋 dla naszej Pani Premier. Potrzebny jest na gwa艂t dobry stylista, aby Ewk臋 ubra膰 tak, aby budzi艂a w m臋偶czyznach niekwestionowany respekt, a Ewa jest jak wino, bo im starsza, tym lepsza, a wi臋c k艂opotu stylista nie powinien mie膰 偶adnego. Pani Premier jest d艂ugonog膮 kobiet膮 i tego nie mo偶na jej odebra膰. Szczup艂a jest, a wi臋c ja j膮 widz臋 w eleganckim, prawie m臋skim garniturze, bia艂ej koszuli i oczywi艣cie z krawatem. W艂osy mog膮 by膰 przylizane, takie troch臋 retro i koniecznie delikatny makija偶, ale usta krwawe, budz膮ce po偶膮danie, tak – po偶膮danie i 偶adnych tam garsonek, codziennie w innym kolorze. 呕adnych babskich apaszek w kolorze r贸偶, szaliczk贸w, sryczk贸w. Nic z tego, tylko krawat, albo mucha i gwarantuj臋, 偶e sko艅czy艂y by si臋 pok膮tne pod艣miechujki – r臋cz臋 za to swoim laptopem, 偶e respekt by艂by murowany.

Ale pojecha艂am – co nie? 馃榾

Nie wolno lekcewa偶y膰 pierwszych symptom贸w depresji!

Jadwiga siedzia艂a w fotelu i ukry艂a w trz臋s膮cych si臋 d艂oniach swoj膮 zap艂akan膮 twarz. Nie mog艂a ju偶 tego wszystkiego znie艣膰, a wydawa艂o si臋 jej, 偶e zrobi艂a ju偶 wszystko dla swojej jedynej c贸rki, kt贸r膮 kocha艂a nad 偶ycie. Ratuje j膮 wraz z lekarzami od roku i nie ma 偶adnych efekt贸w.

Monika le偶a艂a od roku 聽w 艂贸偶ku z przerwami na toalet臋 i wymuszone posi艂ki, bo na nic wi臋cej nie mia艂a si艂y. Opu艣ci艂a j膮 偶yciowa energia z dnia na dzie艅 i niczego takiego si臋 nie spodziewa艂a. Zawsze energiczna i pe艂na pomys艂贸w na 偶ycie, usiad艂a po pracy pewnego dnia i wylecia艂o z niej powietrze. Nagle wyda艂o si臋 jej, 偶e to co robi i jak 偶yje jest bez sensu.

Monika by艂a zawsze ambitna. W szkole podstawowej dostawa艂a 艣wiadectwa z czerwonym paskiem, a potem w szkole 艣redniej nie mia艂a sobie r贸wnych w wygrywaniu wszystkich olimpiad. By艂a dum膮 dla nauczycieli, jako wyj膮tkowo zdolna uczennica. Zdoby艂a wiele nagr贸d i dyplom贸w i zosta艂a przyj臋ta bez egzaminu na studia, kt贸re uko艅czy艂a z wyr贸偶nieniem. By艂a pani膮 architekt i ze znalezieniem pracy nie mia艂a 偶adnego problemu. Od razu przyj臋to j膮 do korporacji, w kt贸rej dosta艂a stanowisko w obrocie nieruchomo艣ciami i przystosowaniem ich do sprzeda偶y. Remontowa艂a te mieszkania i urz膮dza艂a, aby potem je sprzeda膰 po intratnej cenie. By艂a bardzo dobra w tym, co robi i zbiera艂a wiele pochwa艂 od szefa, kt贸ry by艂 bardzo wymagaj膮cy, ale wci膮偶 stawia艂 przed ni膮 coraz wy偶sz膮 poprzeczk臋, a ona stara艂a si臋 robi膰 tak, aby swojego szefa zadowoli膰. Pracowa艂a po dwana艣cie godzin dziennie, bez wytchnienia z wyrywanymi chwilami na szybk膮 kaw臋 i z艂apanie oddechu. 殴le si臋 od偶ywia艂a przez kilka lat, bo jad艂a w biegu i ma艂o odpoczywa艂a. Kiedy mia艂a chwil臋 na odpoczynek, to i tak wci膮偶 my艣la艂a o pracy i wpad艂a w taki stan, 偶e przesta艂a umie膰 w ko艅cu odpoczywa膰.

Kilka razy mia艂a okazj臋 na mi艂o艣膰, poniewa偶 podoba艂a si臋 p艂ci przeciwnej, ale odk艂ada艂a takie uczucia na p贸藕niej. Mo偶e kiedy艣 b臋dzie mia艂a czas na to 聽– nie teraz! Musi si臋 wyrobi膰 i nadrobi膰, bo tego oczekuje od niej kierownictwo zak艂adu, a ona mia艂a we krwi, aby nie zawodzi膰 i by膰 zawsze najlepsz膮.

Nadszed艂 ten dzie艅, 偶e si臋 nie poznawa艂a. Dozna艂a ogromnego uczucia pustki i osamotnienia. Nagle wch艂on臋艂a j膮 czarna dziura, w kt贸rej zobaczy艂a ciemny i niesko艅czony tunel nie widz膮c w nim promienia 艣wiat艂a. Ze strachu nie widzia艂a jak si臋 z tego wydosta膰.

Posz艂a na drugi dzie艅 do pracy, do kt贸rej z ledwo艣ci膮 si臋 przyszykowa艂a. Nie mia艂a si艂y na poranny prysznic i makija偶. Zrobi艂a to jakby w jej ciele by艂a zupe艂nie inna istota. Jakby kto艣 inny namydla艂 jej cia艂o i wk艂ada艂 na nie ubrania. By艂a poza tymi czynno艣ciami, wykonywanymi nie jej r臋koma i nie jej 艣wiadomo艣ci膮 swoich ruch贸w i czynno艣ci.

W pracy poczu艂a, 偶e r臋ce jej dr偶膮, serce chce wylecie膰 z piersi, a ludzie j膮 otaczaj膮cy s膮 jacy艣 obcy i jej nie znani. Poczu艂a si臋 jak w obcym miejscu, bo to nie by艂 jej komputer i jej pok贸j pracy. Przesta艂y dociera膰 do niej wszelkie bod藕ce i nie widzia艂a kiedy zemdla艂a.

Znalaz艂a si臋 na pogotowiu i pierwsza diagnoza brzmia艂a – przem臋czenie i stres. Dosta艂a leki wzmacniaj膮ce i jakie艣 proszki na uspokojenie. Lekarz kaza艂 jej odpocz膮膰 聽dwa tygodnie na nic nie robieniu. Mia艂a odpoczywa膰, du偶o spacerowa膰 i dobrze si臋 od偶ywia膰. M贸wi艂, 偶e powinna wyjecha膰 gdzie艣, najlepiej nad morze by z艂apa膰 dobr膮 energi臋 z szumi膮cego morza i wdychania najwi臋kszej dawki jodu.

Na zwolnieniu lekarskim bra艂a lekarstwa, a proszki na uspokojenie j膮 tylko usypia艂y, a wi臋c spa艂a dzie艅 i noc, pozostawiwszy ca艂e t臋tni膮ce 偶ycie za oknem, kt贸re by艂o szczelnie zas艂oni臋te. Nie mia艂a ochoty wychyla膰 nosa do dawnego 艣wiata. Ba艂a si臋 przebudze艅, ku zmartwieniu swojej mamy, kt贸ra otacza艂a j膮 trosk膮, ale Monika nie chcia艂a 偶adnej pomocy. Odrzuca艂a matk臋 i zamyka艂a przed ni膮 drzwi. Chcia艂a by膰 sama ze swoim strachem, kt贸ry zaw艂adn膮艂 j膮 w ca艂o艣ci. Ca艂e cia艂o by艂o zdr臋twia艂e i czu艂a b贸l ka偶dej swojej kosteczki. Przejmuj膮cy b贸l duszy m贸wi艂 jej, 偶e wszystko, co robi艂a do tej pory by艂o bez sensu i kompletnie przesta艂o j膮 interesowa膰.

Gdzie i kim ja jestem – my艣la艂a w oszala艂ych my艣lach i mia艂a wra偶enie, 偶e chyba zwariowa艂a, nie mog膮c posk艂ada膰 my艣li i ich poskromi膰. Mia艂a tysi膮c my艣li na minut臋 i by艂y tak popl膮tane, 偶e ju偶 nie rozr贸偶nia艂a, kt贸re s膮 racjonalne, a kt贸re j膮 obezw艂adniaj膮. Czu艂a si臋 tak 藕le, 偶e nie chcia艂a aby ktokolwiek j膮 odwiedza艂, kiedy jej twarz skr臋ca艂a si臋 z b贸lu duszy, a cia艂o by艂o niew艂adne i nie s艂ucha艂o 偶adnych przeb艂ysk贸w, 偶e tak nie mo偶na 偶y膰!

Jadwiga szuka艂a dla c贸rki najlepszych lekarzy, a wi臋c ka偶da kolejna wizyta u psychiatry i kolejne leki, coraz nowszej generacji w nadziei, 偶e Monika w ko艅cu stanie na nogi. Koleje terapie i kolejne spotkania z psychologiem nie dawa艂y po偶膮danych oczekiwa艅, a lekarze rozk艂adali r臋ce i kazali czeka膰, a偶 leki zadzia艂aj膮 i uwolni膮 Monik臋 od wyj膮tkowo paskudnej depresji.

Przysz艂a pi臋kna jesie艅 ze wszystkimi swoimi kolorami i Monika rzuci艂a okiem na te barwne drzewa za jej oknem. Dawno si臋 tak nie zachwyci艂a. Chcia艂a by膰 bli偶ej tego widoku i zapragn臋艂a wyj艣膰 do parku i nasyci膰 oczy tymi barwami. Je艣li pojawi艂 si臋 taki impuls, jedyny od wielu miesi臋cy, postawi艂a go wykorzysta膰. Za艂o偶y艂a ciemne okulary i wysz艂a z domu w kierunku du偶ego parku w 艣rodku miasta. Po drodze postanowi艂a w akcie odwagi kupi膰 now膮 parti臋 lek贸w, aby odci膮偶y膰 matk臋. 聽Potem chcia艂a jak najszybciej dotrze膰 do parku. Chcia艂a, aby nie widzieli jej ludzie, aby by艂o ich jak najmniej na jej drodze, a wi臋c w wielkim strachu i pop艂ochu mija艂a ich i zauwa偶y艂a, 偶e si臋 ich boi. Boi si臋 ludzi i j膮 denerwuj膮, bo z pewno艣ci膮 widz膮, 偶e jest chora psychicznie i si臋 z niej 艣miej膮. Mia艂a wra偶enie, 偶e pukaj膮 si臋 w g艂ow臋 i kiwaj膮 g艂owami z politowaniem na jej widok.

W parku wzi臋艂a wszystkie lekarstwa jakie wykupi艂a w aptece. Nie mia艂a si艂y i nie chcia艂a ju偶 tak 偶y膰. Usiad艂a na ustronnej 艂awce, tak aby nikt jej nie zauwa偶y艂 i zasn臋艂a spokojnym snem bez b贸lu i cierpienia.

Kto艣 wezwa艂 karetk臋, ale by艂o ju偶 na p贸藕no!