Archiwum dnia: 24 wrze艣nia, 2014

Jeden wyskok jej m臋偶a, a 偶ycie jej si臋 wali!

Zofi臋 ta zdrada bola艂a jak diabli i mia艂a na ni膮 niezbite dowody. Nie wiedzia艂a, co z t膮 wiedz膮 zrobi膰, bo tak bardzo ba艂a si臋 jego reakcji. Mo偶e j膮 zostawi, a mo偶e b臋dzie b艂aga艂 o przebaczenie i danie mu drugiej szansy. Ba艂a si臋 cholernie rozmowy z nim, 偶e wszystko wie, cho膰 dowiedzia艂a si臋 ostatnia w mie艣cie. Jakie to typowe, 偶e 偶ony dowiaduj膮 si臋 na szarym ko艅cu, 偶e ich m臋偶owie cichaczem spotykaj膮 si臋 ze swoimi kochankami. Nie ona pierwsza i nie ostatnia, ale j膮 to szczeg贸lnie ubod艂o – tak my艣la艂a.

Po k膮tach p艂aka艂a i my艣la艂a, 偶e mo偶e si臋 zabi膰 i po prostu uwolni膰 si臋 od tego upokorzenia. Przecie偶 wszyscy wiedzieli i szeptali za jej plecami, a wi臋c ba艂a si臋 spojrze艅 ludzkich i ukradkiem przemyka艂a si臋 po mie艣cie, aby doj艣膰 do pracy i zrobi膰 szybko zakupy.

Zauwa偶y艂, 偶e jest z ni膮 co艣 jest nie tak, bo nagle w domu zrobi艂 si臋 ba艂agan i brakowa艂o gor膮cych obiad贸w. Nagle jego 偶ona by艂a le偶膮ca i odwr贸cona plecami do ca艂ego 艣wiata, za zamkni臋tymi drzwiami i to milczenie, kt贸re do niej by艂o niepodobne. Zawsze by艂a taka radosna i od progu opowiada艂a, co si臋 jej w ci膮gu dnia wydarzy艂o, a tu taka zmiana!

Domy艣la艂 si臋, 偶e chyba Zofia ju偶 wszystko wie, ale te偶 si臋 ba艂 rozmawia膰 na ten temat. Nie t艂umaczy艂 si臋 i czeka艂.

Pewnego dnia kupi艂 jej kwiaty, cho膰 wci膮偶 si臋 ba艂 do niej podej艣膰 i otworzy膰 te zamkni臋te drzwi, za kt贸rymi si臋 skry艂a na kilka, zbyt d艂ugich dni.

Nie wytrzyma艂a i rzuci艂a mu tymi kwiatami w twarz i kaza艂a si臋 wynosi膰.

– Pakuj si臋 natychmiast i nie chc臋 ci臋 tu d艂u偶ej widzie膰. – Wyno艣 si臋 do tej swojej kochanki i nie ok艂amuj mnie wi臋cej, bo ja ci tego nigdy nie wybacz臋 i wiesz co? Ciesz臋 si臋, 偶e nie mamy dzieci, bo tak mi jest 艂atwiej i sobie sama poradz臋 bez ciebie.

Wywali艂a jego ubrania z szafy i pakowa艂a je do walizki jak leci. Buty jego wrzuci艂a do worka i wszystkie jego kosmetyki wyl膮dowa艂y na przedpokoju.

Patrzy艂 na ni膮 przera偶ony i nie wiedzia艂 jak si臋 zachowa膰, kiedy jego rzeczy wyl膮dowa艂y na klatce, a ona pokaza艂a mu ca艂膮 sob膮, gdzie s膮 drzwi.

Wyszed艂 i pozbierawszy to, co le偶a艂o na klatce, nie wiedzia艂, co dalej ma pocz膮膰, bo przecie偶 nie p贸jdzie do kochanki, skoro ona ma tr贸jk臋 dzieci. Nie chcia艂 im robi膰 za ojca, a wi臋c poszed艂 do kumpla, aby go przetrzyma艂 par臋 dni, a偶 sobie czego艣 nie znajdzie.

Kumplowi opowiedzia艂, 偶e to by艂 jednorazowy wybryk, przy alkoholu i tamta go omota艂a i tak znalaz艂 si臋 u niej w 艂贸偶ku, ale nic do niej nie czu艂 i nie czuje i si臋 siebie brzydzi, 偶e zdradzi艂 Zofi臋 z kobiet膮 poluj膮c膮 na facet贸w, bo tak膮 mia艂a natur臋. Zwierzy艂 si臋, 偶e nawet dok艂adnie nie pami臋ta jak mu by艂o z ni膮 w 艂贸偶ku i wszystko sta艂o si臋 tak szybko, 偶e kiedy rano si臋 u niej obudzi艂 i zauwa偶y艂, 偶e 聽zmy艂a makija偶, a jej twarz i dekolt by艂y pe艂ne siarczystych pieg贸w i poczu艂 od razu do niej niech臋膰, bo zupe艂nie nie by艂a w jego gu艣cie i nie m贸g艂 sam siebie zrozumie膰, co mu si臋 w niej podoba艂o.

Znalaz艂 kawalerk臋 i tak 偶y艂 samotnie przez par臋 miesi臋cy. Nie kontaktowa艂 si臋 z Zofi膮. Nie 艣mia艂 jej prosi膰 o przebaczenie, gdy偶 zbyt j膮 kocha艂, aby dok艂ada膰 jej i j膮 nachodzi膰. Cierpia艂 i t臋skni艂 ogromnie, lecz nie mia艂 艣mia艂o艣ci, bo koledzy mu m贸wili, 偶e Zofia si臋 jako tako podnios艂a, ale nikomu si臋 nie zwierza艂a. Ukry艂a si臋 w swoim 艣wiecie. Zapisa艂a si臋 na basen i tam sp臋dza艂a z innymi kobietami sw贸j wolny czas. Pokazywa艂a 艣wiatu, 偶e wszystko sobie ju偶 pouk艂ada艂a, cho膰 wieczorami bardzo za nim t臋skni艂a, wtulaj膮c si臋 w jego poduszk臋, kt贸ra nim jeszcze pachnia艂a.

Pewnej, samotnej niedzieli, tu偶 po porannej kawie Zofia us艂ysza艂a, 偶e kto艣 puka do drzwi. Kiedy otworzy艂a, zobaczy艂a na progu koleg臋 swojego m臋偶a. Powiedzia艂, 偶e chce kilka chwil z ni膮 porozmawia膰.

– Nie mog臋 patrze膰 jak marnujecie swoje 偶ycie – rzek艂 i opowiedzia艂 ca艂膮 histori臋 zdrady jej m臋偶a. Powiedzia艂, 偶e powinni si臋 zej艣膰, bo si臋 wci膮偶 kochaj膮, a tamta kobieta, to by艂a jedna, wielka pomy艂ka i ona nie powinna rozdziela膰 dwoje ludzi, kt贸rzy nie widz膮 poza sob膮 艣wiata. Zostawi艂 adres do m臋偶a Zofii, napisany ju偶 wcze艣niej na kartce i wyszed艂.

Da艂a jej ta rozmowa wiele do my艣lenia, ale nie mia艂a odwagi zapuka膰 do drzwi swojego, wci膮偶 m臋偶a. Sprawa by艂a do艣膰 艣wie偶a i wci膮偶 si臋 nie zabli藕ni艂a w jej sercu. Postanowi艂a da膰 sobie jeszcze czas, aby to wszystko pouk艂ada膰 w jedn膮 ca艂o艣膰 i nie sta膰 by艂o j膮 jeszcze na wybaczenie.

Pewnego dnia zn贸w kto艣 zapuka艂 i Zofia zdziwiona otworzy艂a drzwi, a by艂a zdziwiona, bo w zasadzie nikt jej w domu nie odwiedza艂, gdy偶 zerwa艂a wszelkie towarzyskie kontakty. Chcia艂a mie膰 w swoim domu spok贸j.

Otworzy艂a od nie chcenia drzwi i zobaczy艂a t膮 piegowat膮 kobiet臋, kt贸ra pod warstw膮 pudru ukrywa艂a swoje piegi. By艂a umalowana do艣膰 dziwacznie i usta mia艂a podkre艣lone niezdarnie kontur贸wk膮. By艂a taka komiczna i tak strasznie prosta z przepalonym g艂osem i przepitym.

– Przysz艂am, by pani powiedzie膰, 偶e jestem w ci膮偶y z pani m臋偶em! Nie wiem, gdzie on si臋 teraz podziewa, ale informuj臋 pani膮, 偶e podam go o alimenty, bo skoro zrobi艂 mi dziecko, to ja b臋d臋 musia艂a je wychowa膰, a nie usun臋, gdy偶 jestem katoliczk膮 i moja wiara zabrania mi takich czyn贸w.

Zofia sta艂a jak wryta i odj臋艂o jej mow臋. S艂ucha艂a oto kobiety, kt贸ra okre艣la si臋 jako katoliczka, kt贸ra zaprasza 偶onatych do 艂贸偶ka, ale jedno, co nagle przysz艂o jej do g艂owy, to jej zatrzasn膮膰 przed nosem drzwi i kaza膰 si臋 wynosi膰 i tylko wykrzykn臋艂a, 偶e kurwa nie ma prawa nachodzi膰 j膮, w jej domu i niech zrobi badania DNA, bo nie wierzy, 偶e jej m膮偶 jest ojcem jej dziecka i zatrzasn臋艂a z impetem przed nosem tamtej drzwi.

Si臋gn臋艂a po adres, jaki zostawi艂 jej kolega m臋偶a i posz艂a do niego z podniesion膮 g艂ow膮 i ju偶 by艂a pewna, 偶e chce si臋 z nim zestarze膰, a badania DNA zaprzeczy艂y ojcostwa tamtego dziecka!

Odda艂am si臋 – muzyce!

Muzyce si臋 odda艂am, a dlaczego mnie dzi艣 na to wzi臋艂o? S膮siadka na dole si臋 remontuje i huk m艂otk贸w niesie, 偶e ze zgrzytem w z臋bach to znosz臋, ale s艂uchawki w uszy i odda艂am si臋 muzyce, kt贸r膮 chc臋 si臋 z Wami podzieli膰, cho膰 to tylko malutki procent, tego, do czego cz臋sto wracam.聽

Kto艣 musi s艂ucha膰 muzyki, aby kto艣 m贸g艂 si臋 remontowa膰 ha ha, ale na dobre mi to wysz艂o, gdy偶 si臋 wzruszy艂am i oczy 艂z膮 oczy艣ci艂am. My艣l臋, 偶e ka偶dy z nas wzrusza si臋 i porusza przy swoich ulubionych melodiach i piosenkach, kt贸re gdzie艣 tam kiedy艣 z nami by艂y i tworzy艂y ten wspania艂y klimat, czy to na prywatkach, przy ognisku, czy w ramionach pierwszego ch艂opca.聽

Tak sobie dywaguj臋, ale ja osobi艣cie uwielbiam muzyk臋 i mam taki gust muzyczny, jaki mam i kto艣 mo偶e mnie pos膮dzi, 偶e uwielbiam starocie, ale musz臋 si臋 przyzna膰, 偶e we wsp贸艂czesnej muzyce pere艂ek brak i tego mi bardzo brakuje. Je艣li nie ma teraz pere艂ek, albo one do mnie nie trafiaj膮, bo jestem za stara, to odkurzam stare przeboje.

Zapraszam na koncert w towarzystwie stukotu m艂otka u s膮siadki, bo chyba zmienia pierunica kafelki ha ha 馃榾

Przewa偶nie s膮 to przeboje zagraniczne, a kiedy艣 zrobi臋 koncert ze staroci rodzimych – cierpliwo艣ci 馃檪

 

ttps://www.youtube.com/watch?v=izOdvBmTDh0